Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 12 lipca 2026

WIELKA WOJNA TRUMPA


 W obliczu amerykańskiej agresji, inwazji czy też uderzenia prewencyjnego, Iran doprowadził do tak zwanej eskalacji horyzontalnej czyli przeniósł konflikt na nowe obszary. Oprócz blokady Cieśniny Ormuz zastosował uderzenia dronowe i rakietowe na Półwyspie Arabskim, a także uruchomił sprzyjające mu organizacje paramilitarne na całym Bliskim Wschodzie.

Takie asymetryczne działania są znacznie bardziej efektywne niż sam tylko zaciekły opór. Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepszą obroną jest atak. Przejmujesz wtedy inicjatywę i zyskujesz psychologiczną przewagę, a przeciwnik jest zmuszony do rozproszenia swoich sił. Proces decyzyjny jest zaburzony, stres wywołuje błędy a planowanie staje się znacznie utrudnione.

Jednym słowem kiedy ktoś chce cię załatwić zrób totalne zamieszanie i staraj się pociągnąć wszystkich na dno wraz ze sobą - może to być skuteczne, choć nie wiadomo jeszcze jak się skończy Wielka Wojna Trumpa. Iran dąży do załamania gospodarczego regionu i wzrostu cen ropy na całym świecie, lecz rynki wykazują większą odporność niż początkowo sądzono.

Tyle że po wyczerpaniu rezerw strategicznych kolejne wstrząsy podażowe mogą być znacznie boleśniejsze... Może to być problemem w kontekście wojny w Ukrainie. Z jednej strony rosnące ceny węglowodorów mogłyby naoliwić machinę wojenną Putina. Z drugiej Rosja na skutek zniszczeń infrastruktury już ma problem z wydobyciem, przetwarzaniem i eksportem.


Dla nas to jeszcze pikuś - jeśli zapłacimy za benzynę kilka groszy więcej jakoś to przeżyjemy, napędzi to inflację i zjemy mniej kebabów. Nie będzie to jednak taki szok konsumpcyjny jak w krajach Zatoki Perskiej gdzie ceny żywności wzrosły o 40-120%. Ale szejkowie w Dubaju ani rezydujące tam międzynarodowe kurestwo raczej biedy nie klepie. Niestety nie każdy jest tam bogaty - obok luksusowych dzielnic funkcjonują ukryte przed oczami turystów obozy pracy.

Azjatyccy eksporterzy energii tacy jak Japonia, Korea Południowa czy Indie zmagają się z potężnym kryzysem energetycznym i przestojami w przemyśle. W 170 milionowym Bangladeszu który i tak należał do najbiedniejszych państw świata doszło do załamania przemysłu odzieżowego oraz wielkiego kryzysu w rolnictwie - zabrakło wytwarzanych z gazu nawozów sztucznych i oleju napędowego do pomp nawadniających pola ryżowe.

Jedynym ratunkiem była pożyczka z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Co gorsze w półupadłym Bangladeszu system ekonomiczny opiera się w zasadzie na przekazach pieniężnych które emigranci zarobkowi pracujący w krajach Zatoki Perskiej przesyłają swoim rodzinom. A tam doszło do masowych zwolnień niepotrzebnej już hołoty. Kto zaś zachował pracę musi się mierzyć z drastycznym wzrostem kosztów życia, co uszczupliło tak potrzebne transfery.


Podobne problemy dotknęły mieszkańców Nepalu i Sri Lanki, którzy również opierali swój byt na pieniądzach przysyłanych przez robotników harujących w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Katarze. W odgrywającym rolę kluczowego mediatora Pakistanie doszło do drastycznego spadku produkcji żywności i masowych kilkunastogodzinnych blackoutów, ponieważ energię elektryczną importowano z irańskiego Beludżystanu.

W Libanie gdzie działa proirański Hezbollah Izrael zniszczył infrastrukturę cywilną i wywołał falę emigracji wewnętrznej. W Jemenie zaangażowanie w konflikt Huti odcięło kraj od kroplówki humanitarnej, co jest tym boleśniejsze że większość żywności dociera tam drogą morską. Miliony Jemeńczyków znalazły się na skraju śmierci głodowej, wstrzymano wypłaty dla urzędników i lekarzy.

Również kraje Afryki Wschodniej takie jak Kenia czy Etiopia ucierpiały z powodu paraliżu logistycznego na Morzu Czerwonym. Drastyczny wzrost cen produktów naftowych z których wytwarzano nawozy doprowadził do ruiny setki tysięcy gospodarstw rolnych. Osobnym od tej wojny tematem jest amerykańska blokada Kuby, która doprowadziła tam do najcięższego kryzysu humanitarnego i gospodarczego od dekad...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz