Łączna liczba wyświetleń

piątek, 8 maja 2026

ŚWIADEK HISTORII

 
Mamy tendencję żeby oceniać wszystko przez pryzmat swojego obecnego stanu emocjonalnego. To znaczy kiedy jestem na kogoś zły przypominam sobie wszystkie złe rzeczy jakie mnie z tej strony spotkały. Kiedy zaś jestem w euforii przypominam sobie raczej rzeczy dobre.

Pamięć - nawet zachowując jakiś wachlarz wspomnień - ograniczana jest filtrem naszych emocji, który przepuszcza to co pasuje do obecnej opowieści. Bo wszystko układać się musi zawsze w spójną całość. Po uruchomieniu jakiejś emocji "ja" przywołuje fakty do niej pasujące aby zracjonalizować swój stan.

Niekiedy bywa to zabawne bo możemy kogoś kochać i nienawidzić naprzemiennie, a wtedy nasza opowieść zmienia się błyskawicznie. Ktoś był cudownym człowiekiem, ale nagle okazał się skurwysynem, a w zasadzie był nim od zawsze. Potrzebujemy w życiu "logiki", choć często jest ona tylko arbitralnym zbiorem faktów.

Emocje są tak intensywne że muszą mieć jakieś uzasadnienie - a nawet jak nie mają to się je naprędce wymyśli. Wzorce myśli wykrzywiają się w zależności od pryzmatu przez który oglądamy rzeczywistość. Nasze nastawienie może być pozytywne lub negatywne a to prowokuje dalsze scenariusze rozwoju wypadków.

Najpierw coś czujemy a potem interpretujemy sytuację. Emocje wywołują myśli które z kolei wzmacniają emocje i tak dalej... A wtedy wpadamy już w błędne koło własnych oczekiwań. Wzorce myślenia powodują skrzywienia poznawcze - dążąc do opanowania wewnętrznego chaosu stajemy się niewolnikami własnych obsesji, urojeń i rytuałów.


Dlatego nieodmiennie stukam w klawiaturę i usiłuję dotrzeć gdzieś poza otaczającą mnie zewsząd konieczność. Jakbym wierzył, że gdzieś istnieje WSZECHZROZUMIENIE które wyłowi z tych znaków przebłyski prawdy - może będzie to Bóg, może sztuczna inteligencja. W każdym bądź razie trzeba poukładać cały ten bajzel w głowie.

Obiektywnie raczej będzie odwrotnie - każdy dostrzeże co tylko chce, a raczej to co z powodu swoich ograniczeń dostrzec musi. Kiedyś nadejdzie ta chwila gdy przyjdzie nam umierać i cały sens życia wyrazi się w ostatecznych emocjach które wygeneruje nasza konająca tożsamość. Mam nadzieję że przypomnę sobie wtedy miłość, a nie zło.

Byłem bezbronnym dzieckiem, rozwydrzonym gówniarzem, onanistą, czułym kochankiem, ostrym jebaką, niedocenionym artystą, wiejskim przygłupem, wielkim filozofem, błaznem, dobrym wujkiem, wołem roboczym, nałogowym hedonistą, nudnym indywiduum które czasami miewało naprawdę dobre dni. Podobno w życiu piękne są tylko chwile.

Tak czy siak jestem składnikiem bezimiennej biomasy, która przygląda się nagle przyśpieszającej historii i zastanawia czy świat oszalał. Ale czy kiedykolwiek był normalny? Zawsze mieliśmy coś budować - wolny rynek, demokrację, Europę albo Wielką Polskę. Czyli stan obecny nigdy nie był zadowalający.


W życiu też dążyliśmy do wyimaginowanych celów. Bezsensowna edukacja, głód doświadczeń, iluzja dobrobytu i ta nieznośna konieczność przytakiwania różnym dupkom. Puste słowa wypełniają szczeliny absurdu jak kit. Gównomowa uzasadnia wszystko nawet kiedy przestajemy w nią wierzyć, bo ciągle żyjemy tak jakby to była prawda.

Kiedy zerwiemy z wiarą w cokolwiek uwolnimy diabła, dlatego nie wolno być nihilistą.  Pamiętam więc to co chcę pamiętać, żeby zbytnio nie kwestionować wartości swego życia, nawet jeśli dla niepoznaki bywam autoironiczny. Człowiek to zwykłe bydlę skazane na powtarzanie swoich frazesów. Gdzieś tam są ONI, którzy są temu wszystkiemu winni.

My tylko wykonujemy swoją pracę, podporządkowujemy się normom, płacimy podatki, a nawet wychowujemy dzieci, choć na ten temat nie powinienem się wymądrzać. Jesteśmy pożyteczni, a inni spijają śmietankę, choć w głębi duszy każdy z nas pewnie chciałby być takim pasożytem. Być blondynem, mieć nałogi, chłodne piwko w cieniu pić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz