Łączna liczba wyświetleń

sobota, 18 kwietnia 2026

ARYJSKIE KORZENIE

 
W historycznym, kostiumowym czy może po prostu komiksowym filmie "300" przedstawiona jest opowieść o walce dzielnych i szlachetnych Spartan z podstępnymi i cynicznymi Persami. Chodzi o bitwę pod Termopilami, gdzie garstka heroicznych Europejczyków odeprzeć miała azjatyckich barbarzyńców.

Taka narracja spotęgowana jest przez hollywoodzkie środki wyrazu - stylistyka obrazu jest maksymalnie przerysowana, tak żebyśmy nie mieli wątpliwości że chodzi o walkę dobra ze złem. Perska armia jest groteskowo upiorna, a na jej czele stoi orientalnie demoniczny Kserkses.

Bardziej przypominał Szatana niż człowieka, a już z pewnością ekstremalnego miłośnika piercingu. Uosabiał tyranię i despotyzm, a zdrajców kusił wizjami luksusu i zmysłowych przyjemności. Umięśnieni i przystojni Spartanie serwują nam za to gadkę o wolności i bohaterstwie, którą łyknąć mogą patrioci wszystkich krajów.

Owszem - podobnie jak Kim Dzong Un starożytni królowie z Bliskiego Wschodu domagali się niemal boskiej czci, a już z pewnością uniżonego pokłonu do samej ziemi, który w kulturze greckiej był aktem niemal bluźnierczym. Lecz "wolnościowcy" ze Sparty funkcjonowali w wojskowym totalitaryzmie a nie rycerskim klubie dżentelmenów.

Ale jak sobie dzisiaj pomyślisz o ciapatej hołocie to w zasadzie widzisz to samo. Jeden z drugim chciałby się obwiesić złotem jak jakiś raper z Albanii, zniszczyć nasze wartości, a już z pewnością zerżnąć nasze kobiety czyli zatruć naszą krew. Sami nie mamy już ochoty się rozmnażać, więc zagrożenie jest jak najbardziej egzystencjalne.


Jak każdy imperialista Kserkses kierował się imperatywem ekspansji, więc w końcu próbował wejść do Europy, aczkolwiek aż do podbojów Aleksandra Wielkiego Grecy nie byli dla Persów żadnym punktem odniesienia, a raczej kwestią przygraniczną. Potem Persowie ulegli hellenizacji, wchłaniając do swej kultury szereg elementów greckich.

Wcześniej czerpali z tradycji elamickich, babilońskich czy asyryjskich, a zatem starożytnych mezopotamskich imperiów. Pierwszym ludem irańskim który kontrolował ten obszar byli spokrewnieni z nimi Medowie. Sam Iran oznacza "ziemię Ariów" albo jak kto woli Aryjczyków, czyli ludzi szlachetnych, cywilizowanych i tak dalej.

Swojemu porządkowi, cywilizacji i kulturze Irańczycy przeciwstawiali Turan czyli koczowniczy świat dzikusów nadciągających ze stepów. Brzmi znajomo? Chyba każda zapatrzona we własny pępek cywilizacja  tworzy na swój użytek taką dychotomię... Przyjmuje się zresztą że filozoficzny dualizm to domena perskich systemów religijnych - mazdaizmu i jego zreformowanej zaratusztrianskiej formy.

W skrócie rzecz ujmując to ze starożytnych irańskich religii mają wywodzić się nasze jakże chrześcijańskie pojęcia dobra i zła. Ale mniejsza z tym, może narodziłyby się tak czy siak, ponoć są uniwersalne i bliskie nawet ludziom świeckim. Przeniknięcie tych trendów do judaizmu (a później chrześcijaństwa i islamu) było możliwe właśnie dzięki podbojom Aleksandra Wielkiego.

Hellenistyczny świat w Azji był bowiem wielkim tyglem kulturowym w którym doszło to prototypowej "globalizacji" a tradycje wymieszały się ze sobą. Kiedy obszar ten został opanowany przez pustynnych nomadów z Arabii, siłą rzeczy przejęli oni wiele z dorobku cywilizacji irańskiej.

Bo prosta kultura plemienna nie miała własnych tradycji architektonicznych, malarskich czy literackich. Wpływ kultury perskiej na arabsko-muzułmańską był więc ogromny. Wielu najbardziej znanych "arabskich" uczonych, myślicieli i artystów było po prostu arabskojęzycznymi przedstawicielami ludów irańskich.


Choć doszło do islamizacji Iran zachował swoją nacjonalistyczną dumę... W późniejszych okresach nałożyły się na nią wpływy tureckie i mongolskie, gdyż Iran znajdował się pod panowaniem dynastii z Azji Centralnej. W końcu stracił na znaczeniu w obliczu nowożytnych uwarunkowań geopolitycznych. 

Nowe szlaki handlowe, koncert kolonialnych mocarstw i ich industrializacja to już czas innego typu "Aryjczyka", Europejczyka czy po prostu białego Jankesa. Po eliminacji irackiego reżimu Saddama Husajna przez nieocenionego George'a Busha juniora (przy udziale polskich trepów) Iran zyskał jednak - pomimo trudności gospodarczych - pozycję dominatora w regionie.

Dzieło Busha postanowił kontynuować Trump i zapowiedział nawet całkowite zniszczenie tej starożytnej cywilizacji. Jakby nie patrzeć Amerykanie mają w niszczeniu cywilizacji dziejowe doświadczenie, bo już kiedyś wytępili czerwonoskórych i ich cywilizacja nigdy się nie odrodzi. Termopile były jednak wąskie jak Cieśnina Ormuz.

piątek, 10 kwietnia 2026

ZEMSTA MELANII

 
Ni z gruchy ni z pietruchy Melania Trump wydała wczoraj oświadczenie, że nigdy nie była ofiarą Jeffreya Epsteina, nic nie widziała o jego procederze, nie łączyła ich żadna głęboka relacja towarzyska i tak dalej... A przede wszystkim że to nie ten oblech przedstawił ją cudownemu mężowi. Pojawiły się spekulacje, że być może niebawem wypłynie jakieś wielkie gówno.

Inni złośliwi twierdzą zaś, że chodziło po prostu o odwrócenie uwagi od wojny w Iranie. Być może Trump wywołał ją po to, żeby odwrócić uwagę od powiązań z tym jakże znanym ostatnio pedofilem. A teraz to wojna stała się tak wielkim politycznym obciążeniem, że lepiej niech już ludzie pomyślą o czymś innym. Być może to jednak kolejny "odpał" rezydentów Białego Domu.

Jak wiadomo sam Donald lubi wygłaszać emocjonalne przekazy albo wypisywać coś kontrowersyjnego w środku nocy - ostatnio groził na przykład zniszczeniem cywilizacji perskiej... Tak po ludzku Melania miała oczywiście prawo zareagować na medialne zarzuty, choć nieco zdumiewa spóźniony refleks. Bo po co odgrzewać sprawę która już zaczyna przycichać?


Jeśli chodzi o Iran to prawie wszyscy przyznają, że Stany Zjednoczone przegrały tę rozgrywkę. Przynajmniej na tą chwilę, bo nigdy nie wiadomo co będzie dalej. Iran wyszedł oczywiście z tej fazy wojny totalnie rozpierdolony, ale namieszał na całym Bliskim Wschodzie i przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz a to będzie oznaczać nowe realia w handlu ropą.

Przede wszystkim Iran zyskał narzędzie nacisku na światową gospodarkę, ale też potencjalnie miliony dolarów pobieranych z opłat dziennie. Nie mówiąc już o osłabieniu prestiżu USA w regionie - Arabowie już oferują Ukraińcom dostawy surowców energetycznych w zamian za systemy antydronowe. Trump wyprztykał się zaś zupełnie z pocisków do systemów Patriot.

Jest to problem nie tylko Wuja Sama, ale w zasadzie całego "papierowego tygrysa" gdyż wszyscy na Zachodzie chcieli się zaopatrzyć w te hamerykańskie cacka. Teraz mają bardzo kosztowne systemy do których w najbliższym czasie nie będzie można dokupić rakiet. Uzupełnienie zapasów zajmie wszak Jankesom jakieś dwa-trzy lata. Ale najważniejsze żeby nie kupować broni od Niemców...

Rozejm jest bardzo kruchy - już wystąpiły różne dziwne incydenty, a przede wszystkim Izrael kontynuuje swoją operację w Południowym Libanie. W środę - a więc w dzień po ogłoszeniu zawieszenia broni - naród wybrany przez Boga zafundował mieszkańcom Bejrutu istny horror. Zginęło kilkaset osób, co wygląda co najmniej na bezczelną prowokację.


Izraelowi wcale nie zależy na pokoju więc zachowuje się tak jakby chciał zjebać porozumienie. Przecież to Żydom właśnie udało się wciągnąć Amerykę w wojnę, co nie udało im się za Bidena, Obamy czy jeszcze wcześniejszych prezydentów. Na szczęście w końcu w Białym Domu zasiadł człowiek odpowiednio głupi żeby realizować syjonistyczne fantazje.

Elokwentny J. D. Vance mówi o "nieporozumieniu" - otóż Irańczycy błędnie myśleli, że porozumienie obejmuje też Liban, a USrael się wcale na to nie umawiał. Można więc legalnie wypierdalać skurwysynów w powietrze. Nacjonaliści spod znaku gwiazdy Dawida już postulują kontrolowanie Południa Libanu aż do rzeki Litani w celu utworzenia "strefy buforowej" aby zapewnić sobie "bezpieczeństwo".

W czasie gdy Trump prowadził swoją błędnie skalkulowaną wojenkę Ruscy próbowali dokonać sabotażu infrastruktury podwodnej Wielkiej Brytanii. Wysłali tam swoje okręty szpiegowskie, lecz Royal Navy we współpracy z Norwegami monitorowała szpiegowską flotę na swoich wodach, a ostatecznie ją przepędziła. - Widzimy was - oświadczył publicznie brytyjski minister obrony.

sobota, 4 kwietnia 2026

IRAN I TURAN


Donald Trump już szykuje się do Wielkiej Nocy. Jego duchowa doradczyni (to chyba coś w rodzaju religijnego coacha) Paula White-Cain porównała go z tej okazji do Jezusa. Podobnie jak syn boży miał być "zdradzony, aresztowany i fałszywie oskarżony", a jego polityczne przetrwanie to forma zmartwychwstania.

Niestety jak dotąd Trump nie został ukrzyżowany, ani tym bardziej nie rozdał majątku ubogim. Kaznodziejstwo jest jednak rodzajem psychoanalizy, która potrafi powiązać wszystko z biblijnymi historiami. Lecz cofniemy się dalej niż do czasów biblijnych, a konkretnie do epoki kamienia łupanego. Oto cel misji w Iranie.

Ameryka już w zasadzie zwyciężyła, o czym Trump mówi każdego dnia, tyle że gówno z tego wynika. Bo Iran napierdala rakietami na około i jeszcze przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Przepuszcza tankowce swoich sojuszników, od tych bardziej neutralnych pobiera opłaty, a wrogów więzi w Zatoce. To stosunkowo łatwe, bo Cieśnina - jak to cieśnina - jest wąska.

Jak dotąd Iran bał się sięgnąć po to proste i jakże bolesne dla naftocywilizacji narzędzie, żeby zbytnio nie rozjuszyć Wielkiego Szatana. Skoro ten sam się rozjuszył, Iran zrozumiał że musi iść na całość. Islamski reżim gotowy jest spierdolić całą światową gospodarkę zanim w wyniku bombardowań cofnie się do prehistorii. A na to biali ludzie nie mogą pozwolić.

Bo bardziej niż wojenne obrazki ekscytują nas ceny paliw, żywności (nawozów) i innych pochodnych. Co prawda gospodarka posiada dosyć duże zdolności do adaptacji, ale tak się składa że surowiec rosyjski został już wcześniej przechrzczony krwią. W dodatku Ukraina postanowiła zablokować jego eksport atakując rosyjskie porty na Bałtyku.


Na razie pozostają regulacje cen i rezerwy, są to jednak instrumenty doraźne. W dłuższej perspektywie trzeba wypracować jakiś model "normalizacji" bo rynek bez podaży i zysków nie istnieje. Swego czasu pisowcy sprzedali za bezcen rafinerię Lotosu, co służyć miało dywersyfikacji. Dzisiaj infrastrukturę Saudi Aramco atakują irańskie drony a dostawy wcale nie są pewne.

W dodatku NATO stało się "papierowym tygrysem". A zatem całą naszą architekturę bezpieczeństwa można o kant dupy potłuc. Zwolennicy junior-partnerstwa z Ameryką budują jeszcze złożone teorie o jakichś szachach 5D, bo akcja Jankesów to atak na sojusznika Rosji i Chin, który miał skonstruować bombę atomową.

Obecna ekipa miłościwie nam panująca nie ma zaś pomysłu na nowe rozdanie, choć stawia bardziej na przewidywalną Europę. Tyle że jak wiadomo ta jest podzielona i militarnie niedorozwinięta. Tusk chce więc "przeczekać Trumpa" i doczekać się kogoś normalnego w Białym Domu. Niestety w dobie mediów społecznościowych nie jest to wcale pewne.

Trump zaś chce zrzucić z siebie odpowiedzialność za cały ten bigos na Stary Kontynent. Obwieścił że jak tylko rozpierdoli Iran w drobny mak to ekopedały z Unii Europejskiej mają przywrócić tam "swobodę handlową". Jego ponoć chuj to obchodzi, bo USA mają aż za dużo ropy. Tyle że jej ceny i tak uderzają w amerykańską gospodarkę, biznes i konsumentów.

Niebawem oficjalną wizytę na prorosyjskich Węgrzech złoży wiceprezydent J. D. Vance, co odczytywać można jako akcję ratunkową dla tonącego we własnym szambie półdyktatora Viktora Orbana. Pomimo przejęcia mediów, sądów i lukratywnych konfitur ten turański grubas robi już pod siebie pod wrażeniem przedwyborczych sondaży w których wcale nie jest faworytem.


Według serwisu VSquare w Budapeszcie przebywają już rosyjscy specjaliści od siania dezinformacji, odpowiedzialni wcześniej między innymi za ingerowanie w mołdawskie wybory. Wypisują różne nonsensy w mediach społecznościowych, strasząc Kijowem, Brukselą i wojną światową. Pokój, dostatek, tradycyjne węgierskie wartości i tak dalej może zapewnić tylko stary Orban.

Popiera go kontrowersyjny premier Słowacji Robert Fico, a także liderzy antyeuropejskiej skrajnej prawicy: Merine Le Pen, Matteo Salvini, Geert Wilders czy Santiago Abascal. No i oczywiście Alice Weidel z Alternatywy dla Niemiec, partii mocno relatywizującej niemieckie zbrodnie z czasów drugiej wojny światowej, podważającej granice na Odrze i Nysie oraz kategorycznie odmawiającej nam reparacji.

No ale kto zrozumie te wszystkie zawiłości polityki... Niedawno kraj gulaszu odwiedził sam polski prezydent Karol Nawrocki w ramach przyjaźni pisowsko-węgierskiej. Kiedy wrócił tak się wkurwił, że musiał zjebać dziennikarza bo ten sugerował jakiś moskiewski spisek. A to przecież gra o suwerenność, wolność, niepodległość i dalej w tym stylu. Alleluja i do przodu!!!

sobota, 28 marca 2026

EPICKI CHAOS


 Kolejny tydzień za nami. Dzięki Bogu już weekend. Bóg sześć dni stwarzał świat a siódmego dnia odpoczywał i nam też tak pozwolił. Drugi dzień wolnego załatwiły nam związki zawodowe i możemy odpoczywać całe dwa dni o ile nie mamy sobotnich nadgodzin albo jakiegoś dziwnego grafiku.

Niestety Szatan nie śpi i postanowił popierdolić nam znowu życie kolejnym kryzysem energetycznym przed którym nie uchroni nas gospodarka oparta na węglu. Nawiasem mówiąc skaczą nam ceny ropy i gazu a sami wiecie, że dzisiaj bez samochodu daleko nie zajedziesz. Do tego trzeba smażyć kotlety...

Jest jeszcze kwestia przemysłu - ropa to nie tylko paliwo ale też surowiec potrzebny do produkcji większości przedmiotów codziennego użytku. Otaczają nas zewsząd tworzywa sztuczne, a tak się składa że wytwarza się je z tego czarnego śmierdzącego paskudztwa. Opakowania, obudowy, tekstylia...

Żyjemy w syntetycznym świecie. Masowa produkcja żywności wymaga pestycydów i środków ochrony roślin, a to na ogół pochodne ropy naftowej i gazu ziemnego. Potrzebny jest nam też asfalt czy styropian, farby, lakiery i rury PCV, a to wszystko owoce przemysłu petrochemicznego. Z kolei wypalanie cementu czy produkcja szkła wymagają ogromnych temperatur...


Wazelina czy parafina oraz inne składniki kosmetyków to również ropopochodne cuda dzięki którym usta stają się apetyczne, a spojrzenia kuszące. Nawet silikonowe cycki to polimery wytwarzane z tego syfu. Można by rzec, że to życiodajna, kulturotwórcza i cywilizacyjna chemia. Syntezuje się z niej 90% odczynników do produkcji leków.

Gdyby więc ropa i gaz całkowicie się dzisiaj skończyły bylibyśmy w przysłowiowej czarnej dupie. Oczywiście jeszcze nam to nie grozi - mamy po prostu mały szok podażowy który nieco zniwelowało uwolnienie 20% rezerw ropy i produktów rafinowanych przez Międzynarodową Agencję Energetyczną. 

Największa tego typu interwencja w historii świadczy jednak o skali szamba w jakie wpakował nas Donald Trump. A przecież ropa to nie wszystko - Iran i kraje Zatoki Perskiej to kluczowi dostawcy helu i siarki niezbędnych w przemyśle wysokich technologii.

Do tego wojna wywrze znaczący wpływ na rynek miedzi - siarka jest niezbędna w procesach rafinacji miedzi i niklu, poza tym ich produkcja jest procesem ogromnie energochłonnym, a blokada Cieśniny Ormuz destabilizuje dostawy. Spodziewać się można wzrostu cen transportu, żywności i leków czyli pożerającej nasze oszczędności inflacji.


Nie mówiąc już o sytuacji w nieszczęsnej Ukrainie, która dla Polaków powinna być z racji geografii kwestią priorytetową. Trumpa być może gówno to obchodzi, lecz wojna wpłynie negatywnie choćby na sytuację gospodarczą w USA. Jeśli chodzi o koszty bezpośrednie szacuje się je średnio na miliard dolarów dziennie, a wojna trwa już miesiąc.

Mamy zatem do czynienia z iście putinowską logiką - chuj z gospodarką, konsumentami, prekariatem i całym światem bo mamy piękną i nikomu niepotrzebną wojenkę. Trump nie może się wycofać żeby "nie stracić twarzy", chociaż ciężko tu mówić o ludzkiej facjacie, a raczej cyfrowym wizerunku. Wariant wenezuelski nie wchodzi tu w grę.

Szmatogłowi mają bowiem swój popierdolony etos który nie pozwoli im wejść w układy z Wielkim ani Małym Szatanem. Zamierzają iść na całość. Grozili na przykład atakiem na odsalarnie wody morskiej którą chłepce cały Bliski Wschód. A blokada Cieśniny Ormuz wcale nie musi być przejściowa skoro jest dla Zachodu tak bolesna...

Trump musi wynegocjować cokolwiek co pozwoli mu odtrąbić zwycięstwo i się wycofać. Problem w tym iż nawet po takim pyrrusowym triumfie sytuacja może spierdolić się na dziesięciolecia. Krucha równowaga sił ma to do siebie, że jej zaburzenie wywołuje chaos. Ale to już przecież specjalność Donalda Trumpa.

piątek, 20 marca 2026

FURIA KAŁBOJA


 Kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla Donald Trump podpalił cały Bliski Wschód. Razem z żydofaszystami rozpoczął bombardowania Iranu który w odwecie napierdala rakietami i dronami wszędzie tam gdzie tylko są amerykańskie bazy.

A zatem stacjonowanie sił amerykańskich nie okazało się gwarancją bezpieczeństwa, a wręcz przyczyną problemów. Kraje arabskie pewnie więc na nowo przemyślą swoją politykę. My zresztą także powinniśmy, bo jak się okazuje marna to ochrona.

Oberwały już Kuwejt, Irak, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a więc najbardziej roponośne obszary świata. Zablokowana jest Cieśnina Ormuz przez którą przepływa okresowo nawet jedna trzecia tego surowca oraz gazu ziemnego.

Irańskie pociski uderzyły w Ras Laffan - największy na świecie terminal i kompleks produkcyjny LNG - niszcząc 20% katarskiego potencjału eksportowego. Odbudowa potrwać ma jakieś pięć lat... W pięć minut można spierdolić bardzo wiele. Ale jak jest wojna to muszą być ofiary, a nasze portfele są bardzo głębokie.

Tylko co teraz zrobią celebryci? Gdzie modelki będą mogły robić "kariery", a gangsterzy przepierdalać pieniądze? Drony zaatakowały lotnisko w Dubaju, a nawet jeden z luksusowych hoteli. Jak dotąd miało to być jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. A już na pewno najbardziej snobistycznych i kurewskich.


Przy okazji syjonistyczny reżim rozpoczął rozpierduchę w południowym Libanie, gdzie państwem w państwie jest Partia Boga, której bojownicy są gotowi do walki nawet z jajami usmażonymi przez eksplodujące pejdżery. W Libanie zginęło już tysiąc osób, ale w zestawieniu z cenami ropy i gazu w Polsce to najmniejszy problem.

Rzekomym pretekstem do ataku miał być zaawansowany irański program jądrowy choć CIA zaprzecza informacjom o takim zagrożeniu. Ale Donald jak zwykle wie swoje. Co prawda jeszcze w zeszłym roku mówił o całkowitym jego zniszczeniu po uderzeniu w kluczowe ośrodki, lecz widocznie się mylił...

W 2015 roku administracja czarnego Baracka Obamy zawarła z Iranem porozumienie ograniczające irańskie badania jądrowe do celów cywilnych w zamian za zniesienie sankcji. Trump wypowiedział ten traktat już trzy lata później, a ostatnio jakoby "negocjował" nowy dokument. W międzyczasie rozpętał swoją epicką furię.

Teraz wzywa Francuzów, Brytyjczyków, Niemców i resztę eurohołoty do pomocy ale oni mają na to wysrane. W ciągu kilku dni ten jankeski prymityw wypierdolił 1000 pocisków Patriot. Dla porównania w ciągu czterech lat wojny Ukraina otrzymała ich zaledwie 600 sztuk. Geniusz z Białego Domu zużył też gromadzone przez lata pociski manewrujące Tomahawk.


Europa może więc mieć problem z uzupełnianiem ukraińskiego arsenału, nawet jeśli ekonomicznie jest jeszcze zdolna do finansowania wojny. I to w momencie gdy ukraińska kontrofensywa ruszyła pełną parą. Rosja znajdująca się już na krawędzi bankructwa otrzymała teraz bezcenny prezent w postaci rosnących cen swoich surowców.

USA zaś związały sobie ręce w tej absurdalnej awanturze. W razie gdyby Chiny chciały kombinować coś z Tajwanem, to dzielni amerykańscy chłopcy nie ogarną tych dwóch frontów na raz. Ale może uda się chociaż zdobyć Kubę. Donald Trump wyznał dziennikarzom, że może zrobić z nią co tylko zechce.

Zaczął już nawet mówić o wyjściu Ameryki z Paktu Północnoatlantyckiego. Na chuj mu Europa skoro te skurwysyny nie chcą mieszać się w żadne konflikty zbrojne. W końcu to on przemianował Departament Obrony na Departament Wojny. Pacyfizm to skrajnie lewacka ideologia.

sobota, 14 marca 2026

MAM TALENT


 Konsekwencją kapitalizmu jest ciągły zapierdol. Co do komunizmu to nie poznałem na własnej skórze, ale dla więźniów ze stalinowskich łagrów była to niewolnicza praca i niedożywienie. W polskiej wersji sentymentalnej - kojarzonej zwłaszcza z gierkowską "prosperitą" było to  słodkie pijaństwo, złodziejstwo, cwaniactwo i kolesiostwo.

Teraz podobno liczą się kompetencje czyli nie musisz mieć układów - musisz być zajebisty i samo się wszystko ułoży. Jeśli zaś nie masz kompetencji musisz dobrze się sprzedać. A gdy już nawet to nie pomoże to jest owszem droga kariery politycznej - lizanie dupy protektorom, makiaweliczne rozgrywki, a na koniec jakaś ciepła posadka.

Możesz oczywiście postawić na rozwój osobisty w dowolnej dziedzinie, ale bądźmy szczerzy - daleko tak nie zajedziesz. Prawo twojego rozwoju określa rynek, a na nim za dużo jest nierozumianych artystów, domorosłych filozofów, egzaltowanych influcencerów i botoksowych modelek. Jednym słowem hołota zbyt często sili się na oryginalność.

Każdy jeden "talent" czeka na odkrycie. Ja już się chyba nie doczekam - mogę za to wypisywać swoje brednie w internecie dla czystej przyjemności. Jeśli jednak chcesz zarobić albo chociaż przeżyć musisz wziąć się do roboty. A to przenosi cię w krainę absurdalnej gonitwy. Dla większości z nas jest ona największym źródłem stresu.


Czujemy się przytłoczeni obowiązkami, a niekiedy boimy się co będzie dalej. Stajemy się "realistami" coraz bardziej wyzutymi ze szczenięcych marzeń. Nie mamy energii, wyobraźni ani wiary w ich realizację. A w dodatku ciągle brakuje nam czasu, który zresztą sukcesywnie się wyczerpuje. Kapitalizm pożera naszą indywidualność.

Po pierwsze musisz sprostać wymaganiom, a najlepiej nie zastanawiać się zbytnio nad sensem rynkowego paradygmatu. Są oczywiście tacy którym to nie przeszkadza, a nawet czerpią z tego dziką satysfakcję. Nie sposób kwestionować cudzych ambicji, mnie jednak doprowadza to do bezobjawowego szału. Moje wnętrze staje się coraz bardziej hermetyczne.

Gdy myśli nie wydostają się na zewnątrz mózg zaczyna gnić we własnym sosie i projektować paranoidalną schizofrenię. Świat mnie nie docenił, nie poznał się na mnie, nie pozwolił mi rozkwitnąć. Społeczeństwo to spisek, cywilizacja to więzienie, prawda to bańka informacyjna. Wolność słowa to kakofonia idiotów - diamenty wyławia z niej sito algorytmów.


Gdybym pasował do algorytmu byłbym wielki, a tak niestety jestem popychadłem. Byle imbecyl z telewizji jest ciekawszy, choćby znany był tylko z tego że jest znany. Ma luksusowe samochody, rezydencje i kochanki. I jak tu być dumnym? Jak się wywyższać? Jak pokazywać swoje genialne wnętrze? Jedynie kreując się na ofiarę tego materialistycznego systemu.

Albo nawiązując kontakt z innym umysłem który odczyta hieroglify twoich figur retorycznych. Co się kryje za tą całą bufonadą? Kolejny znawca polityki, ekonomii, życia seksualnego i przysłowiowej piłki nożnej? Pewnie jakiś anonimowy jełop któremu troszkę pojebało się w głowie. Niech sztuczna inteligencja opracuje jego cyfrowy model, bo to tylko zbiór osobistych danych.

Jestem logiczną predykcją własnej tożsamości - powiem to co wynika z determinizmu matematyki, choć może to nawet być nieco poetyckie. Doświadczenie i przypadek to zakamuflowana konieczność. Jak już cię zmienią to i tak nie masz wyjścia - musisz być takim sobą jakim się stałeś. Jesteś produktem inżynierii społecznej. Konsumentem generowanych do znudzenia "nowości", śmieci i urojeń.

niedziela, 8 marca 2026

LECZO Z BARSZCZEM I BIGOSEM

 
Węgierska świnia Viktor Orban to wzór alternatywnego rewolucjonisty który zainspirował choćby "naszego" Kaczyńskiego. Jarek zapowiadał kiedyś przerobienie Warszawy na Budapeszt i konsekwentnie się tego trzyma. W swej kulturze politycznej staliśmy się krajem niemal bałkańskim.

Tyle że Orban jest dużo cwańszy - osobiście sprawuje urząd premiera i to nieprzerwanie już od szesnastu lat. Obu "wizjonerów" połączyła idea demokracji nieliberalnej, czyli takiej w której chłop jest chłopem, baba babą, media tubą propagandową a publiczne pieniądze łupem.

Jeśli zaś chodzi o Europę to może nam dawać jakieś środki bo przecież się należą, byle nie mieszała się do naszych spraw wewnętrznych. A na dzień dzisiejszy to nawet najlepiej niech wcale nie daje bo rządzi rudy Kaszub na usługach Berlina i jeszcze ludzi przekupi żeby wyrzekli się polskości.

Czym jest ta mityczna polskość ciężko powiedzieć - wiadomo z historii że zawsze biliśmy się z Niemcami, wyznawaliśmy katolicyzm i piłkę nożną, nawet jeśli na plecach mamy wytatuowane swastyki. Putin zabił nam prezydenta, ale możemy podać mu rękę jeśli taka będzie wola Donalda Trumpa.


Orban już dawno pije z Władkiem szampana i robi mu dobrze. Kwestie moralne są ważne o ile chodzi o życie seksualne, lecz wojna to przecież sposób prowadzenia polityki. Liczą się interesy i tak dalej. Tylko że "taniość" rosyjskich paliw jest raczej dyskusyjna, a chodzi bardziej właśnie o politykę.

Orban chce być "niezależny" to znaczy wyciągać z Unii pieniądze (często je defraudując) i jednocześnie pokazywać, że ma alternatywę w Moskwie. Pomimo że od lat krytykuje wspólnotę nie zamierza jej opuszczać. Należałoby się jednak zastanowić nad usunięciem Węgier z UE i NATO, bo jest to kraj sabotujący działania tych struktur.

Lecz wszyscy na Zachodzie boją się całkowitej utraty wpływów w Gulaszowej Republice. Bo może po zmianie władzy zmieni się kurs, a poza tym składają tam po taniości Audi i Mercedesa. Tymczasem Orban w imię specyficznie rozumianego "pokoju" blokuje unijne sankcje wobec Moskwy i pomoc finansową dla Ukrainy.


Ostatnio chory Madziar dostał patriotycznej sraczki po tym jak Ukraina "zakręciła kurek" z rosyjskim paliwem. Nieważne że ropociąg został uszkodzony w wyniku rosyjskich nalotów i naprawić go nie ma komu. W mediach rozpętano prawdziwą paranoję, wysłano nawet węgierskie wojsko żeby "ochraniało" węgierskie obiekty energetyczne przed ukraińską dywersją.

Orban od lat promuje ideę "Wielkich Węgier" - pojawił się nawet na meczu piłkarskim z mapą tychże na szaliku. Według tejże rewizjonistycznej koncepcji Węgrom należą się tereny należące dziś między innymi do Ukrainy, ale także Rumuni, Słowacji, Serbii i Chorwacji. W 1920 Węgry utraciły 71% terytorium na mocy Traktatu z Trianon...

Do dzisiaj Węgrzy pielęgnują pamięć o "historycznej niesprawiedliwości". Najwidoczniej nawet radziecka polityka nie była dla nich równie bolesna. Terytorium "spornym" jeśli chodzi o Ukrainę ma być wielokulturowe Zakarpacie. Już w zeszłym roku zdemaskowano tam siatkę węgierskiego wywiadu, co skutkowało wzajemnym wydaleniem dyplomatów.

W ostatnich dniach węgierskie służby zatrzymały samochody ukraińskiego banku przewożące złoto i waluty - dziewięć kilo kruszcu, czterdzieści milionów dolarów i trzydzieści pięć milionów euro. Rzekomo w grę wchodzi jakieś pranie brudnych pieniędzy choć wygląda to raczej na polityczną złośliwość.