W Europie robi się coraz bardziej gorąco - nie dość, że wojna na Ukrainie zamieniła się w niekończącą się opowieść (w dodatku z ciągłymi zwrotami akcji) to nasilają się rosyjskie operacje hybrydowe, a pierdolnięcie na stacji kolejowej w pobliżu polskiej granicy o mało nie zabiło zagranicznych polityków, dyplomatów i byłego szefa CIA. A zatem to już nie przelewki.
Wygląda na to, że Rosja powoli przygotowuje się do konfrontacji z NATO. Oczywiście w swojej percepcji już jest w stanie takiego "starcia cywilizacji", bo Ukraina jest tylko zachodnim proxy. Jak dotąd Rosja napierdala tylko w Ukrainę, działając w Europie poniżej progu wojny, choć coraz bardziej bezczelnie. Jest to taktyka o tyle niebezpieczna, że w ten sposób systematycznie poszerza swoją "szarą strefę".
Jeśli chodzi o opinię publiczną mamy mentalne "gotowanie żaby". Kolejne akty sabotażu, dywersji, cyberterroryzmu i plucia nam w twarz uznajemy za normalne. Gdyby to robili Niemcy to chyba już wypowiedzielibyśmy im wojnę. Ale Rosja? No cóż, Rosja już taka jest... A w ogóle to nie wiadomo czy nie stoją za tym Ukraińcy i tak dalej. Poza tym wszyscy chcemy pokoju, zwłaszcza że heroizm w czasach popkultury jest dobry tylko na filmach.
W czasie największej geopolitycznej rozpierduchy od czasów drugiej wojny światowej Amerykanie zamierzają... ewakuować się z Europy. Mówi się o wycofaniu 25-40 tysięcy żołnierzy, głównie z Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Nas ta redukcja ma nie dotyczyć, ale i tak nie wygląda to wesoło. Założenie jest takie, że Europa ma przejąć konwencjonalną odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, choć pod amerykańskim parasolem nuklearnym. Przyklasnąć temu może tylko głupek.
Może to i słuszne z amerykańskiego punktu widzenia, bo nasze bezpieczeństwo to przede wszystkim nasz interes, a Europejczycy - zwłaszcza od "końca historii" - olewali rozwój własnej obronności. Nie można się jednak cieszyć z faktu, że dla Jankesów ważniejszy staje się Indopacyfik oraz Bliski Wschód. Dużo było spekulacji o tym że Chiny zajmą Tajwan, tymczasem Donald Trump rozpętał wojnę w najbardziej roponośnym regionie i o wzrost cen diesla obwinia Zełenskiego, bo ten niszczy rosyjskie rafinerie.
Niby Trump zaczął dusić irańską gospodarkę uniemożliwiając szmatogłowym eksport ropy, ale jej agonia trwa bardzo długo... Tymczasem w Jemenie rebelianci Huti zajęli Bramę Łez - przesmyk przez który wiedzie alternatywny dla Cieśniny Ormuz szlak eksportu saudyjskiej ropy, a w dodatku przepływa przezeń 12% globalnego handlu kontenerowego. Aby omijać Cieśninę Ormuz Arabia Saudyjska przesyłała ropę rurociągami do portów nad Morzem Czerwonym, lecz proirańskie bojówki działające na terenie Iraku przeprowadziły na tą instalację atak dronowy...
Sytuacja na rynku paliw wygląda więc póki co coraz bardziej nieciekawie, ale chuj to Trumpa obchodzi bo prezydent sam się wyżywi. Jego synalek postanowił się ohajtać, a bizantyńską imprezę na Bahamach za kilkaset tysięcy dolarów zafundował mu rosyjski oligarcha Umar Kremlow. Ten skurwiel był kiedyś bokserem, a potem gangsterem. Karany za pobicia i wymuszenia odzyskał jednak dobre imię dzięki działalności w nacjonalistycznym gangu motocyklowym Nocne Wilki, gdzie zbudował sieć kontaktów wiodącą do kręgów putinowskiej śmietanki.
Teraz Umar Kremlow angażuje się w działalność faszystowskiej organizacji Zdrowa Ojczyzna prowadzonej zresztą przez jego szwagierkę. Organizacja ta zajmuje się wywożeniem ukraińskich dzieci w głąb Rosji gdzie poddawane są rusyfikacji, praniu mózgu i tym podobnym niecnym oddziaływaniom. Jak zrobił się medialny smród to podobno Trump Junior zwrócił kacapowi pieniądze. a jego żona bredziła że był to tylko prezent ślubny. Na weselu gdzie alkohol lał się strumieniami języki pewnie się rozwiązywały...
Rosja jest w chujowej sytuacji jeśli chodzi o mięso armatnie i bardziej traci niż zyskuje terytorium w Donbasie, choć front w zasadzie "stoi". Dostaje też mocno po dupie jeśli chodzi o przemysł naftowy, ale pechowo Ukrainie zaczyna brakować pocisków Patriot, przez co nasila się terror balistyczny. W dodatku drony o napędzie tłokowym Rosja zaczęła zastępować dronami o napędzie odrzutowym, a póki co Ukraina nie wymyśliła skutecznych środków przechwytujących - Patrioty musi natomiast oszczędzać właśnie na balistykę, gdyż to ona powoduje największe spustoszenie.
Do przechwytywania dronów odrzutowych musi stosować lotnictwo myśliwskie co zmusza pilotów do bardzo ryzykownych manewrów. Mobile grupy ogniowe z karabinami maszynowymi są w tej sytuacji nieskuteczne. Szybkie bezzałogowce przechwytujące są dopiero w powijakach, choć prace nad skutecznymi innowacjami trwają dniami i nocami. Jedynym krajem który mógłby przekazać kilkadziesiąt rakiet są Niemcy, ale wolą dmuchać na zimne i zabezpieczać własne dupsko - jak zresztą każdy.
Wyraźnie widać że przyciskana do ściany Rosja coraz bardziej zagraża Europie, a szczególnie wschodniej flance. Wciela do wojska Azjatów których wabi do siebie obietnicą dobrze płatnej pracy, a potem zniewala i wysyła na śmierć. Ludzkie i materiałowe wsparcie zapewnia także - oczywiście nie za darmo - Korea Północna, co przy okazji wzmacnia ten najbardziej tyrański na świecie reżim. Po przeprowadzeniu wyborczej szopki pewnie przeprowadzi się jakąś mniej lub bardziej ukrytą mobilizację.
Już ponoć zdarzają się jakieś łapanki na prowincji. W "patriotyczny" cyrk włącza się cerkiew, system edukacji, politykę historyczną... Nawet dysydenci wykazują tendencje nacjonalistyczne. Inżynierowie społeczni wykuwają nowy typ człowieka, który nienawidzi wszystkiego co zachodnie... Tymczasem u nas prezydent kłoci się z premierem, a miliardy dolarów w kryptowalutach znikają bez śladu.


























