Łączna liczba wyświetleń

piątek, 15 listopada 2024

SYSTEM NERWOWY

 
Ludzie to skupiska komórek, spośród których szczególną rolę odgrywają neurony, czyli komórki zdolne do obierania i przekazywania informacji w formie sygnału elektrycznego. To z nich i odżywiających je komórek glejowych składają się nasze mózgi. A w mózgach - w sposób świadomy czy też nie - zapadają wszystkie decyzje za które mamy odpowiadać.

Aktywność neuronów zależy od docierających do nich bodźców i wzorców ich przetwarzania, a te z kolei wynikają z genetycznej architektury mózgu, zapisanych w nim doświadczeń i wpływu środowiska. Znaczenie ma choćby nasz sposób odżywiania, używki czy aktywność fizyczna, a nawet seksualna. Mózg odpowiada za potrzeby organizmu, przez co znajduje się pod przemożnym wpływem afektu rdzennego czyli choćby zupy hormonów.

Lecz organizm ten należy do zwierzęcia społecznego, a to oznacza że różnie reaguje w zależności od sytuacji społecznych. Całe spektrum człowieczeństwa zawarte we wzajemnym układzie odniesień nazywamy kulturą. Zbiorowości w zależności od unikalnych doświadczeń ekologicznych i historycznych wykształciły różne wartości. Proces konstruowania mózgów w ramach określonej kultury określa wspólnotę kodów i norm.

A do tego tory wytycza pozycja społeczna naszych rodziców i styl ich rodzicielstwa. Mówiąc bez ogródek dziecko prezydenta, lekarza czy adwokata, ma o wiele większe szanse żeby zostać pięknym i bogatym tryskającym humorem erudytą, niż dziecko menela. No i wiele zależy od poziomu miłości, surowości, nadopiekuńczości czy stymulacji jaką otrzymujemy w domu rodzinnym. A potem od grupy rówieśniczej i tak dalej. 

Warto o tym pamiętać gdy się ocenia innych. Nie jest bowiem tak, że wszyscy mamy równe szanse bo poseł jeden z drugim tak zadekretował. Pomijając przemożny wpływ genów na sprawność naszej maszynki do myślenia, jest ona szczególnie silnie kształtowana od pierwszych lat życia. No i niestety jest tak, że szczęście przyciąga coraz więcej szczęścia, a pech coraz więcej pecha. Bo w psychologii rozwoju każde stadium wykrzywia całą trajektorię.


Aktywność neuronów wynika z ich wcześniejszej aktywności w nierozerwalnym łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Aktywność każdego neuronu zależy od jego pozycji w całej sieci skoordynowanej stoma bilionami połączeń.... Choćbyś próbował to wszystko rozplątać i szukać jakiegoś autonomicznego neuronu inicjującego konkretny proces decyzyjny, kłóci się to ze wszystkim co wiemy o neuronach. One po prostu muszą reagować w określony sposób, a my próbujemy to kwestionować bo nie czujemy się maszynami.

Wiedza taka nie jest nam zresztą do niczego potrzebna. Utożsamiamy się z tą całą burzą we własnej głowie i to pozwala nam wierzyć, że o czymś decydujemy. Inny sposób postrzegania groziłby zresztą szaleństwem. Ludzie jako skupiska neuronów zachowujących się w zdeterminowany sposób nie mają przecież wolnej woli. Możemy dodawać do tego jakiś komponent "niefizyczny", ale to dosyć karkołomna konstrukcja. Życie zbyt często kończy się organiczną demencją osobowości.

Gdyby traktować ludzi jak powiedzmy zjawiska pogodowe kierujące się określoną dynamiką, można by ich rozgrzeszyć ze wszystkiego, bo przecież muszą być takimi skurwysynami. Tyle że w dynamice tej istotną rolę odgrywają otrzymywane informacje, nagrody czy kary. No i do tego jeszcze te cholerne emocje. Jedno skupisko komórek nienawidzi drugiego skupiska komórek, a inne kocha. A na koniec rozpada się i gnije.

niedziela, 10 listopada 2024

DZIEŃ ŚWIRA


 Drodzy rodacy - prawdziwi Polacy, Kaszubi, Ślązacy, Górale, Europejczycy i mieszańcy rasowi. Obywatele Warszawki, Wolnego Miasta Gdańska, Rancza Wilkowyje i Jedwabnego. Zbieracze szparagów, operatorzy zmywaków, pożeracze kebabów, bezrobotni i korposzczury. Kibole, duszpasterze, żołnierze i kury domowe. Macie dzisiaj swoje święto - dzień niepodległości.

Tego dnia staliście się niepodlegli. No może nie do końca tego dnia, bo historycy nie zgadzają się co do daty 11 listopada. Ale to już kwestia dyskusyjna, a ten dzień ma symbolicznie upamiętniać, że po 123 latach zaborów Polacy znów stworzyli organizm państwowy. Co prawda będziemy się tym słowiańskim szczęściem cieszyć tylko przez dwie dekady, a potem krzyżackie hordy rozpierdolą cały kraj, ale to już powód do dumy.

Potem jeszcze przetrwać trzeba było PRL, Trzecią i Czwartą RP, dyktaturę Brukseli, masońskie spiski i amerykanizację, a teraz jeszcze wojnę hybrydową. Jednym słowem Polacy mają zawsze przejebane, nawet kiedy są niepodlegli. Ale mogą wtedy śpiewać Rotę, Mazurka Dąbrowskiego i Odę do Radości w swym szeleszczącym języku. Mogą smażyć ruskie pierogi i nosić patriotyczne skarpetki. Mogą nawet zrobić gigantyczny przekop Mierzei Wiślanej.

Nikt nam kurwa nie zabroni wybrać Tuska, Kaczyńskiego, Brauna czy Palikota. Możemy nawet sponsorować kościół, kulturę narodową i instytuty od spraw niepotrzebnych. Przecież trzeba gdzieś upchać tych wszystkich inteligentnych ludzi, żeby nie zapierdalali jak matoły. Możemy nawet napierdalać się po mordach jak to nieraz w patriotycznym uniesieniu bywało. Lecz osobiście do tego nie namawiam, gdyż nie jest to działanie konstruktywne i może powodować niebezpieczne kontuzje.


Kim więc jesteśmy w tej trzeciej już dekadzie dwudziestego pierwszego wieku? Czym jest niepodległość w obliczu rosyjskiego zagrożenia i lęku przed utratą tożsamości? Co mamy ze sobą wspólnego i jakie są wartości które podzielamy wszyscy? Co to znaczy być Polakiem? To trudne pytania. Sami mamy problem z określeniem kim jesteśmy. Spieramy się o jakieś wizje, ale prawda leży gdzieś na tym kawałku globu. Tylko Polak może zrozumieć ten absurd jaki sam sobie zgotował. Ale był sobie Polak, Rusek i Niemiec.

I to był dowcip historii. A potem baba przychodzi do lekarza i tak dalej. Ale niektórzy nie mają w ogóle poczucia humoru. We współczesnym norweskim slangu Polak to taka sama obelga jak Żyd, czarnuch czy ciapaty. A każdy pijak to złodziej. Geniusze wszystkich powiatów łączcie się! Gdzieś w CENTRUM WSZECHŚWIATA leży takie miejsce gdzie urodził się Kopernik, Chopin, Wałęsa, Wojtyła i Gołota. Gdyby pomieszać ich geny wyszedłby Leonardo da Vinci.

środa, 6 listopada 2024

REWOLUCJA BURAKÓW

 
W eurosceptycznej międzynarodówce zapanowała euforia, po tym jak prezydentem największej gospodarki świata został stary dobry Donald Trump. Oznacza to wzmocnienie takich odśrodkowych wichrzycieli jak Orban czy Fico. Będą mogli oni pod amerykańskim parasolem wdrażać swój "antyliberalny", a w zasadzie socjalistyczny i nacjonalistyczny program zawłaszczania państwa i pojednania z Rosją.

Również i u nas nie brakuje takich którzy twierdzą, że kraj jest okradany przez różnego rodzaju obcych, więc należy przegonić stare elity i zaprowadzić nowe porządki. Co jeszcze gorsze przerabialiśmy to już przez osiem lat i jak dotąd nie udało się rozprawić z tą kosmopolityczną sitwą uśmiechniętych wyzyskiwaczy. Jak wiadomo pieniądz rządzi światem, a PiS zgromadził jeszcze zbyt mało środków żeby stworzyć imperium medialne i przekupić wszystkich celebrytów.

Polscy populiści mają ten problem, że muszą stać okrakiem z powodu naszej sytuacji geopolitycznej. Z Rosją i Niemcami mają stare porachunki, a przypominanie o nich przez całą dobę to credo polskości. Poza tym walczą już przeszło trzy dekady z postkomuną, która uwłaszczyła się na transformacji i wyprzedaży majątku narodowego. Bronią tradycyjnej i jakże kosztownej energetyki. Straszą dzieci czarnym ludem. W dotychczasowym europejskim układzie sił zupełnie się nie odnajdują.


Kwestia rosyjska nie jest  więc przeszkodą gdy idzie o tożsamość ideologiczną. Dysonans można przykryć rozważaniami o nieprzewidywalności Trumpa, który nagle wyciągnie Jokera z rękawa. Jedyna nadzieja w tym, że Trumpowi naprawdę odjebie - poczuje się urażony i będzie musiał zaspokoić swoje ego jakimiś radykalnymi działaniami. Ale zbytnio bym na to nie liczył. Trump już wiele razy mówił, co myśli o Rosji i Ukrainie, a co sądzi o tym Duda czy Kaczyński w ogóle go nie interesuje.

Motywem przewodnim tej całej fali jest opowieść o globalnym spisku elit. I rzeczywiście poglądy wielkomiejskich elit rozmijają się ostatnio coraz bardziej z potrzebami niezbyt zamożnej prowincjonalnej siły roboczej. No bo tak to się jakoś dziwnie składa, że ci sami ludzie którzy współczują imigrantom, mniejszościom seksualnym i dyskryminowanym kobietom, często drwią z niezbyt ich zdaniem rozgarniętego "buraka", który znalazł się w takim a nie innym miejscu życiowym z powodu własnych ograniczeń umysłowych.

Oczywiście nikt nie ma recepty na sprawiedliwość społeczną. Jedyną stałą cechą wszystkich systemów jest egoistyczny narcyzm starych czy nowych elit i umacnianie oligarchii pod takim czy innym szyldem ideologicznym. Ale ważne jest żeby mówić do ludu jego językiem, dlatego farbowani trybuni tyle pieprzą o niesprawiedliwości, spiskach i złodziejstwie, choć sami mają przecież pełne kieszenie.

niedziela, 3 listopada 2024

CZYNNIK KOREAŃSKI

 
Nazwa Korei pochodzi od średniowiecznego królestwa Goryeo, obejmującego prawie cały Półwysep Koreański. Rozpowszechniła się na świecie dzięki arabskim i perskim kupcom wędrujących Jedwabnym Szlakiem. Nie był to jednak pierwszy organizm państwowy na tym terenie.

Według nacjonalistów początków kultury koreańskiej należy szukać już w trzecim tysiącleciu przed naszą erą, a jej ojcem miał być mityczny król Dangun. Jeśli odłożyć na bok legendy jedyną pewną datą jest wzmianka o inwazji na Królestwo Gojoseonu w kronikach chińskich (108 r. p.n.e.).

Zresztą o tak wczesnych dziejach tego regionu wiadomo niewiele. Prawdopodobnie mieliśmy wtedy do czynienia raczej z luźną federacją plemion niż scentralizowaną administracją. Pochodzenie Koreańczyków nie jest do końca znane. Choć niektórzy przypuszczają, że mogą pochodzić od ludów ałtajskich obecnie zalicza się ich raczej do tak zwanych ludów izolowanych.

Pomimo stworzenia własnej oryginalnej kultury przez wieki znajdowali się w orbicie wpływów chińskich. Choć Chińczycy nigdy nie włączyli Półwyspu bezpośrednio do swojego imperium utrzymywali go w swoistej politycznej zależności. To z Państwa Środka czerpano wzorce i inspiracje. Chińskie wpływy kulturowe zmieszały się z rodzimymi tworząc niepowtarzalną tożsamość.

Zakorzenione tu prastare tradycje szamańskie przenikały się z buddyzmem, taoizmem i konfucjanizmem. Opierając się na konserwatywnej filozofii, etyce i systemie społecznym Koreańczycy przegapili jednak zmiany dokonujące się na coraz bardziej uprzemysłowionym świecie. Aż do podboju japońskiego w 1910 roku ich gospodarka opiera się głównie na rolnictwie.

Zmodernizowani już na zachodnią modłę Japończycy okupowali Koreę przez trzy i pół dekady. Setki tysięcy Koreańczyków zostało wtedy zmuszonych do wykonywania niewolniczej pracy. Nie pochwalając japońskich okrucieństw i represji przyznać trzeba, że był to okres unowocześniania kraju, po którym pozostała jakaś infrastruktura czy wyszkolone kadry.


Niebawem jednak Półwysep zamienił się w jedno z najnędzniejszych miejsc na mapie świata. A wszystko za sprawą okrutnej wojny między światowymi blokami politycznymi. Jak wiadomo państwa osi - do których należała Japonia - zostały pokonane wspólnym wysiłkiem kapitalistycznych i komunistycznych aliantów. Podobnie jak Niemcy Korea została podzielona między dwa systemy.

Tak naprawdę komuniści nie mieli ochoty wszczynać kosztownej i krwawej awantury o ten niewiele wówczas znaczący kawałek ziemi. Kalkulowali jednak, że podobnie myślą Amerykanie, skoro już oddali kontrolę nad niemal całą Wschodnią Azją.  Ameryka zaś arbitralnie stwierdziła, że musi w tym momencie uderzyć pięścią w stół i wreszcie powstrzymać komunistyczną ekspansję, choć sama Korea nie miała większego znaczenia strategicznego.

Kiedy siły komunistycznej Północy próbowały opanować Południe w ich obronie stanęły zachodnie siły ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Ale do wojny wmieszały się też Chiny, więc rozpętała się krwawa jatka w której zginęły miliony ludzi - oczywiście głównie koreańskich cywilów. Rezultatem była ruina, wzajemna nienawiść i utrzymanie geograficznego status quo. Na Północy stworzono najbardziej totalitarny reżim wszechczasów, a na Południu kapitalistyczną dyktaturę.

O dziwo to północnokoreański model początkowo lepiej się sprawdzał, a to dzięki pomocy gospodarczej otrzymywanej ze Związku Radzieckiego, Chin i innych państw niesławnej demokracji ludowej. W realizacji forsownej industrializacji dostrzegano nawet symptomy cudu gospodarczego. Na dłuższą metę system okazał się tam jednak niewydolny. Militaryzacja drenowała budżet, a wszechmocne państwo zabijało wszelką inicjatywę.


Południowokoreańska modernizacja na dobre zaczęła się dopiero w latach sześćdziesiątych, ale stworzyła jedną z najsilniejszych gospodarek świata. Dzięki inteligentnej alokacji zagranicznych kredytów i wykorzystaniu zdyscyplinowanej siły roboczej udało się stworzyć prawdziwe przemysłowe imperium. Droga do demokracji była tu jednak krwawa i wyboista, a wolnościowców po prostu masakrowano.

Pierwsze wolne wybory w Korei Południowej odbyły się dopiero w 1988 roku. Tymczasem po upadku bloku socjalistycznego gospodarka Północy całkowicie się załamała i zapanował tam masowy głód. Niestety ten stalinowski skansen stał się w międzyczasie atomowym mocarstwem. Panująca dynastia Kimów wykorzystuje broń nuklearną jako swoją polityczną polisę na życie, nie stroni od handlu bronią i narkotykami, a nawet ucieka się do terrorystycznych prowokacji.

Opasły dyktator tego gigantycznego obozu koncentracyjnego zwąchał się ostatnio z Władkiem Putinem. Dostarcza mu amunicję i żołnierzy, aby mógł kontynuować swoją specjalną operację wojskową w Ukrainie. To najlepiej ukazuje gdzie mentalnie i kulturowo znajduje się Rosja. Niektórzy sądzą jednak, że ten sojusz może wyjść Sowietom bokiem, jeśli Południowcy wejdą do gry wysyłając Ukrainie hojne dostawy swojego nowoczesnego uzbrojenia. 

sobota, 2 listopada 2024

KINO WOJENNE

 
Wołodymyr Zełenski skrytykował ostatnio Polskę, bo nie przekazaliśmy mu MIG-ów. Zignorowaliśmy też prośbę o zestrzeliwanie rosyjskich rakiet, bo uznaliśmy że mogłoby to grozić wplątaniem się w wojnę. Szef naszej dyplomacji Radosław Sikorski odparł dosyć rzeczowo, że nasza pomoc w relacji do PKB była zdecydowanie największa i tak dalej. Prezydent Andrzej Duda mówił zresztą to samo. Nie możemy więcej dawać, bo musimy martwić się przede wszystkim o siebie.

A tak się niestety składa, że zaczynamy bać się o własną dupę. Ruscy razem z ludami Syberii i Kaukazu, nepalskimi najemnikami i Koreańczykami zdają się przejmować inicjatywę. Dzięki bestialskiej, ale sprawdzonej już wielokrotnie taktyce można utopić przeciwnika w morzu własnej krwi, nie zważając na absurdalne straty ludzkie i materiałowe. W Rosji nie ma przecież opinii publicznej, a ludzi można wysyłać na pewną śmierć całymi tysiącami, tym bardziej, że nie są to na ogół etniczni Rosjanie.

Ponieważ w tej Federacji dominują biali, a na zdziczałej prowincji panuje okrutna nędza, wystarczy sypnąć jakimś groszem żeby zwabić desperatów w kamasze. W Europie żyjemy na wyższym poziomie, więc nie pali nam się, żeby umierać za jakąkolwiek sprawę. I tak dochodzimy do socjologicznych ograniczeń demokracji liberalnej. Rosja to tylko wielka stacja benzynowa z bombą atomową i mięsem armatnim, a gospodarka Korei Północnej praktycznie nie istnieje. Ale cała nasza machina przemysłowa służy przede wszystkim konsumpcji.

Teoretycznie nasz potencjał gospodarczy powinien zmiażdżyć taką anachroniczną strukturę. Według papierowych wyliczeń możemy przecież wyprodukować więcej czołgów, samolotów, rakiet, dronów i czego tylko zechcemy. Tyle że oznaczałoby to dalsze wyrzeczenia "zmęczonego" wojną europejskiego społeczeństwa. Jeśli Stany Zjednoczone przestaną dozbrajać Ukrainę, to Europa pewnie sobie też odpuści, bo ciągle mamy za mało pralek, telewizorów, samochodów i ekspresów do kawy. Poza tym ludzie chcą oglądać seriale i piłkę nożną, a nie te paskudne obrazki zbombardowanych miast.


A jeśli zabraknie choćby popcornu to lud zagłosuje na tego kto obieca kiełbasy, browary i inne towary. Więc konflikt zostanie zamrożony w jakiejś amorficznej i prowizorycznej formie ustrojowej. Okaleczona, wyludniona i zgorzkniała Ukraina będzie musiała zrezygnować z marzeń o odzyskaniu integralności. Zgniły pokój wyda jednak zatrute owoce. Obłudny pojeb z Kremla z całą pewnością nas okłamie, ale będziemy musieli udawać, że wierzymy w znalezienie optymalnego rozwiązania. A tymczasem musimy zbroić się na tyle, na ile jest to możliwe w tych warunkach.

Szkoda tylko tych wszystkich chłopaków, którzy musieli zginąć broniąc ukraińskiej i europejskiej wolności. Pokazali jednak że Rosja jest słaba i pohamowanie jej apetytów było jak najbardziej możliwe gdyby nie dziwna euroatlantycka opieszałość w dostawach sprzętu. W obecnej sytuacji ciężko już oczekiwać jakiegoś wielkiego przełomu. Rosną za to rosyjskie wpływy w Mołdawii i Gruzji, a premier Słowacji Robert Fico zaszokował występami w rosyjskiej telewizji, gdzie wyraził swoje oburzenie nierealistyczną postawą eurokołchozu.

Zakochana w samej sobie Europa nie ma pomysłu co z tym może jeszcze zrobić, czeka więc aż ukraińskie morale samo się wypali. Stany Zjednoczone są na politycznym rozstaju i tak naprawdę nie wiadomo, jaki będzie ich dalszy stosunek do wojny za naszą wschodnią granicą. Jankesów coraz bardziej absorbuje konflikt na Bliskim Wschodzie, a przede wszystkim kwestia tajwańska. Wyłania się więc z tego dosyć paskudny obraz, tym bardziej że już płoną fabryki i centra handlowe, a rosyjska agentura dezinformuje i polaryzuje głupie społeczeństwo.

środa, 30 października 2024

EPITAFIUM


 Nie wiadomo po co żyjemy, choć mamy na to różne kulturowe i religijne wyjaśnienia. Prawdopodobnie to tylko ewolucyjny przypadek, choć ewolucja ma swoje cele - przetrwanie i reprodukcję. Dlatego wyposażyła nas w różne sprzyjające tym celom namiętności, takie jak potrzeba aprobaty, rywalizacji czy posiadania. A także w generującą takie dylematy ciekawość.

Jeśli jednak chcemy być szczęśliwi nie warto się nad tym zbytnio zastanawiać. Właśnie do tego służą nam te arbitralne teorie. Prawdy i tak nie poznamy, ale przecież w obliczu niepowodzeń, cierpienia i śmierci musimy zachować stabilność psychiczną. A najprostszym na to sposobem jest wiara w to, że życie ma sens. Wiara w cokolwiek jest lepsza niż wiara w nic, więc religie, ideologie i życiowe filozofie wskazują nam "właściwą" drogę.


Nadrzędnym celem każdego z nas jest jakkolwiek rozumiane szczęście, które wiąże się z tym poczuciem sensu. Kiedy pomimo doznawanych przyjemności i posiadanych dóbr gubimy w życiu sens to i tak czujemy się nieszczęśliwi. Banalna prawda jest taka, że szczęścia nie można uzależniać od czynników zewnętrznych, bo spełnianie pragnień wiedzie do ich eskalacji. Jeszcze tylko osiągnę sukces, kupię dom, ożenię się i będę szczęśliwy...

Każdy taki krok przyniesie mi jednak rozczarowanie jeśli nie odnajdę w nim sensu. Uczucie przyjemności pojawia się i znika, a poczucie sensu ma charakter trwały. Jakże słodko byłoby więc sensownie umierać, choć tak często mamy wrażenie, że nasze życie to komedia pomyłek. Od dziecka marzyliśmy o zdobywaniu szczytów, gdy tymczasem jego sens krył się w zwykłych i podobnych do siebie dniach.

sobota, 26 października 2024

RELIGIA ALTERNATYWNA

 
Antoni Macierewicz to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej polityki. W jego "ideowych" kręgach pielęgnuje się mit niezłomnego działacza opozycji antykomunistycznej. Są jednak i tacy którzy twierdzą, że był współpracownikiem Biura Studiów SB. Właśnie to Biuro miało wyjątkowy przywilej rejestrowania konfidentów jako swoje ofiary. Jeśli to prawda to pan Macierewicz bardzo skutecznie wszedł w buty katolickiego narodowca.

W III RP zasłynął przede wszystkim z tak zwanej "nocy teczek", kiedy to sam ujawnił listę domniemanych kapusiów. A ponieważ były na niej nazwiska różnych mniej lub bardziej legendarnych kombatantów ze styropianu, z samym Lechem Wałęsą na czele, rozpętało się istne polskie piekiełko. Idea lustracji została już na zawsze uwikłana w bieżące spory polityczne, a przy okazji obalono jakiś rząd Olszewskiego. Stało się to motywem mitu o "nocnej zmianie" czyli rzekomym zamachu stanu polegającym na przegłosowaniu wotum nieufności.

Już sama taka konstrukcja publicystyczna stanowi intelektualne kuriozum, ale spopularyzował ją swego czasu późniejszy specjalista od paździerzowej propagandy Jacek Kurski. Środowiska "patriotyczne" piórami swoich zacietrzewionych pismaków z prawdziwą wirtuozerią - bo jak inaczej nazwać takie schizofreniczne akrobacje - rozwodziły się nad istotą układu komunistów z liberalnymi zdrajcami. Lecz również i one same, wraz z błogosławiącym ten cały stan umysłu klerem katolickim, były zinfiltrowane przez komunistyczną bezpiekę.

Ale mniejsza już o te paradoksy historii. Sprawność w błyskawicznym tworzeniu teorii tak zawiłych, że niemożliwych do obalenia, ponownie przydała się Macierewiczowi do wielopiętrowych rozgrywek gdy tupolew z prezydentem Lechem Kaczyńskim i parlamentarną śmietanką na pokładzie uległ mechanicznej dekompozycji razem z pasażerami. To wtedy skrystalizowała się zupełnie już sekciarska tożsamość Prawa i Sprawiedliwości. Na drugim biegunie politycznym Macierewicza uznano za czołowego pisowskiego świra. Niestety jest raczej niezwykle przebiegłym cynikiem.

Coraz więcej mówi się o niejasnych powiązaniach Macierewicza z Rosją... Trzeba to oczywiście wyjaśnić, ale wyraźnie już widać, że światowy obóz alternatywnej prawicy to w zasadzie rosyjska agentura. Donald Trump i Elon Musk dzwonią sobie do Putina na pogaduszki. Francuskie Zjednoczenie Narodowe, Austriacka Partia Wolności czy Alternatywa dla Niemiec wychwalają Władka pod niebiosa. Rządy Węgier, Słowacji czy Serbii lawirują, żeby tylko zbytnio nie zaszkodzić Ukochanemu Niedźwiedziowi

Co więc kieruje rodzimymi wyznawcami tej nie trzymającej się polskiej racji stanu ideologii? To jedna z rzeczy których nie potrafię pojąć. Na prawicowych forach internetowych łatwo zostać zbluzganym za samo wskazywanie tej nieścisłości. Po chuj bez przerwy szczekać o postkomunie, resetach, zamachu i zgniłym Zachodzie robiącym interesy z Rosją, skoro samemu jest się w jawnie prorosyjskim obozie? Bo takim przecież jest Alternatywna Międzynarodówka. Wychodzi na to, że cała ta wojna wybuchła przez niemieckich gejów, ciapatych gwałcicieli i dekadenckich antyklerykałów.


Biolog Richard Dawkins minimalną jednostkę transmisji kulturowej nazwał memem. Kontakt umysłu z memem jest umieszczeniem w mózgu pasożyta, który wykorzysta nasz system nerwowy do dalszego rozprzestrzenia się. W tym sensie - podobnie jak geny - memy "dążą do nieśmiertelności" dzięki kolejnym replikacjom swojej struktury. Jesteśmy dla nich tylko nośnikami, ale dla utrwalania się określonej formy przekazu kulturowego  kluczowe jest nasze zachowanie. Stajemy się więc gorliwymi wyznawcami, a nawet misjonarzami, takiego czy innego mitu.

Społeczeństwo zostało zainfekowane absurdalnym bełkotem o walce z urojonym wrogiem. Oczywiście nawet w szeregach jedynej słusznej partii nie brakuje oszołomów wierzących w jakaś dziejową misję. Ale chodzi tu głównie o wielkie pieniądze. Obym się mylił, ale cały ten alternatywny syf już zaśmiecił dyskurs i będzie generował coraz ostrzejszą zbiorową paranoję. Nawet jeśli Trump sprzeda  Ukrainę jacyś przemądrzali "erudyci" będą doszukiwać się w tym głębszej strategii politycznej, bo mielenie ozorem i pisanie rozwlekłych analiz o niczym stało się ich sposobem na życie.