Uzależnienie to przewlekła choroba mózgu która zmienia jego strukturę - wiąże się z gwałtownymi skokami poziomu dopaminy po zażyciu substancji czy wykonaniu czynności przez co mózg wytwarza mniej dopaminy "własnej". Spada tak zwany poziom bazowy, a więc zdolność do czerpania z życia "zwykłych" przyjemności.
Nadmiar dopaminy osłabia połączenia z korą przedczołową, a kontrolę przejmuje impulsywny układ limbiczny. Jest to więc kwestia czysto biologiczna, choć lubimy doszukiwać się w tym słabej woli. Owszem - można tak powiedzieć, jeśli jako słabą wolę rozumiemy ten właśnie proces mózgowy. Mózgiem niestety rządzi chemia.
Mogłoby to być wygodne usprawiedliwienie dla osób uzależnionych aby nie podejmować walki ze swoimi skłonnościami - muszę pić, ćpać, grać, kupować, skrolować i tak dalej, bo mam chory mózg. Na pewnych poziomach rozumiemy własną destrukcję, lecz nieodparty przymus (kompulsja) nie pozwala nam zachować kontroli.
Po prostu czujemy, że bez kieliszka, kreski, papierosa czy telefonu zaraz dostaniemy szału. Najwspanialszą cechą ludzkiego mózgu jest jednak neuroplastyczność - przy zachowaniu abstynencji utracone połączenia w korze przedczołowej mogą się odbudować. Wymagać to może terapii czy nawet całkowitego odizolowania się od dotychczasowego środowiska.
Brak fizycznego dostępu do "źródła" patologicznej namiętności czy też odcięcie mózgu od sygnałów zazwyczaj go prowokujących ułatwia pokonanie biochemicznego głodu. Wtedy wracający do normy poziom dopaminy pozwala na przebudowę połączeń, co wiąże się z różnymi aktywnościami. Celowe zajęcia trenują funkcje wykonawcze.
Praca uczy mózg, że nagroda wymaga wysiłku i czasu, a zatem odraczania gratyfikacji, a nie natychmiastowego "kopa". Niestety zanim to nastąpi mamy problem ze znajdowanie sobie celowych zajęć, bo z powodu niskiego poziomu dopaminy wszystko wydaje nam się nudne. No i szukamy byle pretekstu, żeby tylko sobie "ulżyć".
Kora przedczołowa może stosować różne sztuczki byle natychmiast przełamać dopaminowy "impas". Próbuje więc racjonalizować nieracjonalną potrzebę destrukcyjnego odruchu. Tworzy iluzje i zaprzeczenia. Logicznie brzmiący powód czemu "musiałem" postąpić inaczej niż powinienem pozwala rozgrzeszyć ego z moralnych rozterek.
Zrzucamy odpowiedzialność na innych ludzi albo szeroko rozumianą sytuację i możemy dalej kontynuować destrukcję. Psychicznym obciążeniem jest tu właśnie obniżona odporność na stres i trudne emocje - nawet małe problemy wydawać się mogą dla niedostosowanego mózgu ogromnym zagrożeniem.
Mózg może też celowo (podświadomie) "szukać" problemów, żeby zrobić sobie "dobrze" i mieć wymówkę. To mechanizm głodu utajonego - deklarujemy, że chcemy zerwać z nałogiem ale jakaś część nas wcale tego nie chce i w tym w zasadzie cały problem. Toczymy wewnętrzną walkę, hamletyzujemy, a na koniec "automatycznie" odtwarzamy zgrany skrypt.
Uczucia balansują pomiędzy cierpieniem a ulgą, a życie zamienia się w ucieczkę od bólu. Znasz łatwy sposób jak sobie ulżyć i uciekasz się do chemicznego czy też behawioralnego "oszustwa". W mózgu utrwala się połączenie ulgi z jakimś syfem, a dopamina spada poniżej normy (efekt wahadła) co wywołuje jeszcze większe uzależnienie i wpadamy w błędne koło.
Konieczne jest "wyjście z pętli" czyli zmiana dynamiki pracy mózgu, ten jednak jest "maszynką do uczenia się", a jak już raz się czegoś nauczy to ciężko go potem oduczyć. Mózg biologicznie dąży do oszczędzania energii czyli opierania się na podświadomych schematach. Utrwalone "autostrady neuronalne" umożliwiają pracę na "autopilocie".
Wyłączenie automatycznego pilota wymaga budowania połączeń neuronalnych od zera, a to wiąże się z wyższymi kosztami energetycznymi. Kiedy musimy stary nawyk (czy też nałóg) zastąpić nowym, zapis tego starego gdzieś tam jednak pozostaje... W momentach zmęczenia czy stresu może uaktywnić się "mimowolnie". Mówi się więc, że uzależnienie pozostaje z nami na całe życie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz