Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 4 czerwca 2026

SZLIFOWANIE MÓZGU


 Życie bez mózgu nie jest możliwe, ale z ekstremalnie małym mózgiem niekiedy tak. Dzięki neuroplastyczności układ nerwowy potrafi przystosować się do różnych anomalii. Jeśli niszczenie tkanki mózgu następuje powoli zdrowe neurony uczą się przejmować funkcje tych utraconych.

O ile działa zarządzający podstawowymi procesami życiowymi pień mózgu, do "myślenia" wystarczy nawet cienka warstwa kory mózgowej. Pewien 44-letni francuski urzędnik utracił 90% mózgu, co zresztą odkryto zupełnie przypadkiem gdy zgłosił się do szpitala z powodu osłabienia nogi.

Jego mózg został dosłownie zmiażdżony przez gromadzący się płyn mózgowy-rdzeniowy, a resztki ostały się tylko na ściankach czaszki. Choć biurokrata miał dosyć niskie IQ (na poziomie 75 punktów) nadal pracował, był mężem i ojcem dwójki dzieci.

A więc to jednak prawda że wykorzystujemy tylko 10% swojego mózgu? Oczywiście nie - mit ten wywołuje u neurobiologów irytację, gdyż cały mózg jest aktywny nawet podczas snu. Mit wziął się z tego, że mózg składa się w większości z komórek glejowych.

Owszem - za myślenie odpowiedzialne sensu stricto są neurony, lecz bez komórek glejowych ich działanie nie byłoby możliwe. Einstein miał wyższy stosunek komórek glejowych do neuronów niż przeciętny człowiek, w czym niektórzy widzą sekret jego inteligencji.

Więc raczej wskazane jest posiadanie całego mózgu, choć możliwe jest na przykład życie bez jednej półkuli. Usunięcie jej to ostateczność, ale jeśli wykona się taki zabieg w dziecięcym wieku gdy plastyczność jest najpotężniejsza druga połówka potrafi się "przeprogramować" przejmując funkcje tej utraconej.

Po dziecięcym porażeniu mózgowym stan sprawności pacjenta może się zmienić na lepsze dzięki rehabilitacji. Nawet gdy w wieku dorosłym przydarzy się nam udar mózg może jeszcze częściowo skompensować sobie utracone funkcje. Naturalną koleją rzeczy jest utrata neuronów postępująca z wiekiem.


Po 40 roku życia nasz najwspanialszy organ kurczy się w tempie 5% na dekadę, a po siedemdziesiątce nawet jeszcze szybciej. Ubywa nie tylko neuronów ale również istoty białej z której zbudowane są osłonki mielinowe - swoista izolacja impulsów elektrycznych. Rozproszenie powoduje ich wolniejsze przesyłanie.

Mózg traci też stopniowo zdolność do tworzenia nowych połączeń synaptycznych, coraz bardziej polegając na skrystalizowanych schematach. Ich nagromadzone zasoby kompensują jednak ubytki tak długo jak to tylko możliwe. Zwyczajowo nazywamy to mądrością życiową, neurobiolodzy mówią zaś o rezerwie poznawczej.

Mózg zbierając różnorodne doświadczenia tworzy gęstą sieć zoptymalizowanych "połączeń awaryjnych" - gdy jedne neurony umierają inne przejmują ich zadania dzięki czemu długo nie odczuwamy intelektualnych konsekwencji starzenia. Do pewnego momentu utrwalone wzorce zwiększają nawet naszą sprawność w rutynowych zadaniach.

Mózg się "specjalizuje" choć koncentracja i szybkość przetwarzania informacji słabnie. Może to przebiegać wolniej lub szybciej w zależności od genetyki i trybu życia - diety, ilości snu, regularnego wysiłku fizycznego, ciągłej nauki nowych umiejętności, stosowanych używek i tak dalej...

Koniec końców mózg musi się zepsuć, choć zazwyczaj prędzej zepsuje się coś innego dzięki czemu umieramy bez demencji. Przedłużająca się długość życia zwiększa niestety ryzyko, że w końcu i my staniemy się zdziecinniałymi staruszkami. Dlatego żyj szybko, umrzyj młodo i zostaw atrakcyjne zwłoki.

Albo umrzyj młodo najpóźniej jak się da... Zwłaszcza jeśli to pierwsze ci się nie udało musisz spróbować tej drugiej opcji. Życie bez mózgu jest możliwe (powiedzmy), ale co to za życie? Najważniejsze jest głębokie doświadczenie - kilka takich zapadło mi w pamięć. Zawsze jednak warto próbować czegoś nowego, eksplorować nowe obszary, podróżować w nieznane.


Tyle że chciwy świat lubi okradać nas z energii - aby sprostać wymaganiom tracimy ją na rzeczy które tak naprawdę nie są najważniejsze. Zwłaszcza dzisiaj gdy nieustanny strumień bodźców degraduje dopaminę w układzie nagrody a stres i zaburzenia rytmu dobowego osłabiają samokontrolę, uwagę przyciągają rozmaite duperele.

Kiedy byłem mały wszyscy kazali mi się uczyć różnych rzeczy, które z perspektywy czasu okazywały się służyć tylko uzyskaniu dokumentów. Dziś gdy chcę zgłębiać jakieś tematy odmawia mi się do tego prawa, bo to się nie monetyzuje. Mój starzejący się mózg powinien być "mądry" i zrozumieć, że wolność jest towarem luksusowym.

Wszystkim wokoło chodzi tylko o to by mnie uzależnić - od swoich aplikacji, produktów, społecznych nagród. Niczym płyn w czaszce słynnego medycznego przypadku - wspomnianego Żabojada z pustym łbem - głowę wypełnia mi sterta informacyjnych śmieci. Na koniec wypali się tam czarna dziura, stanę się cynikiem i... będę żył dalej.   

sobota, 30 maja 2026

FASZYSTOWSKA PARANOJA

 Ostatnie dni wojny Hitler spędził w bunkrze gdzie wydawał rozkazy nieistniejącym armiom. Gdy już nawet amfetamina i kokaina przestały dawać nadzieję sporządził swój wiekopomny testament w którym rozkazał walczyć swojemu narodowi aż do końca, sam zaś strzelił sobie w łeb.

To jednak wersja oficjalna - według popularnych teorii spiskowych spierdolił do Ameryki Południowej i żył tam sobie jak pączek w maśle. Tak czy siak okazał się zwykłym tchórzem. Jednym z ostatnich jego dekretów był tak zwany "rozkaz Nerona", w którym nakazywał Niemcom wysadzenie własnego kraju w powietrze.

Wszystkie obiekty przemysłowe, infrastruktura komunikacyjna i transportowa oraz magazyny żywności miały zostać zniszczone żeby nie służyły podłym aliantom. Oznaczałoby to oczywiście katastrofę humanitarną, ale jakże honorową. Naród który nie dorósł do koncepcji "wielkiego wodza" nie zasługiwał już na przetrwanie.

Ale przetrwał bo dwie strony zimnej wojny potrzebowały tego przegranego moralnie ludu aby wzajemnie się szachować. Naród przetrwał nawet ten podział i zniszczył mur dzielący jego stolicę, co stało się symbolem upadku komunizmu w Europie. Imperium sowieckie wkrótce rozpadło się na kawałki jak domek z kart.

Po efemerycznym epizodzie chaotycznej "demokracji", a w zasadzie anarchii, Rosję przejęły tajne służby, a Władimir Putin zapragnął cofnąć zegar dziejów. W międzyczasie zapewniał Niemcom dostawy taniej ropy i gazu czym kupił sobie kluczowego "adwokata". Chuj z tym że masakrował Czeczeńców, zabijał dziennikarzy, fałszował wybory skoro zapewniał tanie surowce.

Nazwać to można "gazowym narkotykiem" dzięki któremu niemiecka gospodarka rozwijała się być może dobrze, ale pozostawała ślepa na imperialne instynkty swojego dilera. Niemcy dla własnego zysku budowały więc potęgę finansową Rosji, co dzisiaj odbija się im czkawką. Chcąc nie chcąc muszą teraz bulić na obronę Ukrainy.


Pragmatyczny swego czasu Putin zdaje się natomiast popadać w szaleństwo. Przewaga technologiczna Ukrainy pozwoliła jej nie tylko skutecznie zatrzymywać inwazję, lecz ostatnio także niszczyć podstawy rosyjskiej gospodarki. Przewaga "ilościowa" Rosji zaczyna się wyczerpywać. Nie ma już chętnych do tej samobójczej wojny, a totalna mobilizacja mogłaby zupełnie zepsuć nastroje.

Brakuje mięsa armatniego, a ludność cywilna zaczyna już odczuwać nie tylko gospodarcze ale też kinetyczno-psychologiczne skutki wojny. Przemysł naftowy ograniczył wydobycie do poziomu najniższego od dekady, a przerób nawet od dwóch dekad. 40% budżetu pochłania wojsko więc zaczyna brakować kasy na normalne funkcjonowanie państwa.

Przed Ukrainą otwiera się więc okienko nowych możliwości. Czy uda jej się wykrzesać tyle sił by odbić choćby część okupowanych terytoriów? Czas pokaże. Na razie dynamika wskazuje na coraz gorszą kondycję rosyjskiej machiny wojennej. Putin jest już osrany i przesiaduje w bunkrze jak pewien niemiecki wypierdek pod koniec drugiej wojny światowej.

Drastycznie ograniczona aktywność publiczna wskazuje na postępującą paranoję choć nie wiadomo czy amfetamina również wchodzi w grę. Z pewnością jednak zbzikowany starzec faszeruje się jakimiś specyfikami od nadwornych medyków. Jak niesie wieść wpierdala silne sterydy i hormony oraz leki dopaminergiczne co skutkuje ostrym jebnięciem w czajnik.

Facet się sypie, więc przeznaczył 26 miliardów dolarów na "nowe technologie medyczne" - w zrujnowanym kraju priorytetem stały się badania nad odwracaniem procesów starzenia i długowiecznością (między innymi regeneracją komórek czy biodrukiem organów). Władek nie gardzi jednak medycyną alternatywną - ponoć regularnie bierze kąpiele w wywarze z poroża młodych jeleni.

Cywilizacja europejska musi się więc mierzyć z fantazjami podstarzałego świra. Chciałby być wielkim wodzem, a nawet nieśmiertelnym bogiem, niestety gówno z tego wychodzi. Rezultatem może być natomiast przeciągająca się wojna na wyniszczenie o jakieś skrawki terytorium. Pozostaje kula w łeb albo opcja atomowa, ale na to nie pozwolą Chiny.


Tymczasem do nas też powracają demony "wojny z faszyzmem". Z populistycznych czy też nacjonalistycznych względów (to w zasadzie jedno i to samo) Zełenski postanowił nadać elitarnej jednostce wojskowej miano "bohaterów UPA". Ukraińcom ta okrutna formacja kojarzy się z walką narodowowyzwoleńczą przeciwko radzieckiemu (czytaj rosyjskiemu) ciemiężcy. Nam zaś z czystką etniczną na Wołyniu.

Mamy więc "nowy" i zupełnie niepotrzebny kryzys dyplomatyczny, choć kwestia oceny wspólnej historii dzieli nas nie od dzisiaj. Tak dla przypomnienia Armia Czerwona i NKWD odpowiadały za śmierć nawet pół miliona Polaków, a UPA około stu tysięcy... Dziwi jednak takie zlekceważenie polskiej wrażliwości.

Można to rozumieć jako próbę podtrzymywania morale, utwardzania założycielskiego mitu walki z Moskwą, cynizmu dyplomatycznego czy też studzenia wewnętrznej histerii. Siłą rzeczy nastroje nacjonalistyczne w czasie wojny biorą górę, a Kijów uważa że z przyczyn geopolitycznych i tak jesteśmy "zmuszeni" wspierać jego walkę.

niedziela, 24 maja 2026

MATKA

 
W końcu przychodzi taki czas gdy sobie uświadamiasz, że jedynie co w życiu masz to rodzina. A w niej najważniejsza jest matka. Kobiety mogą odejść, przyjaciele się ciebie wyrzec, ale matka nigdy. Zastanawiasz się jakim cudem, skoro byłeś taki inny od tego jakim chciała cię wychować. Lecz dorastając ty także uczysz ją akceptacji tego kim się stałeś.

I tak nie miałeś wielkiego wyboru - chodziłeś do szkoły, a teraz musisz do pracy. W końcu - bez względu czy założyłeś własne gniazdo - i tak musiałeś odejść. Bo nawet bez własnego gniazda musiałeś znaleźć własny kąt, żeby móc wreszcie być sobą. Odseparować się od nieznośnej dydaktyki doświadczenia przeszłych pokoleń. Coś jednak w tobie z niego zostaje, czegoś się nauczyłeś.

Czego? Chyba kochać. Być uczciwym. I wierzyć w to, że jesteś kimś wyjątkowym, nawet gdy wszyscy inni już przestali. Gdzieś w tobie siedzi małe dziecko i czeka aż ktoś je pogłaszcze po głowie, przytuli i powie że wszystko będzie dobrze. A nie jest? No cóż, bywa różnie... Poza tym nigdy nie wiadomo jak będzie. Wszyscy czegoś od ciebie chcą i stawiają warunki. Matce wystarczy że jesteś.

Lecz nie wystarczy być, bo świat ciebie nie zauważy. Pozostaniesz anonimowym konsumentem ochłapów gdzieś na drabinie społecznej porównującym się z wyższymi i niższymi bytami. Musisz coś zbudować, coś drogiego kupić, obsikać jakieś terytorium i stać się na nim dominującym samcem. Nie możesz płakać, musisz działać. To imperatyw dorosłości.


Teraz masz realizować to wszystko do czego przygotowywały cię zabawy dzieciństwa. Byłeś żołnierzem, policjantem, astronautą, strażakiem, marynarzem... Człowiekiem czynu. Bohaterem. Stałeś się księgowym, robotnikiem, kasjerem albo przedstawicielem handlowym. W zasadzie to teraz modlisz się żeby nie iść na wojnę, nie spotkać przestępców, nie walczyć z pożarem ani sztormem. Nie zgubić się w kosmicznej otchłani.

Dziecięca fantazja bywa nieograniczona, lecz kłamie że możesz być kim tylko zechcesz. Dziś już nie potrafisz wyobrazić sobie tak wiele. I dlatego tęsknisz za tą iluzją, choć tak naprawdę nie mogłeś wtedy zrobić nic, a jedynie marzyć. Śniłeś o dziewczętach które nie chciały cię znać, pisałeś wiersze których nikt nie czytał, szukałeś prawdy której nikt nie poznał. Dziś już myślisz że nigdy nie przeżyjesz takich przygód jakie wtedy przeżyłeś.

Kilka lat po czterdziestce zauważasz, że właściwie to już się starzejesz. Brakuje ekscytacji, pożera cię nostalgia, powtarzasz wyuczone skrypty. Już do śmierci pozostaniesz sobą, ale czy właśnie o to ci chodziło? Drugiej młodości już nie przeżyjesz, bo tylko raz można się tak zachłysnąć życiem. Marzenia które odkładałeś "na później" stały się już nierealne. Nie masz siły, czasu, emocji, testosteronu. To tak zwany kryzys wieku średniego.

Psychologowie obiecują, że odbicie od tego stanu nastąpić ma po pięćdziesiątce, kiedy już zaakceptujesz możliwą perspektywę. Jednym słowem najmniej szczęśliwy jesteś w połowie drogi. Potem przestajesz koncentrować się na przyszłości, rywalizacji, gromadzeniu, a zaczynasz doceniać to co masz. Kurwa, jakie to proste. Tyle że każdy musi w końcu to zrozumieć. Najtrudniejszy w życiu jest realizm.


Kiedy byłem dzieckiem wydawał się wręcz nieznośnym ostrzeżeniem - bo jak tu nie wierzyć w to że zadziwimy cały świat? Kiedy ma się przed sobą tysiąc szans niezbyt przejmujemy się tym, że kolejną z nich zmarnujemy. W końcu widzimy rzeczy takimi jakie są i przestajemy udowadniać wszystkim wokoło swoją wartość. Nasza sieć społeczna się kurczy, ale pozostaje w niej to co najcenniejsze.

Świadomość uciekającego czasu każe nam coś nadrobić, wyjaśnić, wyprostować. Czasem masz poczucie winy, że wymagałeś od kogoś bycia idealnym. Od buntu przechodzisz do wdzięczności, lecz był on konieczny żebyś przeżył swoje wielkie przygody, dramaty i próby. Prawdziwa jest tylko krew, pot i łzy. Miłość, a nie zabawki. Źródło twojego życia zaczyna wysychać, matka się kurczy, aż ostatecznie gaśnie w niej iskra życia.

Twoja rzeka płynie zaś dalej, lecz już odłączona od pierwotnej miłości - kiedy byłeś bezbronny, ona cię chroniła. Kiedy wpadłeś w tarapaty wyciągała z nich. Kiedy byłeś smutny pytała dlaczego, a ty w końcu przestałeś zawracać jej głowę swoimi problemami, żeby jej nie martwić. Zawdzięczasz jej to, że stałeś się człowiekiem, nawet jeśli za dużo marudziła.

piątek, 15 maja 2026

SUWERENNY PORTFEL


 Trump poleciał do Chin i być może przehandlował Tajwan. Za bardzo nie wiadomo, bo mówił że może podpisze, a może nie podpisze się pod dokumentem zezwalającym na sprzedaż uzbrojenia tej "zbuntowanej prowincji". Zależy jaki akurat będzie miał humor, ale potrzebuje metali ziem rzadkich, a 70% z nich wydobywa się w Państwie Środka.

Ewentualne ustępstwa są oczywiście bardzo ryzykowne ze względu na technologiczne znaczenie wyspy w branży zaawansowanych półprzewodników tak potrzebnych w dobie sztucznej inteligencji. Lecz Trump przyzwyczaił nas do geopolitycznej brawury. Jego kumpel z Kremla po zorganizowaniu swojej faszystowskiej defilady przypierdolił z drona w blok mieszkalny w Kijowie.

Szef ruskiej pralni brudnych pieniędzy Zondacrypto - Przemysław Kral - spierdolił z Monako do Izraela bo szczęśliwie został w zeszłym roku posiadaczem żydowskiego paszportu. Przygotował tam sobie luksusową nadmorską willę, ale tymczasem skoczył odprężyć się w Dubaju. Jak wiadomo Żydzi nie wydają "swoich" zwłaszcza jeśli przytulili gruby szmal.

Ale Kral najprawdopodobniej był jedynie słupem, a prawdziwym mózgiem tego grubego wału miał być boss mafii paliwowej o pseudonimie Maniek. To najprawdopodobniej Maniek porwał założyciela giełdy Sylwestra Suszka i wykończył dziada po tym jak wymusił od niego klucz do portfela. Ciężko to jednak udowodnić bez zapisów z monitoringu na stacji benzynowej czy też znalezienia ciała.


Tak czy siak Kral "wiedział" że nie ma dostępu do zasobów giełdy już od lat, dalsza działalność byłaby więc bezcelowa. Być może miał nadzieję, że zaginiony się odnajdzie... Coś mi jednak mówi, że pieniądze się nie zmarnują, choć dla niedoszłych "inwestorów" marna to pociecha. Ziobro którego fundacja zainkasowała z tego przekrętu bagatela 450 tysięcy złotych spierdolił z Węgier do Stanów Zjednoczonych.

Wybory wygrał tam osobnik który piecze szczenięta w piekarniku więc mógłby upiec samego Zbigniewa - z takimi europejskimi dewiantami nigdy nic nie wiadomo. A Zbigniew ma przecież raka i nie może się tym stresować. Na szczęście wylizał już dupę Jankesom i dostał wizę dziennikarską. Będzie im robił za Maxa Kolonko. Systemy informatyczne nie zauważyły opuszczenia przez niego Strefy Schengen pomimo europejskiego nakazu aresztowania...


Do USA wybiera się ponoć sam Wiktor Orban bo lepiej jechać zawczasu niż bawić się w rozliczenia. Majątki powiązanych z Fideszem oligarchów już zaczynają wypływać z tej zrujnowanej krainy - przede wszystkim do Dubaju (gdzie można najlepiej się rozerwać), ale też do Wuja Sama, a nawet do Ameryki Południowej. Trwa paniczna wyprzedaż mediów i spółek. W popłochu odlatują prywatne odrzutowce załadowane gotówką i kosztownościami, bo urząd skarbowy zaczął blokować gigantyczne przelewy.

Oto godnościowy, suwerenny, populistyczny "patriotyzm" w całej swojej krasie - nakraść ile się da i wywieźć to wszystko za granicę. Ale przynajmniej te pieniądze nie wpadną w niemiecko-ukraińskie ręce, a zostaną wydane zgodnie z tradycyjnymi węgierskimi wartościami na kurwy i szaszłyki. Budapeszt po epoce Orbana to stolica europejskiej seksturystyki i hub rosyjskich wytwórców pornografii.

Ktoś chciał kiedyś przerobić Warszawę na Bangkok czy jakoś tak... Ziobro raczył się na nowojorskim lotnisku orientalną kuchnią zamiast tradycyjnymi ruskimi pierogami!!! Ale czego można się spodziewać po takiej kulinarnej targowicy... Lepiej już stołować się u Chińczyków niż jeść robaki w Europie. Ale najważniejsze że jeszcze Polska nie zginęła póki pracujemy.

środa, 13 maja 2026

URA


 Rosję zdobywano trzykrotnie. Pierwszy raz uczynili to oczywiście Polacy i to na tyle skutecznie, że nawet tymczasowo rosyjska szlachta uznała polskiego królewicza za cara. Po dwóch latach zostaliśmy jednak wypędzeni z Kremla co do dzisiaj upamiętnia tam Dzień Jedności Narodowej.

Ciężko jednak w tym wypadku mówić o opanowaniu kraju - po prostu system był na tyle scentralizowany, że wystarczyło zdobyć Moskwę żeby nominalnie kontrolować imperium. Militarnym atutem Rosji odwiecznie było ogromne terytorium nadające jej tak zwaną głębię strategiczną.

Okupant musi wtedy zdobywać kraj "po kawałku" co tworzy funkcjonalną przestrzeń umożliwiającą wycofywanie wojska i jego przegrupowanie, oraz daje dodatkowy czas na przeprowadzenie mobilizacji. Rozmiar Rosji był głównym powodem klęski Napoleona. Rosjanie unikali walnej bitwy wycofując się i rozciągając linie zaopatrzenia.

Zastosowali przy tym tak zwaną taktykę spalonej ziemi czyli niszczyli po drodze zasoby żywności którymi żywić mogły się francuskie wojska. Nim Napoleon dotarł do Moskwy zebrano siły zdolne do prowadzenia długiej i wyniszczającej wojny.

Dumny Korsykanin  miał nadzieję że stolica będzie mu bazą zaopatrzeniową, tyle że puszczono ją z dymem. Brak zaopatrzenia, a przede wszystkim pożywienia zmusił Żabojadów do odwrotu. Odwrót ten wyniszczył zaś niedoszłych panów Europy srożej niż sama wojna.

Skutki głodu spotęgował siarczysty mróz, choroby takie jak tyfus oraz nękanie przez armię rosyjską i partyzantów. Ewakuować się z Rosji zdołała tylko garstka niedobitków. Lekcji tej nie odrobił niemiecki "geniusz wojny" Adolf Hitler. On również liczył na błyskawiczne rozbicie Armii Czerwonej.

Ta jednak wycofywała się w głąb zostawiając spaloną ziemię, a przede wszystkim dokonując bezprecedensowej ewakuacji przemysłu. Na Ural i Syberię przeniesiono tysiące zakładów, co pozwoliło nadal produkować czołgi i samoloty potrzebne do kontrataku.

To właśnie te azjatyckie "kolonie" Rosji czynią z niej takiego niedźwiedzia... Przy okazji zapewniają surowce bez których niedźwiedź ten dawno by zdechł - albo wziąłby się w końcu do uczciwej roboty. Model "wielkiej stacji benzynowej" pomógł Putinowi olać rozwój innowacyjnej gospodarki i zająć się podbojem świata.


Na razie marnie mu to idzie, a w warunkach nowoczesnej asymetrycznej wojny ogromne terytorium przestaje być atutem, bo ciężko skutecznie je zabezpieczyć przed atakami dronów. Ukraina wreszcie dorobiła się własnej broni dalekiego zasięgu i może swobodnie hulać sobie po tym rozległym obszarze.

Najlepiej zabezpieczona jest oczywiście Moskwa bo siedzi tam pieprzona wierchuszka. Mimo tego obawiano się, że jakiś niechciany dron zakłóci rytualną paradę. Putin wybłagał więc u Trumpa małe "zawieszenie broni" i wygłośił przez urzędników histeryczne ostrzeżenia o apokaliptycznej zemście gdyby Zełenski nie pozwolił na ten faszystowski cyrk.

Odpuszczono jednak staremu śmieciowi bo nie miałoby to znaczenia militarnego a pochłonęłoby potrzebne do innych celów środki. Naród turańskich pseudosłowian mógł się więc onanizować nad swoją chwalebną przeszłością nie wspominając oczywiście o podpisaniu paktu z Hitlerem i głodzeniu Ukrainy.

piątek, 8 maja 2026

ŚWIADEK HISTORII

 
Mamy tendencję żeby oceniać wszystko przez pryzmat swojego obecnego stanu emocjonalnego. To znaczy kiedy jestem na kogoś zły przypominam sobie wszystkie złe rzeczy jakie mnie z tej strony spotkały. Kiedy zaś jestem w euforii przypominam sobie raczej rzeczy dobre.

Pamięć - nawet zachowując jakiś wachlarz wspomnień - ograniczana jest filtrem naszych emocji, który przepuszcza to co pasuje do obecnej opowieści. Bo wszystko układać się musi zawsze w spójną całość. Po uruchomieniu jakiejś emocji "ja" przywołuje fakty do niej pasujące aby zracjonalizować swój stan.

Niekiedy bywa to zabawne bo możemy kogoś kochać i nienawidzić naprzemiennie, a wtedy nasza opowieść zmienia się błyskawicznie. Ktoś był cudownym człowiekiem, ale nagle okazał się skurwysynem, a w zasadzie był nim od zawsze. Potrzebujemy w życiu "logiki", choć często jest ona tylko arbitralnym zbiorem faktów.

Emocje są tak intensywne że muszą mieć jakieś uzasadnienie - a nawet jak nie mają to się je naprędce wymyśli. Wzorce myśli wykrzywiają się w zależności od pryzmatu przez który oglądamy rzeczywistość. Nasze nastawienie może być pozytywne lub negatywne a to prowokuje dalsze scenariusze rozwoju wypadków.

Najpierw coś czujemy a potem interpretujemy sytuację. Emocje wywołują myśli które z kolei wzmacniają emocje i tak dalej... A wtedy wpadamy już w błędne koło własnych oczekiwań. Wzorce myślenia powodują skrzywienia poznawcze - dążąc do opanowania wewnętrznego chaosu stajemy się niewolnikami własnych obsesji, urojeń i rytuałów.


Dlatego nieodmiennie stukam w klawiaturę i usiłuję dotrzeć gdzieś poza otaczającą mnie zewsząd konieczność. Jakbym wierzył, że gdzieś istnieje WSZECHZROZUMIENIE które wyłowi z tych znaków przebłyski prawdy - może będzie to Bóg, może sztuczna inteligencja. W każdym bądź razie trzeba poukładać cały ten bajzel w głowie.

Obiektywnie raczej będzie odwrotnie - każdy dostrzeże co tylko chce, a raczej to co z powodu swoich ograniczeń dostrzec musi. Kiedyś nadejdzie ta chwila gdy przyjdzie nam umierać i cały sens życia wyrazi się w ostatecznych emocjach które wygeneruje nasza konająca tożsamość. Mam nadzieję że przypomnę sobie wtedy miłość, a nie zło.

Byłem bezbronnym dzieckiem, rozwydrzonym gówniarzem, onanistą, czułym kochankiem, ostrym jebaką, niedocenionym artystą, wiejskim przygłupem, wielkim filozofem, błaznem, dobrym wujkiem, wołem roboczym, nałogowym hedonistą, nudnym indywiduum które czasami miewało naprawdę dobre dni. Podobno w życiu piękne są tylko chwile.

Tak czy siak jestem składnikiem bezimiennej biomasy, która przygląda się nagle przyśpieszającej historii i zastanawia czy świat oszalał. Ale czy kiedykolwiek był normalny? Zawsze mieliśmy coś budować - wolny rynek, demokrację, Europę albo Wielką Polskę. Czyli stan obecny nigdy nie był zadowalający.


W życiu też dążyliśmy do wyimaginowanych celów. Bezsensowna edukacja, głód doświadczeń, iluzja dobrobytu i ta nieznośna konieczność przytakiwania różnym dupkom. Puste słowa wypełniają szczeliny absurdu jak kit. Gównomowa uzasadnia wszystko nawet kiedy przestajemy w nią wierzyć, bo ciągle żyjemy tak jakby to była prawda.

Kiedy zerwiemy z wiarą w cokolwiek uwolnimy diabła, dlatego nie wolno być nihilistą.  Pamiętam więc to co chcę pamiętać, żeby zbytnio nie kwestionować wartości swego życia, nawet jeśli dla niepoznaki bywam autoironiczny. Człowiek to zwykłe bydlę skazane na powtarzanie swoich frazesów. Gdzieś tam są ONI, którzy są temu wszystkiemu winni.

My tylko wykonujemy swoją pracę, podporządkowujemy się normom, płacimy podatki, a nawet wychowujemy dzieci, choć na ten temat nie powinienem się wymądrzać. Jesteśmy pożyteczni, a inni spijają śmietankę, choć w głębi duszy każdy z nas pewnie chciałby być takim pasożytem. Być blondynem, mieć nałogi, chłodne piwko w cieniu pić...

piątek, 1 maja 2026

NUDNA WOJNA

 
Przez lata Ukraina błagała Zachód o broń dalekiego zasięgu, lecz nie mogła się jej doczekać. Mówiono o ryzyku eskalacji, wojny światowej czy atomowej apokalipsy. Ukraińcy musieli więc "sami' rozwinąć taką technologię. Samowystarczalność ta jest jednak - jak to zwykle bywa - uzależniona od pewnych czynników zewnętrznych.

Chodzi nie tylko o niektóre importowane komponenty, ale też choćby drukarki 3D. Masowa produkcja dronów jest możliwa dzięki farmom takich drukarek, a te pochodzą od partnerów międzynarodowych. Dopiero zachodnie środki produkcji umożliwiły rozkwit ukraińskiej innowacyjności. Ale potrzeba jest matką wynalazków.

Sprzęt jest na bieżąco testowany w boju, więc doświadczenie naszych walczących z rosyjską agresją sąsiadów staje się tym bardziej bezcenne. Ukraina przestaje być tylko klientem zachodu, stając się partnerem oferującym bezcenną wiedzę i sprawdzone rozwiązania. Przy tym pozostaje kluczowym gwarantem europejskiego bezpieczeństwa.

Paradoksalnie coraz bardziej samodzielna Ukraina staje się teraz łatwym celem populistycznej nagonki. Bo informacje o kolejnych pakietach pomocy i pożyczkach utrwalają jej gębę europejskiego utrzymanka. Lecz Europa potrzebuje Ukrainy bardziej niż Ukraina Europy - tak kurtuazyjnie stwierdził ostatnio prezydent Finlandii Alexander Stubb.

Być może to retoryczna przesada, ale Ukraina wykonuje dziś "brudną robotę" i jako taka pomaga nam realniej niż Stany Zjednoczone. Otrzymuje oczywiście gigantyczne wsparcie, tyle że dla polityki takiej nie ma w zasadzie alternatywy, chyba że dosyć mamy liberalnej demokracji. Wielu tak deklaruje, lecz zatęsknią pewnie za nią kiedy dostaną pałką po głowie.

Ukraina musi być w Europie, choć otwiera to ogromne wyzwania. Europa trzeszczy zresztą w szwach - to osobny rozdział. Na szczęście wojna przenosi się coraz głębiej na terytorium Rosji, więc jeśli utrzymamy poziom wsparcia Ukraina powinna przetrwać. Taka przynajmniej jest obecna dynamika - front stoi, mięsne szturmy są masakrowane a ruski przemysł naftowy jest regularnie niszczony.


Odpowiedzią są oczywiście ataki na cywilów i tak dalej. Miło jednak widzieć płonące rafinerie i słyszeć o upadającej rosyjskiej gospodarce. Z tego też powodu najbliższa Parada Zwycięstwa na Placu Czerwonym ma być znacznie skromniejsza, co tłumaczy się "zagrożeniem terrorystycznym". Trump zaczął już nawet dzwonić do Putina i pieprzyć o rozejmie.

Szkoda by było zepsuć taką piękną defiladę... No i ta pierdolona ropa ciągle drożeje, więc niech Ukraina się w końcu opamięta... Dajcie Putinowi Donbas, Krym, Zaporoże i Chersoń a najlepiej Kijów... Wojna za dużo kosztuje polskiego podatnika... To jasne że musimy dbać o swój interes, lecz to żaden interes pozwolić Rosji wygrać wojnę.

Ciężko jednak skruszyć tą absurdalną narrację, bo zagrożenie idzie ponoć z Berlina i Brukseli. Suwerenność osiągniemy tylko gdy rządzić będą nami martyrologiczne kreatury. Powiązana z Putinem mafia tambowska wyprała w Polsce swoje pieniądze przez Zondacrypto sponsorując jednocześnie tych pożytecznych idiotów, a na koniec zapierdoliła Polaczkom równowartość 330 milionów dolarów.