Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 stycznia 2025

STAROŻYTNI KOSMICI

 
Zdaniem kreacjonistów życie jest zbyt skomplikowane, żeby mogło powstać przez zwykły przypadek. Przywołują oni metaforę tornada które szalejąc nad złomowiskiem skonstruowało duży i skomplikowany samolot pasażerski. Jeśli sądzicie, że to niemożliwe, to znaczy że świat nie powstał przypadkowo...

Oczywiście porównanie gwałtownej wichury do procesów trwający miliardy lat już stanowi kuriozum. Nie wspominając o tym, że ewolucja nie miała do dyspozycji składowiska żadnych "części". Przekształcała jedynie kod, a ten dopiero zmieniał naszą "idealną" anatomię. Zmiany zachodziły więc na poziomie molekularnym.

Nawet mała zmiana mogła być zabójcza dla organizmu. Mogła jednak przyczynić się do lepszego przystosowania. Proces mutacji był jak rzut monetą. Gdybyśmy trwali w niezmiennym środowisku nie miałoby to sensu, lecz w świecie ciągłej transformacji było jedyną szansą na przetrwanie. Stanem docelowym nie jest doskonałość - to już uroiliśmy sobie w dużych mózgach.

Organizm musi być po prostu "wystarczająco dobry" żeby przetrwać w puli genowej. Nie ma to nic wspólnego ze sztuką, nauką czy techniką. Cywilizacja to skutek uboczny życia społecznego małp o dużych zdolnościach poznawczych. Przyczyniła się do eksplozji demograficznej, ale też groźby atomowej i klimatycznej apokalipsy.

Jesteśmy gatunkiem stosunkowo młodym, a przez to nieskromnym. Nasz niezwykły mózg to po prostu maszynka do uczenia się - z uwagi na niezwykłą plastyczność przydawał się w różnych środowiskach i tak skolonizowaliśmy planetę. Zapętlił się na robieniu sobie dobrze i teraz myśli tylko o wyprodukowaniu jak największej ilości zabawek.

Ostatecznie koszt posiadania takiego organu może okazać się większy od dostarczanych przez niego korzyści, gdy przyjemności staną się destrukcyjne, wyczerpiemy zasoby albo wypalimy się w pogoni za "sukcesem".  Ale nie zaczynajmy tu moralizującej pogadanki, bo niespełnienie jest znakiem firmowym każdego z nas. Póki chcemy więcej to znaczy, że jeszcze żyjemy.


Na starość czeka nas wegetacja - będziemy jęczeć, stękać i wspominać. Pierwotne instynkty wyczerpują się z biegiem czasu, pozostają tylko wyidealizowane wspomnienia życiowych odkryć. Na koniec film się urywa, twardy dysk trafia szlag, unikalny kosmos zaklęty w naszych neuronach traci swoją biograficzną integralność. To życie jest aberracją - chaos jest wieczny.

Tylko 2% naszego DNA zawiera instrukcje dotyczące produkcji funkcjonalnych protein, reszta ma charakter "śmieciowy" to znaczy powiela się bez żadnej funkcji. Każdy z nas jest wielkim genetycznym śmietnikiem - brudnopisem ewolucji, która nabazgrała nam transcendentalną ekstazę. Jak to możliwe? Różnorodność i złożoność wyłania się w "tańcu struktur".

Czasami jednak te struktury mogą być zupełnie nieprzydatne jak męskie sutki, zęby mądrości, wyrostek robaczkowy czy kość ogonowa. Komórki mogą zacząć namnażać się w sposób niekontrolowany ignorując sygnały z organizmu i przekształcając się w nowotwór. No i możemy ześwirować, jeśli mózg nie poradzi sobie z interpretowaniem faktów.

Jak na dzieło Boga to zaskakująca fuszerka. Ale jak na kosmiczny przypadek to wysoce osobliwa forma istnienia białka. To zresztą wyjaśnia wszystkie nasze dziwactwa, a zwłaszcza opery mydlane i piłkę nożną. Przyszło wielkie tornado i pomieszało geny, a potem zaczęliśmy szukać sensu tam gdzie go w ogóle nie ma. Przy okazji trochę się pośmialiśmy. A na koniec będzie płacz i plastikowe kwiaty.

czwartek, 30 stycznia 2025

FESTIWAL CYRKÓW OBJAZDOWYCH

 
Ciężko nie zauważyć, że w kraju trwa kampania wyborcza. W zasadzie nic nowego - tu kampania jest stanem permanentnym, jak nie samorządowa to europejska, parlamentarna lub prezydencka. Ta ostatnia to już nawet trwała zanim zaczęła się oficjalnie. A nawet jak akurat nie ma żadnej kampanii to zawsze można się kłócić o kościół i pedałów, ekologię i aborcję, sądy i media...

Ale w trakcie kampanii temperatura tych sporów się podnosi. Nagabują cię koledzy z pracy, osiedlowi emeryci i menele spod budki z piwem, księża, nauczyciele, taksówkarze i każdy kto tylko może. Połowa z nich i tak nie pójdzie do wyborów ale swoje powie. Najlepszą kiełbasą wyborczą w  dziejach III RP było sto milionów od Lecha Wałęsy - obecnie licytuje się skromniej, lecz bardziej ideologicznie.

Prezydent w naszym systemie jest tylko swego rodzaju "bezpiecznikiem" lub "długopisem", w zależności od tego kto przejmie parlament. No i może też trochę namieszać głupimi wypowiedziami na arenie międzynarodowej. Może przecinać wstęgi, przypinać jakieś ordery, ułaskawiać przestępców i przyznawać świadczenia specjalne. Na konkretne pieniądze by jednak nie liczył.

Żaden prezydent niczego dla was nie załatwi, tylko polata, pożre i pochleje za publiczne środki, ale nie może być to zwykły burak, bo będą się potem śmieli na salonach. Dwóch decydentów wystawiło do tego wyścigu swoich wysportowanych i uśmiechniętych awatarów. Kaczyński jest za mały, a Tusk rudy. Poza tym jeden mamrocze a drugi sepleni. Do boju stanął więc Nawrocki i Trzaskowski. Tyle że tego pierwszego wyciągnięto w zasadzie z dupy.


Coś tam w życiu robił, lecz zwykła hołota nie za bardzo się interesuje dyrektorami muzeów czy instytutów historycznych. A szkoda, bo dysponują elastycznymi budżetami - można latać na konferencje do Nowej Zelandii albo wynajmować apartamenty. Gdzieś trzeba przecież trenować judo i czytać książki. Dużo się też mówi o niefortunnych znajomościach Nawrockiego w środowisku przestępczym, aczkolwiek konkretnych "haków" poza wspólnymi zdjęciami nie ujawniono.

Koleś zgarnie jednak swoją pulę głosów jako partyjny nominat. W naszej dziwnej "demokracji" głosuje się bowiem na kandydatów wskazywanych przez medialne kombinaty. Trzaskowski był przynajmniej prezydentem Warszawy, lecz nie sprawia wrażenia polityka dużego formatu. Będzie raczej próbował zachowawczo lawirować niż dokonywać rewolucji. Ale może to i dobrze. Niemców coraz trudniej będzie skłaniać do internacjonalistycznej pomocy, bo koniunktura im się sypie.

Na podium ma się znaleźć też "libertariański" Sławomir Mentzen, który przytulić się może tylko do pisowskich socjalistów, lecz przezornie unika roli przystawki. Jego pieprzenie o wolnym rynku obchodzić może tylko wąską grupę wyznawców rozwoju osobistego i kreatywnej księgowości. No ale jak ktoś poradzi sobie bez emerytury w ZUSie to niech głosuje za niższymi podatkami. Jasnym punktem tego programu jest kwestia legalizacji i opodatkowania marihuany.

Reszta to już plankton ze śladowym poparciem. Hołownia i Biejat będą tracić w miarę konsolidacji spolaryzowanego elektoratu wokół politycznych biegunów. Braun nadaje się jedynie do puszczania bąków i innych satyrycznych aktywności. Jakubiak proponuje nam bykowe, żeby skłonić wreszcie młodzież do przedłużenia gatunku polskiego. Zandberg odleciał i wyskoczył z Krajowym Programem Kosmicznym.

środa, 29 stycznia 2025

PRZERWA NA MIŁOŚĆ


Bolą mnie ręce i nogi. Strzyka mnie w krzyżu. Bywam niewyspany i zestresowany, a w każdym bądź razie zmęczony. Nie mam już na nic czasu na ani ochoty. Czuję się człowiekiem bez znaczenia, pozbawionym marzeń, skazanym na życiowe okoliczności. Jeśli byt określa świadomość, to cóż może wiedzieć ten, który chce się tylko utrzymać na powierzchni? Może znać jedynie zakres swoich najświętszych obowiązków.

Ale pocieszające jest to, że kiedyś ludzie mieli jeszcze gorzej. Teraz mają przynajmniej pracę - w czasach terapii szokowej zwanej chwalebną transformacją zarobkowanie poza szarą strefą było przywilejem. Lecz w człowieku zawsze tli się jakaś... ambicja. Dostaniesz chwilę dla siebie i już wracasz do swoich pierwotnych urojeń o wielkości. Jako dziecko byłem jej przecież pewien.

W szkole uczyli mnie różnych abstrakcyjnych rzeczy i mówili jakie to ważne. Potem okazało się, że w życiu są ważne tylko pieniądze i stanowisko. A jak coś chcesz wiedzieć, to możesz się dowiedzieć, ale po cholerę zaśmiecać mózg nieprzydatnymi informacjami? Zostaw to dla zawodowych mędrców, a sam weź się do roboty. Filozofować to każdy by chciał, robić to nie ma komu.

Inni z przyjemnością pokażą ci jaki jesteś głupi. W życiu niezastąpiony jest "chłopski rozum". No i dobrze jest czasami mieć jakiś papier. Ale nie wnikaj w książkowe niuanse bo zginiesz. Mózg to tak naprawdę instrument do prowadzenia życia społecznego. Tworzenie społeczności wymaga współpracy i samokontroli czyli dużego mózgu. Tak to wygląda u słoni, delfinów, małp i ludzi.


Więc skoncentruj się na tym, żeby w tych niefortunnych okolicznościach przyrody jak najwięcej dla siebie wyszarpać, nie prowokując przy tym zbyt wielkiej awantury. Dostaniesz w końcu urlop i pojedziesz na upragnione wczasy - stać cię będzie nawet na te paragony grozy. Chlapniesz sobie piwko, podrapiesz się po jajach i powiesz coś głębokiego o sensie życia albo powtórzysz jakiś kiepski dowcip.

Przed samym sobą i tak nie ma ucieczki. Są tylko chwile kiedy wydaje ci się, że możesz być kimś innym. Na ogół wtedy kiedy dobrze się bawisz i nie myślisz o pracy, przeszłości, ani przyszłości. Najlepiej w życiu czułem się obściskując po upojnych nocach pewną wesołą blondyneczkę, która już zniknęła z mojego horyzontu zdarzeń. Sączyliśmy whisky, obżeraliśmy się niezdrowym żarciem, oglądaliśmy głupie komedie i całymi dniami zalegaliśmy w łóżku.

Żadne dewolaje, Paryże i Szanghaje, nie mogą równać się z tym uczuciem kiedy z gardła płynie niepowstrzymany śmiech, a z uchylonego okna świeże powietrze. W życiu dobrze jest mieć swoje historie - nie po to, żeby je opowiadać, ale żeby móc co wspominać. W końcu i tak zapłacić musisz zawsze jakiś rachunek - ktoś z powieści Kafki przychodzi i wyciąga cię z bajkowej pościeli, a potem prowadzi przez ciemne korytarze w niewiadomym celu.

I zostajesz osądzony przez historię - kolejny anonimowy człowiek, co za słabo się starał. Co zrobiłeś dla społeczeństwa? Dla narodu? Dla ludzkości? Mogłeś przynajmniej lepiej pracować, dać więcej energii, zajść wyżej... Pozostaną po tobie tylko sny rozwiane przez wiatr - niosąca się niesłyszalnym echem jedyna wiedza jakiej doświadczyłeś i jaką wyartykułowałeś... Całe życie zawiera się w tym jednym słowie: miłość. Ale nie pytaj mnie co to znaczy i kiedy jest prawdziwa.

poniedziałek, 27 stycznia 2025

NIGDY WIĘCEJ?


Wczoraj obchodziliśmy 80. rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz. Zabrzmiały głosy ocalałych, a do tego świadectwa ciężko już coś dodać. Ale spróbuję. Nie dlatego, że jestem szczególnie mądry, doświadczony czy moralny. Po prostu jest to dla mnie studium ludzkiego szaleństwa.

Gdy ktoś zachowuje się niestandardowo łatwo mu przypiąć etykietkę wariata. Gdy obłęd staje się w społeczeństwie standardem jest już logiczną konsekwencją procesu dziejowego. Twój umysł jest skłonny przesiąknąć tym co się leje ze wszystkich stron, bo jesteś istotą społeczną.

A społeczeństwa ze swej natury muszą wierzyć w różne mity, bo to spaja wspólnoty. Tak zwana tożsamość to na ogół stek legend, przeinaczeń i nadinterpretacji, dosyć luźno powiązanych z faktami historycznymi. Nawet dzikie plemiona jednoczą się wokół totemów.

Hitler - i jego ideolodzy - stworzyli Niemcom zupełnie nowy etos, bajdurząc o wędrówkach Aryjczyków, Wikingach, Tybecie, Starożytnym Rzymie i nie wiadomo czym jeszcze. Pogański mistycyzm mieszali z "nowoczesną" nauką, socjalizm z konserwatyzmem i antybolszewizmem... Napisali historię od nowa.

"Prawdziwy Niemiec" był odtąd dziwadłem wiernym zmyślonej naprędce tradycji. A ta zawsze jest naciągana i zakłamywana przez bieżącą narrację, choć może nie aż tak karykaturalnie. W Rosji wielkim mitem jest dziś "wyzwolenie Europy od faszyzmu". Stalin nie miał zamiaru nikogo wyzwalać, ale pomógł aliantom, bo nie miał innego wyjścia.


Przy okazji przekształcił połowę Europy w swoje dominium. Putin do dzisiaj "walczy z nazizmem", tyle że nie na swoim terytorium. Nazwy takie jak Grupa Wagnera czy Korpus Afrykański wprost nawiązują do terminologii Trzeciej Rzeszy. Filozof Dugin, nazywany "mózgiem Putina", teoretyzuje zupełnie od rzeczy - naczytał się tego i tamtego, pomieszał wszystko i już masz "intelektualną" papkę dla nacjonalistów.

Nie ma co się wczuwać w legendy o sławnej przeszłości, bo potem można sobie uroić, że jest się lepszym od Murzyna, Cygana, Ukraińca, Żyda czy Palestyńczyka. Dwa dni przed oświęcimską rocznicą odbył się zjazd Alternatywy dla Niemiec. Elon Musk przez łącze wideo zasugerował  dumnym Germanom, że nie należy już babrać się w przeszłości.

No ale kraje w których mieszają się rasy nie są już narodami. Tak stwierdził swego czasu błyskotliwy Victor Orban z ugrofińskich czy turańskich Hunów. Czyli w zasadzie Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy to już narody zdychające. Popatrzcie tylko na ich reprezentacje piłkarskie... Białasy nie umieją już nawet grać we własne gry.

Kolor skóry wynika z ewolucyjnych adaptacji do lokalnych warunków. W rzeczywistości nawet geny sąsiadujących ze sobą stad szympansów różnią się od siebie bardziej niż geny ludzi z różnych kontynentów, ponieważ wszyscy pochodzimy od bardzo małej populacji kilku, a może nawet tylko dwóch tysięcy, osobników.
 
Analizy genetyczne wskazują, że liczebność homo sapiens została w pewnym momencie radykalnie zredukowana, a gatunek ledwie przetrwał tę katastrofę (najprawdopodobniej gigantyczną erupcję wulkanu).  To daje efekt "wąskiego gardła" - aby przetrwać mieszaliśmy się z kim popadnie, choć z czasem odseparowaliśmy się od siebie geograficznie.

Separacja geograficzna czy polityczna sprzyjała wykształceniu się różnych języków, zwyczajów, religii i tak dalej. Nowoczesny nacjonalizm to jednak europejski wynalazek. Wyhodowanie patriotów wymagało "uświadomienia" ciemnemu ludowi jego "dziedzictwa" choćby przez proces powszechnej edukacji czy kreowanie języka literackiego.

W ten sposób można było pozyskiwać mięso armatnie i wiernych obywateli. Lecz budził się też egoizm narodowy. W realiach państwa mniej lub bardziej narodowego liczy się przecież wspólny interes gospodarczy i tak dalej. Rządy mają nieznośną skłonność do protekcjonizmu, interwencjonizmu i ochrony własnego rynku, nawet w ramach struktur integracyjnych.


A "wolny handel" to zazwyczaj eufemizm, który pozwala silniejszym graczom dominować nad słabszymi. Gdy jednak zaczynamy odczuwać jego skutki we własnych portfelach szybko stajemy się obrońcami własnych rynków i interesów. Tak już niestety ukształtował się świat i nie zanosi się na humanistyczne braterstwo.

Coraz więcej ludzi żyje w nędzy, ponieważ ci którzy w niej żyją mnożą się najszybciej. Powoduje to presję migracyjną i lęk przed utratą naszego "raju". Nie chodzi o żadne tradycyjne wartości tylko o pieniądze. Potrzebujemy Murzynów, ale takich którzy będą "robić swoje". A najlepiej rodaków klasy B, bo z nimi jest najmniej problemów, tylko że wymierają.

Czasem jednak kusi, żeby obarczyć kogoś winą. Żeby go zidentyfikować i oznaczyć. Oddzielić od zdrowej tkanki narodu i stłoczyć poza granicami naszego sumienia. A potem wymyśleć jakiś racjonalny sposób jak rozwiązać "problem". Zwierzęta stadne chronią własne terytoria. Nawet przed własnymi urojeniami.

piątek, 24 stycznia 2025

PEDAŁ GAZU

 
Na Słowacji ciemne siły zgniłego liberalizmu wyprowadziły ludzi na ulice. I nie ma w tym nic dziwnego - w Polsce też ciągle ktoś maszeruje. Obywatele lubią tą atmosferę wolnościowego pikniku, kiedy można zjednoczyć się w imię najmojszych racji. Tyle że tym razem zgromadzenia są naprawdę masowe, jeszcze większe od tych które swego czasu doprowadziły do rezygnacji Roberta Ficy ze stanowiska premiera.

Straszny smród spowodowany zamordowaniem młodego dziennikarza Jana Kuciaka (wraz z jego partnerką), po publikacji artykułów dotyczących powiązań obozu władzy z włoską mafią, zmusił sześć lat temu Ficę do schowania się i przeczekania tej moralizującej zawieruchy. Choć na ławy oskarżonych trafiło ponad 130 biznesmenów i urzędasów powiązanych z rządową administracją sam boss pozostawał nietykalny.

Widocznie aż strach go było sypnąć... Skurwiele tego pokroju umieją się zabezpieczyć. Sami wiecie jak często się kończą gigantyczne afery - rozchodzą się po kościach. Komuś się pogrozi, komuś sypnie groszem. Ktoś w strukturach wymiaru sprawiedliwości sam jest w układzie - i tym podobne. Ale chuj z tym, że staremu psychopacie nie spadł za to z głowy włos. On powrócił na białym koniu żeby uratować Słowaków przed eurodyktaturą, szczepionkami, czarnuchami i tak dalej.

Oczywiście sam zaczynał karierę w partii komunistycznej, ale było to przecież w czasach słusznie minionych. Wtedy komuchy nie pierdoliły o ekologii i tolerancji, tylko o braterskiej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Dzisiaj Fico mówi mniej więcej to samo, nie jest to więc żadna wolta, tylko logiczna konsekwencja obranej już za młodu drogi politycznej.

Dzięki zawirowaniem transformacji ustrojowej komunista przekształcił się w nacjonalistę i tak mu już zostało. Dzisiaj wiatr historii znów wieje w prawą stronę - tak mocno, że chorągiewka obraca się o 360 stopni. Pandemia covid-19, media społecznościowe i wojna w Ukrainie, obudziły egzystencjalne lęki ludu pracującego. Potrzeba silnego wodza który zrobi porządek ze wszystkimi wrogami, spiskami i strachami. I jeszcze załatwi tani gaz.


Niestety wielkiemu wodzowi zaczęło się ostatnio palić pod dupą, po tym jak złożył hołd lenny na Kremlu i obściskiwał się z tamtejszym włodarzem i zbrodniarzem. Putin wysłał go w nagrodę na wczasy do pięciogwiadkowego hotelu w Hanoi i nie wiadomo jakie jeszcze atrakcje mu tam ufundował. Bądź co bądź podstarzali Europejczycy często szukają w Azji dosyć zmysłowych wrażeń...  Ale być może Fico zwiedzał tam buddyjskie kaplice, albo delektował się smażonymi psami, kotami, ropuchami i innymi delikatesami wietnamskiej kuchni.

Tak czy siak różne żałosne mendy pozazdrościły mu tej egzotycznej wycieczki do luksusowych apartamentów i zaczęły wylewać kubły jadu. Że niby prekariat nie stać nawet na McDonalda, a ojciec narodu wozi się po świecie i jeszcze nie wiadomo za czyje pieniądze. A w ogóle to chcemy być w Europie a nie w Rosji, bo w Rosji  jest tylko bieda, dziadostwo i pijaństwo.

No i Fico zaczął starą śpiewkę o zamachu stanu, bezpieczeństwie narodowym, grupach finansowanych z zagranicy i tym podobnym kurestwie. Sami znamy już taką retorykę, więc wiemy że bywa skuteczna. Czeka nas nieuchronna i postępująca polaryzacja, a być może jakieś pałowanie czy gazowanie. Spodziewać się można różnych prowokacji. Wszystko wskazuje na to, że facet czuje się silniejszy niż ostatnio i zapowiada "otwarcie drzwi do sytuacji w której rozważymy skrajne rozwiązanie".

środa, 22 stycznia 2025

CHWAŁA ZWYCIĘSTWU

 
Najbogatsza świnia świata Elon Musk pomieszał ostatnio proszki i wyszedł na scenę podczas inauguracji prezydenta Światowego Chaosu Donalda Trumpa. Wyraźnie pobudzony tańczył i heilował, salutował czy zamawiał piwo - jak zwał tak zwał, w każdym bądź razie wykonał gest powszechnie uważany za faszystowski. Ale to przecież tylko takie jajca. Normalnie boki można zrywać.

Skrajnie prawicowe wypierdki systemu - takie jak liderzy neonazistowskiej bojówek nie tylko w Stanach Zjednoczonych - wyrazili w społecznościowych rynsztokach mroczne pomruki zadowolenia. Zapewne sam Anders Breivic, gdyby tylko okrutny liberalny reżim dał mu prawo wypisywania manifestów ideologicznych, piałby z zachwytu. No ale oni po prostu opatrznie zrozumieli ten gest.

Elon Musk chciał tylko wyrazić swoją wdzięczność narodowi amerykańskiemu za ten punkt zwrotny w dziejach ludzkiej cywilizacji. Przecież to samo się tu nasuwa - jeden wódz, jedna partia, jeden naród, a przede wszystkim jedna śmietanka - czcigodni goście Mark Zuckerberg, Jeff Bezos czy Sundar Puchai, nie mówiąc już o innych miliarderach których w gabinecie Trumpa ma się znaleźć kilkunastu.

A do tego cały kwiat światowego populizmu, lecz bez Andrzeja Dudy, który nie dostał zaproszenia, tak jak kiedyś krzesła. Wisienką na torcie tego alternatywnego zlotu miał być prezydent... komunistycznych Chin, ale przezornie wysłał tam tylko swojego człowieka. W końcu Trump grozi czerwonej hołocie z Państwa Środka wprowadzeniem ceł za zalewanie amerykańskiego rynku fentanylem - a to nie to samo co stara dobra ketamina.


Elon Musk bierze towar od psychiatry, bo jak sam przyznaje jego mózg znajduje się w stanie biochemicznej nierównowagi, co zresztą widać, słychać i czuć. Od czasów psychodelicznego "coming out'u" Steva Jobsa halucynogeny zyskują popularność w branży biznesowej i technologicznej zwiększając szybkość przetwarzania i kreatywność, aczkolwiek środki z grupy dysocjantów - w przeciwieństwie do LSD czy grzybów - na dłuższą metę mogą powodować uzależnienie i chaotyczne zachowanie.

Czy to jest przyczyną politycznego odlotu Muska? Czy też najzwyczajniej w świecie jest on popierdolony? Ciężko orzec bez wglądu w jego dokumentację medyczną. Podobno cierpi na zespół Aspergera, ale to jeszcze nie powód żeby go dyskryminować i zabronić mu kierowania Departamentem Wydajności Państwa. Gorzej że facet wierzy, że żyjemy w symulacji komputerowej stworzonej przez inną zaawansowaną technologicznie cywilizację.

Brzmi to dziwnie, choć niby opiera się na jakichś ekstrawaganckich teoriach z zakresu fizyki. Są to jednak poglądy raczej heretyckie, znajdujące jednak entuzjastów wśród twórców sensacyjnych programów "popularnonaukowych" czyli zwykłej papki dla imbecyli. Ale kto bogatemu zabroni podniecać się filozoficznym bełkotem rodem z amerykańskiego kina? Coś w tym musi być, bo rzeczywistość wirtualna już zasłania nam realną panoramę.

niedziela, 19 stycznia 2025

CIEMNA ENERGIA

 
Timothy Snyder, kultowy amerykański historyk zajmujący się losami Europy Środkowo-Wschodniej, w tym nieszczęsnego miejsca zwanego Polską, za największe zagrożenie dla współczesnego świata uznaje multimiliardera z przerośniętymi ambicjami Elona Muska. Jego zdaniem ten krezus dąży do wprowadzenia globalnej faszystowskiej oligarchii, ramię w ramię ze zbrodniarzem wojennym Władimirem Putinem.

Oligarchowie mają ze sobą więcej wspólnego niż z obywatelami własnych krajów, gdyż chodzi im przede wszystkim o zabezpieczenie własnych interesów. Putin przekształcił niedoszłą rosyjską "demokrację" w oligarchię i stał się prawdopodobnie najbogatszym człowiekiem na świecie. Rosyjska oligarchia działa na szkodę własnych obywateli, dlatego musi im zapewniać "imperialną kokainę" czyli regularne wojny łechczące dumę narodową.

Bo najskuteczniejszym sposobem na rozbicie demokracji jest nacjonalizm, narzucający narrację walki z wewnętrznymi i zewnętrznymi wrogami. Z tej samej logiki wydaje się czerpać zmodyfikowana Partia Republikańska jak i europejscy populiści. Dlatego podobnie jak kremlowska świnia Elon Musk stał się głównym sponsorem nowej fali oszołomów dla niepoznaki upominających się o wartości narodowe i dobro ludu.


Podzielona Europa nie ma szans wobec wyzwań związanych z ciemnymi interesami międzynarodowej oligarchii. Trzeba więc ją rozbić i przejąć kontrolę nad rynkiem w imię "wolności". Otumanieni za pieniądze multimiliarderów wyborcy wierzą jednak, że popierając skrajne ugrupowania walczą nie tylko z biurokratycznym systemem, ale też wielkim kapitałem. Nic bardziej mylnego.

Marzenia o opiekuńczym państwie socjalnego dobrobytu nie są w tej sytuacji żadną "alternatywą". To po prostu nośne hasła na których zbudować można popularność. W rzeczywistości wpływ korporacji na rzeczywistość społeczną w alternatywnym systemie wzrośnie. Będzie to dokładne przeciwieństwo "suwerenności" i tych wszystkich wzniosłych haseł które kupuje ciemny lud. Kapitalistyczne imperium oplecie liberalną demokrację sitwą swoich agentów o lokalnych kolorycie.

W różnych wariantach tej niespójnej ideologii można dodać do tego też szczyptę amerykańskiego indywidualizmu, a nawet anarchokapitalistycznego libertarianizmu. Bo ostatecznie co na ze sobą wspólnego Javier Milei i Victor Orban? Eliminacja demonizowanego systemu konieczna jest im do przejęcia pełnej kontroli nad gospodarką. Zawłaszczenie państwa ubrać można w różne słowa, lecz w zasadzie chodzi o jego sprywatyzowanie i zmonopolizowanie przekazu.

Ludowi jak zwykle rzuci się jakiś ochłap, aby samemu pławić się w luksusie. Proste lecz już od starożytności skuteczne. Już antyczni greccy oligarchowie dzięki banalnej magii pieniądza kupowali przychylność ludu, choć najzwyczajniej w świecie go oszukiwali. Pieniądz rządzi światem. Daje ogromną przewagę, przejawiającą się w tych czasach choćby promowaniem określonego przekazu medialnego.

 "Socjalistyczny" Hitler nie doszedł by do władzy bez wsparcia prywatnych koncernów. W kuriozalnym prawodawstwie amerykańskim przejawem "wolności słowa" jest przekazywanie dowolnemu kandydatowi dowolnej ilości pieniędzy bez żadnych ograniczeń, co oczywiście faworyzuje kandydatów siedzących w kieszeni obrzydliwie bogatych dupków.


O poglądach internetowej hołoty decydują więc miliardy spekulantów i ustalane przez nich algorytmy. Pechowo amerykańskie media społecznościowe opętały mózgi wtórnych analfabetów całego cywilizowanego świata. Kultura obrazkowa sprowadza złożone problemy do prymitywnych "memów". Dokładnie to samo proponował masom swego czasu Joseph Goebbels.

W przyrodzie układ złożonych zależności ekologicznych określa się mianem sieci troficznej. Majstrowanie przy niej jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ nie rozumiemy w pełni wszystkich kierujących nią mechanizmów. Ingerencja w stabilny ekosystem często kończy się kaskadową zagładą wchodzących w jej skład gatunków. Najprościej jednak zrozumieć jak działa na przykładzie pojedynczego łańcucha pokarmowego.

Organizmy samożywne przekształcają energię słoneczną w związki organiczne, na czym żeruje cała reszta łańcucha. Przepływ energii następuje więc w górę systemu do tak zwanych drapieżników szczytowych. Na każdym poziomie część tej energii jest marnowana na wytworzenie niejadalnego budulca czy aktywność życiową organizmów. Wielkość poszczególnej warstwy ujmuje się w kategoriach biomasy, gdyż to łączna masa organizmów w przybliżeniu określa ilość zgromadzonej w niej energii. I tym właśnie jesteśmy.