Swego czasu Rzym był republiką - czymś w rodzaju ekskluzywnej demokracji dla obywateli, gdzie niewolnicy i inne ścierwa nie miały oczywiście żadnych praw. No ale pojawił się taki bystry populista jak Juliusz Cezar. Jego ugrupowanie polityczne - Populares - działało w interesie plebejuszy, czyli najniższej warstwy "wolnych" ludzi, o ile można być wolnym żyjąc z dnia na dzień bez grosza przy dupie. Jeśli zaś niewypłacalny plebejusz popadał w długi to kończył właśnie jako niewolnik.
Póki jednak plebejusz był jeszcze plebejuszem miał pewne prawa obywatelskie. Mógł brać udział w zgromadzeniu ludowym i wybierać tak zwanych trybunów ludowych, czyli urzędników reprezentujących ich prawa. W praktyce zgromadzenie posiadało prawo weta wobec działań senatorów i konsulów, lecz sami wiecie jak takie dystyngowane skurwysyny rozumieją umowę społeczną... No i system republikański przestał w końcu harmonizować rodzące się w państwie napięcia społeczne.
Oto idealny moment na pojawienie się populistycznego dyktatora i rozpieprzenie całej republiki. Aby zdobyć władzę wystarczy przedstawić się jako obrońca ludu stojący przeciwko rozpasanym elitom. Jeśli w dodatku jesteś dowódcą wojskowym to masz za sobą armię siepaczy. Jeśli akurat odniosłeś błyskotliwe zwycięstwo ku chwale Rzymu to jesteś niezwykle popularny. Jeśli po sterroryzowaniu, eksterminowaniu i ograbieniu nieludzkich dzikusów w Galii dysponujesz bajecznymi bogactwami to masz kapitał na kampanię siłowo-informacyjną.

Zamach stanu uderzać musi w interesy polityków dotychczasowego systemu, którym ktoś zacznie wyżerać z koryta najsłodsze konfitury. Dyktator coraz bardziej "reformuje" działanie aparatu państwowego tak aby maksymalnie go kontrolować. I wtedy zawiązuje się spisek "obrońców wolności" - jakiś starożytny Komitet Obrony Demokracji czy Dom Wolnego Słowa. No bo przecież to dla dobra ludu i tak dalej. Obalimy tyrana i przywrócimy motłochowi upragnioną wolność, a sami zarobimy na tym kokosy i zyskamy wieczyste uznanie.
Tyle że ciemny lud uwielbiał Juliusza Cezara i wcale nie był zachwycony gdy senatorowie go zasztyletowali. W wyniku politycznego chaosu jaki rozpętał się po zgładzeniu ukochanego dyktatora władzę objął wnuk jego siostry Oktawian. Ten zaś połowę spadku po swoim obrzydliwie bogatym krewnym rozdał zwykłej hołocie i tak kupił sobie opinię publiczną. Jednocześnie zachował pozory ustroju republikańskiego, aby senatorowie mogli się spotykać w swoim klubie dyskusyjnym i zachować tak potrzebne im przywileje.
Ustrój zmienił się już jednak nieodwracalnie - państwo stało się cesarstwem, czyli imperialną monarchią. Zyski z podbojów przyniosły rzymskim elitom niespotykane bogactwo, ale ochłapy rozdawano spragnionemu ich pospólstwu, więc te entuzjastycznie popierało imperialistyczną ekspansję. Tak w imię wolności stworzono więc... faszyzm. Lud przyklaskiwał wyzyskowi brodatych i dzikich dziwolągów, ponieważ dostawał pieczywo, wino, igrzyska i łaźnie publiczne. Ostatecznie każda elita ulega degeneracji, duma kroczy przed upadkiem, a uzbrojeni desperaci rzucają się na strzeżone spichrze i skarbce.
Nastał starożytny kryzys migracyjny zwany wielką wędrówką ludów. Po katastrofalnej suszy na azjatyckich stepach pozbawiona pespektyw zbieranina koczowniczych plemion wyruszyła do sytej Europy. No i różne wędrowne gangi zaczęły regularnie łupić Rzym, a ten zaczął coraz bardziej podupadać, aż w końcu padł zupełnie. Przynajmniej jeśli chodzi o Rzym właściwy, bo wspaniałe imperialistyczne tradycje usiłował kontynuować grecki Konstantynopol. Stolicę Wschodniego Cesarstwa ostatecznie zdobyli Turcy Osmańscy. Sułtan Mehmed Zdobywca ogłosił się cesarzem rzymskim.
Cesarzami "trzeciego Rzymu" ogłaszali się władcy Bułgarii. Serbii a potem Rusi Moskiewskiej. Na Zachodzie cesarstwo reaktywował Karol Wielki, a potem tytułem tym posługiwali się władcy niemieccy. Potem jeszcze austriaccy. W imię obrony ideałów wolności imperialistyczną dyktaturę wprowadził kolejny populista z tytułem cesarskim - mały kapral z Korsyki czyli Napoleon. Cesarzów mieliśmy więc w Europie tylu, że w zasadzie tytuł ten przestał cokolwiek znaczyć. W czasach bardziej nowoczesnych do starożytnego imperialnego dziedzictwa chętnie odwoływali się Hitler i Mussolini, z wiadomym zresztą skutkiem.

Ale może faszyści byliby fajni, gdyby wygrali drugą wojnę światową, tak jak fajny jest dla Rosjan wujaszek Stalin czy dla Chińczyków Mao. Gloryfikowany w naszym narodowym hymnie Bonaparte wysyłał polskie, jakże patriotyczne jednostki, do tłumienia rebelii niewolników na Haiti. Europejski kolonializm skutkował skrajnym wyzyskiem człowieka przez człowieka, lecz ten jeden był cywilizowany a drugi nie. Więc trzeba mu było wpoić wiarę chrześcijańską i zagnać do pracy na plantacjach. To kwintesencja imperializmu - tanie produkty dla "swojego" ludu i historyczna duma.
Aż dziwne, że żaden z polskich władców nigdy nie ogłosił się cesarzem. No ale jak wiadomo daliśmy dupy z koloniami, choć byliśmy lokalnym wielkim mocarstwem od morza do morza. Próbowaliśmy to nadrobić po pierwszej wojnie światowej poprzez groteskowe ambicje Ligi Morskiej i Kolonialnej, lecz na polskie imperium było już za późno. O mały włos sami nie staliśmy się rezerwuarem niemieckich niewolników, na szczęście wyzwoliła nas Armia Czerwona. I odtąd nieśliśmy internacjonalistyczną pomoc wszystkim ciemiężonym ludom Europy - Węgrom, Czechom czy Słowakom...
Po czasie okazało się, że EUROATLANTYCKIE IMPERIUM ZGNIŁEGO ZACHODU daje ludowi więcej frykasów, rozrywek i gadżetów niż sam Edward Gierek. A potem był już tylko ocet na półkach i lud nie wytrzymał braku prądu, mięsa, kawy, bananów, dżinsów i wolnych mediów. Obaliliśmy więc namiestników Rosji i zapisaliśmy się do NATO i Unii Europejskiej. Tyle że w Europie rządzą Niemcy, bo to czwarta gospodarka świata. A poza tym pełno tam pedałów, ciapatych, ateistów, narkomanów i innych takich. A to już zagrożenie dla tradycyjnych polskich wartości.
Jarosław Kaczyński postulował więc stworzenie WIELKIEGO CESARSTWA POLSKIEGO ale tradycyjnie gówno z tego wyszło. Tuska mianowano co prawda chwilowo Cesarzem Europy, ale tyle miał tam do powiedzenia ile w Polsce Duda. Musimy więc nieustannie składać hołdy lenne Cesarzom Ameryki, bo to jedyni władcy którzy mogą nas uchronić przed inwazją rosyjskich faszystów. Skomplikowana to układanka. Boże chroń Amerykę, bo hamburgery zastąpią znów jajka w majonezie.