Prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) domaga się przywrócenia Rosji do rozgrywek. Pazerny potomek makaroniarzy Gianni Infantino odwołując się do bankierskich tradycji helweckiej neutralności proponuje piłkarski reset, bo "zakaz nic nie daje, wywołuje tylko więcej frustracji i nienawiści".
Rosyjska młodzież będzie nas nienawidzić, bo nie chcemy grać z nią w piłkę nożną - taki jest mniej więcej tok rozumowania tego alpejskiego cwaniaczka. A raczej tok argumentacji bo chodzi o pieniądze które nigdy nie śmierdzą. Łysy dobrze o tym wie bo szefowanie w światowej pralni brudnych pieniędzy zaczynał od mundialu w Rosji.
Pomimo gigantycznych skandali dopingowych, zajęcia Krymu, awantury w Donbasie i wojny w Syrii, mordów politycznych, ingerencji w amerykańskie wybory i cyberataków wymierzonych w Europę, uznano że Rosja należy do cywilizacji futbolu. W 2018 roku ta krwawa dyktatura mogła pokazać światu, że jest "normalnym krajem".
Podobnie jak Hitler na igrzyskach olimpijskich Putin serdecznie ugościł przybyszów z zagranicy, aby podważyć ich stereotypy. - Wszyscy zakochaliśmy się w Rosji - oznajmił wtedy Infantino. Rok później otrzymał za to serdeczne pierdolenie rosyjski Order Przyjaźni. Za absurdalny turniej szef FIFA zainkasował zaś 840 tysięcy euro.
Jeszcze po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku wzbraniał się przed sankcjami. W końcu ugiął się pod presją międzynarodowej opinii publicznej, ale robił wszystko by ochraniać Rosję. Swoją drogą kolejne mistrzostwa w Katarze również budziły polityczne kontrowersje - mówiło się o gigantycznej korupcji działaczy i niewolniczej pracy przy budowie stadionów.
Ale czego się nie robi dla rozrywki rozentuzjomowanej gawiedzi... Ludzie tak bardzo ekscytują się tym strzelaniem bramek, że biorą nawet urlopy żeby to oglądać. Wykorzystują to oczywiście reklamodawcy i sponsorzy, nie mówiąc już o organizatorach lukratywnego widowiska. A tam gdzie są wielkie pieniądze i zbiorowe emocje pojawia się również polityka.
Z tego też powodu Gianni Infantino poczuł się chyba jednym z wielkich tego świata. W grudniu ubiegłego roku wręczył Donaldowi Trumpowi Pokojową Nagrodę FIFA. Nie jest to co prawda "nobel" ale zawsze coś. Swoją drogą Trump został jej pierwszym laureatem, można więc odnieść wrażenie że wymyślono to wątpliwe wyróżnienie specjalnie dla niego.
Piłka nożna stała się narzędziem w rękach światowych mocarstw, a także żyłą złota dla różnych pasożytów. Ale chuj z tym - dla fanatyków futbolu liczy się tylko haratanie gały i plemienne emocje. Poczucie przynależności może wywoływać skrajną identyfikację ze swoją drużyną, co w przypadku porażki obniża aktywność grzbietowej przedniej kory zakrętu obręczy.
Obszar ten zaangażowany jest w kontrolę emocji więc pozornie racjonalni ludzie mogą wpaść w szał gdy ukochana drużyna przegrywa. Analogicznie zwycięstwo może spowodować przesadnie euforyczną aktywację układu nagrody. W obu przypadkach mamy do czynienia z atawistyczną sraczką która osłabia kontrolę poznawczą.
Równowaga między wartościowaniem a kontrolą może zostać zaburzona, co przekładać się może na obsesyjne śledzenie rozgrywek, regularną histerię czy wręcz fizyczną agresję. Mózg kibola funkcjonuje w stanie ekstremalnej aktywacji wywołanej surrealistycznym stresem, czym stymuluje układ limbiczny, a zwłaszcza ciało migdałowate przekładające sportowe obrazy na uczucia lęku i zagrożenia.
Ten sam mechanizm występuje w konfliktach etnicznych, religijnych czy politycznych. Czasami zresztą to jedno i to samo. Słynny argentyński pisarz Jorge Luis Borges oceniał, że popularność piłki nożnej wynika z głupoty polegającej na ślepym poparciu społecznym. Podobne oznaki osłabionej kontroli nad sobą co kibole wykazywali choćby uczestnicy szturmu na Kapitol.
Futbolowe szaleństwo to tylko kolejny objaw naszej stadnej prymitywnej natury generującej takie zjawiska jak nacjonalizm czy religijna supremacja. Dla niektórych zresztą futbol jest religią czy specyficznym kultem. Futbol stał się fikcyjnym uniwersum w którym sama obserwacja rywalizacji przez brzuchatych piwożłopów zastąpiła rzeczywistą sportową aktywność.
To już nawet nie potrzeba przynależności a wręcz transcendencji odwołującej się do mistycznej symboliki ("czegoś większego"), charakterystyczna zresztą dla kultury masowej. Wielkie widowiska medialne wytwarzają własne mity, symbole i ikony, a często też ideologie. Rozrywka staje się świętością. Sacrum i profanum przenika się nawet na Jasnej Górze.

























