Łączna liczba wyświetleń

piątek, 7 października 2016

OTO SŁOWO MOJE

Przy walnym udziale posłów Prawa i Sprawiedliwości odrzucono pomysł zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Okazało się, że rządząca partia potrafi być bardziej pragmatyczna niż to się kiedyś wydawało. Społeczeństwo nie pozwoliło narzucić sobie woli biskupów, a jego przedstawiciele zrzucili z głów moherowe berety. Na całe szczęście okazało się, że mimo wszystko żyjemy w świeckim państwie. Cały ten sojusz z Rydzykami i innymi gadami opiera się na wspólnocie interesów, więc będzie nadal podtrzymywany. Rydzyk, ani kościelni hierarchowie, nie są tak głupi, żeby obrażać się na dojną krowę czyli państwo polskie pod kierownictwem Jarka i spółki. Co najwyżej zdobędą się na jakieś rytualne kazania, które rozgrzeszą ich sumienia zgodnie z wyznawaną doktryną. Kasa musi się zgadzać, bo nie samym słowem bożym człowiek żyje.


Katolicyzm to dziwny konstrukt, gdzie właśnie „słowo” jest najważniejsze. Tylko nie wiadomo czyje. Czemu nie można dokonywać aborcji, pod żadnym pozorem, nawet w najskrajniejszych okolicznościach? Bo Bóg na to nie pozwala. A skąd wiadomo, że nie pozwala? Bo tak mówi ksiądz. A skąd o tym wie? Bo takie jest jego oficjalne stanowisko. Ksiądz który nie zgadza się z ideologicznymi wytycznymi organizacji musi z niej wypierdalać. Biblia to zbiór archaicznych, poetyckich i często wzajemnie sprzecznych sentencji, które nie odnoszą się bezpośrednio do naszych czasów. Nie ma tam gadki o antykoncepcji czy aborcji, a wszystko co mówi o tym katechizm to watykańskie wizje. To co mówi papież jest ważne dlatego, że jest papieżem. A ludzie wieszają sobie na ścianach portrety Jana Pawła II i robią swoje.

Często słyszę od nich, że chodzą do kościoła dla Boga, a nie dla księdza. A niektórzy nawet nie chodzą, bo są „wierzący niepraktykujący”. Sprawy seksu i prokreacji większość katolików i tak uważa za sprawy własnego sumienia. Nie kwestionując niczyjego prawa do własnych poglądów, stwierdzić muszę, że katolicyzm (jak każdy inny islam) jest absurdalny. Tym bardziej, że jest zbiorem zasad, nieprzestrzeganych przez własnych wyznawców. Najbardziej liczą się w nim podniosłe słowa. Chrześcijańska narracja potrafi być bardzo krzepiąca, lecz życie rządzi się swoimi prawami. Poza tym z natchnienia łatwo popaść w groteskowy patos. Wybaczcie mi bracia chrześcijanie. Nie jestem kimś, kto powinien udzielać Wam wskazówek. Mam wiele problemów i nie potrafię osiągać wszystkiego czego chcę. Ale róbta co chceta. 

poniedziałek, 3 października 2016

SEKS I ŚMIERĆ

Dziś w Polsce czarno-biały protest. Śmieszna to symbolika, bo pokazuje jak czarno-biała jest polska polityka. Nie ma w niej miejsca na inne odcienie. Jedni chcą, żeby każda niewiasta mogła wyskrobać sobie każde stworzenie którego nie chce. Drudzy nie pozwolą skrzywdzić żadnego płodu, nawet jeśli nie ma jeszcze mózgu, skazany jest tylko na cierpienie lub zawiera materiał genetyczny perwersyjnego psychopaty. Obrońcy życia gotowi są dla tej sprawy poświęcić życie każdej mimowolnej matki. Wszystko dlatego, że ich zdaniem dusza ludzka przypisana jest każdemu zjednoczeniu plemnika z komórką jajową. Stąd ich wniosek, że każdy organizm ludzki jest człowiekiem. Z drugiej strony, choć przeciwni eutanazji, akceptują pojęcie śmierci mózgowej. Praca organizmu przestaje być podtrzymywana, gdy przyrządy pomiarowe przestają rejestrować aktywność mózgownicy i od lat nie budzi to żadnych kontrowersji. A zatem płód bez mózgu to nie trup bez mózgu. Bo przed płodem jest jeszcze życie, a przed trupem już nie. Tyle że nieśmiertelna dusza to tylko figura literacka.

Jest to spór światopoglądowy, czyli teoretyczny. Rozgrywający się w świecie idei. Kto za to zapłaci usunie sobie ciążę bez żadnego problemu. Tak jest od dawna i żadne prawo tego nie zmieni. Nie twierdzę, że to dobrze, ale tak jest. Osobiście nie chciałbym zgładzić żadnego nosiciela swoich genów, chyba że takie rozwiązanie byłoby lepsze dla niego samego lub potencjalnej rodzicielki. Jest to jednak również pogląd teoretyczny, gdyż jak dotychczas nie doszło do powstania takiego żyjątka. Zdaniem feministek fakt, że mężczyźni traktują je jako obiekty seksualne jest chory, tylko że jest jak najbardziej zgodny z naturą ludzką. To co uchodzi za urodę, jest w przyrodzie po prostu przejawem zdrowia, a więc posiadania zdrowych genów. Dlatego że mężczyźni byli przez wieki seksistami gatunek ludzki się nie zdegenerował. To właśnie kultura na nowo próbuje definiować płeć, a nie odwrotnie. Zresztą kobiety są nie mniej seksistowskie od mężczyzn jeśli chodzi o dobór naturalny. Wielu facetów doświadczyło tego na własnej skórze.

Pomimo prezerwatyw i pigułek antykoncepcyjnych, kalendarzyków i stosunków przerywanych, kobiety wciąż zachodzą w niechciane ciąże. Jak widać krew to naprawdę nie woda i trudno powstrzymać jej wzburzone fale. W dwudziestoleciu międzywojennym Tadeusz Boy-Żeleński nazywał prawo antyaborcyjne „piekłem kobiet”, gdyż choć odmawiano kobietom prawa do aborcji, często zostawiano je same ze swoimi problemami. Wykorzystywanie seksualne było wtedy powszechniejsze niż dzisiaj, na przykład zwyczajem paniczów było używać sobie rozkosznie pokojówek. Jeśli takiej seksualnej służącej zdarzyło się nieopatrznie zajść w ciążę najczęściej wyrzucano ją na zbity pysk. Jednocześnie społeczeństwo stygmatyzowało ją jako dziwkę. Uratowaną istotę zwano zaś pieszczotliwie bękartem. Na szczęście dziś już ludzie patrzą trochę dojrzalej na takie sytuacje. A kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.


Problem można widzieć też zupełnie z innej strony. Ciąża może być konsekwencją zwykłej zabawy obojga ze stron. Mamy w końcu na tej Ziemi kobiety wyuzdane. Może też wynikać ze związku ludzi, którzy przyjęli inne życiowe priorytety niż stworzenie rodziny. Dziecko może być na tej planecie niechcianym intruzem. Ciężko jest żyć bez miłości, zwłaszcza kiedy jest się małym dzieckiem. Nie wiem, czy moralne jest usunięcie takiej „przeszkody”. Lecz bycie „wrzodem na dupie” nie wróży wcale świetlanej przyszłości. Tak czy siak lepiej zawsze myśleć co się robi i do czego może to doprowadzić. W naszej kulturze przyjemność seksualna postrzegana była jako sfera wstydliwa, grzeszna, a wręcz „zboczona” (choć to w zasadzie seksualna oziębłość jest psychicznym zaburzeniem). Po obyczajowej rewolucji możemy podziwiać dziewczyny w minispódniczkach i skąpych bluzkach, a one mogą przyklejać sobie paznokcie i rzęsy. Możemy uprawiać miłość francuską, grecką czy hiszpańską, ale i tak często boimy się jej bardziej niż niechcianej ciąży. W domach z betonu nie ma wolnej miłości. A miłości nie ma bez odpowiedzialności. Dlatego nie jestem czarny ani biały.   

sobota, 1 października 2016

UCZTA MIŁOŚCI

Wiszę gdzieś między wymiarami. I obywatelem wszechświata prawie jestem. Bo jestem tym kim chcę, a nie tym kim mam być. I patrzę na Ziemię z tej wieży najwyższej. Stworzony z gwiezdnego pyłu przez naturę – człowiek. Tyle kwiatów kwitnie. Tyle liści usycha na gałęziach. Świat wiruje w tańcu narodzin i śmierci. Wciąż przełamuje stagnację żywiąc się własnym ciałem. To czyni na własną pamiątkę. Więc pamiętajmy, że istniejemy. Dobrze, że nas nie wyskrobali. Podobno jesteśmy owocami miłości, ale często jedynie namiętności. Mimo wszystko dobrze być takim owocem. To znak, że jesteśmy zdolni do namiętności. Dlatego muszę być szowinistyczną męską świnią. Taką subtelną. Bo lubię śnić o miłości.
Czasami wydawało mi się, że ludzie chcą zdeptać mnie jak karalucha. Dzisiaj wiem, że rozgniataniem karaluchów zajmują się tylko ludzie pojebani. Trzeba być bardzo pojebanym, żeby przez cały czas uganiać się za karaluchami. Jeśli jestem karaluchem, to takim wielkim i strasznym mutantem, który upierdoli ci głowę przy samej dupie zanim pierdniesz. Więc nie wywołuj karalucha z kosmosu. Mój mózg jest maszyną, która opracowuje tajny plan. Chcę przejąć kontrolę nad całą planetą i realizować swoje niecne plany. Chcę stworzyć globalną religię i zostać jej Wielkim Guru. Państwo Islamskie może już pakować walizki i ewakuować się przez czarną dziurę do Krainy Wiecznych Łowów. Szykujcie się na Armageddon.


Putin może mi skoczyć. Głowice nuklearne nie mogą się równać z moją magią. Jestem czarodziejem. Znam tajne zaklęcia poezji. Tak jak świat żywi się sobą, tak ja też siebie zjadam i na nowo powstaję. To jest ciało moje, bierzcie i jedzcie, jak powiadał dobry Jezus. Muszę istnieć, żeby absolut dokonywał katharsis. Mówcie co chcecie. Ja też będę mówił co będę chciał. A tym bardziej myślał. Kocham to co jest piękne, a nie lubię tego co jest mroczne. To jest moją miłość, którą mogę dać.

środa, 28 września 2016

KRZYŻ I SWASTYKA

- Moje uczucia jako chrześcijanina wiodą mnie do mojego Pana i zbawcy, w którym dostrzegam wielkiego wojownika. Wiodą mnie ku człowiekowi, który — choć samotny i otoczony kilkoma zaledwie uczniami — rozpoznał, czym są Żydzi i wezwał ludzi do walki z nimi. Człowieka, który — na Boga — wielkość swą okazał, nie cierpiąc, ale walcząc. Z bezgraniczną miłością jako człowiek i chrześcijanin czytam te słowa Pisma, które ukazują Pana w całej jego potędze, gdy wreszcie powstał i biczem wygnał ze świątyni całe to plemię żmijowe. Jakże wspaniała była jego walka o świat wolny od żydowskiej trucizny. Dziś, po dwóch tysiącach lat, w najgłębszych porywach mego serca z niezgłębioną pewnością wiem, iż właśnie po to on przelał swą krew na krzyżu. Jako chrześcijanin nie mogę pozwolić się oszukiwać. Jako chrześcijanin mam obowiązek walczyć o prawdę i sprawiedliwość – przyrzekał Adolf Hitler. Potem wywołał drugą wojnę światową.

Z Hitlerem jest ten problem, że nikt nie chce się za bardzo do niego przyznawać. Kręgi konserwatywne widzą w nim więc rewolucjonistę, zwalczającego tradycję i kościół. Ugodową postawę Watykanu wobec jego reżimu określają zatem jako taktyczną. Ci sami ludzie często uważają równocześnie, że „prawdziwa” demokratyczna opozycja nigdy nie powinna zasiąść z komunistami przy okrągłym stole. Niestety czasami trzeba wybrać mniejsze zło. Patrząc globalnie komunizm z pewnością był skrajnie zbrodniczym systemem, śmiem jednak sądzić (co w dzisiejszych czasach „renesansu” narodowego nie brzmi zbyt dobrze), że PRL był przyjaźniejszy Polakom niż Generalne Gubernatorstwo. A więc, nie kwestionując niechlubnej tego strony, dobrze się stało, że czerwony okupant wyparł brunatnego, nawet jeśli ucierpieli na tym żołnierze wyklęci. Nie mogę też słuchać bredni, jakobyśmy zostali sprzedani przez aliantów ruskiemu Gruzinowi. Owszem, polityka aliantów była cyniczna, tyle że Stalin zgarnął tylko tyle, ile udało się zwojować jego sołdatom.

Jedyną grupą religijną oficjalnie prześladowaną w Trzeciej Rzeszy byli Świadkowie Jehowy. Żydzi natomiast byli tępieni niezależnie od tego czy wyznawali judaizm, czy też przyjęli chrzest, a nawet porzucili swoją kulturę. Wierzono bowiem, że skurwysyństwo mają we krwi. W roli swojego głównego przeciwnika ideologicznego Hitler nie stawiał wcale kościoła, ale komunizm. Dlatego po wojnie uciekający gdzie pieprz rośnie naziści mogli liczyć na miłosierdzie Watykanu, zwłaszcza w osobie austriackiego biskupa Aloisa Hudala, uhonorowanego swego czasu złotą odznaką partyjną NSDAP.  Katolickie wychowanie otrzymał nie tylko sam Hitler, lecz też inni prominenci jego reżimu, jak np. Heinrich Himmler, Reinhard Heydrich czy Joseph Goebbels. W katolickim domu dorastał również Rudolf Hoess, komendant obozu zagłady w Oświęcimiu. W konstytucji Trzeciej Rzeszy znajdowało się też bezpośrednie odwołanie od Boga.

Grzechy Hitlera nie obciążają katolicyzmu jako takiego, podobnie jak wybryki dżihadystów nie obciążają całego islamu. Co więcej, Hitlera ostatni raz widziano w kościele w 1935 roku, na mszy za duszę marszałka Józefa Piłsudskiego. Choć formalnie pozostawał katolikiem, nie był więc praktykującym członkiem kościoła. W samych Niemczech największym poparciem cieszył się wśród ludności protestanckiej. Katolicki kler, zwłaszcza w Polsce (gdzie uchodził za strażnika narodowej tradycji), dotknęły różne, niekiedy wręcz zbrodnicze represje. Ale już na Słowacji marionetkowym faszystowskim reżimem kierował ksiądz Tiso. Stosunek Hitlera do spraw religijnych nie był jednoznacznie wrogi, lecz skomplikowany. Ciężko stwierdzić dziś w co tak naprawdę wierzył Hitler, ale analizując jego filozofię widzimy, że uparcie odwołuje się do jakiejś bliżej nieokreślonej siły wyższej. W nazistowskich kręgach szerzył się też okultyzm i neopogaństwo, czyli światopogląd jak najbardziej magiczny, a nie materialistyczny. Z całą pewnością Hitlera nie można postrzegać jako wojującego ateistę.         

niedziela, 25 września 2016

JESTEM KTÓRY JESTEM

Życie zaczyna się i kończy, czyli zmierza do punktu wyjścia. A zatem życie jest jedyną doświadczaną przez nas zmianą. Ale początek życia uważamy za wspaniały, a jego koniec za tragiczny. Wiem, że śmierć może być poprzedzona cierpieniem. Nawet zazwyczaj. Fakt, że czeka nas cierpienie, nie jest zbyt krzepiący. Jednak konieczność przemijania i cierpienia nadaje tym kilku chwilom istnienia wielkość. Śmierć nie jest niesprawiedliwa. Po prostu koło się zamyka. Otacza nas nicość. My jesteśmy błyskiem świadomości. Bogiem. Okiem spoglądającym w otchłań. To co w niej widzimy świadczy o tym, że istniejemy. Nasze istnienie przybrało taką, a nie inną formę. Cokolwiek istnieje nie może być przecież bezkształtne. Kształt wyznaczony jest przez granice. Granicą naszego bytu jest śmierć. Ale tylko jedną z granic.

W kultowej powieści Kurta Vonneguta „Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią”, weteran wojenny Billy Pilgrim zostaje porwany przez kosmitów i na obcej planecie prezentowany jest w zoo jako okaz nieznanego zwierzęcia. W klatce wraz z nim umieszczona zostaje samica, ponętna gwiazda porno. Lecz Billy Pilgrim od czasów wojny zmagać się musi z nagłymi skokami w czasie. Często powraca do bombardowanego przez aliantów Drezna, gdzie Niemcy przetrzymywali go z innymi jeńcami  w budynku nieczynnej rzeźni. Zaburza to jego percepcję tej sytuacji. Billy Pilgrim to swoiste alter ego autora, który dostał się do niemieckiej niewoli podczas ofensywy w Ardenach i na własne oczy widział bombardowanie Drezna. Wielu krytyków uznało absurdalno-satyryczny klimat powieści za niestosowny w kontekście tej rzezi, niemniej osiągnęła ona wielki komercyjny sukces i sprowokowała dyskusję na temat alianckiej „zemsty”.


Przesłanie „Rzeźni numer pięć” głosi, że wszystkie zdarzenia rozgrywają się jednocześnie, a czas nadaje im tylko formę czyli strukturę. Ponieważ żadna z chwil nie może zostać zmieniona powinniśmy skupiać się na tych dobrych, a ignorować złe. Łatwo powiedzieć. Ale przecież nie widzieliśmy dzieci płonących w Dreźnie, więc może nie tak łatwo. Nie widzieliśmy też płonącej Warszawy, Hiroszimy czy Nankinu. Być może to tylko literacka wizja, lecz niektórzy fizycy rzeczywiście uważają, iż czas obiektywnie nie istnieje. Jeśli to prawda, nie ma co przejmować się tym, że nie będziemy żyli wiecznie. A nawet jeśli czas jest wieczny, to w końcu będzie musiał się powtarzać. 

sobota, 24 września 2016

POLITYCZNA KOSA

Narzekali, że mają w sejmie cioty i babochłopów, to teraz wybrali sobie byłego gangsta-rapera. Kiedyś chełpił się tym, że pierdoli policję, dzisiaj uczestniczy w stanowieniu prawa. Ale stary scyzoryk nie zapomniał o młodzieży z ponurych blokowisk. A zwłaszcza o chorych dzieciach. Chce im dać medyczną marihuanę. Ale to może być za mało, żeby zwalczyć w tym kraju alkoholizm. Do tego potrzebne by było LSD. W latach pięćdziesiątych skuteczność takiej terapii szacowano na pięciokrotnie większą niż w wypadku technik stosowanych przez grupy wsparcia, takie jak Anonimowi Alkoholicy (z całym szacunkiem dla nich). Jeśli wierzyć wynikom tamtych eksperymentów tak zwany kwas powstrzymywał przed piciem co drugiego alkoholika. Wyobraźcie sobie, że w Polsce nie ma połowy pijaków. Przecież to byłaby prawdziwa rewolucja. Tylko że hipisowska czyli lewacka. A nie prawilno-medyczna.

Osobiście wolałbym, żeby ludzie palili trawkę niż pili alkohol, i nie chodzi mi tu nawet o ich wątroby. Po alkoholu Polacy często stają się agresywni. Sęk w tym, że kultura melanżu często łączy te dwie używki i stąd to całe gangsterskie pierdolenie. Czarna muzyka, tureckie kebaby i brytyjska piłka, to już niemal elementy naszej tożsamości. Wódka mogłaby więc wzmacniać ducha narodowego. Bądź co bądź, to prawdopodobnie polski wynalazek. A już z całą pewnością polskie słowo przyswojone przez szereg języków. Pierwszy znany zapis tego wyrazu znajduje się w zapiskach sądowych województwa sandomierskiego z 1405 roku. Tak więc Pablo Picasso twierdząc, że obok kubizmu i bluesa polska gorzała należy do największych odkryć dwudziestego wieku, pomylił się o przeszło sześć stuleci. To wciąż nasz flagowy produkt eksportowy. Ale Polacy ostatnio od wódki wolą piwo.
 

Podobno piją też więcej wina niż kiedyś. Znaczy się nie jaboli, tylko takiego prawdziwego. Mówią że wszystkie kobiety są piękne, tylko wina czasem brak. A skoro Polki są ponoć najpiękniejsze, jak się jeden z drugim nawali, to podobają mu się nawet Murzynki czy Azjatki. Dlatego niektóre Polki wyglądają jak mulatki, a inne mają azjatyckie oczy. Chociaż solarium powoduje raka skóry, w Polsce mogą korzystać z niego osoby, którym nie wolno jeszcze kupić paczki papierosów. Zresztą nadmiar słońca też może zaszkodzić. Na przykład zaburzyć pracę mózgu. Umówiłem się kiedyś z jedną głupią cipą. Potem nie przyszła, bo podobno za mocno się opaliła. Pewnie chciała zobaczyć jak to jest być gorącą dziewczyną. Nie wiem. We Włoszech w parlamencie zasiadała kiedyś gwiazda porno. Nie ma więc co wstydzić się gangsta-rapera. Tym bardziej, że nie wstydzę się tego, iż byłem kiedyś posiadaczem jego kasety. W podstawówce.  

piątek, 16 września 2016

ŻYCIE JAK PUDEŁKO CZEKOLADEK

Moja głowa to fabryka pomysłów. Muszę kiedyś zlecić ich realizację komuś kto nie wie co ze sobą zrobić. Ja mam za dużo rzeczy na głowie, żeby jeszcze zajmować się praktyką. Poza tym, nie nadążam nawet z ich zapisywaniem. Musiałbym mieć jeszcze sekretarkę żeby robiła mi notatki. Musiałbym mieć też kierowcę, żeby wszędzie dojechać, nawet kiedy akurat będę dyktował coś sekretarce, albo ciężko myślał. No i w ogóle musiałbym mieć kupę kasy i końskie zdrowie. Więc raczej sobie daruję. Ale moja głowa to mój potencjał. Kiedy mi się coś nie uda, zawsze mogę wymyślić co innego. Głowa wymyśla więc ciągle coś nowego. Tyle już jest tego, że mieszają się wszystkie wątki. Przez to wyobraźnia jest surrealistyczna. Wynika z tego realny chaos.


Dziś wiadomo, że mózg nie jest monolitem, lecz składa się z autonomicznych modułów. Każdy moduł „otrzymał” od ewolucji określone zadanie – po prostu sprawdził się w swojej roli i dlatego zajmuje swoje miejsce w systemie. Poszczególne moduły realizują własne cele, a te mogą być sprzeczne. Pociąga to za sobą emocjonalną ambiwalencję. Postępujemy zgodnie z „wolą” modułu, któremu udaje się przejąć kontrolę na skutek skomplikowanych algorytmów mózgowych. Przez cały czas toczymy więc niejako wewnętrzną walkę. A w zasadzie jesteśmy tą walką. Nasze postępowanie realizuje wytyczne przeważających modułów. Tak więc jesteśmy wypadkową tworzących nas elementów. Wyjaśnia to naszą hipokryzję, wewnętrzne konflikty czy doznania rozpadania się jaźni pod wpływem medytacji lub narkotyków halucynogennych.


Chcielibyśmy mieć ciastko i zjeść ciastko, bo chcemy mieć zapasy ciastek i rozkoszować się ich smakiem. A najlepiej jakby można było jeść ciastka i jeszcze zachować smukłą sylwetkę.  Podobnie jest ze wszystkim. Chcielibyśmy zachowywać szanse i jednocześnie je wykorzystywać. Albo robić co chcemy i nie ponosić tego konsekwencji. Chcielibyśmy też przestrzegać jakkolwiek pojmowanych standardów moralnych i jednocześnie sobie folgować. Nawet kiedy zostaniesz papieżem będzie Ci się chciało bzykać to co natura stworzyła do bzykania. Napijesz się, chociaż nie lubisz mieć kaca. Nieraz nawet już kiedy coś robisz wiesz, że będziesz tego żałował. No cóż, skazany jesteś na szamotanie się pomiędzy swoimi pragnieniami. Ty jesteś tymi pragnieniami. Chcieć znaczy być. Cieszę się, że jestem.