Ofiara gwałtu jest sama sobie winna, bo założyła za krótką spódniczkę. A jak ktoś poszkodowany zgłosi coś na policję, to zawsze można nazwać go konfidentem, bo to przecież niehonorowe. I tak dalej... Zawsze winien jest ten, kto jest słabszy, obcy albo inny, bo sam się prosił - to syndrom znany już z przedszkola. Takie postawienie sprawy redukuje dysonans moralny.
Szukanie "frajera" to najbardziej prymitywny mechanizm obronny pozwalający zredukować napięcie panujące w grupie - dlatego tak często stosują go nawet dzieci. Co gorsze może być mechanizmem specyficznej "integracji" - wspólne gnojenie kogoś buduje tożsamość. Na poziomie politycznym naród, klasa, partia, plemię musi mieć jakiegoś wspólnego wroga. A jak go nie ma, to trzeba go wymyślić.
Można się wtedy wyżyć, gdyż odpowiedzialność ulega rozproszeniu. Nie trzeba nawet zbytnio wnikać w meritum, bo przecież łatka została już przypięta, a zwykła ignorancja czy choćby konformizm nie obudzą w nas "obrońcy uciśnionych". Takie postawy dobrze wyglądają tylko na filmach, ale nie w życiu. Nawet jeśli prywatnie mamy inną opinię nie mówimy tego głośno.
Strukturę hejtu psycholodzy opisali w koncepcji PIRAMIDY NIENAWIŚCI. Jądro systemu stanowi Lider czyli Główny Agresor - osobnik który za wszelką cenę chce zabłysnąć, przewodzić grupie, dowartościować się czy przykryć własne niedostatki cudzym kosztem. Musi więc znaleźć sobie możliwie bezbronną, wyalienowaną i odstającą od "normy" ofiarę, a następnie nastawić przeciwko niej całą grupę.
Pierwszy krąg w rozchodzącej się fali hejtu przejmują Aktywni Asystenci czyli Pomocnicy - przydupasy owej plującej jadem gwiazdy, którzy pod skrzydłami "silniejszego" czują się pewnie i powielają jego narrację by umocnić swoją pozycję. Przy okazji dodają coś od siebie, rozsiewają plotki, eskalują nienawiść... Tak rozkręca się efekt kuli śnieżnej - bezrefleksyjne wzmacnianie i powielanie nienawistnego przekazu oraz legitymizacja agresji.
Do nagonki przyłączają się Bierni Popieracze (Dopingujący) - co prawda to nie oni inicjują najgorsze ataki, lecz nie zamierzają ich hamować i rozlewają drugi krąg przemocy. Śmieją się z ordynarnych żartów, powielają niesprawdzone plotki, przyzwalają na złośliwości. Zjawisko znieczulicy w którym grupa nie reaguje na niższe stopnie agresji powoduje normalizację języka nienawiści, przesuwanie granic i przejście do groźniejszych etapów.
Zazwyczaj jednak tylko niewielka część grupy aktywnie uczestniczy w "gnojeniu frajera". Temu wszystkiemu z obojętnością przygląda się natomiast Milcząca Większość (Bierni Świadkowie). Nawet jeśli czasami uważają, że dochodzi do czegoś złego z obawy przed wykluczeniem boją się to wyartykułować. W oczach agresora oznacza to niestety aprobatę jego działań. Rola tej biernej masy staje się więc kluczowa w tworzeniu iluzji nazywanej zbiorową ignorancją.
Polega ona na utrwaleniu wrażenia, że "wszyscy tak myślą". Pogłębia też izolację autsajdera - brak wsparcia ze strony świadków sprawia, że czuje się osamotniony, a hejterom daje poczucie bezkarności. Wielu z tych niby neutralnych obserwatorów przesuwa się z biegiem czasu w stronę skrytych pomocników agresora rozsiewając plotki dalej i dochodząc do wniosku, że coś musi w tym być, a ostatecznie i tak winny jest ten który nie umie się obronić, bo jest zbyt pizdowaty.
Nikt więc nie przerywa łańcucha agresji. No prawie. Czasami ktoś coś po cichu bąknie, że ten gamoń wcale nie jest taki zły, ale na ogół z takim protekcjonalnym pobłażaniem jakby był od niego lepszy. Potencjalni Obrońcy z reguły boją się mocno ingerować w dynamikę grupy bo to nie ich problem, mogą się narazić, sądzą że jeden głos i tak niczego nie zmieni... W sensie ilościowym stanowią margines obojętnej grupy (efekt skali) więc rzadko się aktywują, tym bardziej że sam poszkodowany wstydzi się o to prosić.
Często internalizuje on uwłaczające godności informacje zaczynając sam siebie obwiniać i postrzegać jako kogoś gorszego. Boi się eskalacji więc milczy, licząc że sprawa w końcu sama przycichnie, co paradoksalnie może być zachętą do jeszcze bardziej bezczelnej dehumanizacji. Stres wyczerpuje zasoby emocjonalne, a do tego dochodzi poczucie osamotnienia i asymetrii sił. Co więcej oczerniać nas może anonimowy sprawca wspierany przez plującą biomasę, a wtedy zupełnie nie wiemy jak z nim walczyć.
Dla agresora zaś hejt jest nie tylko narzędziem poprawiania swojej pozycji, ale też samopoczucia gdyż daje złudne poczucie wyższości i chwilowo pozwala regulować emocjonalne deficyty. Najczęściej działa tu mechanizm projekcji - przypisujemy ofierze cechy których nie akceptujemy u samych siebie, leczymy własne kompleksy lub atakujemy sukcesy których zazdrościmy. Innymi słowy - kto się przezywa tak się sam nazywa.
Zamiast realizować się w jakiejś konstruktywnej pasji czy własnym życiu agresor namiętnie oddaje się bezcelowej złośliwości, zaspokajając w ten sposób głód dopaminowy. Niedorozwojowi zainteresowań często towarzyszy cynizm, narcyzm i sadyzm. Hejter czerpie satysfakcję z cudzego cierpienia emocjonalnego, traktuje ludzi instrumentalnie, za wszelką cenę szuka podziwu.

























