Łączna liczba wyświetleń

piątek, 12 czerwca 2026

WYBRYK NATURY


Twojego mózgu nie obchodzi czy jesteś szczęśliwy czy nie, tylko czy przeżyjesz. Stąd też dysponuje całą gamą nieprzyjemnych stanów aby ci uświadomić, że pakujesz się w jakieś gówno. Czujesz ból - niekoniecznie fizyczny - i wiesz, że zrobiłeś coś złego z ewolucyjnego punktu widzenia.

Dlatego unikasz pakowania się w bolesne sytuacje. Zapisują się one jednak silnie w pamięci, abyś unikał takich doświadczeń w przyszłości. Niekiedy ten mechanizm może prowadzić do zespołu stresu pourazowego i zupełnie dezorganizować życie. Pamiętamy o rzeczach o których nie chcemy pamiętać.

Możemy o nich nawet nie mówić, czy starać się nie myśleć. Freud nazywał to wyparciem. Ale gdy jakiś wyzwalacz uruchomi nasze skojarzenia pociągnie to za sobą całą kaskadę emocjonalną. Organizmy ludzkie które zapominały o kłopotach jakich doświadczyły zwykle miały mniejszą szansę na ich unikanie.

Tyle w teorii, bo jak masz zespół stresu pourazowego to może ci spierdolić życie - nawet w bezpiecznych sytuacjach towarzyszyć ci będzie absurdalny lęk który nie ma żadnego uzasadnienia poza twoimi emocjami. Ale system woli być raczej nadwrażliwy niż ignorować zagrożenia.

Lęk to strach przed potencjalnymi zagrożeniami. Nasz mózg bez przerwy tworzy różne symulacje, scenariusze i prognozy w których uwzględnia potencjalne problemy. Można nawet powiedzieć, że aktywnie je wyolbrzymia, żeby przygotować na nie właściwą reakcję.


Jesteśmy mistrzami w martwieniu się na zapas. Siłą rzeczy wiele czynników pozostaje poza naszą kontrolą, a kiedy tracimy kontrolę wpadamy w panikę. Szczególnie stresują nas sytuacje społeczne, choć w dzisiejszych czasach z powodu wykluczenia społecznego nie grozi nam już śmierć głodowa.

Choćbyśmy zapierali się, że jest inaczej, jesteśmy bardzo wyczuleni na informacje zwrotne i stale porównujemy swój status z innymi. Jesteśmy wręcz przeczuleni na punkcie swojego wizerunku i tego jak jesteśmy przez innych odbierani. Społeczny konformizm każe nam zbytnio nie odstawać i zabiegać o uznanie.

Ale wszelkie przyjemne stany są ulotne abyśmy nie spoczywali na laurach. Nie wystarczy być dobrym - trzeba być jeszcze lepszym. Trenerzy rozwoju osobistego nazywają to rozwojem, choć w gruncie rzeczy to pogoń za satysfakcją która ciągle się wyczerpuje. Gdy sytuacja nas przerośnie możemy popaść w depresję.

To również mechanizm obronny - przeciążony organizm mówi wtedy STOP i zaczyna "lizać rany". Ale w dzisiejszych czasach musimy być ciągle aktywni więc nie możemy pozwolić sobie na depresję. Życie to ciągły wyścig, a kto zostaje w tyle ten może nie nadrobić potem zaległości.

Nawet kiedy nie jesteśmy szczęśliwi musimy udawać że jest inaczej żeby nie zepsuć sobie wizerunku. Żyjemy w kulturze sukcesu w której nie ma miejsca dla przegrywów, nieudaczników i frajerów. Wszyscy unikają takich dupków więc wielu z nich nosi maski i zaciska zwieracze. Publikują zdjęcia z "wesołych wakacji" na fejsbuku.


Ile naszych emocji jest prawdziwych, a ile tylko inscenizowanych? Każdy z nas chyba to rozróżnia - niektóre wspomnienia powracają do nas właśnie z mocą swej "autentyczności". Najczęściej są unikalne i wiążą się z odkrywaniem nowych rzeczy czy miłością. Gdy zaś zaczynamy "grać" cały czar ulatuje i pozostaje tylko przyklejony uśmiech.

Piękno zachowuje swoją niezwykłość właśnie przez kontrast z szarą codziennością. Najpiękniejsze chwile nie mogą więc trwać wiecznie, ale zyskują swoją największą magię kiedy już przeminęły i z nostalgią do nich powracamy. Życie to spektrum różnych stanów w których odnaleźć możemy niekiedy prawdziwe skarby.

Bądźmy więc uważni, a na co dzień zmagajmy się z rutyną, a niekiedy nawet lękiem. Taka już jest nasza biologia - neurochemiczny koktajl nie może wiecznie lać się niczym szampan w Dubaju.  Przede wszystkim zaś nie bierzmy wszystkiego na serio. Życie jest żartem, nawet jeśli czasami jest to czarny humor.

czwartek, 4 czerwca 2026

SZLIFOWANIE MÓZGU


 Życie bez mózgu nie jest możliwe, ale z ekstremalnie małym mózgiem niekiedy tak. Dzięki neuroplastyczności układ nerwowy potrafi przystosować się do różnych anomalii. Jeśli niszczenie tkanki mózgu następuje powoli zdrowe neurony uczą się przejmować funkcje tych utraconych.

O ile działa zarządzający podstawowymi procesami życiowymi pień mózgu, do "myślenia" wystarczy nawet cienka warstwa kory mózgowej. Pewien 44-letni francuski urzędnik utracił 90% mózgu, co zresztą odkryto zupełnie przypadkiem gdy zgłosił się do szpitala z powodu osłabienia nogi.

Jego mózg został dosłownie zmiażdżony przez gromadzący się płyn mózgowy-rdzeniowy, a resztki ostały się tylko na ściankach czaszki. Choć biurokrata miał dosyć niskie IQ (na poziomie 75 punktów) nadal pracował, był mężem i ojcem dwójki dzieci.

A więc to jednak prawda że wykorzystujemy tylko 10% swojego mózgu? Oczywiście nie - mit ten wywołuje u neurobiologów irytację, gdyż cały mózg jest aktywny nawet podczas snu. Mit wziął się z tego, że mózg składa się w większości z komórek glejowych.

Owszem - za myślenie odpowiedzialne sensu stricto są neurony, lecz bez komórek glejowych ich działanie nie byłoby możliwe. Einstein miał wyższy stosunek komórek glejowych do neuronów niż przeciętny człowiek, w czym niektórzy widzą sekret jego inteligencji.

Więc raczej wskazane jest posiadanie całego mózgu, choć możliwe jest na przykład życie bez jednej półkuli. Usunięcie jej to ostateczność, ale jeśli wykona się taki zabieg w dziecięcym wieku gdy plastyczność jest najpotężniejsza druga połówka potrafi się "przeprogramować" przejmując funkcje tej utraconej.

Po dziecięcym porażeniu mózgowym stan sprawności pacjenta może się zmienić na lepsze dzięki rehabilitacji. Nawet gdy w wieku dorosłym przydarzy się nam udar mózg może jeszcze częściowo skompensować sobie utracone funkcje. Naturalną koleją rzeczy jest utrata neuronów postępująca z wiekiem.


Po 40 roku życia nasz najwspanialszy organ kurczy się w tempie 5% na dekadę, a po siedemdziesiątce nawet jeszcze szybciej. Ubywa nie tylko neuronów ale również istoty białej z której zbudowane są osłonki mielinowe - swoista izolacja impulsów elektrycznych. Rozproszenie powoduje ich wolniejsze przesyłanie.

Mózg traci też stopniowo zdolność do tworzenia nowych połączeń synaptycznych, coraz bardziej polegając na skrystalizowanych schematach. Ich nagromadzone zasoby kompensują jednak ubytki tak długo jak to tylko możliwe. Zwyczajowo nazywamy to mądrością życiową, neurobiolodzy mówią zaś o rezerwie poznawczej.

Mózg zbierając różnorodne doświadczenia tworzy gęstą sieć zoptymalizowanych "połączeń awaryjnych" - gdy jedne neurony umierają inne przejmują ich zadania dzięki czemu długo nie odczuwamy intelektualnych konsekwencji starzenia. Do pewnego momentu utrwalone wzorce zwiększają nawet naszą sprawność w rutynowych zadaniach.

Mózg się "specjalizuje" choć koncentracja i szybkość przetwarzania informacji słabnie. Może to przebiegać wolniej lub szybciej w zależności od genetyki i trybu życia - diety, ilości snu, regularnego wysiłku fizycznego, ciągłej nauki nowych umiejętności, stosowanych używek i tak dalej...

Koniec końców mózg musi się zepsuć, choć zazwyczaj prędzej zepsuje się coś innego dzięki czemu umieramy bez demencji. Przedłużająca się długość życia zwiększa niestety ryzyko, że w końcu i my staniemy się zdziecinniałymi staruszkami. Dlatego żyj szybko, umrzyj młodo i zostaw atrakcyjne zwłoki.

Albo umrzyj młodo najpóźniej jak się da... Zwłaszcza jeśli to pierwsze ci się nie udało musisz spróbować tej drugiej opcji. Życie bez mózgu jest możliwe (powiedzmy), ale co to za życie? Najważniejsze jest głębokie doświadczenie - kilka takich zapadło mi w pamięć. Zawsze jednak warto próbować czegoś nowego, eksplorować nowe obszary, podróżować w nieznane.


Tyle że chciwy świat lubi okradać nas z energii - aby sprostać wymaganiom tracimy ją na rzeczy które tak naprawdę nie są najważniejsze. Zwłaszcza dzisiaj gdy nieustanny strumień bodźców degraduje dopaminę w układzie nagrody a stres i zaburzenia rytmu dobowego osłabiają samokontrolę, uwagę przyciągają rozmaite duperele.

Kiedy byłem mały wszyscy kazali mi się uczyć różnych rzeczy, które z perspektywy czasu okazywały się służyć tylko uzyskaniu dokumentów. Dziś gdy chcę zgłębiać jakieś tematy odmawia mi się do tego prawa, bo to się nie monetyzuje. Mój starzejący się mózg powinien być "mądry" i zrozumieć, że wolność jest towarem luksusowym.

Wszystkim wokoło chodzi tylko o to by mnie uzależnić - od swoich aplikacji, produktów, społecznych nagród. Niczym płyn w czaszce słynnego medycznego przypadku - wspomnianego Żabojada z pustym łbem - głowę wypełnia mi sterta informacyjnych śmieci. Na koniec wypali się tam czarna dziura, stanę się cynikiem i... będę żył dalej.   

sobota, 30 maja 2026

FASZYSTOWSKA PARANOJA

 Ostatnie dni wojny Hitler spędził w bunkrze gdzie wydawał rozkazy nieistniejącym armiom. Gdy już nawet amfetamina i kokaina przestały dawać nadzieję sporządził swój wiekopomny testament w którym rozkazał walczyć swojemu narodowi aż do końca, sam zaś strzelił sobie w łeb.

To jednak wersja oficjalna - według popularnych teorii spiskowych spierdolił do Ameryki Południowej i żył tam sobie jak pączek w maśle. Tak czy siak okazał się zwykłym tchórzem. Jednym z ostatnich jego dekretów był tak zwany "rozkaz Nerona", w którym nakazywał Niemcom wysadzenie własnego kraju w powietrze.

Wszystkie obiekty przemysłowe, infrastruktura komunikacyjna i transportowa oraz magazyny żywności miały zostać zniszczone żeby nie służyły podłym aliantom. Oznaczałoby to oczywiście katastrofę humanitarną, ale jakże honorową. Naród który nie dorósł do koncepcji "wielkiego wodza" nie zasługiwał już na przetrwanie.

Ale przetrwał bo dwie strony zimnej wojny potrzebowały tego przegranego moralnie ludu aby wzajemnie się szachować. Naród przetrwał nawet ten podział i zniszczył mur dzielący jego stolicę, co stało się symbolem upadku komunizmu w Europie. Imperium sowieckie wkrótce rozpadło się na kawałki jak domek z kart.

Po efemerycznym epizodzie chaotycznej "demokracji", a w zasadzie anarchii, Rosję przejęły tajne służby, a Władimir Putin zapragnął cofnąć zegar dziejów. W międzyczasie zapewniał Niemcom dostawy taniej ropy i gazu czym kupił sobie kluczowego "adwokata". Chuj z tym że masakrował Czeczeńców, zabijał dziennikarzy, fałszował wybory skoro zapewniał tanie surowce.

Nazwać to można "gazowym narkotykiem" dzięki któremu niemiecka gospodarka rozwijała się być może dobrze, ale pozostawała ślepa na imperialne instynkty swojego dilera. Niemcy dla własnego zysku budowały więc potęgę finansową Rosji, co dzisiaj odbija się im czkawką. Chcąc nie chcąc muszą teraz bulić na obronę Ukrainy.


Pragmatyczny swego czasu Putin zdaje się natomiast popadać w szaleństwo. Przewaga technologiczna Ukrainy pozwoliła jej nie tylko skutecznie zatrzymywać inwazję, lecz ostatnio także niszczyć podstawy rosyjskiej gospodarki. Przewaga "ilościowa" Rosji zaczyna się wyczerpywać. Nie ma już chętnych do tej samobójczej wojny, a totalna mobilizacja mogłaby zupełnie zepsuć nastroje.

Brakuje mięsa armatniego, a ludność cywilna zaczyna już odczuwać nie tylko gospodarcze ale też kinetyczno-psychologiczne skutki wojny. Przemysł naftowy ograniczył wydobycie do poziomu najniższego od dekady, a przerób nawet od dwóch dekad. 40% budżetu pochłania wojsko więc zaczyna brakować kasy na normalne funkcjonowanie państwa.

Przed Ukrainą otwiera się więc okienko nowych możliwości. Czy uda jej się wykrzesać tyle sił by odbić choćby część okupowanych terytoriów? Czas pokaże. Na razie dynamika wskazuje na coraz gorszą kondycję rosyjskiej machiny wojennej. Putin jest już osrany i przesiaduje w bunkrze jak pewien niemiecki wypierdek pod koniec drugiej wojny światowej.

Drastycznie ograniczona aktywność publiczna wskazuje na postępującą paranoję choć nie wiadomo czy amfetamina również wchodzi w grę. Z pewnością jednak zbzikowany starzec faszeruje się jakimiś specyfikami od nadwornych medyków. Jak niesie wieść wpierdala silne sterydy i hormony oraz leki dopaminergiczne co skutkuje ostrym jebnięciem w czajnik.

Facet się sypie, więc przeznaczył 26 miliardów dolarów na "nowe technologie medyczne" - w zrujnowanym kraju priorytetem stały się badania nad odwracaniem procesów starzenia i długowiecznością (między innymi regeneracją komórek czy biodrukiem organów). Władek nie gardzi jednak medycyną alternatywną - ponoć regularnie bierze kąpiele w wywarze z poroża młodych jeleni.

Cywilizacja europejska musi się więc mierzyć z fantazjami podstarzałego świra. Chciałby być wielkim wodzem, a nawet nieśmiertelnym bogiem, niestety gówno z tego wychodzi. Rezultatem może być natomiast przeciągająca się wojna na wyniszczenie o jakieś skrawki terytorium. Pozostaje kula w łeb albo opcja atomowa, ale na to nie pozwolą Chiny.


Tymczasem do nas też powracają demony "wojny z faszyzmem". Z populistycznych czy też nacjonalistycznych względów (to w zasadzie jedno i to samo) Zełenski postanowił nadać elitarnej jednostce wojskowej miano "bohaterów UPA". Ukraińcom ta okrutna formacja kojarzy się z walką narodowowyzwoleńczą przeciwko radzieckiemu (czytaj rosyjskiemu) ciemiężcy. Nam zaś z czystką etniczną na Wołyniu.

Mamy więc "nowy" i zupełnie niepotrzebny kryzys dyplomatyczny, choć kwestia oceny wspólnej historii dzieli nas nie od dzisiaj. Tak dla przypomnienia Armia Czerwona i NKWD odpowiadały za śmierć nawet pół miliona Polaków, a UPA około stu tysięcy... Dziwi jednak takie zlekceważenie polskiej wrażliwości.

Można to rozumieć jako próbę podtrzymywania morale, utwardzania założycielskiego mitu walki z Moskwą, cynizmu dyplomatycznego czy też studzenia wewnętrznej histerii. Siłą rzeczy nastroje nacjonalistyczne w czasie wojny biorą górę, a Kijów uważa że z przyczyn geopolitycznych i tak jesteśmy "zmuszeni" wspierać jego walkę.

niedziela, 24 maja 2026

MATKA

 
W końcu przychodzi taki czas gdy sobie uświadamiasz, że jedynie co w życiu masz to rodzina. A w niej najważniejsza jest matka. Kobiety mogą odejść, przyjaciele się ciebie wyrzec, ale matka nigdy. Zastanawiasz się jakim cudem, skoro byłeś taki inny od tego jakim chciała cię wychować. Lecz dorastając ty także uczysz ją akceptacji tego kim się stałeś.

I tak nie miałeś wielkiego wyboru - chodziłeś do szkoły, a teraz musisz do pracy. W końcu - bez względu czy założyłeś własne gniazdo - i tak musiałeś odejść. Bo nawet bez własnego gniazda musiałeś znaleźć własny kąt, żeby móc wreszcie być sobą. Odseparować się od nieznośnej dydaktyki doświadczenia przeszłych pokoleń. Coś jednak w tobie z niego zostaje, czegoś się nauczyłeś.

Czego? Chyba kochać. Być uczciwym. I wierzyć w to, że jesteś kimś wyjątkowym, nawet gdy wszyscy inni już przestali. Gdzieś w tobie siedzi małe dziecko i czeka aż ktoś je pogłaszcze po głowie, przytuli i powie że wszystko będzie dobrze. A nie jest? No cóż, bywa różnie... Poza tym nigdy nie wiadomo jak będzie. Wszyscy czegoś od ciebie chcą i stawiają warunki. Matce wystarczy że jesteś.

Lecz nie wystarczy być, bo świat ciebie nie zauważy. Pozostaniesz anonimowym konsumentem ochłapów gdzieś na drabinie społecznej porównującym się z wyższymi i niższymi bytami. Musisz coś zbudować, coś drogiego kupić, obsikać jakieś terytorium i stać się na nim dominującym samcem. Nie możesz płakać, musisz działać. To imperatyw dorosłości.


Teraz masz realizować to wszystko do czego przygotowywały cię zabawy dzieciństwa. Byłeś żołnierzem, policjantem, astronautą, strażakiem, marynarzem... Człowiekiem czynu. Bohaterem. Stałeś się księgowym, robotnikiem, kasjerem albo przedstawicielem handlowym. W zasadzie to teraz modlisz się żeby nie iść na wojnę, nie spotkać przestępców, nie walczyć z pożarem ani sztormem. Nie zgubić się w kosmicznej otchłani.

Dziecięca fantazja bywa nieograniczona, lecz kłamie że możesz być kim tylko zechcesz. Dziś już nie potrafisz wyobrazić sobie tak wiele. I dlatego tęsknisz za tą iluzją, choć tak naprawdę nie mogłeś wtedy zrobić nic, a jedynie marzyć. Śniłeś o dziewczętach które nie chciały cię znać, pisałeś wiersze których nikt nie czytał, szukałeś prawdy której nikt nie poznał. Dziś już myślisz że nigdy nie przeżyjesz takich przygód jakie wtedy przeżyłeś.

Kilka lat po czterdziestce zauważasz, że właściwie to już się starzejesz. Brakuje ekscytacji, pożera cię nostalgia, powtarzasz wyuczone skrypty. Już do śmierci pozostaniesz sobą, ale czy właśnie o to ci chodziło? Drugiej młodości już nie przeżyjesz, bo tylko raz można się tak zachłysnąć życiem. Marzenia które odkładałeś "na później" stały się już nierealne. Nie masz siły, czasu, emocji, testosteronu. To tak zwany kryzys wieku średniego.

Psychologowie obiecują, że odbicie od tego stanu nastąpić ma po pięćdziesiątce, kiedy już zaakceptujesz możliwą perspektywę. Jednym słowem najmniej szczęśliwy jesteś w połowie drogi. Potem przestajesz koncentrować się na przyszłości, rywalizacji, gromadzeniu, a zaczynasz doceniać to co masz. Kurwa, jakie to proste. Tyle że każdy musi w końcu to zrozumieć. Najtrudniejszy w życiu jest realizm.


Kiedy byłem dzieckiem wydawał się wręcz nieznośnym ostrzeżeniem - bo jak tu nie wierzyć w to że zadziwimy cały świat? Kiedy ma się przed sobą tysiąc szans niezbyt przejmujemy się tym, że kolejną z nich zmarnujemy. W końcu widzimy rzeczy takimi jakie są i przestajemy udowadniać wszystkim wokoło swoją wartość. Nasza sieć społeczna się kurczy, ale pozostaje w niej to co najcenniejsze.

Świadomość uciekającego czasu każe nam coś nadrobić, wyjaśnić, wyprostować. Czasem masz poczucie winy, że wymagałeś od kogoś bycia idealnym. Od buntu przechodzisz do wdzięczności, lecz był on konieczny żebyś przeżył swoje wielkie przygody, dramaty i próby. Prawdziwa jest tylko krew, pot i łzy. Miłość, a nie zabawki. Źródło twojego życia zaczyna wysychać, matka się kurczy, aż ostatecznie gaśnie w niej iskra życia.

Twoja rzeka płynie zaś dalej, lecz już odłączona od pierwotnej miłości - kiedy byłeś bezbronny, ona cię chroniła. Kiedy wpadłeś w tarapaty wyciągała z nich. Kiedy byłeś smutny pytała dlaczego, a ty w końcu przestałeś zawracać jej głowę swoimi problemami, żeby jej nie martwić. Zawdzięczasz jej to, że stałeś się człowiekiem, nawet jeśli za dużo marudziła.

piątek, 15 maja 2026

SUWERENNY PORTFEL


 Trump poleciał do Chin i być może przehandlował Tajwan. Za bardzo nie wiadomo, bo mówił że może podpisze, a może nie podpisze się pod dokumentem zezwalającym na sprzedaż uzbrojenia tej "zbuntowanej prowincji". Zależy jaki akurat będzie miał humor, ale potrzebuje metali ziem rzadkich, a 70% z nich wydobywa się w Państwie Środka.

Ewentualne ustępstwa są oczywiście bardzo ryzykowne ze względu na technologiczne znaczenie wyspy w branży zaawansowanych półprzewodników tak potrzebnych w dobie sztucznej inteligencji. Lecz Trump przyzwyczaił nas do geopolitycznej brawury. Jego kumpel z Kremla po zorganizowaniu swojej faszystowskiej defilady przypierdolił z drona w blok mieszkalny w Kijowie.

Szef ruskiej pralni brudnych pieniędzy Zondacrypto - Przemysław Kral - spierdolił z Monako do Izraela bo szczęśliwie został w zeszłym roku posiadaczem żydowskiego paszportu. Przygotował tam sobie luksusową nadmorską willę, ale tymczasem skoczył odprężyć się w Dubaju. Jak wiadomo Żydzi nie wydają "swoich" zwłaszcza jeśli przytulili gruby szmal.

Ale Kral najprawdopodobniej był jedynie słupem, a prawdziwym mózgiem tego grubego wału miał być boss mafii paliwowej o pseudonimie Maniek. To najprawdopodobniej Maniek porwał założyciela giełdy Sylwestra Suszka i wykończył dziada po tym jak wymusił od niego klucz do portfela. Ciężko to jednak udowodnić bez zapisów z monitoringu na stacji benzynowej czy też znalezienia ciała.


Tak czy siak Kral "wiedział" że nie ma dostępu do zasobów giełdy już od lat, dalsza działalność byłaby więc bezcelowa. Być może miał nadzieję, że zaginiony się odnajdzie... Coś mi jednak mówi, że pieniądze się nie zmarnują, choć dla niedoszłych "inwestorów" marna to pociecha. Ziobro którego fundacja zainkasowała z tego przekrętu bagatela 450 tysięcy złotych spierdolił z Węgier do Stanów Zjednoczonych.

Wybory wygrał tam osobnik który piecze szczenięta w piekarniku więc mógłby upiec samego Zbigniewa - z takimi europejskimi dewiantami nigdy nic nie wiadomo. A Zbigniew ma przecież raka i nie może się tym stresować. Na szczęście wylizał już dupę Jankesom i dostał wizę dziennikarską. Będzie im robił za Maxa Kolonko. Systemy informatyczne nie zauważyły opuszczenia przez niego Strefy Schengen pomimo europejskiego nakazu aresztowania...


Do USA wybiera się ponoć sam Wiktor Orban bo lepiej jechać zawczasu niż bawić się w rozliczenia. Majątki powiązanych z Fideszem oligarchów już zaczynają wypływać z tej zrujnowanej krainy - przede wszystkim do Dubaju (gdzie można najlepiej się rozerwać), ale też do Wuja Sama, a nawet do Ameryki Południowej. Trwa paniczna wyprzedaż mediów i spółek. W popłochu odlatują prywatne odrzutowce załadowane gotówką i kosztownościami, bo urząd skarbowy zaczął blokować gigantyczne przelewy.

Oto godnościowy, suwerenny, populistyczny "patriotyzm" w całej swojej krasie - nakraść ile się da i wywieźć to wszystko za granicę. Ale przynajmniej te pieniądze nie wpadną w niemiecko-ukraińskie ręce, a zostaną wydane zgodnie z tradycyjnymi węgierskimi wartościami na kurwy i szaszłyki. Budapeszt po epoce Orbana to stolica europejskiej seksturystyki i hub rosyjskich wytwórców pornografii.

Ktoś chciał kiedyś przerobić Warszawę na Bangkok czy jakoś tak... Ziobro raczył się na nowojorskim lotnisku orientalną kuchnią zamiast tradycyjnymi ruskimi pierogami!!! Ale czego można się spodziewać po takiej kulinarnej targowicy... Lepiej już stołować się u Chińczyków niż jeść robaki w Europie. Ale najważniejsze że jeszcze Polska nie zginęła póki pracujemy.

środa, 13 maja 2026

URA


 Rosję zdobywano trzykrotnie. Pierwszy raz uczynili to oczywiście Polacy i to na tyle skutecznie, że nawet tymczasowo rosyjska szlachta uznała polskiego królewicza za cara. Po dwóch latach zostaliśmy jednak wypędzeni z Kremla co do dzisiaj upamiętnia tam Dzień Jedności Narodowej.

Ciężko jednak w tym wypadku mówić o opanowaniu kraju - po prostu system był na tyle scentralizowany, że wystarczyło zdobyć Moskwę żeby nominalnie kontrolować imperium. Militarnym atutem Rosji odwiecznie było ogromne terytorium nadające jej tak zwaną głębię strategiczną.

Okupant musi wtedy zdobywać kraj "po kawałku" co tworzy funkcjonalną przestrzeń umożliwiającą wycofywanie wojska i jego przegrupowanie, oraz daje dodatkowy czas na przeprowadzenie mobilizacji. Rozmiar Rosji był głównym powodem klęski Napoleona. Rosjanie unikali walnej bitwy wycofując się i rozciągając linie zaopatrzenia.

Zastosowali przy tym tak zwaną taktykę spalonej ziemi czyli niszczyli po drodze zasoby żywności którymi żywić mogły się francuskie wojska. Nim Napoleon dotarł do Moskwy zebrano siły zdolne do prowadzenia długiej i wyniszczającej wojny.

Dumny Korsykanin  miał nadzieję że stolica będzie mu bazą zaopatrzeniową, tyle że puszczono ją z dymem. Brak zaopatrzenia, a przede wszystkim pożywienia zmusił Żabojadów do odwrotu. Odwrót ten wyniszczył zaś niedoszłych panów Europy srożej niż sama wojna.

Skutki głodu spotęgował siarczysty mróz, choroby takie jak tyfus oraz nękanie przez armię rosyjską i partyzantów. Ewakuować się z Rosji zdołała tylko garstka niedobitków. Lekcji tej nie odrobił niemiecki "geniusz wojny" Adolf Hitler. On również liczył na błyskawiczne rozbicie Armii Czerwonej.

Ta jednak wycofywała się w głąb zostawiając spaloną ziemię, a przede wszystkim dokonując bezprecedensowej ewakuacji przemysłu. Na Ural i Syberię przeniesiono tysiące zakładów, co pozwoliło nadal produkować czołgi i samoloty potrzebne do kontrataku.

To właśnie te azjatyckie "kolonie" Rosji czynią z niej takiego niedźwiedzia... Przy okazji zapewniają surowce bez których niedźwiedź ten dawno by zdechł - albo wziąłby się w końcu do uczciwej roboty. Model "wielkiej stacji benzynowej" pomógł Putinowi olać rozwój innowacyjnej gospodarki i zająć się podbojem świata.


Na razie marnie mu to idzie, a w warunkach nowoczesnej asymetrycznej wojny ogromne terytorium przestaje być atutem, bo ciężko skutecznie je zabezpieczyć przed atakami dronów. Ukraina wreszcie dorobiła się własnej broni dalekiego zasięgu i może swobodnie hulać sobie po tym rozległym obszarze.

Najlepiej zabezpieczona jest oczywiście Moskwa bo siedzi tam pieprzona wierchuszka. Mimo tego obawiano się, że jakiś niechciany dron zakłóci rytualną paradę. Putin wybłagał więc u Trumpa małe "zawieszenie broni" i wygłośił przez urzędników histeryczne ostrzeżenia o apokaliptycznej zemście gdyby Zełenski nie pozwolił na ten faszystowski cyrk.

Odpuszczono jednak staremu śmieciowi bo nie miałoby to znaczenia militarnego a pochłonęłoby potrzebne do innych celów środki. Naród turańskich pseudosłowian mógł się więc onanizować nad swoją chwalebną przeszłością nie wspominając oczywiście o podpisaniu paktu z Hitlerem i głodzeniu Ukrainy.

piątek, 8 maja 2026

ŚWIADEK HISTORII

 
Mamy tendencję żeby oceniać wszystko przez pryzmat swojego obecnego stanu emocjonalnego. To znaczy kiedy jestem na kogoś zły przypominam sobie wszystkie złe rzeczy jakie mnie z tej strony spotkały. Kiedy zaś jestem w euforii przypominam sobie raczej rzeczy dobre.

Pamięć - nawet zachowując jakiś wachlarz wspomnień - ograniczana jest filtrem naszych emocji, który przepuszcza to co pasuje do obecnej opowieści. Bo wszystko układać się musi zawsze w spójną całość. Po uruchomieniu jakiejś emocji "ja" przywołuje fakty do niej pasujące aby zracjonalizować swój stan.

Niekiedy bywa to zabawne bo możemy kogoś kochać i nienawidzić naprzemiennie, a wtedy nasza opowieść zmienia się błyskawicznie. Ktoś był cudownym człowiekiem, ale nagle okazał się skurwysynem, a w zasadzie był nim od zawsze. Potrzebujemy w życiu "logiki", choć często jest ona tylko arbitralnym zbiorem faktów.

Emocje są tak intensywne że muszą mieć jakieś uzasadnienie - a nawet jak nie mają to się je naprędce wymyśli. Wzorce myśli wykrzywiają się w zależności od pryzmatu przez który oglądamy rzeczywistość. Nasze nastawienie może być pozytywne lub negatywne a to prowokuje dalsze scenariusze rozwoju wypadków.

Najpierw coś czujemy a potem interpretujemy sytuację. Emocje wywołują myśli które z kolei wzmacniają emocje i tak dalej... A wtedy wpadamy już w błędne koło własnych oczekiwań. Wzorce myślenia powodują skrzywienia poznawcze - dążąc do opanowania wewnętrznego chaosu stajemy się niewolnikami własnych obsesji, urojeń i rytuałów.


Dlatego nieodmiennie stukam w klawiaturę i usiłuję dotrzeć gdzieś poza otaczającą mnie zewsząd konieczność. Jakbym wierzył, że gdzieś istnieje WSZECHZROZUMIENIE które wyłowi z tych znaków przebłyski prawdy - może będzie to Bóg, może sztuczna inteligencja. W każdym bądź razie trzeba poukładać cały ten bajzel w głowie.

Obiektywnie raczej będzie odwrotnie - każdy dostrzeże co tylko chce, a raczej to co z powodu swoich ograniczeń dostrzec musi. Kiedyś nadejdzie ta chwila gdy przyjdzie nam umierać i cały sens życia wyrazi się w ostatecznych emocjach które wygeneruje nasza konająca tożsamość. Mam nadzieję że przypomnę sobie wtedy miłość, a nie zło.

Byłem bezbronnym dzieckiem, rozwydrzonym gówniarzem, onanistą, czułym kochankiem, ostrym jebaką, niedocenionym artystą, wiejskim przygłupem, wielkim filozofem, błaznem, dobrym wujkiem, wołem roboczym, nałogowym hedonistą, nudnym indywiduum które czasami miewało naprawdę dobre dni. Podobno w życiu piękne są tylko chwile.

Tak czy siak jestem składnikiem bezimiennej biomasy, która przygląda się nagle przyśpieszającej historii i zastanawia czy świat oszalał. Ale czy kiedykolwiek był normalny? Zawsze mieliśmy coś budować - wolny rynek, demokrację, Europę albo Wielką Polskę. Czyli stan obecny nigdy nie był zadowalający.


W życiu też dążyliśmy do wyimaginowanych celów. Bezsensowna edukacja, głód doświadczeń, iluzja dobrobytu i ta nieznośna konieczność przytakiwania różnym dupkom. Puste słowa wypełniają szczeliny absurdu jak kit. Gównomowa uzasadnia wszystko nawet kiedy przestajemy w nią wierzyć, bo ciągle żyjemy tak jakby to była prawda.

Kiedy zerwiemy z wiarą w cokolwiek uwolnimy diabła, dlatego nie wolno być nihilistą.  Pamiętam więc to co chcę pamiętać, żeby zbytnio nie kwestionować wartości swego życia, nawet jeśli dla niepoznaki bywam autoironiczny. Człowiek to zwykłe bydlę skazane na powtarzanie swoich frazesów. Gdzieś tam są ONI, którzy są temu wszystkiemu winni.

My tylko wykonujemy swoją pracę, podporządkowujemy się normom, płacimy podatki, a nawet wychowujemy dzieci, choć na ten temat nie powinienem się wymądrzać. Jesteśmy pożyteczni, a inni spijają śmietankę, choć w głębi duszy każdy z nas pewnie chciałby być takim pasożytem. Być blondynem, mieć nałogi, chłodne piwko w cieniu pić...

piątek, 1 maja 2026

NUDNA WOJNA

 
Przez lata Ukraina błagała Zachód o broń dalekiego zasięgu, lecz nie mogła się jej doczekać. Mówiono o ryzyku eskalacji, wojny światowej czy atomowej apokalipsy. Ukraińcy musieli więc "sami' rozwinąć taką technologię. Samowystarczalność ta jest jednak - jak to zwykle bywa - uzależniona od pewnych czynników zewnętrznych.

Chodzi nie tylko o niektóre importowane komponenty, ale też choćby drukarki 3D. Masowa produkcja dronów jest możliwa dzięki farmom takich drukarek, a te pochodzą od partnerów międzynarodowych. Dopiero zachodnie środki produkcji umożliwiły rozkwit ukraińskiej innowacyjności. Ale potrzeba jest matką wynalazków.

Sprzęt jest na bieżąco testowany w boju, więc doświadczenie naszych walczących z rosyjską agresją sąsiadów staje się tym bardziej bezcenne. Ukraina przestaje być tylko klientem zachodu, stając się partnerem oferującym bezcenną wiedzę i sprawdzone rozwiązania. Przy tym pozostaje kluczowym gwarantem europejskiego bezpieczeństwa.

Paradoksalnie coraz bardziej samodzielna Ukraina staje się teraz łatwym celem populistycznej nagonki. Bo informacje o kolejnych pakietach pomocy i pożyczkach utrwalają jej gębę europejskiego utrzymanka. Lecz Europa potrzebuje Ukrainy bardziej niż Ukraina Europy - tak kurtuazyjnie stwierdził ostatnio prezydent Finlandii Alexander Stubb.

Być może to retoryczna przesada, ale Ukraina wykonuje dziś "brudną robotę" i jako taka pomaga nam realniej niż Stany Zjednoczone. Otrzymuje oczywiście gigantyczne wsparcie, tyle że dla polityki takiej nie ma w zasadzie alternatywy, chyba że dosyć mamy liberalnej demokracji. Wielu tak deklaruje, lecz zatęsknią pewnie za nią kiedy dostaną pałką po głowie.

Ukraina musi być w Europie, choć otwiera to ogromne wyzwania. Europa trzeszczy zresztą w szwach - to osobny rozdział. Na szczęście wojna przenosi się coraz głębiej na terytorium Rosji, więc jeśli utrzymamy poziom wsparcia Ukraina powinna przetrwać. Taka przynajmniej jest obecna dynamika - front stoi, mięsne szturmy są masakrowane a ruski przemysł naftowy jest regularnie niszczony.


Odpowiedzią są oczywiście ataki na cywilów i tak dalej. Miło jednak widzieć płonące rafinerie i słyszeć o upadającej rosyjskiej gospodarce. Z tego też powodu najbliższa Parada Zwycięstwa na Placu Czerwonym ma być znacznie skromniejsza, co tłumaczy się "zagrożeniem terrorystycznym". Trump zaczął już nawet dzwonić do Putina i pieprzyć o rozejmie.

Szkoda by było zepsuć taką piękną defiladę... No i ta pierdolona ropa ciągle drożeje, więc niech Ukraina się w końcu opamięta... Dajcie Putinowi Donbas, Krym, Zaporoże i Chersoń a najlepiej Kijów... Wojna za dużo kosztuje polskiego podatnika... To jasne że musimy dbać o swój interes, lecz to żaden interes pozwolić Rosji wygrać wojnę.

Ciężko jednak skruszyć tą absurdalną narrację, bo zagrożenie idzie ponoć z Berlina i Brukseli. Suwerenność osiągniemy tylko gdy rządzić będą nami martyrologiczne kreatury. Powiązana z Putinem mafia tambowska wyprała w Polsce swoje pieniądze przez Zondacrypto sponsorując jednocześnie tych pożytecznych idiotów, a na koniec zapierdoliła Polaczkom równowartość 330 milionów dolarów.

piątek, 24 kwietnia 2026

GLOBALNY BÓL DUPY


 Świat żyje w napięciu bo Trump rozpętał wojnę w newralgicznym pod względem surowcowym rejonie. Może oczywiście prężyć muskuły, bo Ameryka ma więcej rakiet, samolotów, statków, a nawet czołgów których mogłaby użyć w wypadku inwazji lądowej. Tyle że nie chodzi o to kto jest silniejszy, ale kto ma większy próg bólu.

Ludzie Zachodu postrzegani są jako konsumpcyjne mięczaki - mają kupę technologii, a nawet bezcennej wiedzy, ale szybko zaczynają mięknąć kiedy drożeją im hamburgery albo zaczyna brakować paliwa lotniczego na wakacje.

W USA paliwa oczywiście nie zabraknie, ale mogą na przykład zakazać jego eksportu, a wtedy światowy rynek jeszcze bardziej się zdestabilizuje. A jak wiadomo rynek to naczynia połączone, więc kryzys i tak dotknie wszystkich. Jeśli dotknie Chiny to pamiętajmy że kupujemy tam kupę szmelcu.

Irańskie władze niezbyt przejmują się opinią publiczną. W razie czego buntowników po prostu się spacyfikuje. Ale wiedzą że póki co w Ameryce jeszcze mamy demokrację a za kilka miesięcy odbędą się tam wybory do Kongresu. Trump musi więc zapewnić tanie hamburgery, frytki i kawę, bo wyborcy nie wytrzymają.

Rozpierdolony bombardowaniami Iran zachowuje natomiast zdolność do prowadzenia asymetrycznej wojny co najmniej przez kilka miesięcy. Tymczasem jeśli konflikt nie zakończy się w najbliższym czasie konsekwencje dla światowej gospodarki mogą być poważne. A teherański reżim "sam się wyżywi".

Ciągle trwają jakieś rozmowy, lecz ciężko stwierdzić jak zaawansowane. Trump zawsze pieprzy co mu ślina na język przyniesie, więc jego deklaracji nie można nigdy traktować zbyt poważnie. Często zmienia zdanie a nawet przeczy sam sobie o faktach już nie wspominając. W dodatku nie jest zbyt dyplomatyczny.

Musi zgrywać twardziela żeby wyjść z tej epickiej rozpierduchy z twarzą, ale zaczyna palić mu się pod dupą. Sytuacja w regionie jest skomplikowana bo Iran nęka naftowych szejków, a nawet luksusowe kurwy z Dubaju. Izrael jak zwykle terroryzuje cywilów w imię walki z terroryzmem i antysemityzmem. Zginęło już dwa i pół tysiąca tysiąca Libańczyków.

Problemy z życiodajną naftą przysłoniły nam ostatnio wojnę za naszą wschodnią granicą. Na szczęście tam front wydaje się stabilizować. Rosjanie wykrwawiają swoją kurczącą się populację i i gospodarkę, ale tu również istotny jest próg bólu. Kacapy traktują ból jako coś normalnego, uśmierzając go wódką i imperialną kokainą.


Oni również liczyli na "dekadencję Zachodu", ale się przeliczyli. Stetryczały Biden przysłał trochę sprzętu, Polacy pozbyli się starych czołgów, a teraz Niemcy stały się głównym sponsorem wysiłku wojennego, choć budowali swój cud gospodarczy na taniej ruskiej energii. Ukraina rozwinęła szereg innowacyjnych technologii wojskowych.

Rosja musi jednak napierać, bo to jedyne możliwe uzasadnienie władzy Putina. Desperacko chce osiągnąć cokolwiek za wszelką cenę i wysyła nowe hordy na pewną śmierć. Oligarchowie urządzają sobie orgie na jachtach, a naród nienawidzi pedałów, kozojebców, ekologów i Brukseli. Czyli prawie jak u nas.

W umysłach toczy się wielka wojna narracji, ale lepiej nie gadać o tym zbyt wiele - zwłaszcza na spotkaniach rodzinnych czy w pracy, bo każdy ma swój telefon w którym wyczytał i zobaczył już  wszystko. Dajcie mi wreszcie święty spokój, szansę rozwoju, uznanie i wolność. 

sobota, 18 kwietnia 2026

ARYJSKIE KORZENIE

 
W historycznym, kostiumowym czy może po prostu komiksowym filmie "300" przedstawiona jest opowieść o walce dzielnych i szlachetnych Spartan z podstępnymi i cynicznymi Persami. Chodzi o bitwę pod Termopilami, gdzie garstka heroicznych Europejczyków odeprzeć miała azjatyckich barbarzyńców.

Taka narracja spotęgowana jest przez hollywoodzkie środki wyrazu - stylistyka obrazu jest maksymalnie przerysowana, tak żebyśmy nie mieli wątpliwości że chodzi o walkę dobra ze złem. Perska armia jest groteskowo upiorna, a na jej czele stoi orientalnie demoniczny Kserkses.

Bardziej przypominał Szatana niż człowieka, a już z pewnością ekstremalnego miłośnika piercingu. Uosabiał tyranię i despotyzm, a zdrajców kusił wizjami luksusu i zmysłowych przyjemności. Umięśnieni i przystojni Spartanie serwują nam za to gadkę o wolności i bohaterstwie, którą łyknąć mogą patrioci wszystkich krajów.

Owszem - podobnie jak Kim Dzong Un starożytni królowie z Bliskiego Wschodu domagali się niemal boskiej czci, a już z pewnością uniżonego pokłonu do samej ziemi, który w kulturze greckiej był aktem niemal bluźnierczym. Lecz "wolnościowcy" ze Sparty funkcjonowali w wojskowym totalitaryzmie a nie rycerskim klubie dżentelmenów.

Ale jak sobie dzisiaj pomyślisz o ciapatej hołocie to w zasadzie widzisz to samo. Jeden z drugim chciałby się obwiesić złotem jak jakiś raper z Albanii, zniszczyć nasze wartości, a już z pewnością zerżnąć nasze kobiety czyli zatruć naszą krew. Sami nie mamy już ochoty się rozmnażać, więc zagrożenie jest jak najbardziej egzystencjalne.


Jak każdy imperialista Kserkses kierował się imperatywem ekspansji, więc w końcu próbował wejść do Europy, aczkolwiek aż do podbojów Aleksandra Wielkiego Grecy nie byli dla Persów żadnym punktem odniesienia, a raczej kwestią przygraniczną. Potem Persowie ulegli hellenizacji, wchłaniając do swej kultury szereg elementów greckich.

Wcześniej czerpali z tradycji elamickich, babilońskich czy asyryjskich, a zatem starożytnych mezopotamskich imperiów. Pierwszym ludem irańskim który kontrolował ten obszar byli spokrewnieni z nimi Medowie. Sam Iran oznacza "ziemię Ariów" albo jak kto woli Aryjczyków, czyli ludzi szlachetnych, cywilizowanych i tak dalej.

Swojemu porządkowi, cywilizacji i kulturze Irańczycy przeciwstawiali Turan czyli koczowniczy świat dzikusów nadciągających ze stepów. Brzmi znajomo? Chyba każda zapatrzona we własny pępek cywilizacja  tworzy na swój użytek taką dychotomię... Przyjmuje się zresztą że filozoficzny dualizm to domena perskich systemów religijnych - mazdaizmu i jego zreformowanej zaratusztrianskiej formy.

W skrócie rzecz ujmując to ze starożytnych irańskich religii mają wywodzić się nasze jakże chrześcijańskie pojęcia dobra i zła. Ale mniejsza z tym, może narodziłyby się tak czy siak, ponoć są uniwersalne i bliskie nawet ludziom świeckim. Przeniknięcie tych trendów do judaizmu (a później chrześcijaństwa i islamu) było możliwe właśnie dzięki podbojom Aleksandra Wielkiego.

Hellenistyczny świat w Azji był bowiem wielkim tyglem kulturowym w którym doszło to prototypowej "globalizacji" a tradycje wymieszały się ze sobą. Kiedy obszar ten został opanowany przez pustynnych nomadów z Arabii, siłą rzeczy przejęli oni wiele z dorobku cywilizacji irańskiej.

Bo prosta kultura plemienna nie miała własnych tradycji architektonicznych, malarskich czy literackich. Wpływ kultury perskiej na arabsko-muzułmańską był więc ogromny. Wielu najbardziej znanych "arabskich" uczonych, myślicieli i artystów było po prostu arabskojęzycznymi przedstawicielami ludów irańskich.


Choć doszło do islamizacji Iran zachował swoją nacjonalistyczną dumę... W późniejszych okresach nałożyły się na nią wpływy tureckie i mongolskie, gdyż Iran znajdował się pod panowaniem dynastii z Azji Centralnej. W końcu stracił na znaczeniu w obliczu nowożytnych uwarunkowań geopolitycznych. 

Nowe szlaki handlowe, koncert kolonialnych mocarstw i ich industrializacja to już czas innego typu "Aryjczyka", Europejczyka czy po prostu białego Jankesa. Po eliminacji irackiego reżimu Saddama Husajna przez nieocenionego George'a Busha juniora (przy udziale polskich trepów) Iran zyskał jednak - pomimo trudności gospodarczych - pozycję dominatora w regionie.

Dzieło Busha postanowił kontynuować Trump i zapowiedział nawet całkowite zniszczenie tej starożytnej cywilizacji. Jakby nie patrzeć Amerykanie mają w niszczeniu cywilizacji dziejowe doświadczenie, bo już kiedyś wytępili czerwonoskórych i ich cywilizacja nigdy się nie odrodzi. Termopile były jednak wąskie jak Cieśnina Ormuz.

piątek, 10 kwietnia 2026

ZEMSTA MELANII

 
Ni z gruchy ni z pietruchy Melania Trump wydała wczoraj oświadczenie, że nigdy nie była ofiarą Jeffreya Epsteina, nic nie widziała o jego procederze, nie łączyła ich żadna głęboka relacja towarzyska i tak dalej... A przede wszystkim że to nie ten oblech przedstawił ją cudownemu mężowi. Pojawiły się spekulacje, że być może niebawem wypłynie jakieś wielkie gówno.

Inni złośliwi twierdzą zaś, że chodziło po prostu o odwrócenie uwagi od wojny w Iranie. Być może Trump wywołał ją po to, żeby odwrócić uwagę od powiązań z tym jakże znanym ostatnio pedofilem. A teraz to wojna stała się tak wielkim politycznym obciążeniem, że lepiej niech już ludzie pomyślą o czymś innym. Być może to jednak kolejny "odpał" rezydentów Białego Domu.

Jak wiadomo sam Donald lubi wygłaszać emocjonalne przekazy albo wypisywać coś kontrowersyjnego w środku nocy - ostatnio groził na przykład zniszczeniem cywilizacji perskiej... Tak po ludzku Melania miała oczywiście prawo zareagować na medialne zarzuty, choć nieco zdumiewa spóźniony refleks. Bo po co odgrzewać sprawę która już zaczyna przycichać?


Jeśli chodzi o Iran to prawie wszyscy przyznają, że Stany Zjednoczone przegrały tę rozgrywkę. Przynajmniej na tą chwilę, bo nigdy nie wiadomo co będzie dalej. Iran wyszedł oczywiście z tej fazy wojny totalnie rozpierdolony, ale namieszał na całym Bliskim Wschodzie i przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz a to będzie oznaczać nowe realia w handlu ropą.

Przede wszystkim Iran zyskał narzędzie nacisku na światową gospodarkę, ale też potencjalnie miliony dolarów pobieranych z opłat dziennie. Nie mówiąc już o osłabieniu prestiżu USA w regionie - Arabowie już oferują Ukraińcom dostawy surowców energetycznych w zamian za systemy antydronowe. Trump wyprztykał się zaś zupełnie z pocisków do systemów Patriot.

Jest to problem nie tylko Wuja Sama, ale w zasadzie całego "papierowego tygrysa" gdyż wszyscy na Zachodzie chcieli się zaopatrzyć w te hamerykańskie cacka. Teraz mają bardzo kosztowne systemy do których w najbliższym czasie nie będzie można dokupić rakiet. Uzupełnienie zapasów zajmie wszak Jankesom jakieś dwa-trzy lata. Ale najważniejsze żeby nie kupować broni od Niemców...

Rozejm jest bardzo kruchy - już wystąpiły różne dziwne incydenty, a przede wszystkim Izrael kontynuuje swoją operację w Południowym Libanie. W środę - a więc w dzień po ogłoszeniu zawieszenia broni - naród wybrany przez Boga zafundował mieszkańcom Bejrutu istny horror. Zginęło kilkaset osób, co wygląda co najmniej na bezczelną prowokację.


Izraelowi wcale nie zależy na pokoju więc zachowuje się tak jakby chciał zjebać porozumienie. Przecież to Żydom właśnie udało się wciągnąć Amerykę w wojnę, co nie udało im się za Bidena, Obamy czy jeszcze wcześniejszych prezydentów. Na szczęście w końcu w Białym Domu zasiadł człowiek odpowiednio głupi żeby realizować syjonistyczne fantazje.

Elokwentny J. D. Vance mówi o "nieporozumieniu" - otóż Irańczycy błędnie myśleli, że porozumienie obejmuje też Liban, a USrael się wcale na to nie umawiał. Można więc legalnie wypierdalać skurwysynów w powietrze. Nacjonaliści spod znaku gwiazdy Dawida już postulują kontrolowanie Południa Libanu aż do rzeki Litani w celu utworzenia "strefy buforowej" aby zapewnić sobie "bezpieczeństwo".

W czasie gdy Trump prowadził swoją błędnie skalkulowaną wojenkę Ruscy próbowali dokonać sabotażu infrastruktury podwodnej Wielkiej Brytanii. Wysłali tam swoje okręty szpiegowskie, lecz Royal Navy we współpracy z Norwegami monitorowała szpiegowską flotę na swoich wodach, a ostatecznie ją przepędziła. - Widzimy was - oświadczył publicznie brytyjski minister obrony.

sobota, 4 kwietnia 2026

IRAN I TURAN


Donald Trump już szykuje się do Wielkiej Nocy. Jego duchowa doradczyni (to chyba coś w rodzaju religijnego coacha) Paula White-Cain porównała go z tej okazji do Jezusa. Podobnie jak syn boży miał być "zdradzony, aresztowany i fałszywie oskarżony", a jego polityczne przetrwanie to forma zmartwychwstania.

Niestety jak dotąd Trump nie został ukrzyżowany, ani tym bardziej nie rozdał majątku ubogim. Kaznodziejstwo jest jednak rodzajem psychoanalizy, która potrafi powiązać wszystko z biblijnymi historiami. Lecz cofniemy się dalej niż do czasów biblijnych, a konkretnie do epoki kamienia łupanego. Oto cel misji w Iranie.

Ameryka już w zasadzie zwyciężyła, o czym Trump mówi każdego dnia, tyle że gówno z tego wynika. Bo Iran napierdala rakietami na około i jeszcze przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Przepuszcza tankowce swoich sojuszników, od tych bardziej neutralnych pobiera opłaty, a wrogów więzi w Zatoce. To stosunkowo łatwe, bo Cieśnina - jak to cieśnina - jest wąska.

Jak dotąd Iran bał się sięgnąć po to proste i jakże bolesne dla naftocywilizacji narzędzie, żeby zbytnio nie rozjuszyć Wielkiego Szatana. Skoro ten sam się rozjuszył, Iran zrozumiał że musi iść na całość. Islamski reżim gotowy jest spierdolić całą światową gospodarkę zanim w wyniku bombardowań cofnie się do prehistorii. A na to biali ludzie nie mogą pozwolić.

Bo bardziej niż wojenne obrazki ekscytują nas ceny paliw, żywności (nawozów) i innych pochodnych. Co prawda gospodarka posiada dosyć duże zdolności do adaptacji, ale tak się składa że surowiec rosyjski został już wcześniej przechrzczony krwią. W dodatku Ukraina postanowiła zablokować jego eksport atakując rosyjskie porty na Bałtyku.


Na razie pozostają regulacje cen i rezerwy, są to jednak instrumenty doraźne. W dłuższej perspektywie trzeba wypracować jakiś model "normalizacji" bo rynek bez podaży i zysków nie istnieje. Swego czasu pisowcy sprzedali za bezcen rafinerię Lotosu, co służyć miało dywersyfikacji. Dzisiaj infrastrukturę Saudi Aramco atakują irańskie drony a dostawy wcale nie są pewne.

W dodatku NATO stało się "papierowym tygrysem". A zatem całą naszą architekturę bezpieczeństwa można o kant dupy potłuc. Zwolennicy junior-partnerstwa z Ameryką budują jeszcze złożone teorie o jakichś szachach 5D, bo akcja Jankesów to atak na sojusznika Rosji i Chin, który miał skonstruować bombę atomową.

Obecna ekipa miłościwie nam panująca nie ma zaś pomysłu na nowe rozdanie, choć stawia bardziej na przewidywalną Europę. Tyle że jak wiadomo ta jest podzielona i militarnie niedorozwinięta. Tusk chce więc "przeczekać Trumpa" i doczekać się kogoś normalnego w Białym Domu. Niestety w dobie mediów społecznościowych nie jest to wcale pewne.

Trump zaś chce zrzucić z siebie odpowiedzialność za cały ten bigos na Stary Kontynent. Obwieścił że jak tylko rozpierdoli Iran w drobny mak to ekopedały z Unii Europejskiej mają przywrócić tam "swobodę handlową". Jego ponoć chuj to obchodzi, bo USA mają aż za dużo ropy. Tyle że jej ceny i tak uderzają w amerykańską gospodarkę, biznes i konsumentów.

Niebawem oficjalną wizytę na prorosyjskich Węgrzech złoży wiceprezydent J. D. Vance, co odczytywać można jako akcję ratunkową dla tonącego we własnym szambie półdyktatora Viktora Orbana. Pomimo przejęcia mediów, sądów i lukratywnych konfitur ten turański grubas robi już pod siebie pod wrażeniem przedwyborczych sondaży w których wcale nie jest faworytem.


Według serwisu VSquare w Budapeszcie przebywają już rosyjscy specjaliści od siania dezinformacji, odpowiedzialni wcześniej między innymi za ingerowanie w mołdawskie wybory. Wypisują różne nonsensy w mediach społecznościowych, strasząc Kijowem, Brukselą i wojną światową. Pokój, dostatek, tradycyjne węgierskie wartości i tak dalej może zapewnić tylko stary Orban.

Popiera go kontrowersyjny premier Słowacji Robert Fico, a także liderzy antyeuropejskiej skrajnej prawicy: Merine Le Pen, Matteo Salvini, Geert Wilders czy Santiago Abascal. No i oczywiście Alice Weidel z Alternatywy dla Niemiec, partii mocno relatywizującej niemieckie zbrodnie z czasów drugiej wojny światowej, podważającej granice na Odrze i Nysie oraz kategorycznie odmawiającej nam reparacji.

No ale kto zrozumie te wszystkie zawiłości polityki... Niedawno kraj gulaszu odwiedził sam polski prezydent Karol Nawrocki w ramach przyjaźni pisowsko-węgierskiej. Kiedy wrócił tak się wkurwił, że musiał zjebać dziennikarza bo ten sugerował jakiś moskiewski spisek. A to przecież gra o suwerenność, wolność, niepodległość i dalej w tym stylu. Alleluja i do przodu!!!

sobota, 28 marca 2026

EPICKI CHAOS


 Kolejny tydzień za nami. Dzięki Bogu już weekend. Bóg sześć dni stwarzał świat a siódmego dnia odpoczywał i nam też tak pozwolił. Drugi dzień wolnego załatwiły nam związki zawodowe i możemy odpoczywać całe dwa dni o ile nie mamy sobotnich nadgodzin albo jakiegoś dziwnego grafiku.

Niestety Szatan nie śpi i postanowił popierdolić nam znowu życie kolejnym kryzysem energetycznym przed którym nie uchroni nas gospodarka oparta na węglu. Nawiasem mówiąc skaczą nam ceny ropy i gazu a sami wiecie, że dzisiaj bez samochodu daleko nie zajedziesz. Do tego trzeba smażyć kotlety...

Jest jeszcze kwestia przemysłu - ropa to nie tylko paliwo ale też surowiec potrzebny do produkcji większości przedmiotów codziennego użytku. Otaczają nas zewsząd tworzywa sztuczne, a tak się składa że wytwarza się je z tego czarnego śmierdzącego paskudztwa. Opakowania, obudowy, tekstylia...

Żyjemy w syntetycznym świecie. Masowa produkcja żywności wymaga pestycydów i środków ochrony roślin, a to na ogół pochodne ropy naftowej i gazu ziemnego. Potrzebny jest nam też asfalt czy styropian, farby, lakiery i rury PCV, a to wszystko owoce przemysłu petrochemicznego. Z kolei wypalanie cementu czy produkcja szkła wymagają ogromnych temperatur...


Wazelina czy parafina oraz inne składniki kosmetyków to również ropopochodne cuda dzięki którym usta stają się apetyczne, a spojrzenia kuszące. Nawet silikonowe cycki to polimery wytwarzane z tego syfu. Można by rzec, że to życiodajna, kulturotwórcza i cywilizacyjna chemia. Syntezuje się z niej 90% odczynników do produkcji leków.

Gdyby więc ropa i gaz całkowicie się dzisiaj skończyły bylibyśmy w przysłowiowej czarnej dupie. Oczywiście jeszcze nam to nie grozi - mamy po prostu mały szok podażowy który nieco zniwelowało uwolnienie 20% rezerw ropy i produktów rafinowanych przez Międzynarodową Agencję Energetyczną. 

Największa tego typu interwencja w historii świadczy jednak o skali szamba w jakie wpakował nas Donald Trump. A przecież ropa to nie wszystko - Iran i kraje Zatoki Perskiej to kluczowi dostawcy helu i siarki niezbędnych w przemyśle wysokich technologii.

Do tego wojna wywrze znaczący wpływ na rynek miedzi - siarka jest niezbędna w procesach rafinacji miedzi i niklu, poza tym ich produkcja jest procesem ogromnie energochłonnym, a blokada Cieśniny Ormuz destabilizuje dostawy. Spodziewać się można wzrostu cen transportu, żywności i leków czyli pożerającej nasze oszczędności inflacji.


Nie mówiąc już o sytuacji w nieszczęsnej Ukrainie, która dla Polaków powinna być z racji geografii kwestią priorytetową. Trumpa być może gówno to obchodzi, lecz wojna wpłynie negatywnie choćby na sytuację gospodarczą w USA. Jeśli chodzi o koszty bezpośrednie szacuje się je średnio na miliard dolarów dziennie, a wojna trwa już miesiąc.

Mamy zatem do czynienia z iście putinowską logiką - chuj z gospodarką, konsumentami, prekariatem i całym światem bo mamy piękną i nikomu niepotrzebną wojenkę. Trump nie może się wycofać żeby "nie stracić twarzy", chociaż ciężko tu mówić o ludzkiej facjacie, a raczej cyfrowym wizerunku. Wariant wenezuelski nie wchodzi tu w grę.

Szmatogłowi mają bowiem swój popierdolony etos który nie pozwoli im wejść w układy z Wielkim ani Małym Szatanem. Zamierzają iść na całość. Grozili na przykład atakiem na odsalarnie wody morskiej którą chłepce cały Bliski Wschód. A blokada Cieśniny Ormuz wcale nie musi być przejściowa skoro jest dla Zachodu tak bolesna...

Trump musi wynegocjować cokolwiek co pozwoli mu odtrąbić zwycięstwo i się wycofać. Problem w tym iż nawet po takim pyrrusowym triumfie sytuacja może spierdolić się na dziesięciolecia. Krucha równowaga sił ma to do siebie, że jej zaburzenie wywołuje chaos. Ale to już przecież specjalność Donalda Trumpa.

piątek, 20 marca 2026

FURIA KAŁBOJA


 Kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla Donald Trump podpalił cały Bliski Wschód. Razem z żydofaszystami rozpoczął bombardowania Iranu który w odwecie napierdala rakietami i dronami wszędzie tam gdzie tylko są amerykańskie bazy.

A zatem stacjonowanie sił amerykańskich nie okazało się gwarancją bezpieczeństwa, a wręcz przyczyną problemów. Kraje arabskie pewnie więc na nowo przemyślą swoją politykę. My zresztą także powinniśmy, bo jak się okazuje marna to ochrona.

Oberwały już Kuwejt, Irak, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a więc najbardziej roponośne obszary świata. Zablokowana jest Cieśnina Ormuz przez którą przepływa okresowo nawet jedna trzecia tego surowca oraz gazu ziemnego.

Irańskie pociski uderzyły w Ras Laffan - największy na świecie terminal i kompleks produkcyjny LNG - niszcząc 20% katarskiego potencjału eksportowego. Odbudowa potrwać ma jakieś pięć lat... W pięć minut można spierdolić bardzo wiele. Ale jak jest wojna to muszą być ofiary, a nasze portfele są bardzo głębokie.

Tylko co teraz zrobią celebryci? Gdzie modelki będą mogły robić "kariery", a gangsterzy przepierdalać pieniądze? Drony zaatakowały lotnisko w Dubaju, a nawet jeden z luksusowych hoteli. Jak dotąd miało to być jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. A już na pewno najbardziej snobistycznych i kurewskich.


Przy okazji syjonistyczny reżim rozpoczął rozpierduchę w południowym Libanie, gdzie państwem w państwie jest Partia Boga, której bojownicy są gotowi do walki nawet z jajami usmażonymi przez eksplodujące pejdżery. W Libanie zginęło już tysiąc osób, ale w zestawieniu z cenami ropy i gazu w Polsce to najmniejszy problem.

Rzekomym pretekstem do ataku miał być zaawansowany irański program jądrowy choć CIA zaprzecza informacjom o takim zagrożeniu. Ale Donald jak zwykle wie swoje. Co prawda jeszcze w zeszłym roku mówił o całkowitym jego zniszczeniu po uderzeniu w kluczowe ośrodki, lecz widocznie się mylił...

W 2015 roku administracja czarnego Baracka Obamy zawarła z Iranem porozumienie ograniczające irańskie badania jądrowe do celów cywilnych w zamian za zniesienie sankcji. Trump wypowiedział ten traktat już trzy lata później, a ostatnio jakoby "negocjował" nowy dokument. W międzyczasie rozpętał swoją epicką furię.

Teraz wzywa Francuzów, Brytyjczyków, Niemców i resztę eurohołoty do pomocy ale oni mają na to wysrane. W ciągu kilku dni ten jankeski prymityw wypierdolił 1000 pocisków Patriot. Dla porównania w ciągu czterech lat wojny Ukraina otrzymała ich zaledwie 600 sztuk. Geniusz z Białego Domu zużył też gromadzone przez lata pociski manewrujące Tomahawk.


Europa może więc mieć problem z uzupełnianiem ukraińskiego arsenału, nawet jeśli ekonomicznie jest jeszcze zdolna do finansowania wojny. I to w momencie gdy ukraińska kontrofensywa ruszyła pełną parą. Rosja znajdująca się już na krawędzi bankructwa otrzymała teraz bezcenny prezent w postaci rosnących cen swoich surowców.

USA zaś związały sobie ręce w tej absurdalnej awanturze. W razie gdyby Chiny chciały kombinować coś z Tajwanem, to dzielni amerykańscy chłopcy nie ogarną tych dwóch frontów na raz. Ale może uda się chociaż zdobyć Kubę. Donald Trump wyznał dziennikarzom, że może zrobić z nią co tylko zechce.

Zaczął już nawet mówić o wyjściu Ameryki z Paktu Północnoatlantyckiego. Na chuj mu Europa skoro te skurwysyny nie chcą mieszać się w żadne konflikty zbrojne. W końcu to on przemianował Departament Obrony na Departament Wojny. Pacyfizm to skrajnie lewacka ideologia.

sobota, 14 marca 2026

MAM TALENT


 Konsekwencją kapitalizmu jest ciągły zapierdol. Co do komunizmu to nie poznałem na własnej skórze, ale dla więźniów ze stalinowskich łagrów była to niewolnicza praca i niedożywienie. W polskiej wersji sentymentalnej - kojarzonej zwłaszcza z gierkowską "prosperitą" było to  słodkie pijaństwo, złodziejstwo, cwaniactwo i kolesiostwo.

Teraz podobno liczą się kompetencje czyli nie musisz mieć układów - musisz być zajebisty i samo się wszystko ułoży. Jeśli zaś nie masz kompetencji musisz dobrze się sprzedać. A gdy już nawet to nie pomoże to jest owszem droga kariery politycznej - lizanie dupy protektorom, makiaweliczne rozgrywki, a na koniec jakaś ciepła posadka.

Możesz oczywiście postawić na rozwój osobisty w dowolnej dziedzinie, ale bądźmy szczerzy - daleko tak nie zajedziesz. Prawo twojego rozwoju określa rynek, a na nim za dużo jest nierozumianych artystów, domorosłych filozofów, egzaltowanych influcencerów i botoksowych modelek. Jednym słowem hołota zbyt często sili się na oryginalność.

Każdy jeden "talent" czeka na odkrycie. Ja już się chyba nie doczekam - mogę za to wypisywać swoje brednie w internecie dla czystej przyjemności. Jeśli jednak chcesz zarobić albo chociaż przeżyć musisz wziąć się do roboty. A to przenosi cię w krainę absurdalnej gonitwy. Dla większości z nas jest ona największym źródłem stresu.


Czujemy się przytłoczeni obowiązkami, a niekiedy boimy się co będzie dalej. Stajemy się "realistami" coraz bardziej wyzutymi ze szczenięcych marzeń. Nie mamy energii, wyobraźni ani wiary w ich realizację. A w dodatku ciągle brakuje nam czasu, który zresztą sukcesywnie się wyczerpuje. Kapitalizm pożera naszą indywidualność.

Po pierwsze musisz sprostać wymaganiom, a najlepiej nie zastanawiać się zbytnio nad sensem rynkowego paradygmatu. Są oczywiście tacy którym to nie przeszkadza, a nawet czerpią z tego dziką satysfakcję. Nie sposób kwestionować cudzych ambicji, mnie jednak doprowadza to do bezobjawowego szału. Moje wnętrze staje się coraz bardziej hermetyczne.

Gdy myśli nie wydostają się na zewnątrz mózg zaczyna gnić we własnym sosie i projektować paranoidalną schizofrenię. Świat mnie nie docenił, nie poznał się na mnie, nie pozwolił mi rozkwitnąć. Społeczeństwo to spisek, cywilizacja to więzienie, prawda to bańka informacyjna. Wolność słowa to kakofonia idiotów - diamenty wyławia z niej sito algorytmów.


Gdybym pasował do algorytmu byłbym wielki, a tak niestety jestem popychadłem. Byle imbecyl z telewizji jest ciekawszy, choćby znany był tylko z tego że jest znany. Ma luksusowe samochody, rezydencje i kochanki. I jak tu być dumnym? Jak się wywyższać? Jak pokazywać swoje genialne wnętrze? Jedynie kreując się na ofiarę tego materialistycznego systemu.

Albo nawiązując kontakt z innym umysłem który odczyta hieroglify twoich figur retorycznych. Co się kryje za tą całą bufonadą? Kolejny znawca polityki, ekonomii, życia seksualnego i przysłowiowej piłki nożnej? Pewnie jakiś anonimowy jełop któremu troszkę pojebało się w głowie. Niech sztuczna inteligencja opracuje jego cyfrowy model, bo to tylko zbiór osobistych danych.

Jestem logiczną predykcją własnej tożsamości - powiem to co wynika z determinizmu matematyki, choć może to nawet być nieco poetyckie. Doświadczenie i przypadek to zakamuflowana konieczność. Jak już cię zmienią to i tak nie masz wyjścia - musisz być takim sobą jakim się stałeś. Jesteś produktem inżynierii społecznej. Konsumentem generowanych do znudzenia "nowości", śmieci i urojeń.

niedziela, 8 marca 2026

LECZO Z BARSZCZEM I BIGOSEM

 
Węgierska świnia Viktor Orban to wzór alternatywnego rewolucjonisty który zainspirował choćby "naszego" Kaczyńskiego. Jarek zapowiadał kiedyś przerobienie Warszawy na Budapeszt i konsekwentnie się tego trzyma. W swej kulturze politycznej staliśmy się krajem niemal bałkańskim.

Tyle że Orban jest dużo cwańszy - osobiście sprawuje urząd premiera i to nieprzerwanie już od szesnastu lat. Obu "wizjonerów" połączyła idea demokracji nieliberalnej, czyli takiej w której chłop jest chłopem, baba babą, media tubą propagandową a publiczne pieniądze łupem.

Jeśli zaś chodzi o Europę to może nam dawać jakieś środki bo przecież się należą, byle nie mieszała się do naszych spraw wewnętrznych. A na dzień dzisiejszy to nawet najlepiej niech wcale nie daje bo rządzi rudy Kaszub na usługach Berlina i jeszcze ludzi przekupi żeby wyrzekli się polskości.

Czym jest ta mityczna polskość ciężko powiedzieć - wiadomo z historii że zawsze biliśmy się z Niemcami, wyznawaliśmy katolicyzm i piłkę nożną, nawet jeśli na plecach mamy wytatuowane swastyki. Putin zabił nam prezydenta, ale możemy podać mu rękę jeśli taka będzie wola Donalda Trumpa.


Orban już dawno pije z Władkiem szampana i robi mu dobrze. Kwestie moralne są ważne o ile chodzi o życie seksualne, lecz wojna to przecież sposób prowadzenia polityki. Liczą się interesy i tak dalej. Tylko że "taniość" rosyjskich paliw jest raczej dyskusyjna, a chodzi bardziej właśnie o politykę.

Orban chce być "niezależny" to znaczy wyciągać z Unii pieniądze (często je defraudując) i jednocześnie pokazywać, że ma alternatywę w Moskwie. Pomimo że od lat krytykuje wspólnotę nie zamierza jej opuszczać. Należałoby się jednak zastanowić nad usunięciem Węgier z UE i NATO, bo jest to kraj sabotujący działania tych struktur.

Lecz wszyscy na Zachodzie boją się całkowitej utraty wpływów w Gulaszowej Republice. Bo może po zmianie władzy zmieni się kurs, a poza tym składają tam po taniości Audi i Mercedesa. Tymczasem Orban w imię specyficznie rozumianego "pokoju" blokuje unijne sankcje wobec Moskwy i pomoc finansową dla Ukrainy.


Ostatnio chory Madziar dostał patriotycznej sraczki po tym jak Ukraina "zakręciła kurek" z rosyjskim paliwem. Nieważne że ropociąg został uszkodzony w wyniku rosyjskich nalotów i naprawić go nie ma komu. W mediach rozpętano prawdziwą paranoję, wysłano nawet węgierskie wojsko żeby "ochraniało" węgierskie obiekty energetyczne przed ukraińską dywersją.

Orban od lat promuje ideę "Wielkich Węgier" - pojawił się nawet na meczu piłkarskim z mapą tychże na szaliku. Według tejże rewizjonistycznej koncepcji Węgrom należą się tereny należące dziś między innymi do Ukrainy, ale także Rumuni, Słowacji, Serbii i Chorwacji. W 1920 Węgry utraciły 71% terytorium na mocy Traktatu z Trianon...

Do dzisiaj Węgrzy pielęgnują pamięć o "historycznej niesprawiedliwości". Najwidoczniej nawet radziecka polityka nie była dla nich równie bolesna. Terytorium "spornym" jeśli chodzi o Ukrainę ma być wielokulturowe Zakarpacie. Już w zeszłym roku zdemaskowano tam siatkę węgierskiego wywiadu, co skutkowało wzajemnym wydaleniem dyplomatów.

W ostatnich dniach węgierskie służby zatrzymały samochody ukraińskiego banku przewożące złoto i waluty - dziewięć kilo kruszcu, czterdzieści milionów dolarów i trzydzieści pięć milionów euro. Rzekomo w grę wchodzi jakieś pranie brudnych pieniędzy choć wygląda to raczej na polityczną złośliwość.