Łączna liczba wyświetleń

piątek, 6 marca 2026

AMERICA FIRST

 
Polacy od lat marzą o broni atomowej, bo jak wiadomo tylko taka broń daje gwarancję suwerenności. Tylko strach pomyśleć co taka broń oznaczała by w rękach Kaczyńskiego, a już szczególnie Grzegorza Brauna. Prawdopodobnie Berlin podzieliłby los powstańczej Warszawy - oczywiście jedynie w skali zniszczenia a nie irracjonalnego heroizmu.

Takie "atomowe rozwiązanie" raz na zawsze załatwiłoby sprawę reparacji - po obróceniu w pył germańskich miast bylibyśmy już kwita. No i odzyskalibyśmy suwerenność od unijnych dyrektyw które właśnie stamtąd płyną do Brukseli. Brukselę też zresztą moglibyśmy zbombardować, bo to nowy Babilon. Moglibyśmy zlikwidować wszystko i nie byłoby niczego.

Wreszcie moglibyśmy urządzić świat od nowa, to znaczy po staremu. Tradycyjne polskie wartości i tak dalej. Co jeden to większy tradycjonalista, chyba że akurat musi się rozwieść albo wyskrobać niechciane dziecko. Albo spodoba mu się jakaś Ukrainka. Albo dostanie dotacje w euro. Tak więc broń atomowa jest nam do szczęścia niezbędna.

Popatrzcie na Kim Dzong Una. Aż promienieje szczęściem. Żre, chleje i dupczy na potęgę w luksusie, a wszystko za pieniądze "podatników" o ile tak można nazwać sterroryzowaną ludność. O tym samym marzyli irańscy ajatollahowie, lecz Trump i Netanjahu nie pozwolą na to. Najbardziej ekstrawagancka teoria mówi, że zaangażowanie USA ma przykryć aferę Epsteina.


Byłoby to rzeczywiście geopolityczne kuriozum. Izrael i tak zacząłby ten dym z powodu "odwiecznych" porachunków, ale Trump mógł sobie darować. Niby uderzył w sojusznika Rosji, tyle że zużyje na Bliskim Wschodzie cenne pociski których tak potrzebuje Ukraina... Nic nie cieszy Putina i jego wojennej machiny bardziej  niż drożejąca ropa.

Jeśli zaś dojdzie w Iranie do "wariantu syryjskiego" możemy mieć światowy bigos. Tym bardziej więc powinniśmy mieć parasol atomowy. Własną bombę stworzyć chciał już Gierek, lecz profesor kierujący tym programem zginął w tajemniczym wypadku samochodowym. Do gierkowskiej idei powrócił niedawno niezłomny Andrzej Duda.

Były już prezydent wielokrotnie deklarował gotowość do przyjęcia amerykańskich głowic jądrowych na naszym skromnym terytorium. Niestety administracja Bidena olała go ciepłym moczem, wypierając się jakichkolwiek rozmów w tym temacie. Nawrocki poszedł nawet o krok dalej i śnił już o własnym programie jądrowym, lecz administracja Trumpa jest temu przeciwna.


Pojawiła się jednak inna alternatywa. Francuski parasol nuklearny byłby niestety politycznie kłopotliwy dla skrajnej prawicy, która jest zakładnikiem swej narracji antyeuropejskiej i wszystko postawiła na Wuja Sama. "Patrioci" upierają się więc żeby dalej płaszczyć się przed Jankesami, bo rzekomo są bardziej wiarygodni. Mówi się też o wzmacnianiu wpływów Francji, a przecież Francja jest prawie jak Niemcy.

Kłopotliwym "prezentem" dla prawicy jest też program SAFE. Bo jak Europa coś "daje" (czy w tym wypadku pożycza na procent zbliżony do poziomu inflacji, a więc bez zysku dla siebie), to znaczy że coś knuje. Jakiś idiota mógłby sądzić, że niektórym europejskim politykom zależy na wzmocnieniu wschodniej flanki żeby zabezpieczyć własne dupska.

Ale wiadomo że na Zachodzie kontynentu kobiety noszą brody i tak dalej, więc nie można ufać takiemu bydłu. Można zastosować jakąś kreatywną księgowość i dosłownie "wyczarować" potrzebne pieniądze dzięki niesprecyzowanym operacjom finasnowym. Brzmi jak stare dobre drukowanie pieniędzy ale można na przykład przepierdolić rezerwy złota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz