Donald Trump już szykuje się do Wielkiej Nocy. Jego duchowa doradczyni (to chyba coś w rodzaju religijnego coacha) Paula White-Cain porównała go z tej okazji do Jezusa. Podobnie jak syn boży miał być "zdradzony, aresztowany i fałszywie oskarżony", a jego polityczne przetrwanie to forma zmartwychwstania.
Niestety jak dotąd Trump nie został ukrzyżowany, ani tym bardziej nie rozdał majątku ubogim. Kaznodziejstwo jest jednak rodzajem psychoanalizy, która potrafi powiązać wszystko z biblijnymi historiami. Lecz cofniemy się dalej niż do czasów biblijnych, a konkretnie do epoki kamienia łupanego. Oto cel misji w Iranie.
Ameryka już w zasadzie zwyciężyła, o czym Trump mówi każdego dnia, tyle że gówno z tego wynika. Bo Iran napierdala rakietami na około i jeszcze przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Przepuszcza tankowce swoich sojuszników, od tych bardziej neutralnych pobiera opłaty, a wrogów więzi w Zatoce. To stosunkowo łatwe, bo Cieśnina - jak to cieśnina - jest wąska.
Jak dotąd Iran bał się sięgnąć po to proste i jakże bolesne dla naftocywilizacji narzędzie, żeby zbytnio nie rozjuszyć Wielkiego Szatana. Skoro ten sam się rozjuszył, Iran zrozumiał że musi iść na całość. Islamski reżim gotowy jest spierdolić całą światową gospodarkę zanim w wyniku bombardowań cofnie się do prehistorii. A na to biali ludzie nie mogą pozwolić.
Bo bardziej niż wojenne obrazki ekscytują nas ceny paliw, żywności (nawozów) i innych pochodnych. Co prawda gospodarka posiada dosyć duże zdolności do adaptacji, ale tak się składa że surowiec rosyjski został już wcześniej przechrzczony krwią. W dodatku Ukraina postanowiła zablokować jego eksport atakując rosyjskie porty na Bałtyku.
Na razie pozostają regulacje cen i rezerwy, są to jednak instrumenty doraźne. W dłuższej perspektywie trzeba wypracować jakiś model "normalizacji" bo rynek bez podaży i zysków nie istnieje. Swego czasu pisowcy sprzedali za bezcen rafinerię Lotosu, co służyć miało dywersyfikacji. Dzisiaj infrastrukturę Saudi Aramco atakują irańskie drony a dostawy wcale nie są pewne.
W dodatku NATO stało się "papierowym tygrysem". A zatem całą naszą architekturę bezpieczeństwa można o kant dupy potłuc. Zwolennicy junior-partnerstwa z Ameryką budują jeszcze złożone teorie o jakichś szachach 5D, bo akcja Jankesów to atak na sojusznika Rosji i Chin, który miał skonstruować bombę atomową.
Obecna ekipa miłościwie nam panująca nie ma zaś pomysłu na nowe rozdanie, choć stawia bardziej na przewidywalną Europę. Tyle że jak wiadomo ta jest podzielona i militarnie niedorozwinięta. Tusk chce więc "przeczekać Trumpa" i doczekać się kogoś normalnego w Białym Domu. Niestety w dobie mediów społecznościowych nie jest to wcale pewne.
Trump zaś chce zrzucić z siebie odpowiedzialność za cały ten bigos na Stary Kontynent. Obwieścił że jak tylko rozpierdoli Iran w drobny mak to ekopedały z Unii Europejskiej mają przywrócić tam "swobodę handlową". Jego ponoć chuj to obchodzi, bo USA mają aż za dużo ropy. Tyle że jej ceny i tak uderzają w amerykańską gospodarkę, biznes i konsumentów.
Niebawem oficjalną wizytę na prorosyjskich Węgrzech złoży wiceprezydent J. D. Vance, co odczytywać można jako akcję ratunkową dla tonącego we własnym szambie półdyktatora Viktora Orbana. Pomimo przejęcia mediów, sądów i lukratywnych konfitur ten turański grubas robi już pod siebie pod wrażeniem przedwyborczych sondaży w których wcale nie jest faworytem.
Według serwisu VSquare w Budapeszcie przebywają już rosyjscy specjaliści od siania dezinformacji, odpowiedzialni wcześniej między innymi za ingerowanie w mołdawskie wybory. Wypisują różne nonsensy w mediach społecznościowych, strasząc Kijowem, Brukselą i wojną światową. Pokój, dostatek, tradycyjne węgierskie wartości i tak dalej może zapewnić tylko stary Orban.
Popiera go kontrowersyjny premier Słowacji Robert Fico, a także liderzy antyeuropejskiej skrajnej prawicy: Merine Le Pen, Matteo Salvini, Geert Wilders czy Santiago Abascal. No i oczywiście Alice Weidel z Alternatywy dla Niemiec, partii mocno relatywizującej niemieckie zbrodnie z czasów drugiej wojny światowej, podważającej granice na Odrze i Nysie oraz kategorycznie odmawiającej nam reparacji.
No ale kto zrozumie te wszystkie zawiłości polityki... Niedawno kraj gulaszu odwiedził sam polski prezydent Karol Nawrocki w ramach przyjaźni pisowsko-węgierskiej. Kiedy wrócił tak się wkurwił, że musiał zjebać dziennikarza bo ten sugerował jakiś moskiewski spisek. A to przecież gra o suwerenność, wolność, niepodległość i dalej w tym stylu. Alleluja i do przodu!!!




















