Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 9 lipca 2026

KARMA WRACA

 
Można mieć w życiu wyjątkowe szczęście, ale też wyjątkowego pecha. Bo losowość podlega tak zwanemu prawu serii. Rzadkie zdarzenia losowe mogą występować kilka razy z rzędu i nie ma w tym żadnego bożego palca ani przekleństwa losu. Jak mawiał klasyk - zdarza się.

Wywołuje to jednak przemożne psychologiczne wrażenie. Ludzki mózg zaprogramowany do wyszukiwania wzorców przypisuje takiej serii wyimaginowane znaczenie. Nazywamy to złudzeniem grupowania. Natura tworzy większe lub mniejsze grupy podobnych zdarzeń.

My widzimy w tym zaś skutek jakiegoś rytuału. Kodujemy to iluzoryczne powiązanie przyczyn i skutków. Potem szukamy potwierdzenia że to działa, ale nie ma to nic wspólnego ze statystyką, a raczej z programowaniem uwagi. W czystym przypadku dostrzegamy magię lub prawidłowość.

Tyle że w życiu rzadko co jest klarowne. Choć przypadek rządzi naszym życiem seria nie musi być całkowicie przypadkowa. Jeden błąd może wynikać z drugiego. Swoje robi też psychologia - gdy już się zestresujemy popełniamy więcej błędów, a gdy nas zaszufladkują odbieramy stresujące informacje zwrotne.

I tak dalej. Zła passa nie musi świadczyć, że coś jest z nami nie tak. Dobra nie musi dowodzić naszej wyższości. Pewne karty otrzymujemy już na starcie, a ciąg dalszy jest tego konsekwencją. Zły start powoduje negatywne nastawienie, podejmowanie gorszych decyzji i zniechęcenie. W skrajnych przypadkach możemy nauczyć się bezradności.

Całkowity RESET rzadko jest możliwy. Postrzegamy życie jako ciąg zdarzeń, więc to co się zdarzyło lubi do nas powracać. Jak już coś wbijemy sobie do głowy to ciężko to wybić - opinie na temat siebie czy innych wpływają na interpretacje faktów - jeśli fakty są sprzeczne z opiniami tym gorzej dla nich.

A do tego wszyscy popełniamy pieprzony błąd atrybucji. O swoje porażki lubimy oskarżać innych albo okoliczności. Sukcesy dowodzą naszych niezaprzeczalnych przymiotów. Jeśli zaś chodzi o bliźnich to zazwyczaj nie staramy się ich usprawiedliwiać tylko obarczać odpowiedzialnością. Wynika to z asymetrii perspektywy.


W swoim wypadku widzimy cały kontekst, a w przypadku innego nieudacznika tylko efekt. No chyba że odnieśliśmy sukces, który oczywiście nam się należał - wtedy korzystamy z okazji żeby podbudować swoje ego i przypisujemy sobie wszystkie zasługi bagatelizując rolę innych, szczęśliwego trafu i sprzyjających nam warunków.

Mechanizm ten służy budowania własnej wartości, ale zniekształca perspektywę. W skrajnych przypadkach tworzymy na temat innych krzywdzące stereotypy, co przekłada się na społeczny dowód słuszności i tak zwaną reputację. Jeśli zaś znajdziemy kozła ofiarnego to możemy wyładować na nim swoją frustrację i dowartościować się.

Dołączamy do nagonki - kiedy cała grupa ludzi ulegnie błędowi poznawczemu przypisującemu komuś złe intencje efekt jednomyślności może wzmacniać niechęć, wstręt, oburzenie i tym podobne emocje. Ponieważ ocena grupy ma dla nas kluczowe znaczenie my również "dokładamy do pieca". Iluzja moralnej wyższości dehumanizuje ofiarę.

Wtedy usprawiedliwiony staje się radosny lincz czyli dręczenie. Znaną tendencją myślenia grupowego jest eskalująca radykalizacja - atak staje się normą grupową do której należy się przyłączyć, a nawet licytować się kto przypierdoli skurwysynowi bardziej. Ostatecznie prowadzi do izolacji, ośmieszania i deprecjonowania. Co za pech...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz