Przez lata Ukraina błagała Zachód o broń dalekiego zasięgu, lecz nie mogła się jej doczekać. Mówiono o ryzyku eskalacji, wojny światowej czy atomowej apokalipsy. Ukraińcy musieli więc "sami' rozwinąć taką technologię. Samowystarczalność ta jest jednak - jak to zwykle bywa - uzależniona od pewnych czynników zewnętrznych.
Chodzi nie tylko o niektóre importowane komponenty, ale też choćby drukarki 3D. Masowa produkcja dronów jest możliwa dzięki farmom takich drukarek, a te pochodzą od partnerów międzynarodowych. Dopiero zachodnie środki produkcji umożliwiły rozkwit ukraińskiej innowacyjności. Ale potrzeba jest matką wynalazków.
Sprzęt jest na bieżąco testowany w boju, więc doświadczenie naszych walczących z rosyjską agresją sąsiadów staje się tym bardziej bezcenne. Ukraina przestaje być tylko klientem zachodu, stając się partnerem oferującym bezcenną wiedzę i sprawdzone rozwiązania. Przy tym pozostaje kluczowym gwarantem europejskiego bezpieczeństwa.
Paradoksalnie coraz bardziej samodzielna Ukraina staje się teraz łatwym celem populistycznej nagonki. Bo informacje o kolejnych pakietach pomocy i pożyczkach utrwalają jej gębę europejskiego utrzymanka. Lecz Europa potrzebuje Ukrainy bardziej niż Ukraina Europy - tak kurtuazyjnie stwierdził ostatnio prezydent Finlandii Alexander Stubb.
Być może to retoryczna przesada, ale Ukraina wykonuje dziś "brudną robotę" i jako taka pomaga nam realniej niż Stany Zjednoczone. Otrzymuje oczywiście gigantyczne wsparcie, tyle że dla polityki takiej nie ma w zasadzie alternatywy, chyba że dosyć mamy liberalnej demokracji. Wielu tak deklaruje, lecz zatęsknią pewnie za nią kiedy dostaną pałką po głowie.
Ukraina musi być w Europie, choć otwiera to ogromne wyzwania. Europa trzeszczy zresztą w szwach - to osobny rozdział. Na szczęście wojna przenosi się coraz głębiej na terytorium Rosji, więc jeśli utrzymamy poziom wsparcia Ukraina powinna przetrwać. Taka przynajmniej jest obecna dynamika - front stoi, mięsne szturmy są masakrowane a ruski przemysł naftowy jest regularnie niszczony.
Odpowiedzią są oczywiście ataki na cywilów i tak dalej. Miło jednak widzieć płonące rafinerie i słyszeć o upadającej rosyjskiej gospodarce. Z tego też powodu najbliższa Parada Zwycięstwa na Placu Czerwonym ma być znacznie skromniejsza, co tłumaczy się "zagrożeniem terrorystycznym". Trump zaczął już nawet dzwonić do Putina i pieprzyć o rozejmie.
Szkoda by było zepsuć taką piękną defiladę... No i ta pierdolona ropa ciągle drożeje, więc niech Ukraina się w końcu opamięta... Dajcie Putinowi Donbas, Krym, Zaporoże i Chersoń a najlepiej Kijów... Wojna za dużo kosztuje polskiego podatnika... To jasne że musimy dbać o swój interes, lecz to żaden interes pozwolić Rosji wygrać wojnę.
Ciężko jednak skruszyć tą absurdalną narrację, bo zagrożenie idzie ponoć z Berlina i Brukseli. Suwerenność osiągniemy tylko gdy rządzić będą nami martyrologiczne kreatury. Powiązana z Putinem mafia tambowska wyprała w Polsce swoje pieniądze przez Zondacrypto sponsorując jednocześnie tych pożytecznych idiotów, a na koniec zapierdoliła Polaczkom równowartość 330 milionów dolarów.


















