Kultura to zbiór pradawnych opowieści. Korzeni tej europejskiej upatrujemy w starożytnej Grecji. Tyle że mitologia nie jest tak kanoniczna jak nas tego nauczali w szkole. Nie wiem czego dzisiaj uczą, ale to na pewno określa program ministerstwa edukacji - czyli ścisłe wytyczne zadekretowane odpowiednią pieczątką. A zatem ktoś mądrzejszy już wie co poeta miał na myśli i tak dalej.
Ale w przekazie ustnym mity nie miały jednej niezmiennej wersji. Powstawały różne lokalne tradycje spisywane później przez różnych autorów. Co do samych autorów to zaś niewiele wiadomo. Nie wiadomo na przykład czy Homer - rzekomy autor Odysei - rzeczywiście istniał, a tym bardziej kim w ogóle był. Rozpowszechniane informacje o jego "życiorysie" to tylko wytwór kultury.
W zasadzie sam Homer był więc postacią mitologiczną. Według legendy był niewidomym pieśniarzem, choć w takim wypadku zdumiewać musi precyzja wizualnych opisów. Tak czy siak istniały też inne podania o dziejach Odyseusza. Sam kultowy epos nie wyjaśnia też wszystkiego do końca urzekając nas hollywoodzkim happy endem. Niestrudzony bohater wraca do domu, do wiernej żony która czekała na niego przez dwadzieścia lat...
Penelopa dzielnie odpierała zalotników, choć nie wiedziała czy ukochany jeszcze żyje. Zdumiewająca postawa jak na grecki antyk w którym cudzołóstwu oddawali się notorycznie nawet bogowie.. Ale nie bądźmy cyniczni, powiedzmy że była szczerze oddana niezwykłemu człowiekowi. Odyseusz odzyskuje królewską władzę, bierze lubą w ramiona, a potem żyli długo i szczęśliwie. Dalsze przekazy opowiadają jak wyciągnął kopyta, choć to już nie jest Odyseja.
Według najpopularniejszej opowieści miał zginąć z rąk własnego syna Telegonosa, spłodzonego bynajmniej nie z Penelopą tylko jakąś czarodziejką. Jak to w greckiej tragedii syn ruszył na poszukiwanie ojca, a gdy go już spotkał to nieświadomie zabił dziada - głodny grabił trzodę owiec, a Odyseusz postanowił go przegnać. Przepowiedni ślepego wieszcza z Odysei - o śmierci która nadejdzie z morza - stało się zadość, gdy syn ukłuł ojca włócznią o ostrzu z kolca jadowitej płaszczki.
W nieco bardziej groteskowej - choć może przez to mniej znanej legendzie - Odyseusza zabiły spadające z nieba odchody ptaka w których znajdował się właśnie taki kolec. Poważnym badaczom starożytności śmierć taka wydawała się pewnie za mało bohaterska, nie ciągnęli więc dalej tego tematu. Ale jak mawiał klasyk: zdarza się. Tak czy siak mity greckie żyły w kulturze europejskiej dzięki ich RECEPCJI czyli dalszym przetwarzaniu.
Kultura jest procesem aktywnym w jakim coraz to nowi odbiorcy nadają dziełom nowe znaczenia. Znaczenie to zaś zmienia się w zależności od epoki, współczesnego kontekstu społecznego, aktualnych trendów, nowych adaptacji, urojeń krytyków sztuki lub natchnienia ekspertów z ministerstwa edukacji. Odyseja to więc tytuł starożytnego eposu, ale też określenie długiej i niebezpiecznej podróży. Można tak nazywać też trudne zmagania z losem czy drogę rozwoju wewnętrznego.
Nieśmiertelne dzieła podlegają wspomnianej recepcji. Z czasem dochodzi to przekształcania znaczeń i tworzenia nowych sensów. Telewizyjni spece od kultury wystrojeni jak pajace - bo przecież nie można krytykować sztuki w dresie - używają patetycznych słów żeby wyjaśnić (a w zasadzie zaciemnić) to rozciągnięte w czasie zjawisko. Mówi się o ponadczasowości czy wręcz uniwersalizmie niektórych opowieści. Tak zwane pierdolenie o Szopenie.
Uniwersalne prawdy jakimi raczą nas starożytni mają być wiecznie recepcjonowane w tysiącach opowieści. Filtry kulturowe przyswajają je do lokalnego języka i tradycji. Ale kulturowa potęga greckiego antyku nie byłaby możliwa bez tego rzymskiego który uczynił go podstawą swojej imperialnej tożsamości. Następnie antyk zmieszał się z chrześcijaństwem. Dodano do tego szczyptę celtyckiego, germańskiego, skandynawskiego i słowiańskiego pogaństwa.
A zatem tyle w tym uniwersalizmu co politycznego przypadku. Starożytna Europa była mozaiką alternatywnych kultur z których na dobrą sprawę każda nosiła w sobie zalążki uniwersalizmu, gdyż kulturowe przekazy poruszają ludzi dlatego, że są takie... ludzkie. Nie odmawiając piękna, znaczenia, głębi, greckim mitom, przyznać trzeba, że europejska kultura ukształtować się mogła na całkiem innych fundamentach. Ewolucja kulturowa to wynik losowych mutacji historycznych.
A ponieważ wpływ europejskiej myśli i estetyki na kulturę światową był przemożny (kolonializm i tak dalej), gdyby w Europie przeważyła inna tradycja wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej... W ósmym wieku chrześcijanie powstrzymali ekspansję arabską, moglibyśmy więc przejąć kulturę islamu. Ale paradoksalnie to Arabom zawdzięczamy ocalenie antycznego dziedzictwa. Muzułmanie odrzucali co prawda politeistyczne historyjki, ale inspirowali się grecką filozofią i nauką.
Zanim arabskie umysły zaczadziła konserwatywna ortodoksja nie widzieli oni sprzeczności między grecką filozofią a objawieniami Koranu. Europa przypomniała sobie o własnym antycznym dziedzictwie dopiero gdy świat islamu zaczął je porzucać, pozostawiając jednak tłumaczenia i własne komentarze. Wtedy z języka arabskiego przetłumaczono to wszystko na łacinę i "odkrywano na nowo". Na Półwyspie Iberyjskim i Sycylii Arabowie zbudowali kulturowy most łączący Europę z jej zapomnianą tradycją.
Pierwsi chrześcijanie odrzucili z pogardą grecki antyk - zwłaszcza że kojarzył się z rzymskim "ciemiężycielem", który jednak uczynił z chrześcijaństwa religię państwową upadającego imperium. Wszystko co pogańskie miało oznaczać herezję, tyle że rewolucja zwykle wraca do jakichś korzeni czy fundamentów, bo nie da się wymyśleć świata zupełnie na nowo. Chrześcijańscy teolodzy zaczęli odwoływać się do Platona i Arystotelesa w akcie syntezy wiary i rozumu.
Estetyczny "powrót do korzeni" nastąpił później w renesansie, który to przerywał "mroki średniowiecza". Ten zwrot ku humanizmowi przywołał dawną architekturę, nagość... Choć wielu renesansowych artystów tworzyło niezapomniane dzieła na zlecenie kościoła, a sami papieże zamawiali dzieła z mitologicznym scenami, ciężar zainteresowania przeniósł się z Boga na człowieka, co skutkowało sekularyzacją - otworzyło drogę do Oświecenia i rewolucji naukowej.
Ojcowie-założyciele Stanów Zjednoczonych uznali się za spadkobierców ateńskiej demokracji i rzymskiego republikanizmu, co widać zwłaszcza w architekturze urzędów i symbolice państwowej. Kapitol, Biały Dom, siedzibę Sądu Najwyższego i setki innych budynków państwowych a nawet banki wznoszono w antycznej stylizacji. Greckie mity przetwarzała też popkultura. Mówi się o tak zwanym "kinie sandałowym" - megaprodukcje ekranizują antyczne działa, ostatnio łącząc to wszystko z komiksową manierą i widowiskowymi efektami.
Paradoksalnie sama Grecja jest dziś "kolebką na peryferiach". W strukturze gospodarczej Unii Europejskiej odstaje daleko od niemiecko-francuskiego rdzenia. Kryzys zadłużenia uzależnia kraj od międzynarodowych instytucji finansowych, brak tu nowoczesnego przemysłu i zaawansowanych technologii, gospodarka opiera się na rolnictwie i turystyce. Napływa tu niewiele inwestycji, a za to wiele unijnych środków ratunkowych i strukturalnych.
Przez to wszystko Grecy bywają postrzegani jako pasożyci - nie do końca słusznie. Greckie zadłużenie jest co prawda skutkiem nieodpowiedzialnej polityki budżetowej, przerostu biurokracji, nadmiernego socjalu, fałszowania statystyk ekonomicznych i rekordowych wydatków na zbrojenia (z powodu napiętych stosunków z Turcją). Państwo to borykało się jednak z problemami finansowymi już od czasów odzyskania niepodległości spod tureckiego buta.
Dziewiętnastowieczne powstanie przeciwko Turkom sfinansowano z brytyjskich kredytów na skrajnie niekorzystnych warunkach co stanowiło już zawsze finansową kulę u nogi. Młode państwo aby przetrwać zaciągało dalsze kredyty na utrzymanie armii i modernizację zacofanej infrastruktury. W dwudziestym wieku mamy wojny bałkańskie, pierwszą wojnę światową i katastrofalną wojnę z Turcją, a potem hitlerowską okupację, której Grecy bynajmniej nie poddali się spokojnie jak baranki.
Po wygnaniu Szwabów doszło do krwawej wojny domowej między siłami prawicy i lewicy. W latach osiemdziesiątych - w ramach demokratycznych już wyborów- władzę przejęła socjalistyczna partia realizująca nazbyt "ambitny" program państwa opiekuńczego. Przyłączenie do strefy euro wiązało się natomiast z kreatywną księgowością - aby ratować walutę Niemcy musieli potem bulić, choć oczywiście Grecy nadal domagają się od nich reparacji...
Jakby nie patrzeć w starożytności również Grecja nie była jednak jakimś "centrum Europy". Nawet geografia lokują ją na obrzeżach kontynentu. Na Bliskim Wschodzie kwitły wtedy potężne scentralizowane imperia - Egipt, Babilon, Persja... Odizolowana górami uniknęła jednak centralistycznego orientalnego despotyzmu tworząc unikalny system niezależnych polis, suwerennych politycznie ale połączonych kulturą, religią, mitologią i językiem.
Nawet jeśli w poszczególnych miastach-państwach rządziła oligarchia zdecentralizowany system tworzył zalążki idei demokracji i wolności osobistej. W chwilach zagrożenia Grecy łączyli siły by odeprzeć orientalne zagrożenie. Masowa migracja z jałowej ziemi - a więc ucieczka od biedy - rozsiewała grecką kulturę po całym basenie Morza Śródziemnego. Gdyby starożytna Hellada była bogatą prowincją scentralizowanego Imperium Wschodu prawdopodobnie zostałaby kulturalnie zmiażdżona.
Tymczasem podejście Zachodu (Rzymu) charakteryzowało się kompleksem niższości. Choć Rzymianie górowali nad Grekami militarnie wiedzieli, że zetknęli się z cywilizacją bardziej rozwiniętą od ich własnej - nie mieli filozofii, literatury, teatru, rozwiniętej architektury. Przejęli więc gotowe wzorce, uosabiające w ich oczach kulturowy prestiż. Już na długo przed tym zanim Rzym stał się potęgą kultura grecka inspirowała Etrusków, więc zanim Rzymianie podbili samą Grecję zetknęli się już z przefiltrowaną i zmodyfikowaną wersją jej kultury.























