Łączna liczba wyświetleń

piątek, 24 kwietnia 2026

GLOBALNY BÓL DUPY


 Świat żyje w napięciu bo Trump rozpętał wojnę w newralgicznym pod względem surowcowym rejonie. Może oczywiście prężyć muskuły, bo Ameryka ma więcej rakiet, samolotów, statków, a nawet czołgów których mogłaby użyć w wypadku inwazji lądowej. Tyle że nie chodzi o to kto jest silniejszy, ale kto ma większy próg bólu.

Ludzie Zachodu postrzegani są jako konsumpcyjne mięczaki - mają kupę technologii, a nawet bezcennej wiedzy, ale szybko zaczynają mięknąć kiedy drożeją im hamburgery albo zaczyna brakować paliwa lotniczego na wakacje.

W USA paliwa oczywiście nie zabraknie, ale mogą na przykład zakazać jego eksportu, a wtedy światowy rynek jeszcze bardziej się zdestabilizuje. A jak wiadomo rynek to naczynia połączone, więc kryzys i tak dotknie wszystkich. Jeśli dotknie Chiny to pamiętajmy że kupujemy tam kupę szmelcu.

Irańskie władze niezbyt przejmują się opinią publiczną. W razie czego buntowników po prostu się spacyfikuje. Ale wiedzą że póki co w Ameryce jeszcze mamy demokrację a za kilka miesięcy odbędą się tam wybory do Kongresu. Trump musi więc zapewnić tanie hamburgery, frytki i kawę, bo wyborcy nie wytrzymają.

Rozpierdolony bombardowaniami Iran zachowuje natomiast zdolność do prowadzenia asymetrycznej wojny co najmniej przez kilka miesięcy. Tymczasem jeśli konflikt nie zakończy się w najbliższym czasie konsekwencje dla światowej gospodarki mogą być poważne. A teherański reżim "sam się wyżywi".

Ciągle trwają jakieś rozmowy, lecz ciężko stwierdzić jak zaawansowane. Trump zawsze pieprzy co mu ślina na język przyniesie, więc jego deklaracji nie można nigdy traktować zbyt poważnie. Często zmienia zdanie a nawet przeczy sam sobie o faktach już nie wspominając. W dodatku nie jest zbyt dyplomatyczny.

Musi zgrywać twardziela żeby wyjść z tej epickiej rozpierduchy z twarzą, ale zaczyna palić mu się pod dupą. Sytuacja w regionie jest skomplikowana bo Iran nęka naftowych szejków, a nawet luksusowe kurwy z Dubaju. Izrael jak zwykle terroryzuje cywilów w imię walki z terroryzmem i antysemityzmem. Zginęło już dwa i pół tysiąca tysiąca Libańczyków.

Problemy z życiodajną naftą przysłoniły nam ostatnio wojnę za naszą wschodnią granicą. Na szczęście tam front wydaje się stabilizować. Rosjanie wykrwawiają swoją kurczącą się populację i i gospodarkę, ale tu również istotny jest próg bólu. Kacapy traktują ból jako coś normalnego, uśmierzając go wódką i imperialną kokainą.


Oni również liczyli na "dekadencję Zachodu", ale się przeliczyli. Stetryczały Biden przysłał trochę sprzętu, Polacy pozbyli się starych czołgów, a teraz Niemcy stały się głównym sponsorem wysiłku wojennego, choć budowali swój cud gospodarczy na taniej ruskiej energii. Ukraina rozwinęła szereg innowacyjnych technologii wojskowych.

Rosja musi jednak napierać, bo to jedyne możliwe uzasadnienie władzy Putina. Desperacko chce osiągnąć cokolwiek za wszelką cenę i wysyła nowe hordy na pewną śmierć. Oligarchowie urządzają sobie orgie na jachtach, a naród nienawidzi pedałów, kozojebców, ekologów i Brukseli. Czyli prawie jak u nas.

W umysłach toczy się wielka wojna narracji, ale lepiej nie gadać o tym zbyt wiele - zwłaszcza na spotkaniach rodzinnych czy w pracy, bo każdy ma swój telefon w którym wyczytał i zobaczył już  wszystko. Dajcie mi wreszcie święty spokój, szansę rozwoju, uznanie i wolność. 

sobota, 18 kwietnia 2026

ARYJSKIE KORZENIE

 
W historycznym, kostiumowym czy może po prostu komiksowym filmie "300" przedstawiona jest opowieść o walce dzielnych i szlachetnych Spartan z podstępnymi i cynicznymi Persami. Chodzi o bitwę pod Termopilami, gdzie garstka heroicznych Europejczyków odeprzeć miała azjatyckich barbarzyńców.

Taka narracja spotęgowana jest przez hollywoodzkie środki wyrazu - stylistyka obrazu jest maksymalnie przerysowana, tak żebyśmy nie mieli wątpliwości że chodzi o walkę dobra ze złem. Perska armia jest groteskowo upiorna, a na jej czele stoi orientalnie demoniczny Kserkses.

Bardziej przypominał Szatana niż człowieka, a już z pewnością ekstremalnego miłośnika piercingu. Uosabiał tyranię i despotyzm, a zdrajców kusił wizjami luksusu i zmysłowych przyjemności. Umięśnieni i przystojni Spartanie serwują nam za to gadkę o wolności i bohaterstwie, którą łyknąć mogą patrioci wszystkich krajów.

Owszem - podobnie jak Kim Dzong Un starożytni królowie z Bliskiego Wschodu domagali się niemal boskiej czci, a już z pewnością uniżonego pokłonu do samej ziemi, który w kulturze greckiej był aktem niemal bluźnierczym. Lecz "wolnościowcy" ze Sparty funkcjonowali w wojskowym totalitaryzmie a nie rycerskim klubie dżentelmenów.

Ale jak sobie dzisiaj pomyślisz o ciapatej hołocie to w zasadzie widzisz to samo. Jeden z drugim chciałby się obwiesić złotem jak jakiś raper z Albanii, zniszczyć nasze wartości, a już z pewnością zerżnąć nasze kobiety czyli zatruć naszą krew. Sami nie mamy już ochoty się rozmnażać, więc zagrożenie jest jak najbardziej egzystencjalne.


Jak każdy imperialista Kserkses kierował się imperatywem ekspansji, więc w końcu próbował wejść do Europy, aczkolwiek aż do podbojów Aleksandra Wielkiego Grecy nie byli dla Persów żadnym punktem odniesienia, a raczej kwestią przygraniczną. Potem Persowie ulegli hellenizacji, wchłaniając do swej kultury szereg elementów greckich.

Wcześniej czerpali z tradycji elamickich, babilońskich czy asyryjskich, a zatem starożytnych mezopotamskich imperiów. Pierwszym ludem irańskim który kontrolował ten obszar byli spokrewnieni z nimi Medowie. Sam Iran oznacza "ziemię Ariów" albo jak kto woli Aryjczyków, czyli ludzi szlachetnych, cywilizowanych i tak dalej.

Swojemu porządkowi, cywilizacji i kulturze Irańczycy przeciwstawiali Turan czyli koczowniczy świat dzikusów nadciągających ze stepów. Brzmi znajomo? Chyba każda zapatrzona we własny pępek cywilizacja  tworzy na swój użytek taką dychotomię... Przyjmuje się zresztą że filozoficzny dualizm to domena perskich systemów religijnych - mazdaizmu i jego zreformowanej zaratusztrianskiej formy.

W skrócie rzecz ujmując to ze starożytnych irańskich religii mają wywodzić się nasze jakże chrześcijańskie pojęcia dobra i zła. Ale mniejsza z tym, może narodziłyby się tak czy siak, ponoć są uniwersalne i bliskie nawet ludziom świeckim. Przeniknięcie tych trendów do judaizmu (a później chrześcijaństwa i islamu) było możliwe właśnie dzięki podbojom Aleksandra Wielkiego.

Hellenistyczny świat w Azji był bowiem wielkim tyglem kulturowym w którym doszło to prototypowej "globalizacji" a tradycje wymieszały się ze sobą. Kiedy obszar ten został opanowany przez pustynnych nomadów z Arabii, siłą rzeczy przejęli oni wiele z dorobku cywilizacji irańskiej.

Bo prosta kultura plemienna nie miała własnych tradycji architektonicznych, malarskich czy literackich. Wpływ kultury perskiej na arabsko-muzułmańską był więc ogromny. Wielu najbardziej znanych "arabskich" uczonych, myślicieli i artystów było po prostu arabskojęzycznymi przedstawicielami ludów irańskich.


Choć doszło do islamizacji Iran zachował swoją nacjonalistyczną dumę... W późniejszych okresach nałożyły się na nią wpływy tureckie i mongolskie, gdyż Iran znajdował się pod panowaniem dynastii z Azji Centralnej. W końcu stracił na znaczeniu w obliczu nowożytnych uwarunkowań geopolitycznych. 

Nowe szlaki handlowe, koncert kolonialnych mocarstw i ich industrializacja to już czas innego typu "Aryjczyka", Europejczyka czy po prostu białego Jankesa. Po eliminacji irackiego reżimu Saddama Husajna przez nieocenionego George'a Busha juniora (przy udziale polskich trepów) Iran zyskał jednak - pomimo trudności gospodarczych - pozycję dominatora w regionie.

Dzieło Busha postanowił kontynuować Trump i zapowiedział nawet całkowite zniszczenie tej starożytnej cywilizacji. Jakby nie patrzeć Amerykanie mają w niszczeniu cywilizacji dziejowe doświadczenie, bo już kiedyś wytępili czerwonoskórych i ich cywilizacja nigdy się nie odrodzi. Termopile były jednak wąskie jak Cieśnina Ormuz.

piątek, 10 kwietnia 2026

ZEMSTA MELANII

 
Ni z gruchy ni z pietruchy Melania Trump wydała wczoraj oświadczenie, że nigdy nie była ofiarą Jeffreya Epsteina, nic nie widziała o jego procederze, nie łączyła ich żadna głęboka relacja towarzyska i tak dalej... A przede wszystkim że to nie ten oblech przedstawił ją cudownemu mężowi. Pojawiły się spekulacje, że być może niebawem wypłynie jakieś wielkie gówno.

Inni złośliwi twierdzą zaś, że chodziło po prostu o odwrócenie uwagi od wojny w Iranie. Być może Trump wywołał ją po to, żeby odwrócić uwagę od powiązań z tym jakże znanym ostatnio pedofilem. A teraz to wojna stała się tak wielkim politycznym obciążeniem, że lepiej niech już ludzie pomyślą o czymś innym. Być może to jednak kolejny "odpał" rezydentów Białego Domu.

Jak wiadomo sam Donald lubi wygłaszać emocjonalne przekazy albo wypisywać coś kontrowersyjnego w środku nocy - ostatnio groził na przykład zniszczeniem cywilizacji perskiej... Tak po ludzku Melania miała oczywiście prawo zareagować na medialne zarzuty, choć nieco zdumiewa spóźniony refleks. Bo po co odgrzewać sprawę która już zaczyna przycichać?


Jeśli chodzi o Iran to prawie wszyscy przyznają, że Stany Zjednoczone przegrały tę rozgrywkę. Przynajmniej na tą chwilę, bo nigdy nie wiadomo co będzie dalej. Iran wyszedł oczywiście z tej fazy wojny totalnie rozpierdolony, ale namieszał na całym Bliskim Wschodzie i przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz a to będzie oznaczać nowe realia w handlu ropą.

Przede wszystkim Iran zyskał narzędzie nacisku na światową gospodarkę, ale też potencjalnie miliony dolarów pobieranych z opłat dziennie. Nie mówiąc już o osłabieniu prestiżu USA w regionie - Arabowie już oferują Ukraińcom dostawy surowców energetycznych w zamian za systemy antydronowe. Trump wyprztykał się zaś zupełnie z pocisków do systemów Patriot.

Jest to problem nie tylko Wuja Sama, ale w zasadzie całego "papierowego tygrysa" gdyż wszyscy na Zachodzie chcieli się zaopatrzyć w te hamerykańskie cacka. Teraz mają bardzo kosztowne systemy do których w najbliższym czasie nie będzie można dokupić rakiet. Uzupełnienie zapasów zajmie wszak Jankesom jakieś dwa-trzy lata. Ale najważniejsze żeby nie kupować broni od Niemców...

Rozejm jest bardzo kruchy - już wystąpiły różne dziwne incydenty, a przede wszystkim Izrael kontynuuje swoją operację w Południowym Libanie. W środę - a więc w dzień po ogłoszeniu zawieszenia broni - naród wybrany przez Boga zafundował mieszkańcom Bejrutu istny horror. Zginęło kilkaset osób, co wygląda co najmniej na bezczelną prowokację.


Izraelowi wcale nie zależy na pokoju więc zachowuje się tak jakby chciał zjebać porozumienie. Przecież to Żydom właśnie udało się wciągnąć Amerykę w wojnę, co nie udało im się za Bidena, Obamy czy jeszcze wcześniejszych prezydentów. Na szczęście w końcu w Białym Domu zasiadł człowiek odpowiednio głupi żeby realizować syjonistyczne fantazje.

Elokwentny J. D. Vance mówi o "nieporozumieniu" - otóż Irańczycy błędnie myśleli, że porozumienie obejmuje też Liban, a USrael się wcale na to nie umawiał. Można więc legalnie wypierdalać skurwysynów w powietrze. Nacjonaliści spod znaku gwiazdy Dawida już postulują kontrolowanie Południa Libanu aż do rzeki Litani w celu utworzenia "strefy buforowej" aby zapewnić sobie "bezpieczeństwo".

W czasie gdy Trump prowadził swoją błędnie skalkulowaną wojenkę Ruscy próbowali dokonać sabotażu infrastruktury podwodnej Wielkiej Brytanii. Wysłali tam swoje okręty szpiegowskie, lecz Royal Navy we współpracy z Norwegami monitorowała szpiegowską flotę na swoich wodach, a ostatecznie ją przepędziła. - Widzimy was - oświadczył publicznie brytyjski minister obrony.

sobota, 4 kwietnia 2026

IRAN I TURAN


Donald Trump już szykuje się do Wielkiej Nocy. Jego duchowa doradczyni (to chyba coś w rodzaju religijnego coacha) Paula White-Cain porównała go z tej okazji do Jezusa. Podobnie jak syn boży miał być "zdradzony, aresztowany i fałszywie oskarżony", a jego polityczne przetrwanie to forma zmartwychwstania.

Niestety jak dotąd Trump nie został ukrzyżowany, ani tym bardziej nie rozdał majątku ubogim. Kaznodziejstwo jest jednak rodzajem psychoanalizy, która potrafi powiązać wszystko z biblijnymi historiami. Lecz cofniemy się dalej niż do czasów biblijnych, a konkretnie do epoki kamienia łupanego. Oto cel misji w Iranie.

Ameryka już w zasadzie zwyciężyła, o czym Trump mówi każdego dnia, tyle że gówno z tego wynika. Bo Iran napierdala rakietami na około i jeszcze przejął kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Przepuszcza tankowce swoich sojuszników, od tych bardziej neutralnych pobiera opłaty, a wrogów więzi w Zatoce. To stosunkowo łatwe, bo Cieśnina - jak to cieśnina - jest wąska.

Jak dotąd Iran bał się sięgnąć po to proste i jakże bolesne dla naftocywilizacji narzędzie, żeby zbytnio nie rozjuszyć Wielkiego Szatana. Skoro ten sam się rozjuszył, Iran zrozumiał że musi iść na całość. Islamski reżim gotowy jest spierdolić całą światową gospodarkę zanim w wyniku bombardowań cofnie się do prehistorii. A na to biali ludzie nie mogą pozwolić.

Bo bardziej niż wojenne obrazki ekscytują nas ceny paliw, żywności (nawozów) i innych pochodnych. Co prawda gospodarka posiada dosyć duże zdolności do adaptacji, ale tak się składa że surowiec rosyjski został już wcześniej przechrzczony krwią. W dodatku Ukraina postanowiła zablokować jego eksport atakując rosyjskie porty na Bałtyku.


Na razie pozostają regulacje cen i rezerwy, są to jednak instrumenty doraźne. W dłuższej perspektywie trzeba wypracować jakiś model "normalizacji" bo rynek bez podaży i zysków nie istnieje. Swego czasu pisowcy sprzedali za bezcen rafinerię Lotosu, co służyć miało dywersyfikacji. Dzisiaj infrastrukturę Saudi Aramco atakują irańskie drony a dostawy wcale nie są pewne.

W dodatku NATO stało się "papierowym tygrysem". A zatem całą naszą architekturę bezpieczeństwa można o kant dupy potłuc. Zwolennicy junior-partnerstwa z Ameryką budują jeszcze złożone teorie o jakichś szachach 5D, bo akcja Jankesów to atak na sojusznika Rosji i Chin, który miał skonstruować bombę atomową.

Obecna ekipa miłościwie nam panująca nie ma zaś pomysłu na nowe rozdanie, choć stawia bardziej na przewidywalną Europę. Tyle że jak wiadomo ta jest podzielona i militarnie niedorozwinięta. Tusk chce więc "przeczekać Trumpa" i doczekać się kogoś normalnego w Białym Domu. Niestety w dobie mediów społecznościowych nie jest to wcale pewne.

Trump zaś chce zrzucić z siebie odpowiedzialność za cały ten bigos na Stary Kontynent. Obwieścił że jak tylko rozpierdoli Iran w drobny mak to ekopedały z Unii Europejskiej mają przywrócić tam "swobodę handlową". Jego ponoć chuj to obchodzi, bo USA mają aż za dużo ropy. Tyle że jej ceny i tak uderzają w amerykańską gospodarkę, biznes i konsumentów.

Niebawem oficjalną wizytę na prorosyjskich Węgrzech złoży wiceprezydent J. D. Vance, co odczytywać można jako akcję ratunkową dla tonącego we własnym szambie półdyktatora Viktora Orbana. Pomimo przejęcia mediów, sądów i lukratywnych konfitur ten turański grubas robi już pod siebie pod wrażeniem przedwyborczych sondaży w których wcale nie jest faworytem.


Według serwisu VSquare w Budapeszcie przebywają już rosyjscy specjaliści od siania dezinformacji, odpowiedzialni wcześniej między innymi za ingerowanie w mołdawskie wybory. Wypisują różne nonsensy w mediach społecznościowych, strasząc Kijowem, Brukselą i wojną światową. Pokój, dostatek, tradycyjne węgierskie wartości i tak dalej może zapewnić tylko stary Orban.

Popiera go kontrowersyjny premier Słowacji Robert Fico, a także liderzy antyeuropejskiej skrajnej prawicy: Merine Le Pen, Matteo Salvini, Geert Wilders czy Santiago Abascal. No i oczywiście Alice Weidel z Alternatywy dla Niemiec, partii mocno relatywizującej niemieckie zbrodnie z czasów drugiej wojny światowej, podważającej granice na Odrze i Nysie oraz kategorycznie odmawiającej nam reparacji.

No ale kto zrozumie te wszystkie zawiłości polityki... Niedawno kraj gulaszu odwiedził sam polski prezydent Karol Nawrocki w ramach przyjaźni pisowsko-węgierskiej. Kiedy wrócił tak się wkurwił, że musiał zjebać dziennikarza bo ten sugerował jakiś moskiewski spisek. A to przecież gra o suwerenność, wolność, niepodległość i dalej w tym stylu. Alleluja i do przodu!!!

sobota, 28 marca 2026

EPICKI CHAOS


 Kolejny tydzień za nami. Dzięki Bogu już weekend. Bóg sześć dni stwarzał świat a siódmego dnia odpoczywał i nam też tak pozwolił. Drugi dzień wolnego załatwiły nam związki zawodowe i możemy odpoczywać całe dwa dni o ile nie mamy sobotnich nadgodzin albo jakiegoś dziwnego grafiku.

Niestety Szatan nie śpi i postanowił popierdolić nam znowu życie kolejnym kryzysem energetycznym przed którym nie uchroni nas gospodarka oparta na węglu. Nawiasem mówiąc skaczą nam ceny ropy i gazu a sami wiecie, że dzisiaj bez samochodu daleko nie zajedziesz. Do tego trzeba smażyć kotlety...

Jest jeszcze kwestia przemysłu - ropa to nie tylko paliwo ale też surowiec potrzebny do produkcji większości przedmiotów codziennego użytku. Otaczają nas zewsząd tworzywa sztuczne, a tak się składa że wytwarza się je z tego czarnego śmierdzącego paskudztwa. Opakowania, obudowy, tekstylia...

Żyjemy w syntetycznym świecie. Masowa produkcja żywności wymaga pestycydów i środków ochrony roślin, a to na ogół pochodne ropy naftowej i gazu ziemnego. Potrzebny jest nam też asfalt czy styropian, farby, lakiery i rury PCV, a to wszystko owoce przemysłu petrochemicznego. Z kolei wypalanie cementu czy produkcja szkła wymagają ogromnych temperatur...


Wazelina czy parafina oraz inne składniki kosmetyków to również ropopochodne cuda dzięki którym usta stają się apetyczne, a spojrzenia kuszące. Nawet silikonowe cycki to polimery wytwarzane z tego syfu. Można by rzec, że to życiodajna, kulturotwórcza i cywilizacyjna chemia. Syntezuje się z niej 90% odczynników do produkcji leków.

Gdyby więc ropa i gaz całkowicie się dzisiaj skończyły bylibyśmy w przysłowiowej czarnej dupie. Oczywiście jeszcze nam to nie grozi - mamy po prostu mały szok podażowy który nieco zniwelowało uwolnienie 20% rezerw ropy i produktów rafinowanych przez Międzynarodową Agencję Energetyczną. 

Największa tego typu interwencja w historii świadczy jednak o skali szamba w jakie wpakował nas Donald Trump. A przecież ropa to nie wszystko - Iran i kraje Zatoki Perskiej to kluczowi dostawcy helu i siarki niezbędnych w przemyśle wysokich technologii.

Do tego wojna wywrze znaczący wpływ na rynek miedzi - siarka jest niezbędna w procesach rafinacji miedzi i niklu, poza tym ich produkcja jest procesem ogromnie energochłonnym, a blokada Cieśniny Ormuz destabilizuje dostawy. Spodziewać się można wzrostu cen transportu, żywności i leków czyli pożerającej nasze oszczędności inflacji.


Nie mówiąc już o sytuacji w nieszczęsnej Ukrainie, która dla Polaków powinna być z racji geografii kwestią priorytetową. Trumpa być może gówno to obchodzi, lecz wojna wpłynie negatywnie choćby na sytuację gospodarczą w USA. Jeśli chodzi o koszty bezpośrednie szacuje się je średnio na miliard dolarów dziennie, a wojna trwa już miesiąc.

Mamy zatem do czynienia z iście putinowską logiką - chuj z gospodarką, konsumentami, prekariatem i całym światem bo mamy piękną i nikomu niepotrzebną wojenkę. Trump nie może się wycofać żeby "nie stracić twarzy", chociaż ciężko tu mówić o ludzkiej facjacie, a raczej cyfrowym wizerunku. Wariant wenezuelski nie wchodzi tu w grę.

Szmatogłowi mają bowiem swój popierdolony etos który nie pozwoli im wejść w układy z Wielkim ani Małym Szatanem. Zamierzają iść na całość. Grozili na przykład atakiem na odsalarnie wody morskiej którą chłepce cały Bliski Wschód. A blokada Cieśniny Ormuz wcale nie musi być przejściowa skoro jest dla Zachodu tak bolesna...

Trump musi wynegocjować cokolwiek co pozwoli mu odtrąbić zwycięstwo i się wycofać. Problem w tym iż nawet po takim pyrrusowym triumfie sytuacja może spierdolić się na dziesięciolecia. Krucha równowaga sił ma to do siebie, że jej zaburzenie wywołuje chaos. Ale to już przecież specjalność Donalda Trumpa.

piątek, 20 marca 2026

FURIA KAŁBOJA


 Kandydat do Pokojowej Nagrody Nobla Donald Trump podpalił cały Bliski Wschód. Razem z żydofaszystami rozpoczął bombardowania Iranu który w odwecie napierdala rakietami i dronami wszędzie tam gdzie tylko są amerykańskie bazy.

A zatem stacjonowanie sił amerykańskich nie okazało się gwarancją bezpieczeństwa, a wręcz przyczyną problemów. Kraje arabskie pewnie więc na nowo przemyślą swoją politykę. My zresztą także powinniśmy, bo jak się okazuje marna to ochrona.

Oberwały już Kuwejt, Irak, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a więc najbardziej roponośne obszary świata. Zablokowana jest Cieśnina Ormuz przez którą przepływa okresowo nawet jedna trzecia tego surowca oraz gazu ziemnego.

Irańskie pociski uderzyły w Ras Laffan - największy na świecie terminal i kompleks produkcyjny LNG - niszcząc 20% katarskiego potencjału eksportowego. Odbudowa potrwać ma jakieś pięć lat... W pięć minut można spierdolić bardzo wiele. Ale jak jest wojna to muszą być ofiary, a nasze portfele są bardzo głębokie.

Tylko co teraz zrobią celebryci? Gdzie modelki będą mogły robić "kariery", a gangsterzy przepierdalać pieniądze? Drony zaatakowały lotnisko w Dubaju, a nawet jeden z luksusowych hoteli. Jak dotąd miało to być jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. A już na pewno najbardziej snobistycznych i kurewskich.


Przy okazji syjonistyczny reżim rozpoczął rozpierduchę w południowym Libanie, gdzie państwem w państwie jest Partia Boga, której bojownicy są gotowi do walki nawet z jajami usmażonymi przez eksplodujące pejdżery. W Libanie zginęło już tysiąc osób, ale w zestawieniu z cenami ropy i gazu w Polsce to najmniejszy problem.

Rzekomym pretekstem do ataku miał być zaawansowany irański program jądrowy choć CIA zaprzecza informacjom o takim zagrożeniu. Ale Donald jak zwykle wie swoje. Co prawda jeszcze w zeszłym roku mówił o całkowitym jego zniszczeniu po uderzeniu w kluczowe ośrodki, lecz widocznie się mylił...

W 2015 roku administracja czarnego Baracka Obamy zawarła z Iranem porozumienie ograniczające irańskie badania jądrowe do celów cywilnych w zamian za zniesienie sankcji. Trump wypowiedział ten traktat już trzy lata później, a ostatnio jakoby "negocjował" nowy dokument. W międzyczasie rozpętał swoją epicką furię.

Teraz wzywa Francuzów, Brytyjczyków, Niemców i resztę eurohołoty do pomocy ale oni mają na to wysrane. W ciągu kilku dni ten jankeski prymityw wypierdolił 1000 pocisków Patriot. Dla porównania w ciągu czterech lat wojny Ukraina otrzymała ich zaledwie 600 sztuk. Geniusz z Białego Domu zużył też gromadzone przez lata pociski manewrujące Tomahawk.


Europa może więc mieć problem z uzupełnianiem ukraińskiego arsenału, nawet jeśli ekonomicznie jest jeszcze zdolna do finansowania wojny. I to w momencie gdy ukraińska kontrofensywa ruszyła pełną parą. Rosja znajdująca się już na krawędzi bankructwa otrzymała teraz bezcenny prezent w postaci rosnących cen swoich surowców.

USA zaś związały sobie ręce w tej absurdalnej awanturze. W razie gdyby Chiny chciały kombinować coś z Tajwanem, to dzielni amerykańscy chłopcy nie ogarną tych dwóch frontów na raz. Ale może uda się chociaż zdobyć Kubę. Donald Trump wyznał dziennikarzom, że może zrobić z nią co tylko zechce.

Zaczął już nawet mówić o wyjściu Ameryki z Paktu Północnoatlantyckiego. Na chuj mu Europa skoro te skurwysyny nie chcą mieszać się w żadne konflikty zbrojne. W końcu to on przemianował Departament Obrony na Departament Wojny. Pacyfizm to skrajnie lewacka ideologia.

sobota, 14 marca 2026

MAM TALENT


 Konsekwencją kapitalizmu jest ciągły zapierdol. Co do komunizmu to nie poznałem na własnej skórze, ale dla więźniów ze stalinowskich łagrów była to niewolnicza praca i niedożywienie. W polskiej wersji sentymentalnej - kojarzonej zwłaszcza z gierkowską "prosperitą" było to  słodkie pijaństwo, złodziejstwo, cwaniactwo i kolesiostwo.

Teraz podobno liczą się kompetencje czyli nie musisz mieć układów - musisz być zajebisty i samo się wszystko ułoży. Jeśli zaś nie masz kompetencji musisz dobrze się sprzedać. A gdy już nawet to nie pomoże to jest owszem droga kariery politycznej - lizanie dupy protektorom, makiaweliczne rozgrywki, a na koniec jakaś ciepła posadka.

Możesz oczywiście postawić na rozwój osobisty w dowolnej dziedzinie, ale bądźmy szczerzy - daleko tak nie zajedziesz. Prawo twojego rozwoju określa rynek, a na nim za dużo jest nierozumianych artystów, domorosłych filozofów, egzaltowanych influcencerów i botoksowych modelek. Jednym słowem hołota zbyt często sili się na oryginalność.

Każdy jeden "talent" czeka na odkrycie. Ja już się chyba nie doczekam - mogę za to wypisywać swoje brednie w internecie dla czystej przyjemności. Jeśli jednak chcesz zarobić albo chociaż przeżyć musisz wziąć się do roboty. A to przenosi cię w krainę absurdalnej gonitwy. Dla większości z nas jest ona największym źródłem stresu.


Czujemy się przytłoczeni obowiązkami, a niekiedy boimy się co będzie dalej. Stajemy się "realistami" coraz bardziej wyzutymi ze szczenięcych marzeń. Nie mamy energii, wyobraźni ani wiary w ich realizację. A w dodatku ciągle brakuje nam czasu, który zresztą sukcesywnie się wyczerpuje. Kapitalizm pożera naszą indywidualność.

Po pierwsze musisz sprostać wymaganiom, a najlepiej nie zastanawiać się zbytnio nad sensem rynkowego paradygmatu. Są oczywiście tacy którym to nie przeszkadza, a nawet czerpią z tego dziką satysfakcję. Nie sposób kwestionować cudzych ambicji, mnie jednak doprowadza to do bezobjawowego szału. Moje wnętrze staje się coraz bardziej hermetyczne.

Gdy myśli nie wydostają się na zewnątrz mózg zaczyna gnić we własnym sosie i projektować paranoidalną schizofrenię. Świat mnie nie docenił, nie poznał się na mnie, nie pozwolił mi rozkwitnąć. Społeczeństwo to spisek, cywilizacja to więzienie, prawda to bańka informacyjna. Wolność słowa to kakofonia idiotów - diamenty wyławia z niej sito algorytmów.


Gdybym pasował do algorytmu byłbym wielki, a tak niestety jestem popychadłem. Byle imbecyl z telewizji jest ciekawszy, choćby znany był tylko z tego że jest znany. Ma luksusowe samochody, rezydencje i kochanki. I jak tu być dumnym? Jak się wywyższać? Jak pokazywać swoje genialne wnętrze? Jedynie kreując się na ofiarę tego materialistycznego systemu.

Albo nawiązując kontakt z innym umysłem który odczyta hieroglify twoich figur retorycznych. Co się kryje za tą całą bufonadą? Kolejny znawca polityki, ekonomii, życia seksualnego i przysłowiowej piłki nożnej? Pewnie jakiś anonimowy jełop któremu troszkę pojebało się w głowie. Niech sztuczna inteligencja opracuje jego cyfrowy model, bo to tylko zbiór osobistych danych.

Jestem logiczną predykcją własnej tożsamości - powiem to co wynika z determinizmu matematyki, choć może to nawet być nieco poetyckie. Doświadczenie i przypadek to zakamuflowana konieczność. Jak już cię zmienią to i tak nie masz wyjścia - musisz być takim sobą jakim się stałeś. Jesteś produktem inżynierii społecznej. Konsumentem generowanych do znudzenia "nowości", śmieci i urojeń.

niedziela, 8 marca 2026

LECZO Z BARSZCZEM I BIGOSEM

 
Węgierska świnia Viktor Orban to wzór alternatywnego rewolucjonisty który zainspirował choćby "naszego" Kaczyńskiego. Jarek zapowiadał kiedyś przerobienie Warszawy na Budapeszt i konsekwentnie się tego trzyma. W swej kulturze politycznej staliśmy się krajem niemal bałkańskim.

Tyle że Orban jest dużo cwańszy - osobiście sprawuje urząd premiera i to nieprzerwanie już od szesnastu lat. Obu "wizjonerów" połączyła idea demokracji nieliberalnej, czyli takiej w której chłop jest chłopem, baba babą, media tubą propagandową a publiczne pieniądze łupem.

Jeśli zaś chodzi o Europę to może nam dawać jakieś środki bo przecież się należą, byle nie mieszała się do naszych spraw wewnętrznych. A na dzień dzisiejszy to nawet najlepiej niech wcale nie daje bo rządzi rudy Kaszub na usługach Berlina i jeszcze ludzi przekupi żeby wyrzekli się polskości.

Czym jest ta mityczna polskość ciężko powiedzieć - wiadomo z historii że zawsze biliśmy się z Niemcami, wyznawaliśmy katolicyzm i piłkę nożną, nawet jeśli na plecach mamy wytatuowane swastyki. Putin zabił nam prezydenta, ale możemy podać mu rękę jeśli taka będzie wola Donalda Trumpa.


Orban już dawno pije z Władkiem szampana i robi mu dobrze. Kwestie moralne są ważne o ile chodzi o życie seksualne, lecz wojna to przecież sposób prowadzenia polityki. Liczą się interesy i tak dalej. Tylko że "taniość" rosyjskich paliw jest raczej dyskusyjna, a chodzi bardziej właśnie o politykę.

Orban chce być "niezależny" to znaczy wyciągać z Unii pieniądze (często je defraudując) i jednocześnie pokazywać, że ma alternatywę w Moskwie. Pomimo że od lat krytykuje wspólnotę nie zamierza jej opuszczać. Należałoby się jednak zastanowić nad usunięciem Węgier z UE i NATO, bo jest to kraj sabotujący działania tych struktur.

Lecz wszyscy na Zachodzie boją się całkowitej utraty wpływów w Gulaszowej Republice. Bo może po zmianie władzy zmieni się kurs, a poza tym składają tam po taniości Audi i Mercedesa. Tymczasem Orban w imię specyficznie rozumianego "pokoju" blokuje unijne sankcje wobec Moskwy i pomoc finansową dla Ukrainy.


Ostatnio chory Madziar dostał patriotycznej sraczki po tym jak Ukraina "zakręciła kurek" z rosyjskim paliwem. Nieważne że ropociąg został uszkodzony w wyniku rosyjskich nalotów i naprawić go nie ma komu. W mediach rozpętano prawdziwą paranoję, wysłano nawet węgierskie wojsko żeby "ochraniało" węgierskie obiekty energetyczne przed ukraińską dywersją.

Orban od lat promuje ideę "Wielkich Węgier" - pojawił się nawet na meczu piłkarskim z mapą tychże na szaliku. Według tejże rewizjonistycznej koncepcji Węgrom należą się tereny należące dziś między innymi do Ukrainy, ale także Rumuni, Słowacji, Serbii i Chorwacji. W 1920 Węgry utraciły 71% terytorium na mocy Traktatu z Trianon...

Do dzisiaj Węgrzy pielęgnują pamięć o "historycznej niesprawiedliwości". Najwidoczniej nawet radziecka polityka nie była dla nich równie bolesna. Terytorium "spornym" jeśli chodzi o Ukrainę ma być wielokulturowe Zakarpacie. Już w zeszłym roku zdemaskowano tam siatkę węgierskiego wywiadu, co skutkowało wzajemnym wydaleniem dyplomatów.

W ostatnich dniach węgierskie służby zatrzymały samochody ukraińskiego banku przewożące złoto i waluty - dziewięć kilo kruszcu, czterdzieści milionów dolarów i trzydzieści pięć milionów euro. Rzekomo w grę wchodzi jakieś pranie brudnych pieniędzy choć wygląda to raczej na polityczną złośliwość.

piątek, 6 marca 2026

AMERICA FIRST

 
Polacy od lat marzą o broni atomowej, bo jak wiadomo tylko taka broń daje gwarancję suwerenności. Tylko strach pomyśleć co taka broń oznaczała by w rękach Kaczyńskiego, a już szczególnie Grzegorza Brauna. Prawdopodobnie Berlin podzieliłby los powstańczej Warszawy - oczywiście jedynie w skali zniszczenia a nie irracjonalnego heroizmu.

Takie "atomowe rozwiązanie" raz na zawsze załatwiłoby sprawę reparacji - po obróceniu w pył germańskich miast bylibyśmy już kwita. No i odzyskalibyśmy suwerenność od unijnych dyrektyw które właśnie stamtąd płyną do Brukseli. Brukselę też zresztą moglibyśmy zbombardować, bo to nowy Babilon. Moglibyśmy zlikwidować wszystko i nie byłoby niczego.

Wreszcie moglibyśmy urządzić świat od nowa, to znaczy po staremu. Tradycyjne polskie wartości i tak dalej. Co jeden to większy tradycjonalista, chyba że akurat musi się rozwieść albo wyskrobać niechciane dziecko. Albo spodoba mu się jakaś Ukrainka. Albo dostanie dotacje w euro. Tak więc broń atomowa jest nam do szczęścia niezbędna.

Popatrzcie na Kim Dzong Una. Aż promienieje szczęściem. Żre, chleje i dupczy na potęgę w luksusie, a wszystko za pieniądze "podatników" o ile tak można nazwać sterroryzowaną ludność. O tym samym marzyli irańscy ajatollahowie, lecz Trump i Netanjahu nie pozwolą na to. Najbardziej ekstrawagancka teoria mówi, że zaangażowanie USA ma przykryć aferę Epsteina.


Byłoby to rzeczywiście geopolityczne kuriozum. Izrael i tak zacząłby ten dym z powodu "odwiecznych" porachunków, ale Trump mógł sobie darować. Niby uderzył w sojusznika Rosji, tyle że zużyje na Bliskim Wschodzie cenne pociski których tak potrzebuje Ukraina... Nic nie cieszy Putina i jego wojennej machiny bardziej  niż drożejąca ropa.

Jeśli zaś dojdzie w Iranie do "wariantu syryjskiego" możemy mieć światowy bigos. Tym bardziej więc powinniśmy mieć parasol atomowy. Własną bombę stworzyć chciał już Gierek, lecz profesor kierujący tym programem zginął w tajemniczym wypadku samochodowym. Do gierkowskiej idei powrócił niedawno niezłomny Andrzej Duda.

Były już prezydent wielokrotnie deklarował gotowość do przyjęcia amerykańskich głowic jądrowych na naszym skromnym terytorium. Niestety administracja Bidena olała go ciepłym moczem, wypierając się jakichkolwiek rozmów w tym temacie. Nawrocki poszedł nawet o krok dalej i śnił już o własnym programie jądrowym, lecz administracja Trumpa jest temu przeciwna.


Pojawiła się jednak inna alternatywa. Francuski parasol nuklearny byłby niestety politycznie kłopotliwy dla skrajnej prawicy, która jest zakładnikiem swej narracji antyeuropejskiej i wszystko postawiła na Wuja Sama. "Patrioci" upierają się więc żeby dalej płaszczyć się przed Jankesami, bo rzekomo są bardziej wiarygodni. Mówi się też o wzmacnianiu wpływów Francji, a przecież Francja jest prawie jak Niemcy.

Kłopotliwym "prezentem" dla prawicy jest też program SAFE. Bo jak Europa coś "daje" (czy w tym wypadku pożycza na procent zbliżony do poziomu inflacji, a więc bez zysku dla siebie), to znaczy że coś knuje. Jakiś idiota mógłby sądzić, że niektórym europejskim politykom zależy na wzmocnieniu wschodniej flanki żeby zabezpieczyć własne dupska.

Ale wiadomo że na Zachodzie kontynentu kobiety noszą brody i tak dalej, więc nie można ufać takiemu bydłu. Można zastosować jakąś kreatywną księgowość i dosłownie "wyczarować" potrzebne pieniądze dzięki niesprecyzowanym operacjom finasnowym. Brzmi jak stare dobre drukowanie pieniędzy ale można na przykład przepierdolić rezerwy złota.

niedziela, 1 marca 2026

HAZARD GEOPOLITYCZNY

 
Wczorajszy news był taki, że USrael zaatakował Iran. Nazwali to "epicką furią" i "ryczącym lwem" czyli szmatogłowi muszą mieć naprawdę przejebane. Ale ich nie kochają nawet własne kobiety, które wolałyby podensić w bikini z kwiatem we włosach niż klęczeć na dywaniku w worku.

Ostatnimi czasy Strażnicy Rewolucji zmasakrowali kilkadziesiąt tysięcy własnych obywateli którzy domagali się reform gospodarczych i obyczajowych. Bo nie dość że nie możesz żyć jak na Zachodzie to w zasadzie nie masz za co. Autorytet moralny obecnego reżimu jest więc w zasadzie zerowy.

Oczywiście znajdą się i tacy którzy będą go bronić. Są to na ogół pijawki czerpiące profity z tego systemu, całkiem jeszcze liczni zaczadziali konserwatyści, oraz część społeczeństwa której co prawda los rewolucji islamskiej wisi, lecz obawia się wojny domowej.

W sytuacji ataku zewnętrznego istnieje jednak ryzyko wywołania tak zwanego efektu flagi, kiedy to naród jednoczy się w obliczu zewnętrznego zagrożenia suwerenności. Tym bardziej że Wuj Sam i jego żydofaszystowski satelita nie cieszą się w Teheranie zbytnią popularnością.

Niemniej Iran jest mozaiką kulturową. Co prawda większość obywateli wyznaje islam, lecz mamy różne grupy etniczne - obok dominujących Persów też sporo Azerów i Kurdów. Żyją tam również Lurowie, Arabowie, Beludżowie, Turkmeni..


Wschodni sąsiedzi Iranu - Afganistan i Pakistan - w ostatnich dniach zaczęli bawić się już we wojenkę. Destabilizacja grozi całemu znanemu z wybuchowości regionowi. Talibowie jako sprzymierzeńcy irańskiej dyktatury w obliczu pakistańskich bombardowań mogą ją wpierać by zabezpieczyć swoją pozycję.

Poza ty zarówno Iran jak i Afganistan zmagają się z beludżystańskimi separatystami, więc na pograniczu może być ciekawie... Bojówki mogą skorzystać z chaosu i swobodnie przemieszczać się między granicami wywołując lokalne zamieszanie. Jednocześnie w Iranie już przebywa wielu afgańskich uchodźców, a może ich jeszcze przybywać.

Cała akcja nie spodobała się Turcji która szczególnie obawia się napływu nowych uchodźców, gdyż musiała już "odpierać" bądź absorbować ich fale w związki z zadymą syryjską. Do tego ta nieszczęśliwa kwestia kurdyjska... No i wymiana handlowa z Iranem. No i wojna w regionie może odstraszać turystów.

Iran jest kluczowym dostawcą dronów którymi Rosja nęka Ukrainę, a ewentualny upadek reżimu lub jego zamiana w "państwo upadłe" mogłyby zniweczyć taką współpracę. Lecz Rosja nie kiwnie palcem w obronie Iranu, właśnie z powodu swojego uwikłania w patową wojnę. Nie wiadomo jak rozpierdol w Iranie wpłynie na południowy Kaukaz.

Mamy tam napięcie między Azerbejdżanem a Armenią, oraz coraz bardziej autorytarną Gruzję. Ale to już osobny temat. Dla nas najbardziej odczuwalnym skutkiem może być wzrost cen paliwa, zwłaszcza gdyby Iran zablokował Cieśninę Ormuz. USA już się zabezpieczyły w tanią ropę prewencyjnie kładąc łapska na wenezuelskich złożach.


To wszystko oczywiście spekulacje - nie wiadomo jakie skutki przyniesie wojna ani czy reżim upadnie. W wyniku ataków zginął tak zwany Najwyższy Przywódca Ali Chamenei, ale nic nie wskazuje na to by reżim już wywieszał białą flagę. Mówi się o zemście na syjonistach i wrednych krowojebcach.

Republika Islamska walczy już chyba o przetrwanie nie będzie więc wahać się zbytnio przed zastosowaniem ekstremalnych metod. Społeczeństwo Iranu jest nie tylko podzielone etnicznie ale też politycznie spolaryzowane. Pomysł restauracji monarchii nie jest powszechnie akceptowany.

Historia która lubi się powtarzać pokazuje, że interwencje wiodące do upadku reżimów mają nieprzewidywalne, a często katastrofalne skutki. Zniknięcie centralnej władzy sprawia że wszyscy zaczynają się gryźć ze wszystkimi, wzrasta pospolita przestępczość a nowe władze postrzegane są jako tyrańskie marionetki.

A to oczywiście scenariusz w jakim USrael "zwycięża". Bo jeśli islamistyczny reżim przetrwa to będzie jeszcze bardziej wrogi. Nie widać pozytywnego scenariusza gdy się spojrzy na Afganistan, Irak czy Libię, a przecież tam obalono tyranów. Rewolucja Islamska w Iranie to skutek obalenia przez Jankesów i Brytoli w 1953 roku demokratycznie wybranego premiera...

piątek, 27 lutego 2026

TRUCICIEL



Myślał że jest pępkiem świata

Bo miał klucze do słabości

I otwierał czaszkę brata

Nasypując tam podłości


Potem się przyglądał temu

Jak się bliźni w niej zanurzał

Lepiej się robiło jemu

Gdy człowieka zmieniał w knura


Mówił: - Patrzcie co za okaz

Potajemnie się upadla!!!

Zrobił z tego nawet pokaz

Gdy człowieka zmienił w diabła


I jad własny sączył w niego

Monstrum hodując z urojeń

Szczyptę prawdy dał do tego

Zalewając niebo gnojem


To co piękne zmienił w szambo

Żeby nikt tego nie widział

Bo ktoś musi spadać na dno

I ohydą świat obrzydzać


Chciał sterować cudzym mózgiem

Lecz ten swoje robił dalej

Wzgardził syntetycznym gównem

Marzeń kilka spełnił z bajek!!!


sobota, 21 lutego 2026

PIS BROTHER


 Mr. Nowrocky - bo tak się już z hamerykańska zaczął nazywać - ma inną wizję bezpieczeństwa niż herr Tusk. W ogóle zawsze ma inne zdanie dla samej zasady, co jest o tyle logiczne, że Tusk zawsze się myli. Wiadomo komu Tusk służy - Niemcom, Arabom, pedałom, postkomunistom i aktywistom klimatycznym, więc najbezpieczniej założyć, że w każdej sprawie jest drugie dno.

Dlatego Nowrocky zawsze będzie sabotował cokolwiek Tusk uknuje i wyjaśni ludowi na czym polega podstęp. Tym razem rudy zdrajca postanowił wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę na zakup uzbrojenia. Podstęp polega na tym że w Europie a nie w Ameryce. Żeby chociaż w Korei... Lepiej już przecież płacić większe odsetki żółtym niż czerwonym. Bruksela zawsze daje a potem się miesza.

Dotychczas dała nam tylko 160 miliardów euro (netto), a dyktuje swoje wartości. Zmodernizowaliśmy za te brudne srebrniki infrastrukturę transportową, wodociągową, kulturalną czy sportową. Dostęp do jednolitego rynku spowodował sześciokrotny wzrost eksportu, a co za tym idzie wzrost zatrudnienia. Ale nie dajmy się zwieść statystykom - trzeba spojrzeć przez pryzmat tradycyjnych polskich wartości.

Wiadomo że eurokraci knują jakby tu wprowadzić małżeństwa jednopłciowe, osiedlić u nas kozojebców, a najlepiej zakazać węgla. A to są właśnie największe nieszczęścia jakie mogą nas spotkać. Rosyjska inwazja to przy tym pikuś. Właśnie teraz wymyślili program SAFE z którego mamy dostać 44 miliardy eurasów. Niby 80% z tych środków ma zasilić polski przemysł obronny, ale eurokratom nie można ufać bo grają na Tuska.

Moglibyśmy ten postnazistowski szmal przeznaczyć na rodzime zestawy rakietowe Piorun, wyrzutnie Langusta, armatohaubice Krab, wozy bojowe Borsuk czy transportery opancerzone Rosomak, amunicję i optoelektronikę. Ale zaciągnęlibyśmy "dług wdzięczności" u naszych odwiecznych germańskich wrogów i ich kulturowych satelitów. A przecież te skurwysyny powinni przepraszać za to że żyją. Hajlować mogą tylko "prawdziwi Polacy".


Na ogół są to fani piłki nożnej, bejsbolu ulicznego, boksu i różnych modułów szlachetnych walk. Czasem jebną sobie kreskę czegoś mocniejszego, ale dbają o zdrowie - biorą odżywki i inne sterydy, więc obronią nas przed gwałcicielami z Zachodu. A ze Wschodem jakoś się dogadają. Trzeba rozmawiać nawet z Putinem, bo tak zalecił wielki guru zza oceanu. A zresztą Ukraińcy za bardzo już się po tej Polsce panoszą siedząc  w kieszeni przebiegłego Szwaba.

Tusk żydził nawet miliarda dolarów żeby zapisać Nowrocky'ego do Rady Pokoju. A przecież los Strefy Gazy leży prezydentowi na sercu jak chuj. Nie mówiąc już o tym że potem pod dożywotnim przewodnictwem Donalda Trumpa Rada zajmie się "resztą świata". Póki co inauguracja klubu zaowocowała serią przejęzyczeń, lapsusów i gaf w wykonaniu starej "kultowej" jednostki, która bezustannie wyrzyguje strumień swojej surrealistycznej nieco świadomości.

piątek, 13 lutego 2026

WALENTYNKI ŚWIRA

 
Czternastego lutego jestem jak Adaś Miauczyński. Oczywiście mniej wysublimowany bo nie jestem zdziwaczałym nauczycielem, tylko zmęczonym robotnikiem, ale w pewnym sensie również sfrustrowanym inteligentem. Bo niestety te wszystkie książki namieszały mi w głowie i słychać tam teraz tylko monolog. Poczucie wyższości wiedzie mnie do alienacji.

Poza tym że był niedocenionym przez świat poetą - który z tego powodu nawet porzucił pisanie - świr Miauczyński marzył również o wielkiej miłości. Tyle że miała to być miłość idealna, a ze znalezieniem takiej zawsze jest problem. I rodzi się z tego poczucie wielkiej frustracji, bo człowiek byłby wielki gdyby tylko warunki mu na to pozwoliły. I kochałby gdyby miał kogo.

Świr nie ma już czasu ani miejsca na kobietę życia - wypełniają je rytuały zagłuszające egzystencjalne lęki. Nostalgia i  marzenia które przekreślasz to chyba znak, że już się starzejesz. Zawsze jest co powspominać, choć gdy słuchasz takich opowieści wydają się żałosne. Bo nie wiadomo co dokładnie ci się przydarzyło, a co tylko przyśniło.

Przeszłość jest miejscem bezpiecznym, a przyszłość niekoniecznie. Choć gdybyś był szczery przyznałbyś, że ten szczeniacki głód doświadczeń to była desperacja. Wydawało ci się że musisz doświadczać i doświadczać, bo jeśli nie doświadczysz wystarczająco dużo to zginiesz. A potem życie staje się wypełnione absurdalnym kieratem, a ty zamykasz się we własnych schematach.


Nazywają to strefą komfortu, choć z komfortem nie ma to wiele wspólnego. To raczej kwestia bezpieczeństwa. Chcesz kontrolować i przewidywać rzeczywistość, nie wierząc już w coś istotnie "nowego". Kiedy brakowało ci jeszcze gotowych odpowiedzi mogłeś bardziej angażować uwagę i emocje. Potem zbudowałeś fundament pamięci i porównujesz z nim wszystko.

A jak można porównać dziką namiętność z chłodną kalkulacją której musimy się podporządkować? To nie scenariusze zaczerpnięte z tandetnego kina tylko rutyna i konieczność wyznaczają ramy naszej przestrzeni. Miłość nie zawsze zwycięża, nie jest absolutna, a tym bardziej nie jest idealna. Boimy się odpowiedzialności, kompromisów, a czasami też ryzykownej bliskości.

Szukamy "lepszego modelu", bo tak naprawdę najbardziej kochamy samych siebie... Choć może w słowie MIŁOŚĆ jest coś magicznego. Podobno nawet stara nie rdzewieje. Więc czasami myślę, że nic lepszego nie przytrafiło mi się w życiu. Choć była zwierzęca, zwariowana, pijana i efemeryczna. Ulotniła się z życia pozostawiając tylko swój szampański zapach.

Lecz czy można ją kontrolować? Panować nad nią? I skąd w ogóle wiadomo kiedy jest prawdziwa? Chyba nie ma innej prawdy niż ta wyryta gdzieś w sercu. Chyba że jesteś tym szczęśliwcem który kocha aż do śmierci. Choć to już ponoć nie hormonalne szaleństwo tylko akceptacja całego spektrum osobistych nonsensów i przywiązanie do ich nosiciela.


Ale na ten temat to już niech się wypowie jakiś dziadek czy babcia. Byle nie moi rodzice bo choć żyją ze sobą pod jednym dachem lubią się jak pies z kotem. Dzisiaj mamy tak zwane walentynki czyli wszędzie serduszka i jakieś romantyczne historie. Ale na szczęście jutro jest dzień singla czyli będzie można sobie odbić. Ponoć bycie "samemu" nie jest takie złe jeśli wiesz co ze sobą zrobić.

Kobiety mają swoje zalety - dupy, cycki, poczucie humoru i inteligencję - lecz co czwarty dorosły mężczyzna woli trzepać kapucyna niż aktywnie poszukiwać partnerki. W dużych miastach to już jedna trzecia. Czasem uda im się coś bzyknąć po jakiejś imprezie i to im wystarcza. Bo niestety miłość jest zbyt skomplikowana, a nowym imperatywem staje się samorealizacja.

Masz robić karierę, albo przynajmniej brać nadgodziny. Musisz czasem odpocząć. Jeśli masz jakieś hobby to tym bardziej nie masz czasu, nie mówiąc już o dramacie nierozumianego twórcy. Poza tym masz alkohol i inne używki... Do tego internet i telewizję. Więc zasadniczo ciągle jesteś zbyt zajęty. Zdaniem wielu moralistów tylko udajesz szczęśliwego, choć ze szczęściem jest jak z miłością - nigdy nic nie wiadomo. 

czwartek, 5 lutego 2026

KWADRATURA PIŁKI

 
Prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) domaga się przywrócenia Rosji do rozgrywek. Pazerny potomek makaroniarzy Gianni Infantino odwołując się do bankierskich tradycji helweckiej neutralności proponuje piłkarski reset, bo "zakaz nic nie daje, wywołuje tylko więcej frustracji i nienawiści".

Rosyjska młodzież będzie nas nienawidzić, bo nie chcemy grać z nią w piłkę nożną - taki jest mniej więcej tok rozumowania tego alpejskiego cwaniaczka. A raczej tok argumentacji bo chodzi o pieniądze które nigdy nie śmierdzą. Łysy dobrze o tym wie bo szefowanie w światowej pralni brudnych pieniędzy zaczynał od mundialu w Rosji.

Pomimo gigantycznych skandali dopingowych, zajęcia Krymu, awantury w Donbasie i wojny w Syrii, mordów politycznych, ingerencji w amerykańskie wybory i cyberataków wymierzonych w Europę, uznano że Rosja należy do cywilizacji futbolu. W 2018 roku ta krwawa dyktatura mogła pokazać światu, że jest "normalnym krajem".

Podobnie jak Hitler na igrzyskach olimpijskich Putin serdecznie ugościł przybyszów z zagranicy, aby podważyć ich stereotypy. - Wszyscy zakochaliśmy się w Rosji - oznajmił wtedy Infantino. Rok później otrzymał za to serdeczne pierdolenie rosyjski Order Przyjaźni. Za absurdalny turniej szef FIFA zainkasował zaś 840 tysięcy euro.

Jeszcze po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku wzbraniał się przed sankcjami. W końcu ugiął się pod presją międzynarodowej opinii publicznej, ale robił wszystko by ochraniać Rosję. Swoją drogą kolejne mistrzostwa w Katarze również budziły polityczne kontrowersje - mówiło się o gigantycznej korupcji działaczy i niewolniczej pracy przy budowie stadionów.


Ale czego się nie robi dla rozrywki rozentuzjomowanej gawiedzi... Ludzie tak bardzo ekscytują się tym strzelaniem bramek, że biorą nawet urlopy żeby to oglądać. Wykorzystują to oczywiście reklamodawcy i sponsorzy, nie mówiąc już o organizatorach lukratywnego widowiska. A tam gdzie są wielkie pieniądze i zbiorowe emocje pojawia się również polityka.

Z tego też powodu Gianni Infantino poczuł się chyba jednym z wielkich tego świata. W grudniu ubiegłego roku wręczył Donaldowi Trumpowi Pokojową Nagrodę FIFA. Nie jest to co prawda "nobel" ale zawsze coś. Swoją drogą Trump został jej pierwszym laureatem, można więc odnieść wrażenie że wymyślono to wątpliwe wyróżnienie specjalnie dla niego.

Piłka nożna stała się narzędziem w rękach światowych mocarstw, a także żyłą złota dla różnych pasożytów. Ale chuj z tym - dla fanatyków futbolu liczy się tylko haratanie gały i plemienne emocje. Poczucie przynależności może wywoływać skrajną identyfikację ze swoją drużyną, co w przypadku porażki obniża aktywność grzbietowej przedniej kory zakrętu obręczy.

Obszar ten zaangażowany jest w kontrolę emocji więc pozornie racjonalni ludzie mogą wpaść w szał gdy ukochana drużyna przegrywa. Analogicznie zwycięstwo może spowodować przesadnie euforyczną aktywację układu nagrody. W obu przypadkach mamy do czynienia z atawistyczną sraczką która osłabia kontrolę poznawczą.


Równowaga między wartościowaniem a kontrolą może zostać zaburzona, co przekładać się może na obsesyjne śledzenie rozgrywek, regularną histerię czy wręcz fizyczną agresję. Mózg kibola funkcjonuje w stanie ekstremalnej aktywacji wywołanej surrealistycznym stresem, czym stymuluje układ limbiczny, a zwłaszcza ciało migdałowate przekładające sportowe obrazy na uczucia lęku i zagrożenia.

Ten sam mechanizm występuje w konfliktach etnicznych, religijnych czy politycznych. Czasami zresztą to jedno i to samo. Słynny argentyński pisarz Jorge Luis Borges oceniał, że popularność piłki nożnej wynika z głupoty polegającej na ślepym poparciu społecznym. Podobne oznaki osłabionej kontroli nad sobą co kibole wykazywali choćby uczestnicy szturmu na Kapitol.

Futbolowe szaleństwo to tylko kolejny objaw naszej stadnej prymitywnej natury generującej takie zjawiska jak nacjonalizm czy religijna supremacja. Dla niektórych zresztą futbol jest religią czy specyficznym kultem. Futbol stał się fikcyjnym uniwersum w którym sama obserwacja rywalizacji przez brzuchatych piwożłopów zastąpiła rzeczywistą sportową aktywność.

To już nawet nie potrzeba przynależności a wręcz transcendencji odwołującej się do mistycznej symboliki ("czegoś większego"), charakterystyczna zresztą dla kultury masowej. Wielkie widowiska medialne wytwarzają własne mity, symbole i ikony, a często też ideologie. Rozrywka staje się świętością. Sacrum i profanum przenika się nawet na Jasnej Górze.

poniedziałek, 2 lutego 2026

HONEY TRUMP

 
W Stanach Zjednoczonych ciągle śmierdzi afera Epsteina. Presja polityczna i społeczna doprowadziła w końcu do ujawnienia wszystkich dokumentów związanych ze śledztwami. Wcześniej Trump zarzekał się, że sprawa jest nudna i nikogo już nie interesuje, a poza tym Epstein już nie żyje, więc nie ma czego wyjaśniać.

Zbereźnik ten miał popełnić samobójstwo w areszcie, choć to wersja mocno wątpliwa. Pewnego patologa dziwią na przykład dziwne złamania kości spotykane zazwyczaj przy uduszeniu, a nie powieszeniu. Spekuluje się, że na wieść o tym pięknym zbiegu okoliczności dziesiątki wysoko postawionych osób odetchnęły z ulgą.

Trump był już oskarżany o przestępstwa seksualne (łącznie przez 27 kobiet) i utrzymywał bliżej nieokreślone relacje z Epsteinem przez dwie dekady. To oczywiście samo w sobie o niczym nie świadczy, ale padać może cień podejrzenia, zważywszy na  "słabość" Trumpa do pięknych kobiet czy może raczej maniakalny seksoholizm.

Problemy z nieokiełznanym libido miał też inny prezydent USA - tym razem z Partii Demokratycznej - Bill Clinton. Podobnie jak Trump on również latał prywatnym odrzutowcem Epsteina nazywanym "Lolita Expressem" ponieważ zazwyczaj transportował tabuny nastolatek, a wyposażony był w różne dziwne udogodnienia rodem z burdelu...


Jedna z "dziewczynek" Epsteina zeznała, że ten "wypożyczał" ją księciu Andrzejowi z brytyjskiej rodziny królewskiej. Oczywiście książę nie przyznał się do tego, ale na wszelki wypadek zapłacił młodocianej ladacznicy 12 milionów funtów czym zakończył proces cywilny za oceanem. Następnie zrezygnował z używania książęcego tytułu "dla dobra ojczyzny".

Bill Gates - jeden z ojców rewolucji komputerów osobistych, a swego czasu najbogatszy człowiek świata - miał ponoć swego czasu chrapkę na Pokojową Nagrodę Nobla, w czym miała mu pomóc znajomość z Epsteinem. Gdy jednak odmówił wpłaty na "fundusz charytatywny" ten miał szantażować go wiedzą o stosunkach z rosyjskimi dziewczynami i chorobie wenerycznej.

Epstein znał też innego najbogatszego człowieka Elona Muska. Wymieniali maile w których uzależniony od ketaminy wizjoner dopytywał o "najdziksze imprezy". Być może była to tylko ciekawość, lecz raczej wiedział co to za imprezy bo ptaszki ćwierkają, że skłonności Epsteina nie były w środowisku miliarderów żadną tajemnicą. Ale kto bogatemu zabroni?


Z pewnością bliskie relacje biznesowe łączyły Epsteina z inną hajlującą kreaturą Stevem Bannonem. Ideologiczny lider ruchu MAGA miał doradzać Epsteinowi jak odbudować nadszarpnięty po wyroku  wizerunek. Ten zaś wspierał Bannona w kampaniach medialnych promujących Donalda Trumpa. Bannon korzystał z odrzutowca, paryskiej rezydencji i domu w Palm Beach należących do Epsteina.

Z korespondencji wynika że omawiał z tym skurwysynem kwestie geopolityczne takie jak Brexit!!! Z pewnością mamy do czynienia z aferą obyczajową na niespotykaną skalę lecz za tym paskudztwem może kryć się coś więcej... Mówi się o szeroko zakrojonej rosyjskiej operacji wywiadowczej mającej na celu zdobycie kompromatów obarczających amerykańską śmietankę polityczną i biznesową.

W języku służb taką metodę nazywa się miodową pułapką. Jak wiadomo łatwo jest skusić mężczyzn do nieetycznych zachowań gdy w grę wchodzi ostry seks z pięknymi dziewczętami. Jeśli są skrajnie młode nadaje to jeszcze perwersyjnego smaczku, a przede wszystkim jest nielegalne i szczególnie obciążające. Tym lepiej gdy chce się kogoś szantażować.

Pieniądze to pikuś, ale stosunkowo małym kosztem można zdobyć duże wpływy w światowym mocarstwie jakim są Stany Zjednoczone. Wiele żywego "towaru" Epstein sprowadzał z Rosji w czym najprawdopodobniej pomagały mu ludzie związani z rosyjskim aparatem władzy. Handel tym dobrem narodowym to zresztą ruska specjalność - w zamian za amunicję dostarcza się świeży narybek knurowi Kimowi.


Ujawniono maile dotyczące planowanych spotkań Epsteina z Putinem - nie wiadomo czy rzeczywiście się odbyły, ale nazwisko Putina raczej nieprzypadkowo pojawia się w dokumentach przeszło tysiąc razy... Epstein spotykał się z rosyjskimi dyplomatami i urzędnikami, a nawet oferował Siergiejowi Ławrowowi swoje analizy na temat Donalda Trumpa.

Jeśli zaś chodzi o nasz "europejski" grajdołek wiadomo, że z Epsteinem korespondował choćby szef słowackiej dyplomacji Miroslav Lajczak. Miał kilkukrotnie otrzymywać zaproszenie, ale twierdzi jakoby doszło tylko do "wymiany zdań o charakterze formalnym i pustym"... Padały tam takie stwierdzenia jak "dostaniesz dziewczyny" co miało być rzekomo żartem.

piątek, 30 stycznia 2026

GOOD JOB


 W 1970 roku na Uniwersytecie Stanowym Kent żołnierze Gwardii Narodowej Ohio zastrzelili czterech bezbronnych studentów protestujących przeciwko eskalacji wojny we Wietnamie - Stany Zjednoczone rozpoczęły wtedy bombardowania baz komunistycznych w Kambodży, co zdestabilizowało ten kraj i wyniosło do władzy Czerwonych Khmerów.

Ale mniejsza o skutki geopolityczne i miliony ofiar tego lewackiego reżimu... W kraju który szczyci się wolnością słowa i tak dalej po prostu odstrzelono kilku pacyfistycznych ćpunów, czy też może kilku przypadkowych przechodniów idących po prostu na zajęcia. Fakt że trwały protesty, ale strzały oddano z odległości 120 metrów do ludzi przemierzających chodnik.

Jedenaście dni później na Jackson State College podobny los spotkał dwóch studiujących tam czarnoskórych, zastrzelonych tym razem przez policję. - A u was biją Murzynów - przypominali zawsze Ruscy. Nie bądźmy jednak małostkowi. Czym jest sześcioro ofiar wobec okrucieństwa historii? Nixon nazywał takich egzaltowanych patałachów "nierobami", przeciwstawiając ich "dzielnym chłopcom" walczącym w azjatyckiej dżungli.

Chłopcy byli może i dzielni, ale często ledwo wytrzymywali cały ten heroizm i walili w żyłę. Palili trawę i pili alkohol, dymali małoletnie Wietnamki i masakrowali wioski. A wielu z nich zapadło na zespól stresu pourazowego i do końca życia śniły się im koszmary. Nawet dla największych idealistów szokiem był powrót do kraju gdzie wcale nie witano ich jako bohaterów.

Lata sześćdziesiąte wywróciły świat do góry nogami... Ekologia, prawa obywatelskie, prawa kobiet, prawa mniejszości - to wszystko owoce psychodelicznego fermentu który zburzył dawne schematy myślenia. Pozostawała jeszcze kwestia imperialnego socrealizmu, ale ten wykończył się sam przez swoją niezdolność do adaptacji i reformy. Nastąpił "koniec historii", a raczej chwilowe jej zawieszenie.


Mieliśmy już zmierzać do dobrobytu i powszechnej szczęśliwości po pokonaniu przejściowych problemów: bolesnej transformacji, złodziejskiej prywatyzacji, bezrobocia, inflacji i tak dalej. I już wydawało się, że tak to się będzie toczyć - konsumpcja, cyfryzacja i wolny handel. Ale nastały czasy "nowej polityki" - władzę nad umysłami przejęły algorytmy big techów, farmy ruskich trolli i farbowani antysystemowcy.

To jasne jak słońce, iż miliarderzy nie zamierzają czynić świata bardziej sprawiedliwym, ale mają tyle pieniędzy że mogą każdego do tego przekonać. Dajecie mi miliard dolarów, a niebawem rozpowszechnię dowolną bujdę którą sobie uroję - jestem przecież wielkim artystą niezrozumiałym przez cały świat czy może raczej anonimowym dupkiem łatwym do zastąpienia przez innego kretyna przekonanego o własnej wyjątkowości.

Sęk w tym, żeby ludziom mówić to co chcą usłyszeć, dlatego najlepiej wszystkich ich sprofilować i spreparować indywidualny przekaz. Najłatwiej współczuje się z pełnym żołądkiem, tyle że imigranci nie zabierają miejsc pracy celebrytom czy akademikom. A te ograniczone robole boją się o swoje nędzne etaty, presję płacową, obciążenie infrastruktury socjalnej czy po prostu wzrost przestępczości. Więc nie chcą "obcych" nawet jeśli ekonomiści mówią im, że wciąż potrzeba rąk do najgorszej pracy.


Trumpowi udało się zbić na bezkompromisowej antyimigranckiej retoryce spory kapitał polityczny. Z początkiem swojej drugiej kadencji zaczął proces masowych deportacji. Podwoił liczbę pracowników agencji federalnej ICE (amerykańskiej "straży granicznej") oraz nadał im szczególne kompetencje - normą stało się wchodzenie do domów bez nakazów sądowych, interwencje w szpitalach, szkołach i miejscach kultu religijnego czy nadużywanie przemocy.

Dzięki takim działaniom Stany Zjednoczone opuściło w ubiegłym roku prawie dwa miliony "niepożądanych "ludzi. Oczywiście zaraz podniosło się larum, że to niezgodne z prawami człowieka i tak dalej. W razie czego ICE nie waha się jednak otwierać ognia do własnych obywateli. Nic dziwnego skoro seksowna szefowa tej trumpowskiej bojówki Kristi Noem zastrzeliła własnego psa za to, że zagryzł kurczaki sąsiada.

W sylwestrową noc podobny los spotkał Keitha Portera, którego sąsiad był agentem ICE, po tym jak oddał w powietrze strzały wiwatowe, co w kraju najeżonym bronią palną w pewnych kręgach jest głupkowatą tradycją. Siódmego stycznia zastrzelono poetkę i matkę trojga dzieci Renee Nicole Good która ponoć "użyła pojazdu jako broni" po odwiezieniu swojego sześcioletniego syna do szkoły, choć na nagraniach widać że... zatrzymała samochód obok agentów.


Wybuchły protesty. Ostatnią amerykańską ofiarą siepaczy Trumpa był pielęgniarz szpitala dla weteranów Alex Jeffrey Pretti zabity strzałem w plecy z własnej pukawki po tym jak został obezwładniony - agresywnie nagrywał telefonem komórkowym funkcjonariuszy pastwiących się nad leżącą na ziemi kobietą poczęstowaną gazem. Pechowo i tym razem wszystko się nagrało.

Pretti nie wyciągnął broni, nie wygrażał agentom, a raczej błagał o pomoc. Coś w stylu: ratujcie mnie, oni mnie zabiją. Kristi Noem nazwała wszystkich zabitych przez swoją służbę "terrorystami", sugerując że planowali dokonanie masakry. W kraju gdzie to raczej prawica lubuje się w paradowaniu z giwerami i paramilitarnym błazeństwie argumenty o prewencyjnym odstrzale uzbrojonych osobników wydają się raczej dęte.

Jak widać historia nigdy się nie kończy - ona lubi się powtarzać. Tyle że tym razem chyba zmierza w przeciwnym kierunku. Nie mamy już do czynienia z antykomunizmem, tylko legalnym faszyzmem. - Good job - skomentował incydent w Minneapolis europoseł PiS Dominik Tarczyński. Więc raczej nie będzie otrzeźwienia - zaczyna się gotowanie żaby. Jak mawiają starzy patrioci: ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY!!!