Łączna liczba wyświetleń

piątek, 11 października 2024

GŁOS AMERYKI

 
Od początku operacji w Strefie Gazy dziennikarze przypominali nam uparcie, że jest to "wojna sprawiedliwa". Jacek Tacik i Maciej Woroch z egzaltowanym podnieceniem opowiadali w Faktach o masakrze dokonanej przez Hamas i smutnym losie zakładników, nawet gdy liczba ofiar po stronie palestyńskiej rosła już geometrycznie. Ale dla medialnego mainstreamu liczyła się tylko "największa zbrodnia od czasów holocaustu", tak jakby cały konflikt zaczął się w ubiegłym roku.

Ale konflikt zaczął się już w ubiegłym stuleciu wraz z falą osadnictwa żydowskiego w Palestynie, o czym dziennikarze TVN-u zdają się zapominać. Europejczycy tak bardzo chcieli zadośćuczynić Żydom za krzywdy doznane podczas drugiej wojny światowej, że zezwolili im na stworzenie swojego państwa. A żadna kraina - nawet Madagaskar - nie nadawała się do realizacji tego wzniosłego celu bardziej niż historyczna Ziemia Obiecana.

Niczym przodkowie wyzwoleni z niewoli egipskiej Żydzi ponownie musieli zmierzyć się z problemem rdzennej ludności, którą należało niezbyt subtelnie wypłoszyć ze swoich domów, ponieważ Bóg pomyłkowo pozwolił jej zasiedlić przeznaczone dla swoich wybrańców tereny. Od początku deklarowano co prawda rozwiązanie dwupaństwowe, lecz syjonistyczne ugrupowania miały w dupie rezolucje ONZ. Po spaleniu kilkuset palestyńskich wsi i miasteczek miejscowa ludność postanowiła więc ewakuować się w popłochu.

Te tragiczne wydarzenia uznawane za pierwszą wojnę izraelsko-arabską zapisały się w palestyńskiej pamięci narodowej jako Nakba - czyli katastrofa. W barbarzyńskich masakrach zginęło wtedy 13 tysięcy ludzi, a 750 tysięcy Palestyńczyków stało się niechcianymi przez nikogo uchodźcami. To w obozach gdzie zmuszeni byli przetrwać marząc o powrocie do swoich domów narodziła się ich nowa tożsamość. Niestety na tym Nakba się nie zakończyła. Izrael sukcesywnie zbierał swoje historyczne ziemie.

W trakcie wojny sześciodniowej (1967 r.) Izrael zaanektował Strefę Gazy i Zachodni Brzeg Jordanu wraz ze Wschodnią Jerozolimą, zupełnie nie przejmując się tym, iż w jego granicach znalazł się nagle milion Arabów. Święte Miasto nareszcie wróciło pod opiekę Narodu Wybranego. Faceci w kapeluszach będą mogli odtąd odprawiać swoje rytualne cyrki pod ruinami Świątyni Jerozolimskiej nazywanymi Ścianą Płaczu. Te starożytne kamienie są tak święte, że są ważniejsze od ludzi.

Jednocześnie na tych ziemiach rozpoczęło się intensywne osadnictwo żydowskie. Przez dziesięciolecia okupacji nie zapewniono Palestyńczykom żadnych praw obywatelskich. Do dziś w nominalnie demokratycznym państwie jedna trzecia mieszkańców nie ma prawa głosować, a jedynie może przyglądać się wyborczej farsie organizowanej przez Żydów. Ciężko nie dostrzegać absurdu tej całej sytuacji, lecz Europa, a przede wszystkim Ameryka nie ma z tym problemu. Porównania z systemem apartheidu i segregacji rasowej nasuwają się tutaj same...


Wywalczona konieczną do tego przemocą (Pierwsza Intifada 1987-1993), choć również w toku negocjacji autonomia, nie jest rozwiązaniem problemu. W założeniu miał być to tymczasowy twór przekształcający się po dogadaniu wszystkich formalnych spraw w niepodległe państwo palestyńskie. Ale w gruncie rzeczy był to sposób na wyciszenie emocji i kupienie czasu. A sama autonomia miała charakter jedynie "wyspowy" - Izrael oddał część samorządów Palestyńczykom, ale zachował kontrolę nad 60% okupowanych terytoriów. Jednocześnie nadal budował tam swoje osiedla.

Z biegiem czasu Palestyńczycy czuli się coraz bardziej rozczarowani i rozgoryczeni. Po powstaniu nazywanym Drugą Intifadą (2000-2005) Izrael ostatecznie ewakuował osadników ze Strefy Gazy, nakładając na nią blokadę gospodarczą, a w konsekwencji doprowadzając do kryzysu humanitarnego, radykalizacji i dyktatury Hamasu. Na Zachodnim Brzegu Jordanu "kontrolowanym" (w ramach fasadowej autonomii) przez umiarkowany Fatah osadnictwo trwało jednak w najlepsze. Osiedla zajmują już 10% gruntów, a bezpardonowa ekspansja  nadal postępuje.

Sytuacja nie zmierzała więc w kierunku jakiegokolwiek rozwiązania. Izrael odmawia Palestyńczykom praw obywatelskich traktując ich formalnie jako "bezpaństwowców", choć sam zabrania im stworzenia własnego państwa. Nakłada przy tym różne drakońskie ograniczenia z powodów "bezpieczeństwa". Na mocy faszystowskiego ustawodawstwa system dystrybucji ziemi i zasobów dyskryminuje "gorszą" grupę rasową kosztem tej uprzywilejowanej. W obliczu zaawansowanej urbanizacji i żydowskiego osadnictwa rozwiązanie dwupaństwowe staje się coraz bardziej nierealne.

A trzeba zaznaczyć, że jest to jedyne możliwe rozwiązanie w sytuacji gdy dwie grupy etniczne nienawidzą się całym sercem. Dla jego realizacji konieczne byłyby przesiedlenia - tym razem izraelskich osadników - co u twardogłowej żydowskiej prawicy wywołałoby bogoojczyźnianą histerię, bo Zachodni Brzeg to przecież biblijna Judea i Samaria. Kwestia osiedli żydowskich pozostaje więc politycznym węzłem gordyjskim.

Strefa Gazy jest zaś odgrodzoną od Izraela murem dwumilionową enklawą u wybrzeży Morza Śródziemnego, żyjącą w zasadzie tylko dzięki pomocy międzynarodowej. Większość ludzi wegetuje tam w skrajnej nędzy, a trzy kilometry dalej zorganizowano wielki festiwal muzyki elektronicznej. Jak to zwykle na takich imprezach bywa złota izraelska młodzież oddawała się tam zapewne alkoholowym, narkotykowym i seksualnym uciechom. Była więc zupełnie zdezorientowana gdy nad ranem hamasowcy rozpętali orgię przemocy. Następnie bojownicy wtargnęli do okolicznych osiedli i miejscowości masakrując ludność i biorąc zakładników.

Atak nie mógł oczywiście pozostać bez odpowiedzi i tak rozpętało się istne pandemonium wojny. Konflikt rozlał się też na Liban. Rozwiązania trzeba było szukać wcześniej, lecz teraz jest już za późno. Zginęły dziesiątki tysięcy ludzi ale chuj z tym. Izrael rozpierdoli cały świat w imię ratowania garstki zakładników. W regionalnym układzie dojdzie do nieprzewidywalnych zmian, a Stany Zjednoczone stracą zainteresowanie Ukrainą. Zwłaszcza jeśli do władzy dojdzie Donald Trump, wzywający Izrael do bombardowania irańskich obiektów nuklearnych.


Wobec tego zupełnie nie rozumiem, czemu każdy materiał Faktów o wojnie w Strefie Gazy i Libanie zaczynać się musi wspominaniem siódmego października i łzawymi historyjkami o rodzinach czekających na uwolnienie zakładników, a dopiero potem lakonicznie informuje o setkach zabitych w kolejnych nalotach. Przepraszam za ten retoryczny cynizm - każde życie ludzkie jest bezcenne, ale dokonując bilansu przyznać trzeba, że odkąd tylko powstał Izrael, zawsze zadawał swoim przeciwnikom nieproporcjonalnie bolesne ciosy, co jednak wcale nie zatrzymało spirali przemocy.

Ciężko nie widzieć tej sprawy w szerszym kontekście, a holocaust czy uprawiany przez niektórych spiskologów obrzydliwy antysemityzm nie mają tu nic do rzeczy. Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej było pomysłem Niemców, a nie Palestyńczyków. Żydzi nie rządzą światem, choć mają rozległe wpływy zwłaszcza w ukochanych przez atlantystów Stanach Zjednoczonych. W Polsce nie ma dzisiaj żadnej żydokomuny, to jedynie bardzo toporny konstrukt myślowy zakiszonych we własnym sosie perorujących zjebów. Mamy natomiast różnych filosemitów przypadkowo pracujących dla amerykańskich stacji.

piątek, 4 października 2024

PAŃSTWO POLICYJNE

 
Odkąd władzę przejęła liberalna junta mamy w Polsce samych więźniów politycznych. Zaczęło się od Kamińskiego i Wąsika. Skazani prawomocnym wyrokiem sądu za fałszowanie dokumentów męczennicy zostali co prawda nieudolnie ułaskawieni, a nawet skryli się w pałacu prezydenckim, lecz wywleczono ich stamtąd siłą jak zwykłych chamów. A przecież politycy z reguły nie odpowiadają za nic.

Tym bardziej szokuje fakt pozbawienia praktykującego alkoholika wódki i przymusowe dokarmianie przez sondę, skoro od dzieciństwa miał problem z przegrodą nosową. Z uwagi na groteskowy charakter takich tortur musiały one być szczególnie poniżające. Ale dzięki medialnej oprawie sprawa nabrała odpowiedniego patosu i prawdziwi Polacy zrozumieli całą sadystyczną perfidię zabiegów medycznych, których nie powstydziłby się sam Josef Mengele. 

Aż strach pomyśleć do czego by doszło, gdyby prezydent nie zastosował innej procedury i tym samym nie wyzwolił udręczonych herosów z ciemnych jak dupa nazistowskich kazamatów. Niestety zapuszkowano też znanego egzorcystę i wizjonera księdza dobrodzieja Michała Olszewskiego, podejrzewanego o wyłudzenie 100 milionów złotych dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. Ponieważ był on osobą duchowną skojarzenia z zamordowanym przez komunistyczną bezpiekę Jerzym Popiełuszką nasuwają się same...


Ostatnio do grona ściganych przez reżim wolnościowców dołączył Sebastian Majtczak, domniemany sprawca makabrycznego wypadku w którym żywcem spłonęło małżeństwo wraz z pięcioletnim dzieckiem. A wszystko dlatego, że opowiada się za prawem do nieograniczonej prędkości i ekstrawaganckiego tuningu. Z powodu prześladowań Seba musi wegetować w ponurym Dubaju za ciężko zarobione pieniądze tatusia. Tylko cudem udało mu się uniknąć linczu po rozpętaniu przez zawistnych gołodupców medialnej histerii.

Co prawda do tej całej spiskowej narracji niezbyt pasuje ostatnie zatrzymanie byłego lidera ultralewicy Janusza Palikota, ale widocznie popadł w polityczną niełaskę. Potentat gorzelnictwa miał wyciągnąć od rzeszy pomniejszych "inwestorów" 70 milionów złotych pożyczek, których niestety nie spłacił puszczając całe towarzystwo z torbami. Dziwnym trafem cała akcja zbiegła się z delegalizacją tak zwanych alkotubek czyli kolorowych saszetek z likierami. Pomylisz taką saszetkę z musem owocowym, dasz to gówniarzowi do szkoły, a ten napierdoli się jak świnia i założy nauczycielowi śmietnik na głowę.

A mówiłem żeby zalegalizować marihuanę. Alkohol to samo zło. Ostatnio coś mi się mocno zaczyna wydawać, że ja też jestem prześladowany politycznie. Co prawda antyterroryści nie wyważyli jeszcze moich drzwi, lecz to przecież niemożliwe żeby taki brylant jak ja musiał zapierdalać jak ostatni matoł i wysłuchiwać tych wszystkich oracji zamiast samemu uświadamiać społeczeństwo. No bo w czym ja jestem niby gorszy od Kamińskich, Olszewskich czy Majtczaków? To bez wątpienia jakaś zmowa elit przeciwko wolności słowa.

wtorek, 1 października 2024

HISTORYCZNY UPADEK SZWAJCARII

 Swego czasu Liban nazywano Szwajcarią Bliskiego Wschodu. Ale to już odległe dzieje - dziś jest raczej państwem upadłym. Nic tak nie potrafi zepsuć koniunktury jak seria wojen. Głównym problem Libanu było sąsiedztwo Izraela i fala uchodźców palestyńskich generowana przez żydowską politykę. I mniejsza już o to kto miał historyczną rację, chociaż ciężko nie rozumieć gniewu wypędzonych z domu w imię starożytnych bredni.

Napływający do Libanu wygnańcy byli muzułmanami, a to zburzyło kruchą równowagę jaka panowała we wielokulturowym społeczeństwie. Niezadowoleni z takiego obrotu spraw chrześcijanie chwycili za broń i zapoczątkowali tym ciągnącą się po dziś dzień kaskadę wydarzeń, zmieniającą kwitnący kraj w podzielone między bojówki kondominium syryjsko-irańskie.

Gnieżdżąca się wówczas na południu Libanu Organizacja Wyzwolenia Palestyny nękała Izrael różnymi terrorystycznymi metodami, aż ten postanowił wmieszać się do awantury po stronie libańskich chrześcijan. Żydowski dowódca wojskowy Ariel Szaron wprowadził w błąd opinię publiczną, twierdząc jakoby usiłował jedynie zneutralizować zagrożenie, tworząc w przygranicznym pasie strefę zdemilitaryzowaną. Dzisiaj zresztą podaje się te same argumenty.

Ale Szaron miał tajny plan. Sprzymierzył się z liderem chrześcijańskich bojówek Baszirem Dżemajelem i kontynuował marsz na Bejrut, żeby osadzić swojego sojusznika w fotelu prezydenta. Stawką było zawarcie korzystnego traktatu pokojowego. Parlament przyklepał ten "wybór", ale jeszcze przed rozpoczęciem urzędowania niedoszły prezydent został odstrzelony przez chrześcijańskiego radykała. Chrześcijańscy falangiści nie podjęli walki ze zwolennikami syryjskiej dominacji.

Zadowolili się zmasakrowaniem cywilów w palestyńskich obozach dla uchodźców - Sabra i Szatila. Pod przyjaznym okiem izraelskiej armii życie stracić mogło nawet pięć tysięcy koczujących tam Palestyńczyków - głównie starców, kobiet i dzieci. Lecz Szaron miał to w dupie, choć podlegli mu oficerowie zawiadomili o sprawie korespondentów wojennych. Cenzura wojskowa nie dopuściła jednak do opublikowania tej wiadomości. 

Z dokumentów Falangi wynika, że to właśnie Szaron osobiście wydał pozwolenie na dokonanie czystki etnicznej. Zresztą już przed jego interwencją chrześcijańscy terroryści podkładali ładunki wybuchowe umieszczone w opakowaniach po proszku Ariel, żeby z dumą zaznaczyć kto za nimi stoi. Za takie i inne "zasługi" dla cywilizacji judeochrześcijańskiej dwie dekady później niesławny rzeźnik z Bejrutu został premierem Izraela. Trwałym skutkiem pierwszej wojny libańskiej była narodziny Partii Boga - Hezbollahu.

Wspierane przez Iran i Syrię paramilitarne ugrupowanie radykalnych szyitów stało się w Libanie państwem w państwie. I wielkim problemem dla Izraela z powodu swojej nieprzejednanej antysyjonistycznej postawy. Druga wojna libańska - kiedy to znowu próbowano "oczyścić" południe Libanu - okazała się jednak fiaskiem. Zastosowano broń kasetową, zginęły tysiące cywilów, milion ludzi porzuciło swoje domy, zniszczona została infrastruktura. Hezbollahu nie udało się zneutralizować.

W międzyczasie mały Liban przyjął półtora miliona uchodźców z Syrii, stając się jeszcze uboższy. W nędzę popadła ponad połowa obywateli. Cztery lata temu w stolicy doszło do apokaliptycznej eksplozji absurdalnie wielkiego składu saletry amonowej. Trzysta tysięcy Libańczyków straciło swoje domy, załamał się system dystrybucji energii elektrycznej i zarządzania odpadami - na ulicach zaległy góry śmieci.

Dzisiaj obserwujemy już trzecią powtórkę z ponurej rozrywki. Może nauczony czegoś na błędach Izrael tym razem usunie przeciwnika z korzeniami... Choć raczej błędem jest ta cała wojna - przyniesie tylko nowe ofiary, które pozbawieni dobytku i perspektyw wojownicy będą musieli pomścić. To tylko kolejna odsłona nakręcającej się spirali przemocy z geopolityką w tle. Bo przecież Rosja na pewno coś miesza w tym kotle, licząc na wielką rozpierduchę, która odciągnie od niej światową uwagę. 

piątek, 27 września 2024

TERROR OBYWATELSKI

 
Polski patriotyzm ciągle się zmienia, bo czas stawia przed nim coraz nowe wyzwania. Była już moda na glany i wygolone głowy. Na klubowe szaliki i koszulki od Pawła Szopy. Na powstańcze tatuaże i biały rap. Kiedyś bito punków, ale niestety praktycznie wyginęli. Potem palono radiowozy i atakowano księgarnie.

Nowym trendem wśród hardkorowych ulicznych patriotów jest organizowanie patroli obywatelskich. Państwo polskie nie daje sobie rady z zapewnieniem bezpieczeństwa "prawdziwym Polakom", dlatego muszą oni brać sprawy we własne ręce i pacyfikować potencjalnie niebezpiecznych przybyszów ze Wschodu.

A wiadomo przecież czym grozi wpuszczanie do kraju takiej zdziczałej hołoty. Obcy śmierdzą czosnkiem, kradną zegarki i gwałcą kozy, a kiedy się tu zagnieżdżą to już ich z Polski nie wykurzysz. Zobaczcie sami co się dzieje na zgniłym Zachodzie. Ludzie boją się wychodzić z domu po zakupy, kościoły pustoszeją, kultura podupada, a moralność leży i kwiczy. 

Najlepiej zabrać się za to od razu, zanim zaroi się tu od żółtych, czarnych, ciapatych i czerwonoskórych. Zacznijmy od skurwysynów z Ukrainy, Gruzji czy Azerbejdżanu. Nie potrzebujemy takich pracowników. Nie będziemy jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania, opierać swojej gospodarki na taniej sile roboczej z podupadłych krajów. Niech brudasy wiedzą, że nie są tu mile widziani.

Odważni polscy chłopcy nie lękają się takich zagrożeń. Niedawno zebrali się przed kościołem pod wezwaniem Matki Bożej Pocieszania w Żyrardowie i wyruszyli patrolować miasto. Zaniepokoiła ich obecność nieprzyjaznych rasowo elementów w hostelu robotniczym. Przypuścili więc skuteczny szturm na ów luksusowy przybytek. Nikogo nie zabili ani nie zgwałcili, tylko kulturalnie spuścili kilku przybłędom wpierdol i powyzywali od różnych.

Potem grzecznie wrócili do domów. Nie było więc potrzeby, żeby policja podejmowała jakąkolwiek interwencję. Wkurwiona jest tylko jakaś lewacko-kapitalistyczna świnia, bo straciła siedemdziesięciu roboli, którzy w następstwie owych niefortunnych zbiegów okoliczności opuścili nasz piękny, gościnny i chrześcijański kraj. Zdaniem przedsiębiorcy nie był to odosobniony przypadek. Wcześniej w innym regionie podobną nauczkę mieli dostać Kolumbijczycy.

No ale pewnie na to zasłużyli, bo jakieś trzy tygodnie temu grupa pięciu latynoskich cwaniaczków pobiła się z Polakami na plaży w Śremie. Jeden z naszych prawie się wykrwawił, po przyjęciu kilku ciosów tak zwanym tulipanem w szyję. Sprawcy obrażeń postawiono zarzut usiłowania zabójstwa, lecz honor wymagał ostrzejszej reakcji. Na zakrwawionych jeszcze piaskach politycy Konfederacji zwołali więc pospiesznie konferencję prasową, żeby pokazać tolerancyjnym głupkom czym kończy się otwieranie rynku pracy.

To zresztą nie pierwsza taka afera z potłuczonymi butelkami. W lipcu przerażeni "obywatele" skrzykiwali się w internecie, żeby bronić się przed zagrożeniem cygańskim, po tym jak w parku zaatakowano szkłem dwóch młodych ludzi, posługując się dodatkowo paralizatorem. Sama idea pojawiła się jakieś dwa lata temu, tuż po pojawieniu się wielkiej fali migrantów ukraińskich. Teraz zdaje się żyć już własnym życiem i grupy spragnionych emocji patriotów zwołują się co rusz w całym kraju. Zazwyczaj terroryzują przypadkowe osoby.

sobota, 21 września 2024

MURY TOŻSAMOŚCI

 
W matematyce tożsamość to równość dwóch wyrażeń, jaka zachodzi dla wszystkich wartości występujących w niej zmiennych. W logice to już bycie jednym i tym samym, a niczym innym. Wiąże się z tym pojęcie identyczności numerycznej, którą należy odróżnić od identyczności jakościowej. Dwie rzeczy mogą być do siebie bardzo podobne, ale każda ma swoją indywidulaną tożsamość.

Nawet jeśli dwie gadające małpy są podobne do siebie jak dwie krople wody, to każda z nich ma własną tożsamość. Ponieważ takich małp jest tyle, że mogą się powtarzać ich twarze, adresy, imiona i nazwiska, wymyślono numery PESEL. Każdy osobnik ma przypisany indywidulany numer i już nie pomylisz Jana Kowalskiego z innym, nawet bliźniaczo podobnym Janem Kowalskim - no chyba, że pomylisz numery. W niemieckich obozach zagłady numery po prostu tatuowano. Dzisiaj przyznaje nam się dokumenty, żeby żaden urzędnik, policjant czy komornik nie miał wątpliwości z kim ma do czynienia.

Musisz przecież płacić podatki, przestrzegać prawa i tak dalej. W zamian masz służbę zdrowia, edukację i infrastrukturę. A o twoją kulturę i rozwój społeczny dba szereg instytutów i organizacji w których za państwowe pieniądze bardzo mądrzy ludzie dniami i nocami myślą jak ci zrobić dobrze. Bo można przecież założyć, że każdy numer ma takie same potrzeby, tylko że nie zawsze je zna. Trzeba mu więc uświadamiać czego potrzebuje, żeby nie zgłupiał do reszty.

Jest też kościół katolicki który tak bardzo cię kocha, że dostarcza ścisłych instrukcji życia. Wystarczy trochę pośpiewać, trochę poklęczeć, dać na tacę i kochać bliźniego swego jak siebie samego. Kurwa jakie to proste. No ale jak nie chcesz po śmierci bawić się z aniołkami to możesz wypisać się z tej sekty. Ale z państwowego systemu rezygnować nawet nie próbuj. Jego reguły obowiązują nawet bezdomnych, wariatów i wszelkie bioodpady.  Każde indywiduum ma swoje prawa i obowiązki, a w razie czego można je ubezwłasnowolnić.


Mamy w tym wspólny interes, bo jak każdy z nas zacznie robić to co chce, to zapanuje anarchia i będziemy musieli emigrować tam gdzie jest jeszcze cywilizacja. Bo cywilizacja to pewność, że masz pełną michę, a nawet trochę rozrywki i do tego poczucie względnego bezpieczeństwa. Tam gdzie nie ma reguł zwykle dochodzi do różnych rzezi, bo zdołasz zagarnąć tylko tyle ile sam wyszarpiesz. W takiej sytuacji marzysz o ziemi obiecanej.

Byt pod względem treści podlega zmianom, więc tożsamość nie ma charakteru statycznego. Treść bytu wyznacza jego cechy. W odniesieniu do rzeczywistości społecznej świadomość wspólnych cech definiuje swoistą tożsamość grupową. Tak narodził się nacjonalizm, ale też wszystkie inne polityczne czy religijne subkultury. Ludzie przyswajają sobie różne przekonania w ramach mechanizmów obronnych. Musimy robić to co każe nam społeczeństwo więc uznajemy jego wartości za własne.

Zawsze szukamy jakiejś grupy odniesienia, bo w kupie siła. Nasze wnętrze absorbuje zewnętrzne konstrukty i zaczyna kierować się ich logiką. Ciężko taką logikę podważyć, bo zawsze musimy przyjmować jakieś arbitralne założenia. Cała nasza racjonalność polega na optymalizacji emocjonalnych preferencji, więc kłócić się o swoje racje możemy bez końca. Nawet bardzo to lubimy bo wyśmiewanie cudzych poglądów utwierdza nas w przekonaniu o słuszności własnych.

Ale gdzieś pod warstwą tych wszystkich wzniosłych słów tkwi mały egoista. który zwyczajnie nie chce przyznać innym racji, bo już określił swoje plemię. Jestem Polakiem, lewakiem, prawakiem, katolikiem czy heretykiem. Szalikowcem określonej drużyny albo zbuntowanym nastolatkiem w koszulce z trupią czaszką. Zarażamy się swoimi emocjami, a potem przekazujemy je dalej. Nasze pasje faworyzują określone informacje i tak przyswajamy określoną wizję świata.


Łatwo nami manipulować ponieważ "instynktownie" szukamy sensacji. Im większe kłamstwo tym ludzie łatwiej w nie uwierzą i tym gorliwiej będą je rozpowszechniać. Następnie wpadną w pętlę raz przyjętych przekonań - będą odrzucać wszystko co nie zgadza się z ich światopoglądem. Dialektyczna walka spowoduje radykalizację i polaryzację. Będziemy korzystać z innych źródeł wiedzy, szydzić z siebie wzajemnie, podkładać sobie świnie, a nawet walczyć na noże. A wszystko w imię świętych racji, bo moja racja jest mojsza niż twojsza.

I o co tyle hałasu? Po co te wszystkie spiski, przewroty i wojny? Chuj jeden z drugim wmawia nam jakąś ideologię, żeby samemu na tym korzystać, albo jest charyzmatycznym wariatem roznoszącym umysłowe choroby. W czasie drugiej wojny światowej miliony ludzi wyrzynały się nie wiadomo o co, zamiast spokojnie pracować i budować wspólny dobrobyt, bo jacyś popierdoleni politycy namieszali im w głowach. Człowiek to zwykłe bydlę, a masami można sterować z pięknej rezydencji.

Skończcie już więc te wszystkie głodne kawałki o prawdziwych korzeniach albo świetlanym rozwoju. Renesans tożsamości znów każe szukać nam różnic po to, żebyśmy rzucili się sobie do gardeł. Ale te wszystkie tyrady to tylko bełkot zagubionej ludzkości. Egzystencjalny nihilizm wydaje się nam jednak jeszcze trudniejszy do zniesienia. Wierzymy w dobro, piękno i prawdę, tyle że każdy inaczej.

sobota, 14 września 2024

HOROSKOP KLIMATYCZNY

 
Nadchodzi podobno jakaś wielka powódź. O ile znam się na Biblii to pewnie będzie kara za grzechy. A zazwyczaj grzeszy nieposłuszny lud. Naród polski przestał się słuchać swoich pasterzy, więc należy go ukarać. Co prawda potop nie zrobi już takiego wrażenia jak w czasach biblijnych, ale zawsze jakoś to mieniu prywatnemu i publicznemu zaszkodzi. Niech się więc dzieje wola Boga.

Dobry Bóg zsyła na nas co rusz kataklizmy, żeby nam przypomnieć jak marnym jesteśmy pyłem. Przede wszystkim zafundował nam efekt cieplarniany, który powoduje różne anomalie pogodowe. Przez to mamy susze, pożary, huragany i powodzie. Ponieważ takie jest przeznaczenie nie warto nic z tym robić - powie to wam każdy Trump, Kaczyński, Orban czy inny znawca ekologicznych teorii spiskowych. Emisja gazów cieplarnianych to jedyna możliwa ścieżka rozwoju.

Trzeba emitować gazy na potęgę bo gospodarka pędzi jak szalona. Jeśli ludzie nie będą wytwarzać, sprzedawać i kupować coraz więcej szmelcu to indeksy giełdowe zaczną spadać. A jak zaczną spadać to inwestorzy dostaną sraczki, przemysłowcy wyślą rzesze głupków na bruk, a konsumentów czekają podwyżki. Najważniejsze jednak żeby system dalej działał, więc banki otrzymają w razie czego pomoc rządową.


Kto zresztą wie, czy cała ta ekologia nie jest przykrywką dla jakichś ciemnych interesów. Największy światowy truciciel - chiński smok - to przecież wielki producent samochodów elektrycznych, turbin wiatrowych czy paneli fotowoltaicznych. A żeby stać się chińską ekspozyturą w Europie - jak niegdyś Albania - to się prawdziwym Polakom za bardzo nie pali. To właśnie nasz naród, a nie Chiny powinien stać na czele świata. Od Chińczyków możemy brać co najwyżej kredyty, maseczki i agregaty.

Ale samochody musimy mieć niemieckie. Na chuj nam te farmy wiatrowe, skoro mamy tyle polskiego węgla i władamy śląskim narodem. Szatan pod postacią Węża - najpewniej wygenerowany przez Sztuczną Inteligencję - sieje dezinformację i kobiety stają się feministkami, usuwają ciążę, wchodzą w związki partnerskie albo zapuszczają brody. Na Arce Noego skryją się najpewniej migranci - po parce z każdego możliwego plemienia, żeby zachować wszystkie kody genetyczne i kulturowe.

Gdyby pomieszać to wszystko razem to wyszedłby z tego statystyczny człowiek. Ale nie statystyczny Polak. Tych zresztą też nie za bardzo da się już wymieszać. Masa obywatelska przestała być jednolita. Naród jest zbyt pstrokaty. Musi przyjść nawałnica, pomóc nam zmyć barwy plemienne i odzyskać solidarność w obliczu wielkiego żywiołu. Moja i twoja nadzieja pozwoli uczynić dziś cuda. Bo w razie czego to i tak będziemy ludźmi.

piątek, 6 września 2024

DZIEJE CHAMSTWA

 
Kiedy Słowianie przybyli do Europy z nadwołżańskich stepów dzisiejszej Ukrainy, budzili początkowo grozę barbarzyńskich przybyszów. Lecz wkrótce nazwa Słowianin utraciła swój sens etniczny stając się synonimem niewolnika. Sclavus oznaczał po łacinie zarówno Słowianina jak i niewolnika, ponieważ słowiańskich jeńców wojennych było tylu, że w zasadzie wystarczało to do zaspokojenia rynku.

Słówko to przeniknęło do wielu języków Europy. Lecz ponownie straciło swoje etniczne znaczenie kiedy w epoce nowożytnej rozpoczął się masowy handel niewolnikami afrykańskimi. Kiedy musimy tyrać lubimy nazywać się białymi Murzynami, bo ich kolor skóry kojarzy nam się z niewolnictwem. Było jednak dokładnie odwrotnie - to owi nieszczęśni Murzyni stali się czarnymi Słowianami (black slaves).

A ponieważ handel żywym towarem to niezły biznes, bo to darmowa siła robocza i urodziwe nałożnice, często sami Słowianie wyłapywali swoich współbraci i sprzedawali hurtem. Do Pragi, gdzie organizowano swego czasu największe targi niewolników, przybywali więc greccy, żydowscy i arabscy kupcy. Aby nasi chłopcy byli grzeczni zazwyczaj ich kastrowano, stąd też słowo saqlab zaczęło w krajach arabskich oznaczać białego eunucha lub kastrata.

Tymczasem Żydzi uznali słowiański motłoch za potomstwo biblijnego Kanaana, przeklętego syna Chama. Na mocy przekleństwa rzuconego przez Noego, cały ten lud skazany jest na służenie potomkom Sema i Jafeta. I to wyjaśnia nasz dziejowy status NIEWOLNIKÓW EUROPY. W średniowieczu ten żydowski pogląd przejęli Niemcy, czym wyjaśniali potrzebę swojej dominacji. Sprawą pilną stało się więc odcięcie od słowiańskiej tradycji i przyjęcie zachodniego chrześcijaństwa co uczynić miał Mieszko I.

Polska szlachta odcinała się od autochtonicznych chłopów, wywodząc swoją genealogię od mitycznych Sarmatów, nie chcąc wpisywać się w niesławną legendę słowiańskiego bydła. Geneza określenia cham w stosunku do chłopa, to niestety konsekwencja przyjętej przez szlachtę żydowsko-niemieckiej koncepcji. Polscy chłopi, jako potomkowie biblijnego Chama, winni byli służyć szlachcie z woli Boga - to kara za jakieś starożytne grzechy. Ideologia zwana sarmatyzmem czyniła szlachtę odrębnym od pospolitego ludu narodem.


Słynna polska "złota wolność" przejawiała się tylko w samowoli szlachty. Bo lud bynajmniej należał do najbardziej zniewolonych w Europie. To właśnie legendarne uciemiężenie chłopów w Rzeczypospolitej było w europejskim dyskursie jednym z argumentów "moralnych" uzasadniających rozbiory. W glebie polskiej pańszczyzny tkwią też korzenie historycznych resentymentów ukraińskiego chłopstwa, które w polskości widziało zniewolenie i poniżenie, choć dzieliło los polskiej wsi.

Nagle jednak lud zaczął być bardzo potrzebny dla jakiejś wydumanej "sprawy narodowej". Żeby odzyskać władzę trzeba było skłonić hołotę do walki za friko. Trzeba było nauczyć lud jego własnej tradycji. Jego własnego literackiego języka. Starych mitów i baśni. Taki był zresztą ogólnoeuropejski trend. Nurkowano w najgłębsze otchłanie tożsamości, często posługując się jakże kreatywną wyobraźnią. Dzięki edukacji dowiedzieliśmy się co to znaczy być Polakami.

Mamy być dumni ze stoczonych wojen - zwycięstwa odzwierciedlają naszą chwałę, a porażki nasz heroizm. Mamy swoje ludowe stroje i melodie, swój hymn, swoją flagę... Wygraliśmy pierwszą i drugą wojnę światową, tyle że znaleźliśmy się w obozie "demokracji ludowej", a Zachodnie Niemcy zbudowały wtedy największą gospodarkę Europy. No i sami zgodziliśmy się na los zwykłych roboli - po transformacji ustrojowej w kraju szalało bezrobocie, a różnice stawek były kolosalne.

Odżyły leżące u podstaw polskości kompleksy - pracując u bogatych sąsiadów na plantacjach karczochów i szparagów wspominaliśmy obozy pracy przymusowej dokąd posyłano nas podczas drugiej wojny światowej. Poza tym wydawało się niesprawiedliwością, że potomkowie nazistowskich sadystów żyją jak pączki w maśle, a my musimy tyrać. Przecież te skurwysyny rozpierdoliły nam kraj i nie zwróciły za to ani grosza. No ale przyjęli nas do Unii Europejskiej i stali się naszym największym partnerem gospodarczym.


Dziś turystyka zarobkowa staje się coraz mniej popularna. Mamy zresztą na tym kierunku sporą konkurencję w wydaniu różnych Ukraińców, Rumunów czy innych Turków. Są oni nieco bardziej zdesperowani od Polaków, godzą się więc na gorsze warunki i są przez to bardziej konkurencyjni. A u nas rynek pracy jest dużo większy niż jeszcze kilkanaście lat temu. Sami chętnie zapraszamy do siebie obcokrajowców, aby wyręczyli nas w najbardziej paskudnych zajęciach. Ktoś to przecież musi robić dla dobra gospodarki.

Daniel Obajtek realizując inwestycję Orlenu ściągnął do Polski kilka tysięcy Koreańczyków, Hindusów, Pakistańczyków, Malezyjczyków, Filipińczyków i Turkmenów. Ulokował kolorowe towarzystwo w miasteczku kontenerowym w pewnym oddaleniu od pięknej polskiej cywilizacji. Na ośmiu metrach kwadratowych koczowały po trzy-cztery osoby. Wielu z nich nie miało zresztą żadnej umowy i pracowało za grosze tak absurdalne, że żaden Polaczek nie kiwnąłby za to palcem. No ale do tego właśnie służy kapitał. Płacisz i masz.