Łączna liczba wyświetleń

sobota, 9 maja 2015

SZKOŁA ŻYCIA

Człowiek rodzi się głupi i umiera głupi. Mówią, że Bóg jest sprawiedliwy – zabiera młodość, ale daje mądrość. Nie jest to jednak prawda. Na świecie pełno jest starych głupców. Mądrość ma im rzekomo dawać doświadczenie – oczywiście tego im nie brak. Zbyt wielu ludzi jest nieszczęśliwych – oni nie powinni udzielać nikomu rad. „Ciężko doświadczeni” przez los często sami popełnili różne błędy, a teraz chcą układać innym życie. Nie twierdzę, że zawsze sami prowokujemy nieszczęście – na pewne rzeczy nikt nie ma wpływu. To czy urodzisz się w patologicznej rodzinie, czy będziesz molestowany, czy padniesz ofiarą mobbingu – to wszystko odciśnie na Tobie jakieś wstrętne piętno. Nie zawsze też możesz przewidzieć konsekwencje swoich działań, możesz co najwyżej posługiwać się pewnym prawdopodobieństwem. Ale nie sprawia to, że po serii porażek stajesz się mędrcem. To czego nie rozumiemy to fakt, iż nasze doświadczenia są w znacznej mierze indywidualne, a wbrew poradnikowej nowomowie nie ma na nic gotowych recept – życie wymyka się schematom choć uporczywie staramy się je ustrukturyzować.

Nawet gdybyśmy żyli drugi raz to i tak popełnilibyśmy błędy – tyle że inne. Człowiek „dojrzały” zwykle gasi młodzieńczy entuzjazm. Uważa go za przejaw naiwności, domaga się żeby gówniarz podchodził do życia „poważnie”, czyli realistycznie. A rzeczywistość z reguły rozczarowuje. Niespełniony mentor uświadamia więc już od najmłodszych lat smarkacza, że z jego marzeń wyjdzie wielkie gówno. – W Twoim wieku też chciałem być gwiazdą rocka – pokpiwa z szyderczym uśmieszkiem. – Co Ty możesz wiedzieć o życiu? – pyta przy każdej okazji, tonem dającym do zrozumienia że to pytanie retoryczne. W głębi duszy cieszy się kiedy szczeniak wpakuje się w jakieś bagno. Będzie mógł wtedy wykrzyknąć: - A nie mówiłem? i udowodnić jakim jest wielkim mędrcem. Te wszystkie nauki to prawdziwe przekleństwo. Nie próbuj niczego bo i tak Ci się nie uda. Zawczasu przygotuj się na prozaiczną egzystencję. 



Jest taka piosenka:
Chcesz być zdrowy – starań dołóż
Nie pij, nie jedz, nie cudzołóż
Nie pożądaj, nie podglądaj
Kochaj bliźnich i tak dalej
A najlepiej nie żyj wcale!

piątek, 8 maja 2015

OJCZE NASZ

- Polacy naród wspaniały, tylko ludzie kurwy – mawiał nieodżałowany marszałek Piłsudski. Wyobraźcie sobie gdyby dzisiaj ktoś coś takiego powiedział. Piekło polityczne murowane. Zdrada! Hańba! Już słyszę tę pompatyczną kakofonię... Ale jak to mówią: Co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie! W Polsce mamy do mitów narodowych stosunek wręcz religijny – podważanie ich jest bluźnierstwem. Stawiamy więc wąsatemu wodzowi pomniki, chociaż zabił więcej rodaków niż Jaruzelski. A on nas uważał za zbiorowisko tępych bachorów, których tylko batem można nauczyć dyscypliny. Jeszcze dzisiaj pobrzmiewają echa takiego myślenia – słyszy się czasem że potrzeba nam nowego marszałka.

Żeby było jeszcze śmieszniej ludzie-kurwy oddają hołd nie tylko marszałkowi, ale też jego politycznym wrogom – Dmowskiemu czy Witosowi. Wspomina się w tym kontekście o greckiej tragedii, gdzie każdy miał do odegrania swoją historyczną rolę. To kuriozum, żeby wobec bezkompromisowych postaw przyznawać wszystkim jednocześnie historyczną rację. Ale Polska musi mieć swoich bohaterów, a marszałek pasuje do tego jak ulał - surowy ojciec narodu, archetyp wodza i naczelnik państwa. W tym wypadku wybaczyć mu można wszystkie błędy.

Droga Piłsudskiego była drogą terroru. Już na początku politycznej ścieżki związał się z narodową lewicą. Z jego inicjatywy powstała Organizacja Bojowa Polskiej Partii Socjalistycznej, zajmująca się likwidacją funkcjonariuszy rosyjskich władz okupacyjnych. Marszałek wkurwił się, że partia chce kontrolować jego bojówkę, więc zabrał zabawki i wymyślił Frakcję Rewolucyjną. Już wtedy nie chciał się z nikim dzielić władzą. Po serii zamachów, porażek i przekształceń w wyniku których tworzył coraz to nowe oddziały paramilitarne koniunktura wreszcie zaczęła mu sprzyjać. Pierwsza wojna światowa zaszokowała Europę i przemeblowała jej strukturę administracyjną.

Piłsudskiemu nie można odmówić zasług wojennych – były pewnie większe niż zasługi Jaruzelskiego. O ile nie można mierzyć heroizmu i zaangażowania (w takim wymiarze najbardziej zasłużeni dla nas są ci, którzy oddali za nas życie), o tyle był politykiem skutecznym. Lecz trzeba też pamiętać, że o sprawę polską walczyło wtedy wielu ludzi – także w wymiarze politycznym. Powstanie państwa polskiego nie byłoby jednak możliwe bez sprzyjających temu okoliczności. O utworzeniu niepodległej państwowości polskiej najprawdopodobniej przesądziła obawa Niemców przed rozlaniem się rewolucji bolszewickiej – Polska miała być buforem ochraniającym niemiecki porządek społeczny.

Najlepszą obroną jest atak. Dlatego Piłsudski rozpoczął wyprawę wileńską, przejmując kontrolowane przez Rosję terytoria. Nawiązał też współpracę z siłami ukraińskimi, które posłużyć miały za mięso armatnie. Wyprawa kijowska okazała się jednak fiaskiem. Ostatecznie musieliśmy powstrzymać pochód bolszewików na Warszawę w bitwie nazywanej dziś Cudem nad Wisłą. Chętnie dzisiaj przypisuje się to zwycięstwo marszałkowi. Z historycznych badań wyłania się obraz nieco mniej wyrazisty. W naukowych publikacjach często możemy spotkać się z tezą, że prawdziwym sprawcą „cudu” nie był pomnikowy naczelnik tylko generał Rozwadowski, zgnojony później skutecznie przez sanacyjnego dyktatora.

Wielu zasłużonych dla ojczyzny ludzi ucierpiało, a nawet pożegnało się z życiem, na skutek autorytarnych rządów „ojca narodu”. W trakcie samego tylko przewrotu majowego, który wyniósł opierdającego ciągle lud w żołnierskich słowach wodza do władzy, zginęło 379 osób, czyli prawie cztery razy więcej niż w trakcie stanu wojennego. A to dopiero początek. Obalenie legalnych władz otworzyło drogę do rządów bezprawia. Już w niecały miesiąc po puczu reżim zaczął strzelać do strajkujących ludzi pracy – w Ostrowie Świętokrzyskim podczas starć z policją zginęło ośmiu robotników, w Gostyninie trzech, tyle samo w Inowrocławiu. W 1930 roku rozpoczęła się już generalna rozprawa z opozycją. Zatrzymano pięć tysięcy działaczy lewicowych i ukraińskich. Demonstracja w obronie uwięzionych została rozbita – zabito dwie osoby, aresztowano następnych kilkuset. W latach 1931-32 w serii strajków rozbijanych przez policję zginęło kolejnych dziewięciu robotników. W 1933 w Pabanicach policja zabiła pięciu protestujących włókniarzy. Trzy lata później zepchnięto ze schodów protestującą ciężarną robotnicę fabryki gumowej, w wyniku czego poroniła. Podczas demonstracji robotniczej w Krakowie  zastrzelono osiem osób. Również w Częstochowie policja zabiła jedną protestującą osobę. We Lwowie podczas pogrzebu zamordowanego przez reżim bezrobotnego policja zaatakowała kondukt. Masakra pochłonęła oficjalnie szesnaście istnień ludzkich, lecz niektórzy twierdzą że mogło ich być nawet czterdzieści dziewięć. Strajki w Gdyni, Toruniu, Chrzanowie, Chełmie i Poznaniu przyniosły następnych kilkanaście ofiar.   


Dla przeciwników politycznych stworzono obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej przez który przewinęło się szesnaście tysięcy „wrogów narodu”. Więziono tam radykalnych prawicowców, komunistów i działaczy mniejszości narodowych. Co prawda nie było to Auschwitz, ale warunki urągały ludzkiej godności, ludzi zmuszano do ciężkiej pracy, stosowano tortury fizyczne i psychiczne. Często powikłania zdrowotne więźniów prowadziły do śmierci, nie mówiąc o przeżytej traumie. Rozpoczęto też zgubną w skutkach politykę polonizacyjną kresów wschodnich. Na zacofanych ziemiach ukraińskich i białoruskich prowadzono osadnictwo wojskowe, a działaczy mniejszości poddawano represjom. Podczas demonstracji w obronie aresztowanych białoruskich posłów na sejm w Kosowie Poleskim policja zastrzeliła sześć osób. Działania takie nie zjednywały nam tam sympatii.

Marszałek miał też kłopot z rosnącym w siłę ruchem chłopskim. Na szczęście udało mu się go spacyfikować ku chwale ojczyzny. W 1932 roku policja otworzyła ogień do rolników likwidując sześciu śmierdzieli. Kilka tygodni później doszło do masowych wystąpień wieśniaków przeciwko władzy. W zbrojnej akcji w powiecie leskim, dzięki zastosowaniu takich środków jak samoloty strzelające z karabinów maszynowych, wycięto czterdzieści dziewięć chłopskich wrzodów na zdrowej dupie narodu. Te mendy nie chciały płacić podatków, na szczęście ściągnięto go z nich siłą. W 1933 ruszyła wielka akcja komorniczo-policyjna. Padają strzały, są ofiary – pierwsza w Grabinach pod Dębicą, następnie sześciu zabitych w powiecie rzeszowskim, w powiecie ropczyckim dziewięciu. w Grodzisku Dolnym pięciu. Podobnych zbrodni reżim sanacyjny dopuszcza się jeszcze po śmierci marszałka – w 1937 roku chłopi ponownie rozpoczynają akcję protestacyjna, co powoduje brutalną reakcję władz. Czterch zabitych w Dydni, trzech we wsi Harta, siedem w Muninie, czternaście w Majdanie Sieniawskim, dwóch w Gnojnicach Jarosławskich. Zastrzelono też co najmniej piętnastu strajkujących robotników rolnych.
 
Jako dowód geniuszu Piłsudskiego często przywołuje się plan wojny prewencyjnej przeciwko Hitlerowi, którego realizacja miała zapobiec wybuchowi drugiej wojny światowej. W ten sposób marszałek miał podobno ocalić miliony ludzi, ale mu nie wyszło. Tak naprawdę nie wiemy jak by to się skończyło. Sam Hitler bał się Piłsudskiego i może właśnie dlatego go szanował. Istniały nawet plany wciągnięcia Polski do paktu antykominternowskiego, ale spełzły na niczym. Hitler na tyle podziwiał Piłsudskiego, że jego śmierć głęboko go poruszyła. Na wieść o tym, że marszałek wyciągnął kopyta Adolf zarządził żałobę narodową, powysyłał kondolencje i urządził uroczysty cyrk. W katolickiej katedrze odprawiono mszę w której uczestniczył sam fuhrer , a symboliczną trumnę okrywała polska flaga. Po nabożeństwie w którym uczestniczyła śmietanka NSDAP dwie kompanie Wermachtu oddały honory wojskowe. Jeszcze po zdobyciu Krakowa przez wojska niemieckie na rozkaz Hitlera niemiecki dowódca udał się na Wawel gdzie złożył kwiaty przy grobie marszałka, zaś przed kryptą wystawiono niemiecką wartę honorową. Przez jakiś czas okupacyjna administracja niemiecka na ziemiach polskich pozwalała sobie zdobić ściany gabinetów portretami Piłsudskiego. Z czasem tego zaniechano, obawiając się że kult marszałka może zbytnio rozbudzać uczucia patriotyczne Polaków. To jedne z nielicznych rycerskich gestów na jakie stać było nazistów wobec ludności polskiej. Zdarzały się jednak i takie. W jasnogórskiej księdze pamiątkowej znaleźć możemy wpisy wielu nazistowskich dygnitarzy dokonane już w czasie wojny. Łącznie przez sanktuarium przewinęło się dwanaście tysięcy oficerów Wermachtu, co jest zresztą udokumentowane ich wpisami. Wszystkie wyrażały podziw dla tego miejsca gdzie „bije nieśmiertelne serce polskiego ludu”. Niemcy fascynowali się też kulturą Podhala i próbowali organizować tam struktury kolaboracyjne (tzw. Guralenvolk). Ale to już inna historia... Pozdrowienia dla wszystkich myślących inaczej.         

czwartek, 7 maja 2015

MĄDROŚCI WSCHODU

Siostry i bracia! Dzisiejszego ranka sącząc kawę rozmyślałem o sprawach natury filozoficznej. Doszedłem do wniosku, że życie jest zagadką – pytaniem na które muszę odpowiedzieć. Świadoma część moich procesów mózgowych sprowadza się i tak do reagowania na dostarczane mi bodźce. A zatem to jak odnajduję się w tej rzeczywistości określa moją świadomość. Gdybym nigdy nie dowiedział się o cierpieniu, niczym książę Siddhartha, żyłbym w świecie iluzji. Lecz gdybym potem uciekł ze złotej klatki, czy zdobyta wiedza przyniosłaby mi oświecenie? Jedno jest pewne – nie wytrzymałbym sześciu lat ascezy. Już i tak żyję zbyt skromnie i to wbrew własnej woli. A już na bank nie umiałbym zrezygnować ze swoich pragnień, nawet gdyby mnie oświeciło. Mimo to i tak mogę być szczęśliwy – w przeciwieństwie do Buddy nie muszę podążać pokrętną ścieżką żeby wyzwolić się z kręgu życia. Umrę i już. Nie podlegam reinkarnacji.

Rozwiązanie problemu który samemu się sobie stworzyło to błędne koło. Ponieważ problem powtórnych narodzin dla mnie nie istnieje, nie muszę się zabezpieczać przed nimi i mogę żyć tak jak chcę. Szczerze mówiąc może nawet nie byłoby to takie złe gdybym powtórnie się narodził – zwłaszcza jako milioner albo gwiazdor porno. Gorzej jeśliby przypadł mi los żuka gnojowego czy samca modliszki. Ale gdyby życie mnie irytowało, po prostu bym je sobie odebrał. Gdybym cierpiał tak iż nie widziałbym sensu takiej egzystencji, zapierdoliłbym się z nadzieją że w następnym życiu powiedzie mi się lepiej. Lecz to by było dla Buddy za proste. Jako człowiek poszukujący uniwersalnych wyjaśnień nie mógł powiedzieć ludowi: „rodzimy się i umieramy bez końca, a jak Was to nudzi, to trudno”. Musiał wytłumaczyć po cholerę się rodzimy, skoro życie nasze naznaczone jest cierpieniem. Wymyślił więc, że żyjemy po to żeby się oczyścić z syfu gorszego niż grzech pierworodny.

Jezus mówił że prawda nas wyzwoli, a Budda że cztery prawdy. Pierwsza Szlachetna Prawda mówić ma o cierpieniu. Czyli to totalny banał. Nawet życie muchy polega na jego unikaniu. Bez cierpienia nie ma życia – człowiek umarłby z głodu gdyby go nie odczuwał. W braku możliwości totalnego zaspokojenia Budda widzi jednak metafizyczny problem. Jeśli więc jesteś w życiu niezaspokojony zostań buddystą. Odpowiedzialna za niezaspokojenie jest zdaniem guru forma materialna, uczucia, formacje mentalne, percepcja i świadomość. Rozważania te z grubsza przypominają jakieś psychoanalityczne teoretyzowanie – nauczyciel miał rzekomo mieć pełny wgląd w to jak funkcjonuje ludzki umysł i jaka jest jego sekretna struktura. Jak na prawdziwego psychoanalityka przystało, również Budda w zawikłany sposób uzasadnia skąd się bierze owo cierpienie jednostki. W Drugiej Szlachetnej prawdzie obwieszcza Dwanaście Ogniw Współzależnego Powstania, a w Trzeciej mówi o ustaniu cierpienia. W skrócie wszystko sprowadza się do tego żeby wykorzenić pożądanie, które
jest przyczyną wszelkiego cierpienia. Czwarta Szlachetna Prawda przedstawia Szlachetną Ośmiostopniową Ścieżkę, prowadzącą do życia pozbawionego celu. To wszystko wymieszane z nakazami moralnymi (np. nie zabijaj) i wątkami transcendentalnymi (wędrówka dusz, gromadzenie karmy i takie tam) ułatwiać ma nam życie. 

Rozmyślając tak wyszedłem z domu, pocieszyć się choć trochę słońcem. Napatoczyłem się na emeryta z którym wdałem się w dyskusję o życiu pozagrobowym i polityce. Uświadomił mnie że Bóg jest miłością, a głosując na Komorowskiego zachowam się tak jakbym popierał Adolfa Hitlera. Nie trywializuje – naprawdę tak powiedział. Na zarzut przesady, odparł że już pod koniec drugiej kadencji Polska stanie się częścią Rzeszy Niemieckiej. W jednym Budda miał rację – świadomość bywa niekiedy bolesna. Heil!!! 

środa, 6 maja 2015

GUMA I HONOR

Nadmiar czasu prowadzić może do hedonistycznej histerii lub konstruktywnych poszukiwań. Z nudów ludzie robią dziwne rzeczy. Piją pod sklepem spożywczym, plotkują, oglądają seriale obyczajowe. Wolny czas jest przekleństwem. Sporo ludzi kiedy już ma wolny czas, to nie wie co z nim zrobić. Po prostu za wszelką cenę stara się zabić nudę. Ciekawe osoby nie nudzą się jednak zbyt często nawet same ze sobą. Same potrafią nadać swemu życiu kierunek. Paradoks polega na tym, że to co w życiu najciekawsze, dla znacznej części populacji wydaje się nudne. Tak więc ci którzy widzą tylko to co mają przed nosem, nigdy nie poświęcą się czemuś co wymaga koncentracji, skupienia, medytacji... Poszukiwać będą ciągłej stymulacji, emocji, rozrywki. Niekiedy z opłakanym skutkiem.

Grupa osobników próbowała ostatnio zabawić się na meczu w Knurowie. Spragnieni adrenaliny młodzieńcy wtargnęli na murawę zmierzając w kierunku sympatyków przeciwnej drużyny, najpewniej nie w pokojowych zamiarach. Wtedy doszło do użycia środków przymusu bezpośredniego przez służby porządkowe – gumowa kula zabiła dwudziestosiedmioletniego amatora mocnych wrażeń. Alternatywnej wersji wydarzeń nie jesteśmy niestety w stanie przewidzieć, ale podczas kibolskich ustawek niejednokrotnie dochodziło do wypadków śmiertelnych. Atawistyczna potrzeba samczej fizycznej ekspresji wciąż dochodzi do głosu w dwudziestym pierwszym wieku, dlatego też czarny rynek sterydów anabolicznych ma się tak dobrze.

Kiedy ludzie nie są w stanie zaangażować się w konstruktywne działania, skazani są na rozwiązania łopatologiczne. A te generować mogą różne problemy – zwierzęce instynkty w świecie nie będącym już dżunglą żądają przywrócenia prawa pięści. Na taki dyktat nie możemy się jednak zgodzić. Musimy się bronić, choćby gumowymi kulami.   

wtorek, 5 maja 2015

LEKCJA POKORY

Człowiekowi zdarza się wdepnąć w gówno. Nikt tego nie lubi, bo na ogół nie jest w stanie szybko potraktować podeszwy mokrą szczotką, a śmierdzieć to nie jest w dobrym tonie. W takiej sytuacji trzeba jednak pospiesznie wydrapać łajno patykiem i robić dobrą minę do złej gry. Zdarzają się też srające ptaki, ale nie do tego zmierzam. Otóż wdepnąć możemy też na przykład w ślimaka. Słyszymy wtedy chrzęst pod kopytem i spoglądając w dół widzimy wijącego się w męczarniach mięczaka. Zawsze odczuwałem w tym momencie coś jakby wyrzuty sumienia, ale z biegiem czasu coraz szybciej mi przechodziło. Teraz wiem, że tak musi być. Natura jest brutalna, choć nie jest okrutna. Jest obojętna na nasz los, a ból ma nas chronić przed genetyczną klęską.


Tak jak ból fizyczny ma nas chronić przed unicestwieniem – przed urazami, poparzeniami, odmrożeniami i tak dalej – tak ból psychiczny również chronić nas miał przed zagrożeniami dla naszego sukcesu reprodukcyjnego. Stąd bierze się choćby dyskomfort jaki odczuwamy w chwili poniżenia – niska pozycja społeczna obniżała nasze zdolności reprodukcyjne i szanse naszego potomstwa na przetrwanie. Poniżanie kogoś jest bowiem wyrazem władzy – to silniejszy poniża słabszego a nie na odwrót. I nie chodzi tu wyłącznie o siłę fizyczną – poniżyć może Cię stary szef czy krucha kobieta. Ktoś kto kontroluje zasoby na których Ci zależy – materialne, seksualne czy jakiekolwiek inne. W patologicznych przypadkach oczywiście dochodzić może do poniżających relacji z których nie czerpiemy żadnych korzyści – powiedzmy z kolegą który nas wykorzystuje, ale to również wyraz słabości. W każdym z tych przypadków poniżanie jest wynikiem instrumentalnego traktowania drugiego człowieka.


Utrata podmiotowości jest szczególnie bolesna – oto stajemy się narzędziem w czyjejś grze, a nasze potrzeby wykorzystywane są przeciwko nam. Jak narkoman który daje dupy na dworcu za heroinę, tak my przełykamy ślinę i zaciskamy zęby. No chyba, że zaciskamy pięści. Ale o czym tu gadać – pomimo bończucznych przechwałek większość z nas poniża się w życiu, żeby osiągać zamierzone cele. Na tym polega istota systemu społecznego – gdyby władza była fikcją każdy robiłby co chciał, a przecież nasze indywidualne interesy są ze sobą sprzeczne. Doprowadziłoby to do permanentnego konfliktu.   

poniedziałek, 4 maja 2015

BOŻE NARODZENIE

Państwo Islamskie masakruje ludzi jak naziści. Uchodźcy toną u bram Europy, w której jak twierdzi Paweł Kukiz „eksterminuje się Polaków”. Na południu naszego kontynentu szerzy się lewicowy populizm, a na wschodzie wojna partyzancka. Unia Europejska przeżywa kryzys ekonomiczno-polityczny, a Azja południowo-wschodnia rozwija produkcję. Stany Zjednoczone Ameryki ze swoim Hollywoodem stają się centrum kulturalnym świata – dzięki temu mamy Walentynki, fast foody, facebooki, hip hopy i Halloweeny. Ale nie jest jeszcze tak źle. Dzięki Bogu mamy nowe royal baby.
 
To powód do dumy, że w brytyjskiej rodzinie królewskiej jeszcze rodzą się dzieci. Jako Polacy jesteśmy przecież poddanymi królowej – nie belgijskiej, duńskiej, hiszpańskiej, holenderskiej, norweskiej czy szwedzkiej, lecz brytyjskiej. Wyspy to największe obecnie skupisko emigracyjnej polonii w Starym Świecie, poza tym anglosaska kolebka amerykańskiej popkultury. Obżerając się popcornem popijanym colą możemy podziwiać w TV piękną parę i ich słodkiego bobaska – ach, niech im Bóg błogosławi!


A ten książę William, jaki to uroczy młody człowiek! Taki dobrze urodzony, do tego dobrze wychowany i bogaty! Co prawda nieco łysiejący, rumiany, a ubrany w gumiaki i uszankę przypominałby rolnika spod sklepu spożywczego, ale przynajmniej widać że nie robił sobie operacji plastycznych. Prawdziwy chłop. A ta cała jego księżna, jaka to elegancka, płodna i filantropijna babka. Takie sukienki nosi aż rozpisują się o tym styliści z gazet bulwarowych, chodzi na bale dobroczynne, a do tego jeszcze rodzi dzieci, i to królewskie! Dzięki takim osobistościom odzyskuję wiarę w ludzi!!!  

sobota, 2 maja 2015

ŁOWCY ANDROIDÓW

Kiedy byłem grabarzem śmierć przestała mnie ruszać. Tak jak przyzwyczajasz się w razie konieczności do nowych niedogodności, a nawet ludzkiej niegodziwości, tak przyzwyczajasz się do śmierci. Zabawne jest to, że szybko przestajesz dźwigać ten ciężar – coś co kiedyś Cię przerażało staje się dla Ciebie czymś tak zwykłym że aż nudnym. Nie wiem czy podobnie czuli się żołnierze lub więźniowie obozów koncentracyjnych, ale myślę że śmierć w jakimś momencie stawała się dla nich czymś jeszcze bardziej banalnym. Podobno nawet w Auschwitz na porządku dziennym były dowcipy o gazie czy krematoriach – był to jeden ze sposobów na oswojenie grozy. Choć ludzie lękali się o siebie, widok śmierci, tortur, głodu spowszedniał im do tego stopnia, że umieli w jego obliczu funkcjonować. Przetrwać mogli tylko Ci, którzy byli w stanie zaadaptować się do koszmaru – walczyć o dodatkową porcję jedzenia, unikać konfrontacji z niebezpiecznymi typami, schować się za czyimiś plecami kiedy trzeba. Przejmowanie się śmiercią nie służyło zbytnio temu celowi.

Podobnie dzisiaj – kiedy lądujesz w puszce musisz zmienić swoje zasady (jeśli je miałeś). Musisz gnoić słabszych, żeby samemu nie zostać zgnojonym – okazywanie słabości, współczucia, wątpliwości moralnych to zaproszenie dla agresora. Uzasadnienie wszelkich nieprawości jakich się dopuścisz jest proste – ktoś kto pozwala się wykorzystywać jest frajerem, więc sam sobie na to zasłużył. Jeśli uda Ci się kogoś okraść, oszukać, wydymać to znaczy że frajer i basta. A zatem należało mu się. To taka odmiana darwinizmu społecznego.

Żołnierz żeby posłać komuś kulkę w łeb, nie może myśleć że po drugiej stronie okopu jest człowiek. Myśli więc, że to jakaś parszywa gnida. Nie zawsze taki tok rozumowania musi być zły – lekarz nie może myśleć, że na stole operacyjnym leży człowiek, bo zabieg przeprowadzony musi być z zimną precyzją. Bez wątpienia jednak dochodzi tu do znieczulicy i dehumanizacji. W dzisiejszych czasach nabiera ona coraz to nowych wymiarów. Pracodawca musi racjonalizować wydatki, więc nie może przejmować się losem zwalnianych pracowników. Przedstawiciel handlowy uśmiecha się do wszystkich, ale prawie nikt nie uważa tego za przejaw sympatii. Codziennie jesteśmy zasypywani stertami ofert, e-mailami zaadresowanymi imiennie do nas, ale generowanymi przez maszynę. Kandydaci na prezydenta piszą do nas listy.


Jesteśmy potencjalnymi klientami, wyborcami, ciemnymi masami. Mało kto zdaje sobie sprawę z naszego istnienia, lecz na pewno wielu potrafi zlokalizować naszą skrzynkę pocztową. My już nie reagujemy na ten marketingowy szał – wyrzucamy te papiery bez zastanowienia. Tak już jesteśmy przesyceni tym wszystkim, że my już też po drugiej stronie nie widzimy ludzi, tylko natrętne muchy. Osaczeni w końcu i tak kupujemy jakieś nowe gówno, żeby cieszyć się nim przez pięć minut.