Starego psa nie nauczysz nowych sztuczek. Trochę podobnie jest z człowiekiem, choć uczymy się przez całe życie. Z wiekiem jednak obniża się plastyczność naszego mózgu - struktury coraz bardziej "zastygają". Do pewnego stopnia jest to korzystne - przybywa nam skrystalizowanej wiedzy, ale ubywa płynności przetwarzania. A rzeczywistość ciągle się zmienia.
Starzy ludzie mają więc często problem ze zrozumieniem nowych technologii i trendów kulturowych. Mogą nawet odrzucać dekadencką współczesność jako czas w którym świat stanął na głowie - kiedyś wszystko miało niby być na swoim miejscu. Teraz wszystkich kompletnie pojebało, a już najbardziej młodzież. Trochę to przerysowane, trochę nawet prawdziwe.
Tak zwany "postęp" generuje różne cywilizacyjne problemy. Nie jest to więc tylko biadolenie starych grzybów. Ale dużo w tym zwykłego braku elastyczności. Nie jesteśmy w stanie bez przerwy się zmieniać, zwłaszcza kiedy mózg zaczyna się degradować (nie mówiąc już o innych organach). Ciekawość się wyczerpuje, doświadczenia przestają zaskakiwać, cynizm podpowiada trywialne wyjaśnienia.
Kiedyś wierzyliśmy, że świat można zbawiać, idee mają treść, a ludzie nie są tylko skoncentrowanymi na własnej dupie egoistami. Wieloletni wysiłek często okazuje się bezwartościowy, błędy niemożliwe do naprawienia, potencjalne lub urojone szanse stracone bezpowrotnie... Uczymy się realizmu życiowego tak długo aż przerodzić się może w zgorzknienie.
Tym bardziej jeśli ze strony innych doświadczyliśmy nielojalności czy krzywdy, a na tym łez padole nie jest to oczywiście rzadkością. Co więcej manipulacja, koniunkturalizm i oportunizm często windują różne kreatury, podczas gdy w nas rodzi się dysonans poznawczy. Tak czy siak zaakceptować musimy wady i niedoskonałości tego przereklamowanego świata oraz przemądrzałych homo sapiensów.
Ale to już zaczyna brzmieć filozoficznie, a to oczywiście wszystko sprawka naszych neuronów... Nabieramy nieuniknionego doświadczenia, ale kumuluje się ono w połączeniach synaptycznych. Ciągły proces zapisu sprawia, że siatka pojęciowa się rozrasta - łatwiej jest dokleić kolejny element kiedy jest do czego. Doświadczony mózg łatwiej rozpoznaje wzorce właśnie dlatego, że widział już w życiu niejedno.
Z czasem mózg zaczyna się "specjalizować" poprzez podejmowaną aktywność. Jeśli mamy szansę rozwijać się przez lata w jakiejś dziedzinie być może zostaniemy ekspertami. Kiedy jednak mózg nieubłaganie traci swoją plastyczność zamiast szukać nieszablonowych rozwiązań odwołuje się do stabilnych, ugruntowanych i sprawdzonych algorytmów postępowania.
Problem zaczyna się robić wtedy, kiedy nijak nie pasują do nowych sytuacji. Kompensacja biologiczna na pierwszy plan wysuwa skrystalizowane zasoby wiedzy, które niestety się dezaktualizują. Mózg jest więc zmuszony uczyć się czegoś od nowa, a ma już mniejszą szybkość przetwarzania, pamięć roboczą i zdolność porzucania starych nawyków. Senior staje się zakładnikiem swoich doświadczeń.
Młody umysł ma natomiast ochotę eksperymentować. Dopiero odkrywa rzeczywistość. Jego mózg jest "konstruowany" poprzez zbieranie danych i informacji zwrotnych oraz testowanie różnych możliwości. Układ dopaminowy jest bardziej reaktywny, a zatem spragniony nowości. Z czasem chęć ryzyka przyhamuje dopiero kora przedczołowa, ale najpierw musi nauczyć się tego i owego.
Ten najbardziej "rozsądny" moduł dojrzewa w pełni kiedy już jesteśmy dorośli (około 25 roku życia) w procesie mielinizacji i przycinania synaps. Czemu tak późno? Żebyśmy mogli zrozumieć skomplikowane niuanse rządzące społeczeństwem. W przeciwieństwie do tak zwanego "serca" (nazwijmy je układem limbicznym) "rozum" (kora przedczołowa) mówi nam co jest długoterminowo, kulturowo i społecznie właściwe.
Młody mózg jest tak plastyczny, że wytwarza wręcz za dużo połączeń synaptycznych. Wiąże się to oczywiście z nauką, bo musi się nauczyć dosłownie wszystkiego. Jako pierwsze dojrzewają obszary odpowiedzialne za wzrok, słuch i ruch. Występują tu różne okresy krytyczne - jeśli mózg w porę nie nauczy się rozpoznawać obrazów, przetwarzać mowy czy kontrolować motoryki ciała to niestety będzie na to za późno.
Dwuletnie dziecko ma już więcej połączeń synaptycznych niż dorosły, lecz wtedy mózg zaczyna je eliminować - usuwa te zbędne żeby uporządkować układ i oszczędzać energię. Pierwsza fala przycinania synaptycznego we wczesnym dzieciństwie dotyczy właśnie obszarów wzrokowych, słuchowych i ruchowych (2-6 rok życia). Druga zaczyna się w okresie dojrzewania i obejmuje korę przedczołową.
W międzyczasie pod wpływem hormonów płciowych rozrasta się układ limbiczny, więc nim kora przedczołowa będzie gotowa przejąć kontrolę znajdziemy się w sytuacji emocjonalnej huśtawki bez odpowiednich hamulców. Oto właśnie mózg nastolatka. Uwrażliwiony na nagrody społeczne liczy się ze zdaniem grupy rówieśniczej bardziej niż ze zdaniem rodziców. Szuka akceptacji, bagatelizuje ryzyko, pragnie dopaminy...
Pomimo oczywistych deficytów samokontroli gówniarz uczy się nowych rzeczy sprawniej niż starzec. Szczenięce lata zazwyczaj przeznaczamy na edukację. Później absorbcja wiedzy ustępuje jej praktycznemu zastosowaniu. Przynajmniej w teorii, bo spora część tej szkolnej wiedzy okazuje się bezużyteczna. Ale jest to jakiś trening neuronów. No i umiemy potem czytać i liczyć. Znamy nawet jakieś fakty z geografii i historii...
A poza tym mamy wtedy możliwość trochę poeksperymentować nie przejmując się przyszłością. Później możemy nazwać to błędami młodości, lecz człowiek uczy się na błędach. Eksperymentowanie jest koniecznym etapem budowania własnej tożsamości. Otwartość na nowe doświadczenia wygasa kiedy już "wiemy swoje". Dorosły mózg biologicznie blokuje powstawanie nadmiernych zmian.
Struktury białkowe zwane sieciami perineuronalnymi "cementują" neurony i struktury synaptyczne. Spada gęstość receptorów dopaminowych. Szukamy skojarzeń w starych szufladkach. Nieodwołalnie pogrążamy się w rutynie. Mózg instynktownie unika chaosu. Na tym właśnie polega pospolite zdziadzienie. Najwyraźniejszym objawem jest pierdolenie w kółko tego samego.






















