To jednak wersja oficjalna - według popularnych teorii spiskowych spierdolił do Ameryki Południowej i żył tam sobie jak pączek w maśle. Tak czy siak okazał się zwykłym tchórzem. Jednym z ostatnich jego dekretów był tak zwany "rozkaz Nerona", w którym nakazywał Niemcom wysadzenie własnego kraju w powietrze.
Wszystkie obiekty przemysłowe, infrastruktura komunikacyjna i transportowa oraz magazyny żywności miały zostać zniszczone żeby nie służyły podłym aliantom. Oznaczałoby to oczywiście katastrofę humanitarną, ale jakże honorową. Naród który nie dorósł do koncepcji "wielkiego wodza" nie zasługiwał już na przetrwanie.
Ale przetrwał bo dwie strony zimnej wojny potrzebowały tego przegranego moralnie ludu aby wzajemnie się szachować. Naród przetrwał nawet ten podział i zniszczył mur dzielący jego stolicę, co stało się symbolem upadku komunizmu w Europie. Imperium sowieckie wkrótce rozpadło się na kawałki jak domek z kart.
Po efemerycznym epizodzie chaotycznej "demokracji", a w zasadzie anarchii, Rosję przejęły tajne służby, a Władimir Putin zapragnął cofnąć zegar dziejów. W międzyczasie zapewniał Niemcom dostawy taniej ropy i gazu czym kupił sobie kluczowego "adwokata". Chuj z tym że masakrował Czeczeńców, zabijał dziennikarzy, fałszował wybory skoro zapewniał tanie surowce.
Nazwać to można "gazowym narkotykiem" dzięki któremu niemiecka gospodarka rozwijała się być może dobrze, ale pozostawała ślepa na imperialne instynkty swojego dilera. Niemcy dla własnego zysku budowały więc potęgę finansową Rosji, co dzisiaj odbija się im czkawką. Chcąc nie chcąc muszą teraz bulić na obronę Ukrainy.
Pragmatyczny swego czasu Putin zdaje się natomiast popadać w szaleństwo. Przewaga technologiczna Ukrainy pozwoliła jej nie tylko skutecznie zatrzymywać inwazję, lecz ostatnio także niszczyć podstawy rosyjskiej gospodarki. Przewaga "ilościowa" Rosji zaczyna się wyczerpywać. Nie ma już chętnych do tej samobójczej wojny, a totalna mobilizacja mogłaby zupełnie zepsuć nastroje.
Brakuje mięsa armatniego, a ludność cywilna zaczyna już odczuwać nie tylko gospodarcze ale też kinetyczno-psychologiczne skutki wojny. Przemysł naftowy ograniczył wydobycie do poziomu najniższego od dekady, a przerób nawet od dwóch dekad. 40% budżetu pochłania wojsko więc zaczyna brakować kasy na normalne funkcjonowanie państwa.
Przed Ukrainą otwiera się więc okienko nowych możliwości. Czy uda jej się wykrzesać tyle sił by odbić choćby część okupowanych terytoriów? Czas pokaże. Na razie dynamika wskazuje na coraz gorszą kondycję rosyjskiej machiny wojennej. Putin jest już osrany i przesiaduje w bunkrze jak pewien niemiecki wypierdek pod koniec drugiej wojny światowej.
Drastycznie ograniczona aktywność publiczna wskazuje na postępującą paranoję choć nie wiadomo czy amfetamina również wchodzi w grę. Z pewnością jednak zbzikowany starzec faszeruje się jakimiś specyfikami od nadwornych medyków. Jak niesie wieść wpierdala silne sterydy i hormony oraz leki dopaminergiczne co skutkuje ostrym jebnięciem w czajnik.
Facet się sypie, więc przeznaczył 26 miliardów dolarów na "nowe technologie medyczne" - w zrujnowanym kraju priorytetem stały się badania nad odwracaniem procesów starzenia i długowiecznością (między innymi regeneracją komórek czy biodrukiem organów). Władek nie gardzi jednak medycyną alternatywną - ponoć regularnie bierze kąpiele w wywarze z poroża młodych jeleni.
Cywilizacja europejska musi się więc mierzyć z fantazjami podstarzałego świra. Chciałby być wielkim wodzem, a nawet nieśmiertelnym bogiem, niestety gówno z tego wychodzi. Rezultatem może być natomiast przeciągająca się wojna na wyniszczenie o jakieś skrawki terytorium. Pozostaje kula w łeb albo opcja atomowa, ale na to nie pozwolą Chiny.
Tymczasem do nas też powracają demony "wojny z faszyzmem". Z populistycznych czy też nacjonalistycznych względów (to w zasadzie jedno i to samo) Zełenski postanowił nadać elitarnej jednostce wojskowej miano "bohaterów UPA". Ukraińcom ta okrutna formacja kojarzy się z walką narodowowyzwoleńczą przeciwko radzieckiemu (czytaj rosyjskiemu) ciemiężcy. Nam zaś z czystką etniczną na Wołyniu.
Mamy więc "nowy" i zupełnie niepotrzebny kryzys dyplomatyczny, choć kwestia oceny wspólnej historii dzieli nas nie od dzisiaj. Tak dla przypomnienia Armia Czerwona i NKWD odpowiadały za śmierć nawet pół miliona Polaków, a UPA około stu tysięcy... Dziwi jednak takie zlekceważenie polskiej wrażliwości.
Można to rozumieć jako próbę podtrzymywania morale, utwardzania założycielskiego mitu walki z Moskwą, cynizmu dyplomatycznego czy też studzenia wewnętrznej histerii. Siłą rzeczy nastroje nacjonalistyczne w czasie wojny biorą górę, a Kijów uważa że z przyczyn geopolitycznych i tak jesteśmy "zmuszeni" wspierać jego walkę.

















