Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 29 grudnia 2025

KRZYWY RYJ

 
W filmie Szumowskiej "Twarz" główny bohater - prowincjonalny chłopak marzący o lepszym życiu - traci tytułową facjatę w wypadku przy pracy na budowie. Twarz zostaje zrekonstruowana operacyjnie, dzięki jakiejś innowacyjnej metodzie transplantacji, co zresztą wzbudza chwilowe zainteresowanie mediów. Niestety potem nieszczęśnik zostaje zostawiony samemu sobie.

Państwo nie refunduje mu rehabilitacji ani leków. Ale pieniądze to najmniejszy problem. Bo twarz, choć zrekonstruowana wygląda dosyć paskudnie. W dodatku na skutek uszkodzenia aparatu gębowego nasz Jacek (bo tak się zowie ta szkarada) zaczyna mówić dosyć niewyraźnie, co utrudnia komunikację. Jednym słowem wygląda chujowo i ciężko go zrozumieć.

 No ale przecież dziewczyna czy przyjaciele muszą pamiętać jakim zajebistym jest kolesiem. A jednak staje się więźniem swojego potwornego wizerunku. Piękna nie jest w stanie już kochać bestii, bo co to za facet który wygląda jak mutant z horroru i bełkocze jak niedorozwinięty. Nawet rodzina zaczyna w nim widzieć jakiegoś uciążliwego inwalidę. Wspomaga go co prawda siostra, lecz niegdyś wesołe życie staje się koszmarem.

Nie otrzymuje renty ponieważ jest zdolny do pracy i tak dalej. Wsiowe dzieciaki nazywają go pieszczotliwie "Ryjem". Jednym słowem kaszana. Dochodzi do groteskowych scen - ksiądz odprawia egzorcyzmy uznając "potwora" za opętanego. Ostatecznie Jacek wsiada do autobusu i opuszcza rodzinną wieś, żeby odciąć się od wspomnień i... zacząć od nowa? W każdym bądź razie utrata twarzy staje się w klaustrofobicznej dziurze wyrokiem pogardy.


Utrzymany w konwencji czarnego humoru film można odczytywać jako szyderstwo z zaściankowej obłudy. Co bardziej zideologizowani krytycy widzą w nim "plucie Polakom w twarz", złośliwą karykaturę prowincji czy wręcz wyrzyganie własnych klasowych uprzedzeń. Dla mnie był to po prostu film o naturze ludzkiej, odrzucającej to co brzydkie i obciachowe. Co byś nie robił kiedy staniesz się "gorszy" będziesz traktowany stosownie do zepsutego wizerunku.

Bo "twarz" ważniejsza jest nawet od ciała. Gombrowicz nazywał to "gębą" - może w trochę innym znaczeniu, lecz czasem gęba sama się modyfikuje, a wtedy zmianie ulega też cały świat. Nie zadajesz się z kimś gorszym, żeby nie zepsuć sobie samemu wizerunku. I nie chodzi tu wnętrze, które zresztą staje się kalekie, kiedy widzi własną twarz w społecznym lustrze. Lecz może ta brzydota jest odbiciem nas samych...

Naszych kompleksów i lęku przed byciem innym, obcym, gorszym, wykluczonym... Bo dobrze jest wiedzieć, że ktoś jest gorszy. Nie tylko korzystnie jest się z nim się porównać, ale można też przypisać mu wszystkie paskudztwa świata. W zaklętym kręgu przysłowiowej "wiochy" nie ma ucieczki od wyznaczonej przez społeczną percepcję roli. Lecz czy można gdziekolwiek uciec od ostatecznie zdeformowanej gęby?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz