Łączna liczba wyświetleń

środa, 10 lutego 2016

MOJE RADY

Najbardziej wkurwiają mnie ludzie którzy chcą mnie na siłę uszczęśliwiać. Jest bowiem w ich „trosce” jakieś poczucie wyższości – traktowanie człowieka jak głupka nie potrafiącego sobie poradzić i nie wiedzącego co jest dla niego dobre. Dlatego z takiego uszczęśliwiania człowiek wychodzi najczęściej nie dość, że niezadowolony, to jeszcze wytrącony z dotychczasowej całkiem niezłej równowagi. Uszczęśliwianie psuje humor. Zamiast konkretów, delicji i precjozów, próbują Ci wcisnąć coś czego wcale nie chcesz i jeszcze masz im za to dziękować. „Dary” uszczęśliwiaczy pokazują jak mało ich zdaniem powinieneś od życia oczekiwać. Nie pojmują, że możesz po prostu czegoś nie chcieć, mierzyć wyżej, albo w zupełnie inną stronę.
 

Paradoksalnie uszczęśliwiacze są często bardziej nieszczęśliwi niż Ty sam. Dlatego muszą Ci pokazywać jak wielkim jesteś dupkiem. Patrzeć na Ciebie z góry, protekcjonalnie instruować i pobłażliwie głaskać po główce. Niesymetryczność takich relacji stawia ich samych w lepszym świetle. Czyni z nich mentorów, mistrzów i przewodników. Pozwala wygłaszać teorie, których nikt „normalny” nie chce słuchać. Jeśli bowiem godzisz się na rolę pouczanego chłopca, stajesz się nie tylko idealnym słuchaczem, lecz też deprecjonujesz samego siebie. Porady takich dobrodziejów najczęściej są mieszaniną przesady, mądrości ludowych i oczywistości o których dobrze wiesz.

Nie bój się iść swoją drogą. Nie zwracaj uwagi na docinki. Przyjmuj tylko poważne propozycje, nie tracąc czasu na obserwowanie cudzej bufonady. Jeśli ktoś może zrobić dla Ciebie coś konkretnego, niech zrobi to – jeśli nie, niech wypierdala!!! Rozejrzyj się dokoła. Zobacz co jest grane. Czy naprawdę inni są lepsi od Ciebie? Czy może chcą Ci tylko to pokazać? Ale pokazać Ci mogą tylko zdobycze. Lepsze trofea i roztaczającą wokoło zamieszanie aparaturę. Nakręcającą ich wartość maszynkę. Uszczęśliwiacze nie spełniają życzeń. Nie biorą odpowiedzialności za Twoje błędy. Oni tylko mówią, że wszystko wiedzą.  

wtorek, 9 lutego 2016

DYSKUSJA O WARTOŚCIACH

W obliczu kryzysu imigracyjnego europejska tolerancja zdaje się załamywać. Oczywiście od zawsze część opinii publicznej była nieprzychylnie nastawiona wobec przybyszów, dzisiaj jednak taka optyka zaczyna przeważać. Po pierwsze wędrówka ludów zdaje się nie mieć końca, a to musi budzić niepokój – możliwości pomocy są ograniczone. Po drugie niekiedy włóczędzy zaczynają tu się panoszyć, nie okazując zbytniej wdzięczności. A ekscesy pewnych osobników pozbawiają naszej sympatii całą wędrowną brać. Choć wydaje się, że na ten temat powiedziano już wszystko co można powiedzieć, cały czas mamy do czynienia z szablonami, jakie nie pozwalają dostrzegać całej złożoności sprawy.


Z najnowszych danych statystycznych ujawnionych przez niemiecką policję wynika, że tylko niewielki odsetek uchodźców z Syrii, Iraku czy Afganistanu, dopuszcza się czynów kryminalnych. Dajmy na to w słynnej ostatnio Kolonii, gdzie zarejestrowano 1100 Syryjczyków, przestępstwa popełniło tylko pięciu. Nie pasuje to zbytnio do mitu o egzotycznych fanatykach w turbanach, którzy nie rozumiejąc naszych liberalnych wartości, przybyli tu gwałcić dziewice i uprawiać dżihad. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę wędrowców z rejonów teoretycznie nieco bliższych nam kulturowo, takich jak Tunezja, Maroko czy Algieria, a nawet z Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry lub Albanii, zobaczymy że w kolizję z prawem weszło około 40% z nich. Mamy tu do czynienia ze zorganizowanymi gangami, bardziej spragnionymi alkoholu, dziwek i luksusu, niż zamachów terrorystycznych. Nie oznacza to, że nawiedzeni radykałowie również nie rozgrywają na tym kryzysie swojej gry.


Problemem nie jest islam, tylko bandytyzm. Orientalni gangsterzy są bardziej przesiąknięci euroatlantyckim kiczem niż konserwatyzmem religijnym, przy czym świadomość własnej „obcości” w tym świecie zmusza ich do pielęgnowania swego rodzaju tożsamości i odrębności. Są tak bogobojni jak polscy kibole handlujący amfetaminą i tabletkami ecstasy. Mogą się co najwyżej grupować się wokół symboli i totemów, przejawiając swego rodzaju „murzyńskość”. W gruncie rzeczy bardziej niż rodzimą tradycją fascynują się filmami akcji i wyuzdanymi teledyskami, cycatymi blondynkami i zachodnią technologią. Nasz świat jest atrakcyjniejszy niż ich, dlatego to tutaj szukają szczęścia. A co do fundamentalistycznego terroryzmu, jest to działalność marginalna – wielokrotnie więcej Europejczyków ginie w porachunkach mafijnych.
 

Badanie niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego dowodzi, że „uchodźcy popełniają czyny karalne tak samo rzadko lub tak samo często jak mieszkańcy Niemiec”. Nie wdając się więc w dalsze rozważanie niuansów, zauważyć musimy iż prawdziwym problemem jest to co dzieje się na Bliskim Wschodzie, a nie w Europie. To największy kryzys humanitarny od czasów drugiej wojny światowej, a demokratyczny świat okazuje się w tym momencie zaskakująco bezsilny. Półtora miliona syryjskich uchodźców koczuje w czteromilionowym Libanie, który miał już wcześniej problem z uchodźcami palestyńskimi. Olbrzymia fala Syryjczyków napływa do Turcji. Jest tam ich około dwóch milionów. W ciągu ostatnich dwóch dni przed rosyjskimi bombardowaniami pod turecką granicę uciekło 35 tysięcy osób, które koczują pod gołym niebem. W drodze jest kolejnych 80 tysięcy, a ofiar wojny nikt już nie jest w stanie policzyć. Najtrudniejsza sytuacja jest w obleganym przez reżim Assada Aleppo. W zablokowanym mieście dochodzi do śmierci głodowych. To koszmar o którym nic nie wiemy i nie chcemy wiedzieć. Czym zatem są te nasze chrześcijańskie wartości, których musimy tak bronić?   

poniedziałek, 8 lutego 2016

LIST DO MATKI POLKI

LATAJĄCY DOM
SPOKOJNEJ STAROŚCI
- polecam!!!
Platforma Obywatelska przystąpiła do populistycznego wyścigu z PiSem i Kukizami. Licytują się kto da więcej. Nowa propozycja Platformy to 500 zł na każde dziecko, nawet na pierwsze. Co prawda Platforma już nie włada, lecz przejście do opozycji nie zwalnia z odpowiedzialności. Zamiast konstruktywnej krytyki mamy niestety pajacowanie, co oznacza ideowe bankructwo. Zmieniła się koncepcja, orientacja i kierunek. Racjonalna i pragmatyczna alternatywa dla „oszołomów” ostatecznie się wypaliła, ukazując jałowe zgliszcza i popioły. Desperacko chwytając się socjaldemokratycznej demagogii, Platforma daje popis wyborczej korupcji, licząc że w ten sposób kupi sobie przyszłe głosy. Najwyraźniej zamierza teraz zastosować sprawdzoną strategię – wzorem obecnej ekipy obiecywać cuda. Szkopuł tylko w tym, że apetyty społeczne są nienasycone.

Daj ludziom po 500 zł, a już im tego nie zabierzesz, choćby gospodarka leżała i kwiczała. Każdy następny rząd, o ile tylko spróbuje cofnąć dzisiejszą euforyczną dobroczynność, wywoła powszechną histerię, płacz i zgrzytanie zębami, a być może również zamieszki uliczne. Przywilejów raz zdobytych nie oddamy bowiem nigdy. Władze polskie boją się poszczególnych grup nacisku, a co dopiero całego społeczeństwa. Uprzywilejowane grupy zawodowe do dziś skutecznie bronią swoich zdobyczy z okresu PRL-u, a 500 zł będzie się należało wszystkim – przedsiębiorcom, robotnikom i bezrobotnym. Niedługo naród uzna, że otrzymywanie tej kasy to jego niezbywalne prawo, a kto będzie mu chciał te prawo odebrać uznany zostanie za złodzieja. Wiem, że 500 zł to kwota niebagatelna dla ludzi którzy żyją za śmieszne pieniądze, nie mogę ich więc o to obwiniać. Przywództwo nie polega jednak na rozdawaniu forsy.

Ogromnym znakiem zapytania jest też skuteczność takiego instrumentu. W założeniu nie ma być on bowiem narzędziem socjalnym, ale demograficznym stymulatorem. Co ciekawe najwyższy przyrost naturalny obserwujemy w krajach trzeciego świata, a najniższy w tych najbardziej uprzemysłowionych. Przyrost naturalny nie wydaje się zatem ograniczany barierami materialnymi, ale mentalnymi – potrzebą posiadania większej ilości rzeczy niż jest niezbędna do życia. Głęboki kryzys demograficzny dotyka kraje tak zamożne jak choćby Japonia, a i w Zachodniej Europie przybiera już od jakiegoś czasu niepokojące rozmiary. Swego czasu doprowadziło to do polityki otwartych drzwi i multi-kulti. Pomimo przerażającej nas dziś fali imigracji, zasadniczo Europa potrzebuje świeżej krwi, tyle że takiej która wejdzie w krwiobieg, nie tworząc w nim zakrzepów.

 
Stereotyp rodziny wielodzietnej jako patologicznej nie bierze się znikąd, co nie znaczy że między tymi przymiotnikami postawić można znak równości. Jak w każdym zresztą wypadku uogólnianie trywializuje rzeczywistość. Świadome macierzyństwo czy ojcostwo jest czymś wzniosłym, pięknym i wspaniałym. Niestety często posiadanie liczniejszego od średniej krajowej potomstwa nie wynika ze świadomych decyzji, tylko nieodpowiedzialnych „przypadków”. Osobiście znam co najmniej kilku niezbyt rozgarniętych ludzi, którzy nie przejmując się wcale okolicznościami zdążyli się szybko i licznie rozmnożyć. Takie sukcesy ewolucyjne pociągają niestety za sobą koszty tak duże, iż skazują ich owoce na ubóstwo i upośledzenie kulturowe. Ze swojej strony gotowy jestem oczywiście wspomóc naród polski i rodzinę europejską nie tylko swoją spermą, lecz również miłością nieudacznika i obowiązkową troską. Pytanie tylko czy jest to wystarczająco dużo. Jeśli tak to jestem do dyspozycji. Ze swojej strony oczekuję tylko kobiecości i seksapilu.  

czwartek, 4 lutego 2016

VOX POPULI

Informacja to władza. Kto ma informacje ten rządzi. A dzisiaj najwięcej danych gromadzą wyszukiwarki internetowe. Na postawie odwiedzanych stron można skonstruować portret każdego internauty. Czym się interesuje, z kim się kontaktuje, co lubi. Już samym tylko faktem korzystania z sieci pokazujemy swoje preferencje i zwyczaje, a te dużo o nas mówią. Nie wspominając już o osobistych szczegółach, które udostępniamy dobrowolnie, np. na portalach społecznościowych. Współczesny człowiek już chyba przestał zawracać sobie tym głowę. Bardziej niż braku anonimowości boi się tego, że nikt nie będzie go dostrzegał. Oczywiście, nie będzie specjalnie chwalił się choćby tym, że lubi oglądać pornole, lecz ponieważ należą one do najczęściej wyświetlanych internetowych treści, nikt raczej nie będzie w tym wypadku dociekał personaliów użytkowników.

To prawda, że sieć kipi od hejtu – spontanicznej i reżyserowanej nienawiści. Jednak nie wydaje mi się, żeby było tam więcej jadu niż w prawdziwym życiu. Jakkolwiek gorzko to zabrzmi, po tej ziemi stąpają różne parszywe świnie. Często nuda, zawiść czy dziecinność są dla nich wystarczającym powodem do podłości. Choć pozorna anonimowość ośmiela do werbalnej agresji, najgorsze rzeczy spotykają człowieka w świecie realnym. Wirtualny stalking może prowadzić do różnych tragicznych wręcz sytuacji, tyle że to najczęściej wynika z jego wpływu na rzeczywistość. Rozpowszechnianie kompromitujących wiadomości, zdjęć i tak dalej, ma zniszczyć wizerunek ofiary. Wszelkiego rodzaju gówno łatwo wpuścić w obieg, a potem patrzeć jak chlapie na wszystkie strony.


Jeśli w internecie jest tyle nienawiści, znaczy to iż tyle jest jej w społeczeństwie. Telewizyjny przekaz podlega różnego rodzaju cenzurze, nigdy nie będzie więc tak wyrazistym odbiciem masowej mentalności. Tam rządzą inne prawa, uśmiechnięte prezenterki i elokwentni chłopcy. W internecie rządzą masy ludzkie. Piszą o tym co ich boli, a czasami gnoją innych. Krytykują celebrytów, albo załatwiają osobiste porachunki. Dzielą się swoją „wiedzą” ze światem, jak kapusie piszący donosy do SB. Rozkoszują się szambem pretensjonalnej złośliwości. Nie brakuje wśród nas szumowin, obrabiających ludziom dupę za plecami i dążących do ośmieszenia czy nawet poniżenia bliźnich. Na swój mały i niekiedy wredny sposób staramy się wykorzystać cząstkę tej władzy, jaka wynika z informacji.       

środa, 3 lutego 2016

PEJZAŻ PRZEDWCZESNY

Przez moje serce idzie wiosna słodka
Bezmleczne gwiazdy kołysze pokusą
Aż je napoić chcę ze swego środka
Tłustym nektarem – swoją własną duszą.

Nie mówcie mi o tym co jest nieważne
Kiedy gotowy jestem do odlotu
Chcę poczuć co mogę jeszcze wyraźniej
I zanurzyć się w każdym jej obłoku.

Gdy spłynę na dno najgłębsze tej wizji
Zobaczę usta, różę i dwie gwiazdy
Czerwienią płatków nasycę swe zmysły
Spragnione ziemskiej, ostatecznej prawdy. 

wtorek, 2 lutego 2016

PROZA

Pisanie jest poszukiwaniem czytelnika idealnego – bratniej duszy. W trakcie najbardziej nawet grafomańskiego wybryku człowiek z rozmysłem waży słowa. Rozważa ich poetykę. Tworzy literacką symulację rzeczywistości. Kręci się wokół znaczeń. Narracja opowieści ma dowodzić doniosłości poruszanych kwestii. I to jest problem ze słowami. Wielkie słowa podlegają inflacji, tracą na wartości zmieniając się w wyświechtane frazesy. Kiedyś bowiem myśleliśmy, że słowa mają swoje odzwierciedlenie. Wnioski z własnych doświadczeń w tym zakresie wyglądają zgoła inaczej. Im bardziej coś jest reklamowane, tym gorszym jest gównem, jakimś podejrzanym mirażem. Nabieramy dystansu do słów, bo wiemy że ludzie mają skłonność do popadania w przesadę.

Sami też przesadzamy, ale to już inna sprawa. Prawda potrafi być bardzo względna. Przedstawiamy fakty w sposób najbardziej dla nas korzystny. I chyba nie ma w tym nic złego. Oczywiście chełpienie się osiągnięciami to zajęcie błazeńskie, każdy jednak lubi się temu oddawać. Osiągnięcia te mogą być nawet iluzoryczne, czy wręcz wyimaginowane. Ale w literaturze musi być coś wzniosłego – choćby w liście miłosnym pisanym w podstawówce. A młodzieńcza twórczość jest bardziej patetyczna od Mickiewicza i Słowackiego. Dajmy na to teksty hip-hopowe. Jeden z drugim szczyl rymuje sobie że policja go bije i szanują go ludzie ulicy. A do tego chwali się, że pali trawkę, chociaż tak naprawdę głównie chleje. W takim kontekście myślę, że już lepiej niech dzieciak pisze wiersze.

I tak prędzej czy później z tego zrezygnuje, ponieważ z wierszami jest jeden problem – nikt ich nie rozumie. Nikt, z wyjątkiem bratniej duszy, czyli nikt. A ponieważ na świecie pełno jest niezrozumianych młodych ludzi, szybko im się nudzi czekanie na oklaski. Z wyrażaniem wrażliwości jest również ten kłopot, iż nie jest ona w tych czasach zbyt dobrze postrzegana. Silenie się na jej obnażanie może skutkować etykietką obciachowego mięczaka. Dodaj do tego literacki patos i masz nawiedzoną ciotę, której można podokuczać, np. szydząc z epatowanych przez nią uczuć. Romantyzm nie jest szczególnie ujmujący, jeśli nie stoją za nim inne cechy. Dlatego cokolwiek mówisz, mówisz to do siebie. Mówisz to co chcesz.     

poniedziałek, 1 lutego 2016

NOWA MEKKA

Czy świat oszalał? Czy też może kryzys imigracyjny świadczy o głębokich problemach Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki? Są one wielopłaszczyznowe, więc także gospodarcze, ekonomiczne i tym podobne. Pragnienie dotarcia do Europy musi być ogromne, skoro tylu ludzi decyduje się na karkołomną wędrówkę. Oto determinacja w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej. Ucieczka do innej cywilizacji, często wyidealizowanej i widzianej przez pryzmat filmów fabularnych. Nie wszystko jest tutaj takie kolorowe. I to jest zderzenie przybyszów z naszą rzeczywistością. A także to lekcja, która mówi im, iż nie tak prędko staną się jej uczestnikami. Mimo wszystko uważam, jakkolwiek by na to nie patrzeć, że mamy tu do czynienia z pewnym dramatem – desperackim poszukiwaniem lepszego życia.

Stara, dobra Europa, nie była wcale taka zła, chociaż miała swoje słabe strony. Dla wielu ludzi jawiła się miejscem spełnienia marzeń. I nie wiem czy zasadna jest teraz pewność, że to wszystko od początku było do przewidzenia. Bo multi-kulti było co prawda mocno krytykowanym eksperymentem społecznym, ale odniosło swego rodzaju sukces choćby w Stanach Zjednoczonych. Dopiero po Arabskich Wiosnach i innych turbulencjach, okazało się że Orient ogarnęła "gorączka europejska" w stopniu zupełnie niekontrolowanym . Tak wielkich mas ludzkich nie da się już jednak sprawnie zasymilować. Powstają jakieś formy przypominające kulturalne getta, rządzące się swoimi prawami i wyjęte spod państwowych jurysdykcji. To oczywiście rodzić będzie napięcia, ale nikt palcem nie kiwnie kiedy Arab skrzywdzi Araba. Tylko żeby białasa nie spróbował ruszyć, a reszta to już jego sprawa.
 
Palestyński student, który nagrał jak rasista go wyzywał w sklepie spożywczym, powinien wiedzieć, że prawie każdemu w tym pieprzonym kraju nabluzgał kiedyś jakiś agresywny pojeb. W naszym kraju nie mamy jeszcze żadnych problemów z imigrantami – ale już ich nie lubimy za to co zrobili niemieckim kobietom. Wniosek z tego taki, że nareszcie pojawią się „chłopcy do bicia”, więc będzie można podjąć patriotyczną walkę, zamiast wzajemnie wyzywać się od Żydów. Nie wróżę więc uchodźcom spokojnego pobytu w Polsce. Wszyscy będą mieli ich w dupie, z wyjątkiem pijanych chuliganów. Większość z nich będzie wegetować w jakichś budynkach socjalnych i kisić się wiecznie w znanym sobie gronie. Nielicznym, najczęściej tym z wykształceniem, horyzontami i humanistyczną świadomością, uda się osiągnąć sukces.


W Europie trzeba być Europejczykiem bardziej niż Arabem. Pytanie tylko czy Polakiem także? Moglibyśmy mieć to wszystko w dupie gdybyśmy wypisali się z Unii Europejskiej, ale tam chce się zapisać nawet Ukraina. Angoli może i na to stać, ale my jesteśmy w niemieckiej kieszeni. Poza tym niemal na pewno Brexit skomplikowałby życie naszych pracowników na Wyspach, nie podniecajmy się więc „twardym konserwatyzmem”. I nie liczmy na to, że przemiany cywilizacyjne będą bezbolesne. Mieszkamy w globalnej wiosce.