Rosję zdobywano trzykrotnie. Pierwszy raz uczynili to oczywiście Polacy i to na tyle skutecznie, że nawet tymczasowo rosyjska szlachta uznała polskiego królewicza za cara. Po dwóch latach zostaliśmy jednak wypędzeni z Kremla co do dzisiaj upamiętnia tam Dzień Jedności Narodowej.
Ciężko jednak w tym wypadku mówić o opanowaniu kraju - po prostu system był na tyle scentralizowany, że wystarczyło zdobyć Moskwę żeby nominalnie kontrolować imperium. Militarnym atutem Rosji odwiecznie było ogromne terytorium nadające jej tak zwaną głębię strategiczną.
Okupant musi wtedy zdobywać kraj "po kawałku" co tworzy funkcjonalną przestrzeń umożliwiającą wycofywanie wojska i jego przegrupowanie, oraz daje dodatkowy czas na przeprowadzenie mobilizacji. Rozmiar Rosji był głównym powodem klęski Napoleona. Rosjanie unikali walnej bitwy wycofując się i rozciągając linie zaopatrzenia.
Zastosowali przy tym tak zwaną taktykę spalonej ziemi czyli niszczyli po drodze zasoby żywności którymi żywić mogły się francuskie wojska. Nim Napoleon dotarł do Moskwy zebrano siły zdolne do prowadzenia długiej i wyniszczającej wojny.
Dumny Korsykanin miał nadzieję że stolica będzie mu bazą zaopatrzeniową, tyle że puszczono ją z dymem. Brak zaopatrzenia, a przede wszystkim pożywienia zmusił Żabojadów do odwrotu. Odwrót ten wyniszczył zaś niedoszłych panów Europy srożej niż sama wojna.
Skutki głodu spotęgował siarczysty mróz, choroby takie jak tyfus oraz nękanie przez armię rosyjską i partyzantów. Ewakuować się z Rosji zdołała tylko garstka niedobitków. Lekcji tej nie odrobił niemiecki "geniusz wojny" Adolf Hitler. On również liczył na błyskawiczne rozbicie Armii Czerwonej.
Ta jednak wycofywała się w głąb zostawiając spaloną ziemię, a przede wszystkim dokonując bezprecedensowej ewakuacji przemysłu. Na Ural i Syberię przeniesiono tysiące zakładów, co pozwoliło nadal produkować czołgi i samoloty potrzebne do kontrataku.
To właśnie te azjatyckie "kolonie" Rosji czynią z niej takiego niedźwiedzia... Przy okazji zapewniają surowce bez których niedźwiedź ten dawno by zdechł - albo wziąłby się w końcu do uczciwej roboty. Model "wielkiej stacji benzynowej" pomógł Putinowi olać rozwój innowacyjnej gospodarki i zająć się podbojem świata.
Na razie marnie mu to idzie, a w warunkach nowoczesnej asymetrycznej wojny ogromne terytorium przestaje być atutem, bo ciężko skutecznie je zabezpieczyć przed atakami dronów. Ukraina wreszcie dorobiła się własnej broni dalekiego zasięgu i może swobodnie hulać sobie po tym rozległym obszarze.
Najlepiej zabezpieczona jest oczywiście Moskwa bo siedzi tam pieprzona wierchuszka. Mimo tego obawiano się, że jakiś niechciany dron zakłóci rytualną paradę. Putin wybłagał więc u Trumpa małe "zawieszenie broni" i wygłośił przez urzędników histeryczne ostrzeżenia o apokaliptycznej zemście gdyby Zełenski nie pozwolił na ten faszystowski cyrk.
Odpuszczono jednak staremu śmieciowi bo nie miałoby to znaczenia militarnego a pochłonęłoby potrzebne do innych celów środki. Naród turańskich pseudosłowian mógł się więc onanizować nad swoją chwalebną przeszłością nie wspominając oczywiście o podpisaniu paktu z Hitlerem i głodzeniu Ukrainy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz