Lato się kończy, idzie jesień, a potem zima. Wojna w Ukrainie - do której zdążyliśmy się już na tyle przyzwyczaić, że przestaliśmy dostrzegać w niej egzystencjalne zagrożenie dla tej zasranej suwerenności wydzieranej nam przez Niemców, Brukselę, ekologów i cyklistów - ciągle trwa i nie wiadomo jak się skończy. Wiadomo tylko że po niej nic już nie będzie takie samo.
Tej zimy Putin będzie próbował wykorzystać okienko możliwości jakie stwarza brak rakiet do systemów obrony przeciwlotniczej (w tym przede wszystkim pocisków Patriot). Jeśli rzeczywiście nie uda się uzupełnić tych deficytów ukraińska energetyka i ciepłownictwo zostaną bezlitośnie zniszczone, a miasta sterroryzowane pociskami balistycznymi. Niestety mądry Trump nie sprzeda nam już nic, bo wystrzelał się w Iranie.
Głównym dostawcą tego amerykańskiego cudu techniki wojskowej dla Ukrainy są teraz Niemcy, ale ponoć ich zapasy są na wyczerpaniu. Zdaniem Polaków - zwłaszcza tych "prawdziwych" - powinni dać znacznie więcej. My sami jako kraj przyfrontowy nie możemy tego zrobić, ale Niemcy jak najbardziej bo ryzyko nalotów na Berlin jest w tej chwili dosyć abstrakcyjne.
Zdaniem znanego eksperta Zbigniewa Parafianowicza niemiecka pomoc ma wręcz wymiar minimalny w stosunku do ich realnych możliwości. Inni mówią natomiast o niesamowitej hojności Szwabów, więc ciężko się w tym połapać. Mieli oni oddać Ukraińcom 25% swoich baterii. Regularnie dostarczają też systemy krótkiego zasięgu Iris-T. Tak czy siak to zachodnioeuropejska hołota z Niemcami, Francuzami i Brytyjczykami finansuje tę wojnę.
Polska - choć coś tam jeszcze wysyła i przede wszystkim umożliwia tranzyt - znaczenie ogranicza swoją pomoc, słusznie czy nie (czas pokaże) obawiając się o własne dupsko. Z tego też powodu liczymy się coraz mniej w tej geopolitycznej układance, gdzie wdzięczność szybko się wyczerpuje, a pozostają realne interesy. Skoro nie możemy dać tyle co nadziani - lecz jakże zgnili moralnie i historycznie obciążeni oraz nieczyści rasowo Zachodni Europejczycy - zasługujemy jedynie na słowa uznania.
I żaden Braun z Nawrockim tego nie zmieni. Co najwyżej możemy pokłócić się o Wołyń i wymusić kolejne rytualne podziękowania za pomoc bratniego narodu polskiego. Kto inny rozdaje jednak teraz karty w tej ponurej rozgrywce. Napięcie na linii Warszawa-Kijów stało się tak wysokie, że Zełenski zrezygnował nawet z usług lotniska w Rzeszowie. W swoje zagraniczne podróże wyrusza z lotniska w Kiszyniowie w Mołdawii, choć powoduje to liczne perypetie.
Podczas niedawnego wylotu do Oslo samolot musiał czekać na pasie startowym przez godzinę z powodu zagrożenia dronowego. Przestrzeń powietrzna Mołdawii jest tak nieszczelna, że Rosja regularnie wykorzystuje ją do atakowania południowo-zachodniej Ukrainy, po prostu przez nią przelatując. Ale widocznie z powodów politycznych lepiej już wylatywać z kraju którego część okupują rosyjskie wojska niż z bratniej Polski.
Tutaj społeczny klimat dla rozwijania wzajemnych relacji zrobił się naprawdę zjebany. Nacjonaliści mają wreszcie na swoim podwórku "obcych" do bicia - do tej pory walczyć musieli z jakimiś wyimaginowanymi halucynacjami, a teraz są tu ludzie z krwi i kości których można obwiniać o przestępstwa, pasożytniczy socjal i zabieranie Polakom pracy której i tak nie chcą. W dodatku ten bohatersko broniący się kraj przeżera wciąż korupcja, a różne bogate kutasy kręcą tam mętne interesy.
Tak czy siak to jedyna zapora przed rosyjskim terroryzmem, więc naprawdę miarkowałbym całą to coraz bardziej histeryczną nagonkę, bo plugawa wolność pozwalająca imbecylom wypisywać i wykrzykiwać dowolne brednie może szybko zniknąć. Być może model dotychczasowego wsparcia zaczyna się wyczerpywać... W ostatnich wyborach regionalnych w Saksonii-Anhalt spektakularne zwycięstwo odniosła Alternatywa dla Niemiec.
Jak wiadomo nie jest to partia zbyt przychylna finansowaniu Ukrainy, z nostalgią zaś wspomina dostawy tanich rosyjskich surowców dzięki którym Niemcy rosły w siłę, a ludziom żyło się dostatnio. Liderka tej skrajnie antyimigranckiej formacji nienawidzącej tęczowych flag prywatnie jest lesbą w sformalizowanym związku parnterskim z ciapatą Lankijką posiadającą obywatelstwo szwajcarskie. Sama Alice Weidel praktycznie nie mieszka w Niemczech gdzie robi karierę polityczną, tylko właśnie w Szwajcarii gdzie spędza czas prywatny.
Ale to tylko taki paradoks, bo jej program polityczny schlebia poglądom konserwatywnych patriotów z postkomunistycznych obszarów byłej NRD, gdzie AfD zdobywa póki co największą popularność. Wykazuje też dosyć rewizjonistyczne refleksje historyczne na temat drugiej wojny światowej, ale co do czego elastycznej polskiej prawicy nie będzie to pewnie przeszkadzać w zawarciu antyunijnego przymierza, do czasu aż nada jakiejś jednostce wojskowej imię bohaterów SS.
We Francji rekordowe poparcie wykazuje teraz Zjednoczenie Narodowe, co w najlepszym wypadku (jeśli dopcha się do koryta) skutkować może izolacjonistyczną jeśli nie jawnie prorosyjską polityką. Swego czasu ugrupowanie brało od Putina pieniądze, lecz dziś zdaje się nieco lawirować, choć zapewne doprowadziłoby do drastycznego zahamowania pomocy udzielanej Ukrainie. Zaczęłaby się gadka o tym, że należy chronić własne interesy zamiast rozdawać pieniądze...
Bezprecedensowy wzrost popularności przeżywa też brytyjska partia Reform UK przekształcająca tradycyjny w praktyce dwupartyjny system. Jej lider Nigel Farage (niegdyś namawiający do Brexitu) podpisał ze stojącym na czele Zjednoczenia Narodowego Jordanem Bardellą wspólny pakt migracyjny deklarujący program masowych deportacji. Jego stosunek do konfliktu w Ukrainie jest trochę zagadkowy - kiedyś podziwiał Putina, pod wpływem sondażów zaczął go jednak krytykować.
A w Ameryce mamy już Donalda Trumpa, który bardziej interesuje się Iranem niż Rosją. Putin ma oczywiście z tą wojną gigantyczne problemy, ale z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Nie ma co liczyć na to, że odpuści bo w kulturze politycznej Rosji oznaczałoby to samobójstwo. Kto wie czy po przeprowadzeniu kolejnej "operacji wyborczej" nie zdecyduje się na jakąś formę szerokiej mobilizacji. Wywiady prognozują nasilenie operacji hybrydowych w Europie. Z pewnością jesteśmy więc na jego celowniku.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz