Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 15 września 2019

PRAWDZIWE KŁAMSTWA


Ponoć w czasach postprawdy nie liczy się prawda, tylko emocje i wiara. Tyle że dla człowieka w ogóle bardziej liczy się to co czuje i co wyznaje, niż brutalna prawda. Z tego powodu nigdy nie żył w prawdzie, która podobno została zastąpiona swoją wirtualną karykaturą. Zawsze wierzył w różne prawdy wymyślane przez przywódców, guru i artystów, a także przez siebie samego. Nawet na poziomie jednostkowym tworzymy iluzje i zaprzeczenia pozwalające nam postrzegać się w jak najlepszym świetle. A co dopiero w grupie której spoiwem jest narracja – tam wygrywa ten kto lepiej przekonuje, co często wiąże się z manipulacją.

Ewolucjoniści wskazują, że społeczny mózg bardziej niż do poznawania prawdy służył do przekonywania i dlatego rozwinął się w to coś co wypełnia ludzką czaszkę. Poznanie było więc niejako skutkiem ubocznym wojny informacyjnej, na której froncie fakty traktowano dosyć instrumentalnie. I tak w zasadzie już zostało – tyle że dzięki nowym technologiom generujemy coraz więcej informacji.

Ludzie zawsze preferują najprostsze rozwiązania, bo są z natury leniwi. Zwłaszcza jeśli chodzi o myślenie, bo to mózg pożera najwięcej naszej energii. Automatycznie więc szukamy dróg na skróty – heurystyk, intuicji i emocji. System analityczny jest tylko ich nadbudową, uruchamianą w stanach wyższej konieczności. Dlatego reklamy nie odwołują się do racjonalnych argumentów tylko pierwotnych emocji. Dlatego politycy mówią ludziom to co chcą usłyszeć, a kaznodzieje głoszą nadzieję i miłość.

Na poziomie emocjonalnym forma przeważa nad treścią, a skojarzenia nad meritum. Kluczem do umysłu jest serce człowieka, co najlepiej widać gdy jest zakochany. Pod wpływem silnych emocji człowiek „ślepnie” i można łatwiej nim manipulować, więc w interesie tych wszystkich którzy chcą nami sterować jest maksymalne podgrzewanie atmosfery. Nie tylko obiecywanie szczęścia, ale też budzenie lęków. A czasami jedno i drugie, żeby podkreślić kontrast pomiędzy TAK a NIE.

Ważniejsze od tego co człowiek wie, jest to w co wierzy. A wierzy w to w co chce wierzyć. A chce tego żeby rzeczywistość była prosta. Woli wierzyć w jakiekolwiek recepty niż być bezsilnym. I potem chce się tego trzymać, bo wiara wyznacza tożsamość – szuka już tylko potwierdzenia, a nie prawdy. Nie da się zaprzeczyć, że nigdy w historii nie byliśmy tak dobrze poinformowani jak dziś. Lecz nigdy nie będziemy znali całej prawdy i tylko prawdy, zwłaszcza gdy w interesie różnych sił leży jej ukrywanie i dezinformacja.  

poniedziałek, 9 września 2019

BLADE RUNNER

Po stuleciach poszukiwań ducha (w którym widzieliśmy jakiś twór kierujący naszym ciałem), doszliśmy do wniosku, że to nasze ciało za pomocą mózgu kreuje umysł. Na to przynajmniej wskazują wszystkie racjonalne przesłanki. Kiedy w dwudziestym wieku zaczęliśmy konstruować maszyny do przetwarzania informacji zwane komputerami jasnym wydawało się, że nasz mózg jest czymś w rodzaju komputera. Gdyby więc w maszynie udało się odwzorować procesy zachodzące w naszych głowach stworzylibyśmy sztuczną inteligencję. Tyle w teorii bo póki co żadnej myślącej maszyny nie udało się stworzyć. Maszyna może bez końca analizować dane nie znając ich znaczenia. Okazuje się, że może grać w szachy lepiej od mistrza, ale niewiele poza tym. Może prowadzić samochód, diagnozować na podstawie zdjęć rentgenowskich trafniej niż lekarz czy podobno nawet komponować w stylu klasyków. Jako broń autonomiczna może decydować o życiu i śmierci, lecz pozostaje wciąż tylko narzędziem które trzeba programować i nadzorować. A więc tak naprawdę żadnej sztucznej inteligencji wciąż nie ma.

Gdyby nasz mózg był tak prosty, żebyśmy mogli go zrozumieć, bylibyśmy zbyt głupi, żeby to zrobić. Pewnie dlatego nie potrafimy go skonstruować. Czy to nie zdumiewające, że z mikroskopijnej informacji genetycznej powstaje człowiek? Może i nawet potrafimy go sklonować, ale stworzyć coś na jego wzór już nie. Lecz zastanówmy się czym w zasadzie jest umysł... Oczywiście ten ludzki postrzegamy jako unikalny, choć zwierzęta też jakimiś dysponują. W naczelnych najłatwiej dopatrujemy się inteligencji, jednak obserwując choćby morskie ssaki dochodzimy do zaskakujących wniosków jakoby posługiwały się językiem i dokonywały kulturowego transferu wiedzy. Stwierdzono na przykład, że osobniki tego samego gatunku mogą mieć różne zwyczaje przekazywane w sposób „plemienny”, to znaczy z pokolenia na pokolenie. Badając życie społeczne delfinów, wielorybów czy morświnów domyślać się możemy złożoności ich wzajemnych relacji, ale nie potrafimy odczytywać wymienianych między nimi komunikatów. Nie wiemy o czym te istoty „rozmawiają”, a więc o czym „myślą”, ponieważ nie wiemy jak to jest być delfinem czy waleniem.

Nie wiemy też jak to jest być nietoperzem, rekinem czy grzechotnikiem korzystającym ze zmysłów nam niedostępnych. Możemy „wiedzieć” na czym polega echolokacja, wykrywanie potencjałów elektrycznych, wewnętrzne magnetyczne kompasy czy oczy postrzegające widma fal elektromagnetycznych. Lecz percepcja tych tajemniczych wrażeń pozostaje poza naszym zasięgiem. Wiele wskazuje na to jakoby szczególny rozwój układu nerwowego wynikał z „uspołecznienia” gatunków, bo te żyjące w większych grupach mają większe mózgi, ale samotne ośmiornice są w zasadzie wielkimi pływającymi mózgami, których neurony zlokalizowane są praktycznie wszędzie – aż dwie trzecie z nich znajduje się w autonomicznych mackach. Czy istnieje więc jeden przepis na „umysł” czy też może on być różnie skonstruowany? Czy gdybyśmy spotkali kosmitę potrafilibyśmy się z nim komunikować, jeśli nie potrafimy przeniknąć umysłów postrzeganych przez nas jako bardziej  prymitywne? 


Ważne antropologiczne pytanie kim jest człowiek póki co przyrównuje go raczej do fauny niż myślących androidów i jak na razie nie zanosi się na to, żeby wyrastała nam jakaś zrobotyzowana konkurencja. Póki co nie wiadomo czym w zasadzie jest umysł i jak można by go skonstruować. Moglibyśmy powiedzieć, że to ogół aktywności mózgu, tylko co z tego właściwie wynika? Do umysłu nie da się zajrzeć, można jedynie tworzyć jego teorię na podstawie reakcji i komunikatów. Domniemywać możemy, że nie jest on wytworem niematerialnych sił tylko procesów elektrycznych i chemicznych, które przetwarzają zebrane informacje w swego rodzaju „hologramy”. Domniemywać tak możemy, ponieważ to od sprawnego funkcjonowania mózgu (w jego interakcjach z ciałem i otoczeniem) zależy funkcjonowanie umysłu. Umysł jest więc zapewne tylko przejawem homeostazy – adaptacyjnej samoregulacji powielającego się życia organicznego, która wciąż się komplikuje wytwarzając kulturę, cywilizację techniczną i marzenia. Pierwsze organizmy jednokomórkowe pojawiły się na Ziemi około 3,6 miliarda lat temu – tyle czasu potrzebowaliśmy, żeby dojść do tego punktu, w którym usiłujemy wyręczać się „sztucznymi inteligencjami”, będącymi tylko przedłużeniem naszej własnej.  

niedziela, 8 września 2019

SŁOWNIK SUBIEKTYWNY


Nie istnieje obiektywna rzeczywistość niepodatna na interpretacje. Tym bardziej gdy mówimy nie przekazujemy czystego komunikatu, ale coś bardziej abstrakcyjnego. Wierzymy, że nasze intencje zostaną zrozumiane, ale nie zawsze tak bywa. Rzeczywistość językowa tylko po części jest intersubiektywna, dzięki czemu możemy się komunikować. Lecz to co artykułujemy w dużej mierze wyraża nasze własne rozumienie rzeczywistości i kultury. Język nigdy nie jest odizolowany od osobistej percepcji, więc rozumienie go wykracza poza ramy posługiwania się zbiorem rządzących nim reguł. Znaczenie rodzi się w umyśle, a nie w samym języku – żeby je odszyfrować potrzeba tak skomplikowanej struktury jak ludzki mózg wraz z zapisanym w nim doświadczeniem. Słowa tylko aktywują procesy potencjalnych symulacji w których pojęcia przekształcają się w swoje relatywne odzwierciedlenia – świat pojęć jest więc związany z naszymi zdolnościami poznawczymi.

Rzeczywistość nie jest nią samą w sobie lecz skutkiem procesów poznawczych przetwarzających informacje zmysłowe w świadomą percepcję, a tym bardziej gdy jest opisywana staje się wytworem naszej wyobraźni. Rozumienie jest symulowaniem znaczenia, angażującym szereg naszych kognitywnych zmysłów i intuicji. A zatem języka nie da się wypreparować z naszej wiedzy o świecie, z którą zawsze pozostaje ściśle powiązany. Przekaz może być różnie rozumiany w zależności od kontekstu w którym został umieszczony lub prowokować określone reakcje. Na tym właśnie polega zjawisko framingu wpisujące informacje w określone ramy skojarzeniowe, czy też primingu uruchamiającego pożądany łańcuch skojarzeń. Oba te mechanizmy wykorzystują ludzkie emocje do modelowania znaczenia, lecz żeby z nich korzystać trzeba dysponować w miarę trafną teorią umysłu naszych adwersarzy, a tę w sensie najbardziej ogólnym umożliwia nam znajomość ich kulturowego środowiska.

Socjolodzy badając rozkład opinii politycznych czy konsumenckich preferencji mogą taką wiedzę dodatkowo uściślać, lecz tak czy siak komunikacja wynika z umiejętności przyjmowania cudzej perspektywy – zarówno po stronie odbiorcy jak i nadawcy komunikatu. Posługując się wybranymi pojęciami automatycznie odwołujemy się do ich percepcyjnych reprezentacji, lecz te bywają niekiedy rozbieżne i wtedy mówimy „innymi” językami. Spece od różnej maści marketingu wiedzą, że komunikat musi być odpowiednio sprofilowany. Sęk w tym, że mówiąc ludziom to co rzekomo chcieliby usłyszeć posługujemy się różnymi schematami, stereotypami i wyobrażeniami, które nie muszą być adekwatne do rzeczywistości. To co jest prawdziwe statystycznie jest tylko prawdopodobne. Niestety świat najbardziej usiłuje Cię zrozumieć kiedy może to jakoś wykorzystać, a najmniej kiedy sam masz coś do powiedzenia.


Jeśli na początku było słowo to Bóg musiał mówić sam do siebie, a że nic się wcześniej nie działo to najpewniej mówił o niczym. Pewnie to bez sensu, ale ten rodzi się dopiero w naszych słowach. Uwierzyliśmy we własne opowieści dopiero gdy zaczęliśmy je snuć. I odtąd już musimy wierzyć w to co mówimy, nawet jeśli nie zawsze to robimy. W opowieściach najważniejsze jest zakończenie, a te w życiu na ogół jest kiepskie. Lecz gdy już wygasa w nas iskra coraz bardziej ją mitologizujemy przydając znaczenia temu co minęło – choć często nikt już nie chce tego słuchać. I odchodzimy z tą pieśnią na ustach, swoją opowieścią. Jeśli język jest najdoskonalszym sposobem porozumiewania się między sobą, to i tak nigdy nie zdołamy wyrazić nim wszystkich swoich uczuć, pragnień i prawd, choć możemy, a nawet musimy próbować. I nasłuchiwać.   

sobota, 31 sierpnia 2019

HOMO SAPIENS


Karol Darwin mówił, że we wszechświecie nie przetrwają ci którzy będą najsilniejsi, najmądrzejsi i najpiękniejsi, ale najbardziej plastyczni. Tak się przypadkowo złożyło, że stworzeniem takim okazał się człowiek – dlatego lubi o sobie myśleć że jest najbystrzejszą małpą, albo nawet dziełem bożym. Tyle że w zasadzie porównuje się ciągle sam ze sobą, bo jest słabszy od zwykłego goryla, mniej pstrokaty od pawia, a jaki głupi potrafi być to sami wiecie. Ale nie bądźmy złośliwi. Przynajmniej człowiek ma najbardziej plastyczny mózg, a to pozwoliło mu przetrwać w każdych warunkach.

Przy okazji mózg ten lubił posługiwać się jakimś zbiorowym algorytmem zwanym kulturą, czemu zawdzięczamy wszystkie te boskie wizje, konieczności dziejowe, walki klas i ras, a ostatnio konsumpcyjny kapitalizm. Bez względu na to jak mocno dziś wierzymy w różne kulturowe matryce, zasadniczo w DNA mamy zapisaną otwartość na każdą możliwą edukację, indoktrynację czy reklamę. W gruncie rzeczy to wszystko jedno i to samo, czyli pranie mózgu.

Każde społeczeństwo kształtuje mózg na swoją modłę, na co oczywiście znajduje jakieś wytłumaczenie – i tak przez całą historię znajdujemy te wytłumaczenia, ale tak naprawdę chyba sami w to nie wierzymy, bo gdybyśmy poznali „prawdę” to byśmy jej ciągle na nowo nie odkrywali. Ostatnio chyba wszyscy wspólnie doszliśmy do wniosku, że możemy kupić wszystko, więc musimy produkować tego jak najwięcej. A jak się znudzimy posiadaniem to pojedziemy sobie na wczasy. I na chuj jakieś inne wyjaśnienia, niech każdy robi sobie co „chce”, bo świat ukształtował w nim takie motywacje.


Człowiek najczęściej chce tego co inni, a nad sensem tego owczego pędu zastanawia się w chwilach słabości – gdy czuje się odtrącony i marginalizowany, albo gdy robi już bilans swojego życia. Bo cóż to ja takiego głębokiego, prawdziwego i moralnego miałem w tej egzystencji do przekazania ludziom? Że jestem lepszy od nich!!! Że moja prawda jest najmojsza, tyle że nie wszyscy się z tym zgadzali bo ludzie to stado baranów... Miałem co prawda kwalifikacje żeby zostać gwiazdą rocka, prezydentem czy dyktatorem mody, ale niestety świat ich nie zauważył. Pocieszeniem pozostaje szeroko rozumiana miłość czy inne wartości, ale to już raczej kwestia emocji. Albo czujesz, że życie ma sens, albo tego nie czujesz, a wyjaśnić się tego nie da.

Gdybym więc miał przekazać swojemu potomkowi receptę na życie, powiedziałbym kochaj ludzi chociaż to banda głupków. Ale przede wszystkim kochaj siebie, bo jeśli tego nie zrobisz to zawsze będziesz się z nimi ścigał. Rób to co musisz, ale myśl to  co chcesz, bądź wolny... Eksperymentuj, poszukuj, błaznuj – nigdy nie wierz nikomu kto mówi Ci, że posiadł prawdę o życiu, obojętnie w jakim przyszedłby do Ciebie przebraniu. Twój mózg jest tak wściekle plastyczny właśnie po to, żebyś zapisał w nim bogactwo doświadczeń, i dopiero z tego doświadczenia wyłonisz się Ty, bo tak naprawdę to nie wiadomo kim jesteś.

piątek, 23 sierpnia 2019

KISZKA SUFLERA

Układ nerwowy naszych przodków którzy nie mieli mózgów, bo byli jeszcze wodnymi robakami zajmującymi się głównie jedzeniem i trawieniem, oplatał układ pokarmowy. Między zwierzętami nie dochodziło wtedy do interakcji, natomiast kwestie przyswajania pokarmu miały dla przetrwania zasadnicze znaczenie. Dopiero z czasem stworzenia te zaczęły się  przemieszczać, aktywnie poszukując pożywienia na ogromnych złożach osadu organicznego. Aby było to możliwe układ nerwowy musiał się rozwinąć na tyle, żeby koordynować ich ruchy. Kiedy z padlinożerstwa wykształciło się drapieżnictwo układy nerwowe musiały już reagować na informacje o wiele bardziej złożone niż skład przekąski. Dało to początek kognitywnemu wyścigowi zbrojeń, w którym wygrywał ten kto dzięki lepszemu systemowi przetwarzania informacji więcej „wiedział”. Właśnie tak wyodrębnił się ośrodkowy układ nerwowy, wyspecjalizowany w relacjach ze światem zewnętrznym, a więc mózg.

Pozostałości pierwotnego układu nerwowego kryją się jednak nadal w naszym brzuchu, a konkretnie w jelitach, które aktywnie komunikują się z mózgiem wpływając poza naszą świadomością na nasz nastrój i zdolności poznawcze. Flaki, kiszki, bebechy czy jak je zwał, prowadzą nieustanny dialog z naszą głową za pomocą sygnałów chemicznych – hormonów, neuroprzekaźników i metabolitów. 90% serotoniny, nazywanej niekiedy hormonem szczęścia, syntezowane jest w komórkach jelit! To połączenie działa jednak w obie strony – na przykład w sytuacjach stresowych mózg dokonuje energetycznej pożyczki w jelitach, hamując procesy trawienne, co na dłuższą metę może je osłabiać. Wiele decyzji podejmować musimy intuicyjnie, to znaczy nie w oparciu o namysł (na który brak czasu) tylko własne odczucia. Intuicja opiera się na bezpośrednim wglądzie w zakodowane wzorce informacyjne, które nie są dostępne naszej świadomości. W tym procesie posługujemy się markerami somatycznymi, czyli sygnałami sczytywanymi z ciała. Jelita „podpowiadają” mózgowi, w którym odczucia trzewne zamieniają się w stany emocjonalne, motywujące go negatywnie lub pozytywnie.

Należy przy tym pamiętać jak ważną rolę w pracy naszych jelit odgrywa flora bakteryjna, czyli komórki symbiotyczne o zupełnie nieludzkim pochodzeniu genetycznym. Od tych bakterii zależy nie tylko nasze trawienie czy odporność – one wręcz warunkują aktywność naszego mózgu. Substancje wydzielane przez przyjazne mikroorganizmy są budulcem mielinowych osłonek włókien nerwowych, a ich udział w barierze jelitowej zapobiega przenikaniu do krwi różnych paskudztw zaburzających pracę mózgu. Wykazano już powiązanie pomiędzy różnymi zaburzeniami psychicznymi czy fizycznymi, a nieprawidłową pracą jelit, których pracę reguluje około 3 kg różnych bakterii. Jeśli potrafią one manipulować naszym mózgiem tak żeby czerpać z tego korzyści, czy nie to pokazuje w jak złożone zależności uwikłane jest nasze „ja”? Ciągle niewiele jeszcze o sobie wiemy. 

wtorek, 20 sierpnia 2019

TEATR KARTEZJAŃSKI


Budda mówił, że wszystko jest umysłem, gdyż dzieje się w umyśle. Za przyczynę niespełnienia uważał więc ignorancję – niezrozumienie natury umysłu. Oczywiście nie tylko on zastanawiał się nad tym fenomenem, dzięki któremu możemy czuć, myśleć i postrzegać. Ale tezy sformułowane pięć wieków przed Chrystusem nadal wydają się intrygujące, nawet w dobie obrazowania pracy mózgu i wielkich zderzaczy hadronów. Wbrew postępowi naukowo-technicznemu zagadka świadomości wciąż pozostaje nierozwikłana, choć możemy już obserwować jej neuronalne korelaty i coraz bardziej elementarne struktury świata fizycznego. Wydaje się, że wystarczyłoby jedno dopasować do drugiego i rozwiązanie gotowe. Tyle że teoretyczne niuanse problemu qualiów czy efektu obserwatora otwierają pole do tylu filozoficznych spekulacji, iż zaczynają się one ocierać o mentalny mistycyzm.

W świetle teorii zintegrowanej informacji świadomość jest integracją strumieni informacji, a więc pojawia się wszędzie tam gdzie informacja. Postuluje to swego rodzaju panpsychizm, w którym nie tylko ludzie, zwierzęta, rośliny, mikroby, ale nawet inne stany materii są w jakiś sposób świadome, bo reagują ze sobą tworząc realny świat. Świadomość miałaby być jego integralną cechą, taką jak czas, przestrzeń, materia czy energia. Oczywiście brzmi to trochę fantastycznie, ale wciąż nie wiemy jak to się dzieje, że z pracy naszych neuronów wyłania się subiektywna symulacja rzeczywistości. Zbudowani z bezmyślnej materii bylibyśmy przecież bezmyślnymi robotami, nawet jeśli presja ewolucyjna wymusiłaby na nich coraz sprawniejszy automatyzm. Tymczasem skutkiem neurosomatycznej emergencji jest „teatr kartezjański” – ciąg obrazów, doznań i narracji, zazębiających się w jaźń. Wyjaśnieniem mogłoby być „komplikowanie” świadomości z jej prymitywnych prekursorów, wraz z komplikowaniem się materii w coraz bardziej złożone struktury – jak wiemy ludzki mózg należy do najbardziej skomplikowanych struktur w naturze.

Intrygująco brzmią też rozważania o kwantowej formie umysłu, choć nie wiadomo co dokładnie w kwantowym świecie oznaczać może „obserwacja”, a to ona wyzwala obraz rzeczywistości z wszystkich możliwych supozycji. Ilekroć we wszechświecie dokonywany jest pomiar określa on stan obiektu kwantowego.  Czy na tym właśnie polega wybór? Niekoniecznie, aczkolwiek teza, że to świadomość redukuje kwantową falę prawdopodobieństwa, choć kontrowersyjna, propagowana jest przez takich tuzów fizyki jak Roger Panrose. Tropów jest wiele, ale żaden z nich i tak nie wyjaśnia czym jest świadomość, w najlepszym  wypadku widząc w niej jakąś tajemniczą siłę.

Ostatnie badania nad językiem zdają się wiązać jego rozumienie bardziej z ucieleśnioną świadomością niż zapisaną jako dane wejściowe symboliką, przetwarzaną przez mózgową maszynę Turinga. Znając różne neurologiczne współzależności nie wiemy jak to znaczenie nam się „wyświetla”. Po prostu mózg konstruuje znaczenie z wzorców percepcyjnych dostępnych świadomości - ucieleśnionych w nim symulacji. Nie wiadomo jednak jak symulacje się uwidaczniają - co sprawia, że je postrzegamy. 

sobota, 17 sierpnia 2019

SZUKAJĄC SIEBIE


Będąc najbardziej uspołecznionym gatunkiem tej planety i żyjąc w wykreowanej dla siebie niszy ekologicznej zdecydowanie więcej czasu poświęcamy zdobywaniu uznania niż pożywienia, choć podświadomie walkę o swoje miejsce w ludzkim świecie postrzegamy w kategoriach własnego przetrwania. Kiedyś przeżycie zależało od aprobaty grupy, a zdobycie wysokiej w niej pozycji tym lepiej zabezpieczało nasze geny, wskutek czego dążenie do sukcesu społecznego zapisało się w naszym DNA. Przy okazji najpewniej to uspołecznienie zwiększało przy okazji naszą inteligencję, gdyż wymagało prowadzenia odpowiedniej „polityki” – zawierania i zrywania sojuszy w zależności od kontekstów grupowej dynamiki, w czym pomagało manipulowanie innymi i własnym wizerunkiem. Społeczeństwo stało się w konsekwencji gabinetem luster w których się przeglądamy, pragnąc ujrzeć swój ideał. Stąd uparte dążenie do zdobywania majątku, sławy, prestiżu czy autorytetu.

 
„Ja” idealne, które usiłujemy zaprezentować, tyleż wynika z naszych aspiracji, co naśladuje kulturowe archetypy. Nawet w naszej kapitalistycznej rzeczywistości są one dosyć zróżnicowane – dlatego podziwiamy artystów, sportowców czy naukowców. Zatracając się w szalonym wyścigu czy grzęznąc w etatowej nudzie często tęsknimy za czymś wyższym, bardziej romantycznym i natchnionym. Próbujemy uparcie uwznioślić swój trud etosem zawodowym, coachingowymi zaklęciami czy jakąś społeczną misją, żeby nie widzieć w nim tylko żmudnego obowiązku którym z dnia na dzień się staje. Lecz przeliczając wszystko na złotówki co rusz porównujemy los górnika, rolnika, pielęgniarki, policjanta czy nauczyciela, którzy czują się niedoceniani, bo robią coś ważnego i trudnego. Nasza motywacja zależy więc też od znaczenia tego co robimy.

Neuroprzekaźnikiem regulującym poziom naszej motywacji jest przede wszystkim dopamina, wywalająca się pod wpływem bodźców oznaczonych w percepcji jako istotne.Dopamina ma to do siebie, że w odpowiedzi na powtarzające się bodźce wydziela się oszczędniej, więc wszystko z biegiem czasu się nudzi, a każda podwyżka i tak przestaje być odczuwalna – no chyba, że ktoś chciałby nam ją zabrać. To motywuje nas z kolei do wytrwałego poszukiwania nowych gratyfikacji. Nic tak nie motywuje jak nuda i niespełnienie. Właściwie cała ludzka cywilizacja – od piramid do drapaczy chmur – powstała z nudy i niespełnienia. Gdybyśmy byli ciągle z siebie zadowoleni pewnie nadal tkwilibyśmy w jaskiniach.

Neuroprzekaźniki relaksujące (serotonina, endorfiny czy endokannabinoidy) mają po części hamować naszą motywację. Ponieważ jednak spokój był dla naszych przodków rzadkim luksusem, także i my obdarzeni jesteśmy raczej niespokojnym duchem, z tym że różnimy się zapotrzebowaniem na stymulację, co także ma podłoże biochemiczne. Osoby o ekstremalnych potrzebach mają mniej reaktywne układy nagrody więc żeby je pobudzić szukają mocnych wrażeń, podczas gdy innym wystarczają subtelniejsze środki. Jednych podniecają tylko sporty walki czy wyścigi samochodowe podczas gdy innym wystarcza łowienie ryb i podlewanie kwiatków. Receptory dopaminowe, jako zaangażowane w poszukiwanie przyjemności i nowości determinują nasz temperament integrujący różne regulujące zachowanie systemy biologiczne. Niemniej nasze szczęście wynika raczej z równowagi pomiędzy pobudzeniem i hamowaniem, niż z kompulsywnego poszukiwania. Niezbędna w motywacji uwaga musi się przecież jakoś regenerować.

Nie da się być ciągle silnie zmotywowanym, ani ciągle zrelaksowanym. To pierwsze staje się w końcu męczące, a to drugie nudne. Wszystko co w życiu robimy to odpowiedź na obrazy oglądane w społecznych lustrach... To one więc motywują nas (lub nie), w zależności od sensów które w nich widzimy. Możemy dopatrywać się w nich odbicia muzyka, astronoma czy wolnego człowieka, choć częściej widzimy płatnika rachunków. Marzenia wyznaczają cele, lecz często zmieniają się w fantazje, bo nie umiemy ich realizować. Ostatecznie i tak zobaczymy w lustrze swoją własną twarz.