Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 1 marca 2026

HAZARD GEOPOLITYCZNY

 
Wczorajszy news był taki, że USrael zaatakował Iran. Nazwali to "epicką furią" i "ryczącym lwem" czyli szmatogłowi muszą mieć naprawdę przejebane. Ale ich nie kochają nawet własne kobiety, które wolałyby podensić w bikini z kwiatem we włosach niż klęczeć na dywaniku w worku.

Ostatnimi czasy Strażnicy Rewolucji zmasakrowali kilkadziesiąt tysięcy własnych obywateli którzy domagali się reform gospodarczych i obyczajowych. Bo nie dość że nie możesz żyć jak na Zachodzie to w zasadzie nie masz za co. Autorytet moralny obecnego reżimu jest więc w zasadzie zerowy.

Oczywiście znajdą się i tacy którzy będą go bronić. Są to na ogół pijawki czerpiące profity z tego systemu, całkiem jeszcze liczni zaczadziali konserwatyści, oraz część społeczeństwa której co prawda los rewolucji islamskiej wisi, lecz obawia się wojny domowej.

W sytuacji ataku zewnętrznego istnieje jednak ryzyko wywołania tak zwanego efektu flagi, kiedy to naród jednoczy się w obliczu zewnętrznego zagrożenia suwerenności. Tym bardziej że Wuj Sam i jego żydofaszystowski satelita nie cieszą się w Teheranie zbytnią popularnością.

Niemniej Iran jest mozaiką kulturową. Co prawda większość obywateli wyznaje islam, lecz mamy różne grupy etniczne - obok dominujących Persów też sporo Azerów i Kurdów. Żyją tam również Lurowie, Arabowie, Beludżowie, Turkmeni..


Wschodni sąsiedzi Iranu - Afganistan i Pakistan - w ostatnich dniach zaczęli bawić się już we wojenkę. Destabilizacja grozi całemu znanemu z wybuchowości regionowi. Talibowie jako sprzymierzeńcy irańskiej dyktatury w obliczu pakistańskich bombardowań mogą ją wpierać by zabezpieczyć swoją pozycję.

Poza ty zarówno Iran jak i Afganistan zmagają się z beludżystańskimi separatystami, więc na pograniczu może być ciekawie... Bojówki mogą skorzystać z chaosu i swobodnie przemieszczać się między granicami wywołując lokalne zamieszanie. Jednocześnie w Iranie już przebywa wielu afgańskich uchodźców, a może ich jeszcze przybywać.

Cała akcja nie spodobała się Turcji która szczególnie obawia się napływu nowych uchodźców, gdyż musiała już "odpierać" bądź absorbować ich fale w związki z zadymą syryjską. Do tego ta nieszczęśliwa kwestia kurdyjska... No i wymiana handlowa z Iranem. No i wojna w regionie może odstraszać turystów.

Iran jest kluczowym dostawcą dronów którymi Rosja nęka Ukrainę, a ewentualny upadek reżimu lub jego zamiana w "państwo upadłe" mogłyby zniweczyć taką współpracę. Lecz Rosja nie kiwnie palcem w obronie Iranu, właśnie z powodu swojego uwikłania w patową wojnę. Nie wiadomo jak rozpierdol w Iranie wpłynie na południowy Kaukaz.

Mamy tam napięcie między Azerbejdżanem a Armenią, oraz coraz bardziej autorytarną Gruzję. Ale to już osobny temat. Dla nas najbardziej odczuwalnym skutkiem może być wzrost cen paliwa, zwłaszcza gdyby Iran zablokował Cieśninę Ormuz. USA już się zabezpieczyły w tanią ropę prewencyjnie kładąc łapska na wenezuelskich złożach.


To wszystko oczywiście spekulacje - nie wiadomo jakie skutki przyniesie wojna ani czy reżim upadnie. W wyniku ataków zginął tak zwany Najwyższy Przywódca Ali Chamenei, ale nic nie wskazuje na to by reżim już wywieszał białą flagę. Mówi się o zemście na syjonistach i wrednych krowojebcach.

Republika Islamska walczy już chyba o przetrwanie nie będzie więc wahać się zbytnio przed zastosowaniem ekstremalnych metod. Społeczeństwo Iranu jest nie tylko podzielone etnicznie ale też politycznie spolaryzowane. Pomysł restauracji monarchii nie jest powszechnie akceptowany.

Historia która lubi się powtarzać pokazuje, że interwencje wiodące do upadku reżimów mają nieprzewidywalne, a często katastrofalne skutki. Zniknięcie centralnej władzy sprawia że wszyscy zaczynają się gryźć ze wszystkimi, wzrasta pospolita przestępczość a nowe władze postrzegane są jako tyrańskie marionetki.

A to oczywiście scenariusz w jakim USrael "zwycięża". Bo jeśli islamistyczny reżim przetrwa to będzie jeszcze bardziej wrogi. Nie widać pozytywnego scenariusza gdy się spojrzy na Afganistan, Irak czy Libię, a przecież tam obalono tyranów. Rewolucja Islamska w Iranie to skutek obalenia przez Jankesów i Brytoli w 1953 roku demokratycznie wybranego premiera...

piątek, 27 lutego 2026

TRUCICIEL



Myślał że jest pępkiem świata

Bo miał klucze do słabości

I otwierał czaszkę brata

Nasypując tam podłości


Potem się przyglądał temu

Jak się bliźni w niej zanurzał

Lepiej się robiło jemu

Gdy człowieka zmieniał w knura


Mówił: - Patrzcie co za okaz

Potajemnie się upadla!!!

Zrobił z tego nawet pokaz

Gdy człowieka zmienił w diabła


I jad własny sączył w niego

Monstrum hodując z urojeń

Szczyptę prawdy dał do tego

Zalewając niebo gnojem


To co piękne zmienił w szambo

Żeby nikt tego nie widział

Bo ktoś musi spadać na dno

I ohydą świat obrzydzać


Chciał sterować cudzym mózgiem

Lecz ten swoje robił dalej

Wzgardził syntetycznym gównem

Marzeń kilka spełnił z bajek!!!


sobota, 21 lutego 2026

PIS BROTHER


 Mr. Nowrocky - bo tak się już z hamerykańska zaczął nazywać - ma inną wizję bezpieczeństwa niż herr Tusk. W ogóle zawsze ma inne zdanie dla samej zasady, co jest o tyle logiczne, że Tusk zawsze się myli. Wiadomo komu Tusk służy - Niemcom, Arabom, pedałom, postkomunistom i aktywistom klimatycznym, więc najbezpieczniej założyć, że w każdej sprawie jest drugie dno.

Dlatego Nowrocky zawsze będzie sabotował cokolwiek Tusk uknuje i wyjaśni ludowi na czym polega podstęp. Tym razem rudy zdrajca postanowił wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę na zakup uzbrojenia. Podstęp polega na tym że w Europie a nie w Ameryce. Żeby chociaż w Korei... Lepiej już przecież płacić większe odsetki żółtym niż czerwonym. Bruksela zawsze daje a potem się miesza.

Dotychczas dała nam tylko 160 miliardów euro (netto), a dyktuje swoje wartości. Zmodernizowaliśmy za te brudne srebrniki infrastrukturę transportową, wodociągową, kulturalną czy sportową. Dostęp do jednolitego rynku spowodował sześciokrotny wzrost eksportu, a co za tym idzie wzrost zatrudnienia. Ale nie dajmy się zwieść statystykom - trzeba spojrzeć przez pryzmat tradycyjnych polskich wartości.

Wiadomo że eurokraci knują jakby tu wprowadzić małżeństwa jednopłciowe, osiedlić u nas kozojebców, a najlepiej zakazać węgla. A to są właśnie największe nieszczęścia jakie mogą nas spotkać. Rosyjska inwazja to przy tym pikuś. Właśnie teraz wymyślili program SAFE z którego mamy dostać 44 miliardy eurasów. Niby 80% z tych środków ma zasilić polski przemysł obronny, ale eurokratom nie można ufać bo grają na Tuska.

Moglibyśmy ten postnazistowski szmal przeznaczyć na rodzime zestawy rakietowe Piorun, wyrzutnie Langusta, armatohaubice Krab, wozy bojowe Borsuk czy transportery opancerzone Rosomak, amunicję i optoelektronikę. Ale zaciągnęlibyśmy "dług wdzięczności" u naszych odwiecznych germańskich wrogów i ich kulturowych satelitów. A przecież te skurwysyny powinni przepraszać za to że żyją. Hajlować mogą tylko "prawdziwi Polacy".


Na ogół są to fani piłki nożnej, bejsbolu ulicznego, boksu i różnych modułów szlachetnych walk. Czasem jebną sobie kreskę czegoś mocniejszego, ale dbają o zdrowie - biorą odżywki i inne sterydy, więc obronią nas przed gwałcicielami z Zachodu. A ze Wschodem jakoś się dogadają. Trzeba rozmawiać nawet z Putinem, bo tak zalecił wielki guru zza oceanu. A zresztą Ukraińcy za bardzo już się po tej Polsce panoszą siedząc  w kieszeni przebiegłego Szwaba.

Tusk żydził nawet miliarda dolarów żeby zapisać Nowrocky'ego do Rady Pokoju. A przecież los Strefy Gazy leży prezydentowi na sercu jak chuj. Nie mówiąc już o tym że potem pod dożywotnim przewodnictwem Donalda Trumpa Rada zajmie się "resztą świata". Póki co inauguracja klubu zaowocowała serią przejęzyczeń, lapsusów i gaf w wykonaniu starej "kultowej" jednostki, która bezustannie wyrzyguje strumień swojej surrealistycznej nieco świadomości.

piątek, 13 lutego 2026

WALENTYNKI ŚWIRA

 
Czternastego lutego jestem jak Adaś Miauczyński. Oczywiście mniej wysublimowany bo nie jestem zdziwaczałym nauczycielem, tylko zmęczonym robotnikiem, ale w pewnym sensie również sfrustrowanym inteligentem. Bo niestety te wszystkie książki namieszały mi w głowie i słychać tam teraz tylko monolog. Poczucie wyższości wiedzie mnie do alienacji.

Poza tym że był niedocenionym przez świat poetą - który z tego powodu nawet porzucił pisanie - świr Miauczyński marzył również o wielkiej miłości. Tyle że miała to być miłość idealna, a ze znalezieniem takiej zawsze jest problem. I rodzi się z tego poczucie wielkiej frustracji, bo człowiek byłby wielki gdyby tylko warunki mu na to pozwoliły. I kochałby gdyby miał kogo.

Świr nie ma już czasu ani miejsca na kobietę życia - wypełniają je rytuały zagłuszające egzystencjalne lęki. Nostalgia i  marzenia które przekreślasz to chyba znak, że już się starzejesz. Zawsze jest co powspominać, choć gdy słuchasz takich opowieści wydają się żałosne. Bo nie wiadomo co dokładnie ci się przydarzyło, a co tylko przyśniło.

Przeszłość jest miejscem bezpiecznym, a przyszłość niekoniecznie. Choć gdybyś był szczery przyznałbyś, że ten szczeniacki głód doświadczeń to była desperacja. Wydawało ci się że musisz doświadczać i doświadczać, bo jeśli nie doświadczysz wystarczająco dużo to zginiesz. A potem życie staje się wypełnione absurdalnym kieratem, a ty zamykasz się we własnych schematach.


Nazywają to strefą komfortu, choć z komfortem nie ma to wiele wspólnego. To raczej kwestia bezpieczeństwa. Chcesz kontrolować i przewidywać rzeczywistość, nie wierząc już w coś istotnie "nowego". Kiedy brakowało ci jeszcze gotowych odpowiedzi mogłeś bardziej angażować uwagę i emocje. Potem zbudowałeś fundament pamięci i porównujesz z nim wszystko.

A jak można porównać dziką namiętność z chłodną kalkulacją której musimy się podporządkować? To nie scenariusze zaczerpnięte z tandetnego kina tylko rutyna i konieczność wyznaczają ramy naszej przestrzeni. Miłość nie zawsze zwycięża, nie jest absolutna, a tym bardziej nie jest idealna. Boimy się odpowiedzialności, kompromisów, a czasami też ryzykownej bliskości.

Szukamy "lepszego modelu", bo tak naprawdę najbardziej kochamy samych siebie... Choć może w słowie MIŁOŚĆ jest coś magicznego. Podobno nawet stara nie rdzewieje. Więc czasami myślę, że nic lepszego nie przytrafiło mi się w życiu. Choć była zwierzęca, zwariowana, pijana i efemeryczna. Ulotniła się z życia pozostawiając tylko swój szampański zapach.

Lecz czy można ją kontrolować? Panować nad nią? I skąd w ogóle wiadomo kiedy jest prawdziwa? Chyba nie ma innej prawdy niż ta wyryta gdzieś w sercu. Chyba że jesteś tym szczęśliwcem który kocha aż do śmierci. Choć to już ponoć nie hormonalne szaleństwo tylko akceptacja całego spektrum osobistych nonsensów i przywiązanie do ich nosiciela.


Ale na ten temat to już niech się wypowie jakiś dziadek czy babcia. Byle nie moi rodzice bo choć żyją ze sobą pod jednym dachem lubią się jak pies z kotem. Dzisiaj mamy tak zwane walentynki czyli wszędzie serduszka i jakieś romantyczne historie. Ale na szczęście jutro jest dzień singla czyli będzie można sobie odbić. Ponoć bycie "samemu" nie jest takie złe jeśli wiesz co ze sobą zrobić.

Kobiety mają swoje zalety - dupy, cycki, poczucie humoru i inteligencję - lecz co czwarty dorosły mężczyzna woli trzepać kapucyna niż aktywnie poszukiwać partnerki. W dużych miastach to już jedna trzecia. Czasem uda im się coś bzyknąć po jakiejś imprezie i to im wystarcza. Bo niestety miłość jest zbyt skomplikowana, a nowym imperatywem staje się samorealizacja.

Masz robić karierę, albo przynajmniej brać nadgodziny. Musisz czasem odpocząć. Jeśli masz jakieś hobby to tym bardziej nie masz czasu, nie mówiąc już o dramacie nierozumianego twórcy. Poza tym masz alkohol i inne używki... Do tego internet i telewizję. Więc zasadniczo ciągle jesteś zbyt zajęty. Zdaniem wielu moralistów tylko udajesz szczęśliwego, choć ze szczęściem jest jak z miłością - nigdy nic nie wiadomo. 

czwartek, 5 lutego 2026

KWADRATURA PIŁKI

 
Prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) domaga się przywrócenia Rosji do rozgrywek. Pazerny potomek makaroniarzy Gianni Infantino odwołując się do bankierskich tradycji helweckiej neutralności proponuje piłkarski reset, bo "zakaz nic nie daje, wywołuje tylko więcej frustracji i nienawiści".

Rosyjska młodzież będzie nas nienawidzić, bo nie chcemy grać z nią w piłkę nożną - taki jest mniej więcej tok rozumowania tego alpejskiego cwaniaczka. A raczej tok argumentacji bo chodzi o pieniądze które nigdy nie śmierdzą. Łysy dobrze o tym wie bo szefowanie w światowej pralni brudnych pieniędzy zaczynał od mundialu w Rosji.

Pomimo gigantycznych skandali dopingowych, zajęcia Krymu, awantury w Donbasie i wojny w Syrii, mordów politycznych, ingerencji w amerykańskie wybory i cyberataków wymierzonych w Europę, uznano że Rosja należy do cywilizacji futbolu. W 2018 roku ta krwawa dyktatura mogła pokazać światu, że jest "normalnym krajem".

Podobnie jak Hitler na igrzyskach olimpijskich Putin serdecznie ugościł przybyszów z zagranicy, aby podważyć ich stereotypy. - Wszyscy zakochaliśmy się w Rosji - oznajmił wtedy Infantino. Rok później otrzymał za to serdeczne pierdolenie rosyjski Order Przyjaźni. Za absurdalny turniej szef FIFA zainkasował zaś 840 tysięcy euro.

Jeszcze po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku wzbraniał się przed sankcjami. W końcu ugiął się pod presją międzynarodowej opinii publicznej, ale robił wszystko by ochraniać Rosję. Swoją drogą kolejne mistrzostwa w Katarze również budziły polityczne kontrowersje - mówiło się o gigantycznej korupcji działaczy i niewolniczej pracy przy budowie stadionów.


Ale czego się nie robi dla rozrywki rozentuzjomowanej gawiedzi... Ludzie tak bardzo ekscytują się tym strzelaniem bramek, że biorą nawet urlopy żeby to oglądać. Wykorzystują to oczywiście reklamodawcy i sponsorzy, nie mówiąc już o organizatorach lukratywnego widowiska. A tam gdzie są wielkie pieniądze i zbiorowe emocje pojawia się również polityka.

Z tego też powodu Gianni Infantino poczuł się chyba jednym z wielkich tego świata. W grudniu ubiegłego roku wręczył Donaldowi Trumpowi Pokojową Nagrodę FIFA. Nie jest to co prawda "nobel" ale zawsze coś. Swoją drogą Trump został jej pierwszym laureatem, można więc odnieść wrażenie że wymyślono to wątpliwe wyróżnienie specjalnie dla niego.

Piłka nożna stała się narzędziem w rękach światowych mocarstw, a także żyłą złota dla różnych pasożytów. Ale chuj z tym - dla fanatyków futbolu liczy się tylko haratanie gały i plemienne emocje. Poczucie przynależności może wywoływać skrajną identyfikację ze swoją drużyną, co w przypadku porażki obniża aktywność grzbietowej przedniej kory zakrętu obręczy.

Obszar ten zaangażowany jest w kontrolę emocji więc pozornie racjonalni ludzie mogą wpaść w szał gdy ukochana drużyna przegrywa. Analogicznie zwycięstwo może spowodować przesadnie euforyczną aktywację układu nagrody. W obu przypadkach mamy do czynienia z atawistyczną sraczką która osłabia kontrolę poznawczą.


Równowaga między wartościowaniem a kontrolą może zostać zaburzona, co przekładać się może na obsesyjne śledzenie rozgrywek, regularną histerię czy wręcz fizyczną agresję. Mózg kibola funkcjonuje w stanie ekstremalnej aktywacji wywołanej surrealistycznym stresem, czym stymuluje układ limbiczny, a zwłaszcza ciało migdałowate przekładające sportowe obrazy na uczucia lęku i zagrożenia.

Ten sam mechanizm występuje w konfliktach etnicznych, religijnych czy politycznych. Czasami zresztą to jedno i to samo. Słynny argentyński pisarz Jorge Luis Borges oceniał, że popularność piłki nożnej wynika z głupoty polegającej na ślepym poparciu społecznym. Podobne oznaki osłabionej kontroli nad sobą co kibole wykazywali choćby uczestnicy szturmu na Kapitol.

Futbolowe szaleństwo to tylko kolejny objaw naszej stadnej prymitywnej natury generującej takie zjawiska jak nacjonalizm czy religijna supremacja. Dla niektórych zresztą futbol jest religią czy specyficznym kultem. Futbol stał się fikcyjnym uniwersum w którym sama obserwacja rywalizacji przez brzuchatych piwożłopów zastąpiła rzeczywistą sportową aktywność.

To już nawet nie potrzeba przynależności a wręcz transcendencji odwołującej się do mistycznej symboliki ("czegoś większego"), charakterystyczna zresztą dla kultury masowej. Wielkie widowiska medialne wytwarzają własne mity, symbole i ikony, a często też ideologie. Rozrywka staje się świętością. Sacrum i profanum przenika się nawet na Jasnej Górze.

poniedziałek, 2 lutego 2026

HONEY TRUMP

 
W Stanach Zjednoczonych ciągle śmierdzi afera Epsteina. Presja polityczna i społeczna doprowadziła w końcu do ujawnienia wszystkich dokumentów związanych ze śledztwami. Wcześniej Trump zarzekał się, że sprawa jest nudna i nikogo już nie interesuje, a poza tym Epstein już nie żyje, więc nie ma czego wyjaśniać.

Zbereźnik ten miał popełnić samobójstwo w areszcie, choć to wersja mocno wątpliwa. Pewnego patologa dziwią na przykład dziwne złamania kości spotykane zazwyczaj przy uduszeniu, a nie powieszeniu. Spekuluje się, że na wieść o tym pięknym zbiegu okoliczności dziesiątki wysoko postawionych osób odetchnęły z ulgą.

Trump był już oskarżany o przestępstwa seksualne (łącznie przez 27 kobiet) i utrzymywał bliżej nieokreślone relacje z Epsteinem przez dwie dekady. To oczywiście samo w sobie o niczym nie świadczy, ale padać może cień podejrzenia, zważywszy na  "słabość" Trumpa do pięknych kobiet czy może raczej maniakalny seksoholizm.

Problemy z nieokiełznanym libido miał też inny prezydent USA - tym razem z Partii Demokratycznej - Bill Clinton. Podobnie jak Trump on również latał prywatnym odrzutowcem Epsteina nazywanym "Lolita Expressem" ponieważ zazwyczaj transportował tabuny nastolatek, a wyposażony był w różne dziwne udogodnienia rodem z burdelu...


Jedna z "dziewczynek" Epsteina zeznała, że ten "wypożyczał" ją księciu Andrzejowi z brytyjskiej rodziny królewskiej. Oczywiście książę nie przyznał się do tego, ale na wszelki wypadek zapłacił młodocianej ladacznicy 12 milionów funtów czym zakończył proces cywilny za oceanem. Następnie zrezygnował z używania książęcego tytułu "dla dobra ojczyzny".

Bill Gates - jeden z ojców rewolucji komputerów osobistych, a swego czasu najbogatszy człowiek świata - miał ponoć swego czasu chrapkę na Pokojową Nagrodę Nobla, w czym miała mu pomóc znajomość z Epsteinem. Gdy jednak odmówił wpłaty na "fundusz charytatywny" ten miał szantażować go wiedzą o stosunkach z rosyjskimi dziewczynami i chorobie wenerycznej.

Epstein znał też innego najbogatszego człowieka Elona Muska. Wymieniali maile w których uzależniony od ketaminy wizjoner dopytywał o "najdziksze imprezy". Być może była to tylko ciekawość, lecz raczej wiedział co to za imprezy bo ptaszki ćwierkają, że skłonności Epsteina nie były w środowisku miliarderów żadną tajemnicą. Ale kto bogatemu zabroni?


Z pewnością bliskie relacje biznesowe łączyły Epsteina z inną hajlującą kreaturą Stevem Bannonem. Ideologiczny lider ruchu MAGA miał doradzać Epsteinowi jak odbudować nadszarpnięty po wyroku  wizerunek. Ten zaś wspierał Bannona w kampaniach medialnych promujących Donalda Trumpa. Bannon korzystał z odrzutowca, paryskiej rezydencji i domu w Palm Beach należących do Epsteina.

Z korespondencji wynika że omawiał z tym skurwysynem kwestie geopolityczne takie jak Brexit!!! Z pewnością mamy do czynienia z aferą obyczajową na niespotykaną skalę lecz za tym paskudztwem może kryć się coś więcej... Mówi się o szeroko zakrojonej rosyjskiej operacji wywiadowczej mającej na celu zdobycie kompromatów obarczających amerykańską śmietankę polityczną i biznesową.

W języku służb taką metodę nazywa się miodową pułapką. Jak wiadomo łatwo jest skusić mężczyzn do nieetycznych zachowań gdy w grę wchodzi ostry seks z pięknymi dziewczętami. Jeśli są skrajnie młode nadaje to jeszcze perwersyjnego smaczku, a przede wszystkim jest nielegalne i szczególnie obciążające. Tym lepiej gdy chce się kogoś szantażować.

Pieniądze to pikuś, ale stosunkowo małym kosztem można zdobyć duże wpływy w światowym mocarstwie jakim są Stany Zjednoczone. Wiele żywego "towaru" Epstein sprowadzał z Rosji w czym najprawdopodobniej pomagały mu ludzie związani z rosyjskim aparatem władzy. Handel tym dobrem narodowym to zresztą ruska specjalność - w zamian za amunicję dostarcza się świeży narybek knurowi Kimowi.


Ujawniono maile dotyczące planowanych spotkań Epsteina z Putinem - nie wiadomo czy rzeczywiście się odbyły, ale nazwisko Putina raczej nieprzypadkowo pojawia się w dokumentach przeszło tysiąc razy... Epstein spotykał się z rosyjskimi dyplomatami i urzędnikami, a nawet oferował Siergiejowi Ławrowowi swoje analizy na temat Donalda Trumpa.

Jeśli zaś chodzi o nasz "europejski" grajdołek wiadomo, że z Epsteinem korespondował choćby szef słowackiej dyplomacji Miroslav Lajczak. Miał kilkukrotnie otrzymywać zaproszenie, ale twierdzi jakoby doszło tylko do "wymiany zdań o charakterze formalnym i pustym"... Padały tam takie stwierdzenia jak "dostaniesz dziewczyny" co miało być rzekomo żartem.

piątek, 30 stycznia 2026

GOOD JOB


 W 1970 roku na Uniwersytecie Stanowym Kent żołnierze Gwardii Narodowej Ohio zastrzelili czterech bezbronnych studentów protestujących przeciwko eskalacji wojny we Wietnamie - Stany Zjednoczone rozpoczęły wtedy bombardowania baz komunistycznych w Kambodży, co zdestabilizowało ten kraj i wyniosło do władzy Czerwonych Khmerów.

Ale mniejsza o skutki geopolityczne i miliony ofiar tego lewackiego reżimu... W kraju który szczyci się wolnością słowa i tak dalej po prostu odstrzelono kilku pacyfistycznych ćpunów, czy też może kilku przypadkowych przechodniów idących po prostu na zajęcia. Fakt że trwały protesty, ale strzały oddano z odległości 120 metrów do ludzi przemierzających chodnik.

Jedenaście dni później na Jackson State College podobny los spotkał dwóch studiujących tam czarnoskórych, zastrzelonych tym razem przez policję. - A u was biją Murzynów - przypominali zawsze Ruscy. Nie bądźmy jednak małostkowi. Czym jest sześcioro ofiar wobec okrucieństwa historii? Nixon nazywał takich egzaltowanych patałachów "nierobami", przeciwstawiając ich "dzielnym chłopcom" walczącym w azjatyckiej dżungli.

Chłopcy byli może i dzielni, ale często ledwo wytrzymywali cały ten heroizm i walili w żyłę. Palili trawę i pili alkohol, dymali małoletnie Wietnamki i masakrowali wioski. A wielu z nich zapadło na zespól stresu pourazowego i do końca życia śniły się im koszmary. Nawet dla największych idealistów szokiem był powrót do kraju gdzie wcale nie witano ich jako bohaterów.

Lata sześćdziesiąte wywróciły świat do góry nogami... Ekologia, prawa obywatelskie, prawa kobiet, prawa mniejszości - to wszystko owoce psychodelicznego fermentu który zburzył dawne schematy myślenia. Pozostawała jeszcze kwestia imperialnego socrealizmu, ale ten wykończył się sam przez swoją niezdolność do adaptacji i reformy. Nastąpił "koniec historii", a raczej chwilowe jej zawieszenie.


Mieliśmy już zmierzać do dobrobytu i powszechnej szczęśliwości po pokonaniu przejściowych problemów: bolesnej transformacji, złodziejskiej prywatyzacji, bezrobocia, inflacji i tak dalej. I już wydawało się, że tak to się będzie toczyć - konsumpcja, cyfryzacja i wolny handel. Ale nastały czasy "nowej polityki" - władzę nad umysłami przejęły algorytmy big techów, farmy ruskich trolli i farbowani antysystemowcy.

To jasne jak słońce, iż miliarderzy nie zamierzają czynić świata bardziej sprawiedliwym, ale mają tyle pieniędzy że mogą każdego do tego przekonać. Dajecie mi miliard dolarów, a niebawem rozpowszechnię dowolną bujdę którą sobie uroję - jestem przecież wielkim artystą niezrozumiałym przez cały świat czy może raczej anonimowym dupkiem łatwym do zastąpienia przez innego kretyna przekonanego o własnej wyjątkowości.

Sęk w tym, żeby ludziom mówić to co chcą usłyszeć, dlatego najlepiej wszystkich ich sprofilować i spreparować indywidualny przekaz. Najłatwiej współczuje się z pełnym żołądkiem, tyle że imigranci nie zabierają miejsc pracy celebrytom czy akademikom. A te ograniczone robole boją się o swoje nędzne etaty, presję płacową, obciążenie infrastruktury socjalnej czy po prostu wzrost przestępczości. Więc nie chcą "obcych" nawet jeśli ekonomiści mówią im, że wciąż potrzeba rąk do najgorszej pracy.


Trumpowi udało się zbić na bezkompromisowej antyimigranckiej retoryce spory kapitał polityczny. Z początkiem swojej drugiej kadencji zaczął proces masowych deportacji. Podwoił liczbę pracowników agencji federalnej ICE (amerykańskiej "straży granicznej") oraz nadał im szczególne kompetencje - normą stało się wchodzenie do domów bez nakazów sądowych, interwencje w szpitalach, szkołach i miejscach kultu religijnego czy nadużywanie przemocy.

Dzięki takim działaniom Stany Zjednoczone opuściło w ubiegłym roku prawie dwa miliony "niepożądanych "ludzi. Oczywiście zaraz podniosło się larum, że to niezgodne z prawami człowieka i tak dalej. W razie czego ICE nie waha się jednak otwierać ognia do własnych obywateli. Nic dziwnego skoro seksowna szefowa tej trumpowskiej bojówki Kristi Noem zastrzeliła własnego psa za to, że zagryzł kurczaki sąsiada.

W sylwestrową noc podobny los spotkał Keitha Portera, którego sąsiad był agentem ICE, po tym jak oddał w powietrze strzały wiwatowe, co w kraju najeżonym bronią palną w pewnych kręgach jest głupkowatą tradycją. Siódmego stycznia zastrzelono poetkę i matkę trojga dzieci Renee Nicole Good która ponoć "użyła pojazdu jako broni" po odwiezieniu swojego sześcioletniego syna do szkoły, choć na nagraniach widać że... zatrzymała samochód obok agentów.


Wybuchły protesty. Ostatnią amerykańską ofiarą siepaczy Trumpa był pielęgniarz szpitala dla weteranów Alex Jeffrey Pretti zabity strzałem w plecy z własnej pukawki po tym jak został obezwładniony - agresywnie nagrywał telefonem komórkowym funkcjonariuszy pastwiących się nad leżącą na ziemi kobietą poczęstowaną gazem. Pechowo i tym razem wszystko się nagrało.

Pretti nie wyciągnął broni, nie wygrażał agentom, a raczej błagał o pomoc. Coś w stylu: ratujcie mnie, oni mnie zabiją. Kristi Noem nazwała wszystkich zabitych przez swoją służbę "terrorystami", sugerując że planowali dokonanie masakry. W kraju gdzie to raczej prawica lubuje się w paradowaniu z giwerami i paramilitarnym błazeństwie argumenty o prewencyjnym odstrzale uzbrojonych osobników wydają się raczej dęte.

Jak widać historia nigdy się nie kończy - ona lubi się powtarzać. Tyle że tym razem chyba zmierza w przeciwnym kierunku. Nie mamy już do czynienia z antykomunizmem, tylko legalnym faszyzmem. - Good job - skomentował incydent w Minneapolis europoseł PiS Dominik Tarczyński. Więc raczej nie będzie otrzeźwienia - zaczyna się gotowanie żaby. Jak mawiają starzy patrioci: ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY!!!