Minął rok kalendarzowy, co może być impulsem do czynienia różnych podsumowań. Niestety żyjemy w "ciekawych czasach" więc działo się dużo. Mieliśmy wybory prezydenckie które wygrał kontrowersyjny pisowski kandydat z niezbyt kryształową przeszłością. Wetuje co popadnie, flirtuje ze skrajną prawicą i kłóci się o stołki z Tuskiem. Nikt już nie nadąża za bigosem prawnym i konstytucyjnym.
Mieliśmy inwazję niewidzialnych kosmitów z Marsa na naszą zachodnią granicę, konieczne było nawet wysłanie tam bojówek Bąkiewicza. Niemcy nie zapłacili reparacji, Ukraińcy kradli socjal, a ciapaki niszczyli tradycję kulinarną. Ruscy przysłali parę gównianych dronów, wysadzili tory kolejowe i rozpowszechniali niestworzone historie. Wskutek tego naród zupełnie ześwirował.
W USA prezydenturę objął znowu Donald Trump. Przez jakiś czas aktywnie szalał tam hajlujący miliarder Elon Musk, lecz w końcu został zepchnięty na boczny tor. Marna to pociecha, ale władza polityczna wciąż góruje nad pieniądzem, nawet jeśli go potrzebuje. Pojawiły się pomysły by zaatakować Grenlandię i kanał Panamski, była awantura z Zełenskim i wizyta Putina na Alasce.
Świat stanął nawet na progu wojny handlowej. Niby dogadaliśmy się z Ameryką, lecz co jakiś czas podnoszona jest kwestia "europejskiego pasożytnictwa". Musimy więc godzić się na różne ustępstwa, a jeśli chodzi o wojnę w Ukrainie to de facto płaci za nią już tylko Europa, choć Trump ciągle sprzedaje nam broń. Robi to jednak raczej niechętnie i naciska na zawarcie "pokoju".
W Gazie oglądaliśmy ludobójstwo i głód, choć ostatecznie nieco się uspokoiło. Sytuacja humanitarna pozostaje tam tragiczna, brakuje wody, prądu i opieki medycznej. Zawieszenie broni jest co chwilę naruszane, niemniej wojna nie jest już tak "gorąca" jak była. Izrael rozprawił się też z Iranem, spektakularnymi ataki obnażając jego technologiczną bezsilność.
Niebezpiecznie napięta pozostaje sytuacja w Cieśninie Tajwańskiej gdzie Chiny regularnie dopuszczają się agresywnych prowokacji. Pentagon niezmiennie ostrzega o możliwości chińskiej inwazji na "zbuntowaną prowincję". Gdyby chodziło o jakąś inną wyspę pewnie latałoby nam to koło dupy, ale produkuje się tam mnóstwo tak potrzebnych półprzewodników. Straszy się więc proletariat i prekariat wybuchem III wojny światowej.
Dlatego właśnie Ukraina jest "problemem europejskim". Patrząc szerzej jest to jednak ta sama rozgrywka - Rosja jest tylko chińskim pionkiem wykrwawiającym się na złość Zachodowi. Pechowo największą jak dotąd potęgą militarną i gospodarczą zawiaduje facet interesujący się głównie sobą, pieniędzmi i groteskowym amerykańskim nacjonalizmem. Pieprzy co mu ślina na język przyniesie, ale media usiłują to wszystko "tłumaczyć" na racjonalny język.
Nie jest to nawet "realizm polityczny". Interesy interesami, lecz żyjemy w coraz bardziej pojebanym świecie, gdzie amerykańscy miliarderzy gwałcą setki nastolatek na prywatnych wyspach, a Stany Zjednoczone przerywają programy globalnej pomocy humanitarnej w imię "cięć budżetowych". Mieliśmy w tym roku bezprecedensową skalę wzrostu bogactwa. Sam Donald Trump z rodzinką wzbogacił się o 282 miliony dolarów!!!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz