Łączna liczba wyświetleń

sobota, 31 sierpnia 2019

HOMO SAPIENS


Karol Darwin mówił, że we wszechświecie nie przetrwają ci którzy będą najsilniejsi, najmądrzejsi i najpiękniejsi, ale najbardziej plastyczni. Tak się przypadkowo złożyło, że stworzeniem takim okazał się człowiek – dlatego lubi o sobie myśleć że jest najbystrzejszą małpą, albo nawet dziełem bożym. Tyle że w zasadzie porównuje się ciągle sam ze sobą, bo jest słabszy od zwykłego goryla, mniej pstrokaty od pawia, a jaki głupi potrafi być to sami wiecie. Ale nie bądźmy złośliwi. Przynajmniej człowiek ma najbardziej plastyczny mózg, a to pozwoliło mu przetrwać w każdych warunkach.

Przy okazji mózg ten lubił posługiwać się jakimś zbiorowym algorytmem zwanym kulturą, czemu zawdzięczamy wszystkie te boskie wizje, konieczności dziejowe, walki klas i ras, a ostatnio konsumpcyjny kapitalizm. Bez względu na to jak mocno dziś wierzymy w różne kulturowe matryce, zasadniczo w DNA mamy zapisaną otwartość na każdą możliwą edukację, indoktrynację czy reklamę. W gruncie rzeczy to wszystko jedno i to samo, czyli pranie mózgu.

Każde społeczeństwo kształtuje mózg na swoją modłę, na co oczywiście znajduje jakieś wytłumaczenie – i tak przez całą historię znajdujemy te wytłumaczenia, ale tak naprawdę chyba sami w to nie wierzymy, bo gdybyśmy poznali „prawdę” to byśmy jej ciągle na nowo nie odkrywali. Ostatnio chyba wszyscy wspólnie doszliśmy do wniosku, że możemy kupić wszystko, więc musimy produkować tego jak najwięcej. A jak się znudzimy posiadaniem to pojedziemy sobie na wczasy. I na chuj jakieś inne wyjaśnienia, niech każdy robi sobie co „chce”, bo świat ukształtował w nim takie motywacje.


Człowiek najczęściej chce tego co inni, a nad sensem tego owczego pędu zastanawia się w chwilach słabości – gdy czuje się odtrącony i marginalizowany, albo gdy robi już bilans swojego życia. Bo cóż to ja takiego głębokiego, prawdziwego i moralnego miałem w tej egzystencji do przekazania ludziom? Że jestem lepszy od nich!!! Że moja prawda jest najmojsza, tyle że nie wszyscy się z tym zgadzali bo ludzie to stado baranów... Miałem co prawda kwalifikacje żeby zostać gwiazdą rocka, prezydentem czy dyktatorem mody, ale niestety świat ich nie zauważył. Pocieszeniem pozostaje szeroko rozumiana miłość czy inne wartości, ale to już raczej kwestia emocji. Albo czujesz, że życie ma sens, albo tego nie czujesz, a wyjaśnić się tego nie da.

Gdybym więc miał przekazać swojemu potomkowi receptę na życie, powiedziałbym kochaj ludzi chociaż to banda głupków. Ale przede wszystkim kochaj siebie, bo jeśli tego nie zrobisz to zawsze będziesz się z nimi ścigał. Rób to co musisz, ale myśl to  co chcesz, bądź wolny... Eksperymentuj, poszukuj, błaznuj – nigdy nie wierz nikomu kto mówi Ci, że posiadł prawdę o życiu, obojętnie w jakim przyszedłby do Ciebie przebraniu. Twój mózg jest tak wściekle plastyczny właśnie po to, żebyś zapisał w nim bogactwo doświadczeń, i dopiero z tego doświadczenia wyłonisz się Ty, bo tak naprawdę to nie wiadomo kim jesteś.

piątek, 23 sierpnia 2019

KISZKA SUFLERA

Układ nerwowy naszych przodków którzy nie mieli mózgów, bo byli jeszcze wodnymi robakami zajmującymi się głównie jedzeniem i trawieniem, oplatał układ pokarmowy. Między zwierzętami nie dochodziło wtedy do interakcji, natomiast kwestie przyswajania pokarmu miały dla przetrwania zasadnicze znaczenie. Dopiero z czasem stworzenia te zaczęły się  przemieszczać, aktywnie poszukując pożywienia na ogromnych złożach osadu organicznego. Aby było to możliwe układ nerwowy musiał się rozwinąć na tyle, żeby koordynować ich ruchy. Kiedy z padlinożerstwa wykształciło się drapieżnictwo układy nerwowe musiały już reagować na informacje o wiele bardziej złożone niż skład przekąski. Dało to początek kognitywnemu wyścigowi zbrojeń, w którym wygrywał ten kto dzięki lepszemu systemowi przetwarzania informacji więcej „wiedział”. Właśnie tak wyodrębnił się ośrodkowy układ nerwowy, wyspecjalizowany w relacjach ze światem zewnętrznym, a więc mózg.

Pozostałości pierwotnego układu nerwowego kryją się jednak nadal w naszym brzuchu, a konkretnie w jelitach, które aktywnie komunikują się z mózgiem wpływając poza naszą świadomością na nasz nastrój i zdolności poznawcze. Flaki, kiszki, bebechy czy jak je zwał, prowadzą nieustanny dialog z naszą głową za pomocą sygnałów chemicznych – hormonów, neuroprzekaźników i metabolitów. 90% serotoniny, nazywanej niekiedy hormonem szczęścia, syntezowane jest w komórkach jelit! To połączenie działa jednak w obie strony – na przykład w sytuacjach stresowych mózg dokonuje energetycznej pożyczki w jelitach, hamując procesy trawienne, co na dłuższą metę może je osłabiać. Wiele decyzji podejmować musimy intuicyjnie, to znaczy nie w oparciu o namysł (na który brak czasu) tylko własne odczucia. Intuicja opiera się na bezpośrednim wglądzie w zakodowane wzorce informacyjne, które nie są dostępne naszej świadomości. W tym procesie posługujemy się markerami somatycznymi, czyli sygnałami sczytywanymi z ciała. Jelita „podpowiadają” mózgowi, w którym odczucia trzewne zamieniają się w stany emocjonalne, motywujące go negatywnie lub pozytywnie.

Należy przy tym pamiętać jak ważną rolę w pracy naszych jelit odgrywa flora bakteryjna, czyli komórki symbiotyczne o zupełnie nieludzkim pochodzeniu genetycznym. Od tych bakterii zależy nie tylko nasze trawienie czy odporność – one wręcz warunkują aktywność naszego mózgu. Substancje wydzielane przez przyjazne mikroorganizmy są budulcem mielinowych osłonek włókien nerwowych, a ich udział w barierze jelitowej zapobiega przenikaniu do krwi różnych paskudztw zaburzających pracę mózgu. Wykazano już powiązanie pomiędzy różnymi zaburzeniami psychicznymi czy fizycznymi, a nieprawidłową pracą jelit, których pracę reguluje około 3 kg różnych bakterii. Jeśli potrafią one manipulować naszym mózgiem tak żeby czerpać z tego korzyści, czy nie to pokazuje w jak złożone zależności uwikłane jest nasze „ja”? Ciągle niewiele jeszcze o sobie wiemy. 

wtorek, 20 sierpnia 2019

TEATR KARTEZJAŃSKI


Budda mówił, że wszystko jest umysłem, gdyż dzieje się w umyśle. Za przyczynę niespełnienia uważał więc ignorancję – niezrozumienie natury umysłu. Oczywiście nie tylko on zastanawiał się nad tym fenomenem, dzięki któremu możemy czuć, myśleć i postrzegać. Ale tezy sformułowane pięć wieków przed Chrystusem nadal wydają się intrygujące, nawet w dobie obrazowania pracy mózgu i wielkich zderzaczy hadronów. Wbrew postępowi naukowo-technicznemu zagadka świadomości wciąż pozostaje nierozwikłana, choć możemy już obserwować jej neuronalne korelaty i coraz bardziej elementarne struktury świata fizycznego. Wydaje się, że wystarczyłoby jedno dopasować do drugiego i rozwiązanie gotowe. Tyle że teoretyczne niuanse problemu qualiów czy efektu obserwatora otwierają pole do tylu filozoficznych spekulacji, iż zaczynają się one ocierać o mentalny mistycyzm.

W świetle teorii zintegrowanej informacji świadomość jest integracją strumieni informacji, a więc pojawia się wszędzie tam gdzie informacja. Postuluje to swego rodzaju panpsychizm, w którym nie tylko ludzie, zwierzęta, rośliny, mikroby, ale nawet inne stany materii są w jakiś sposób świadome, bo reagują ze sobą tworząc realny świat. Świadomość miałaby być jego integralną cechą, taką jak czas, przestrzeń, materia czy energia. Oczywiście brzmi to trochę fantastycznie, ale wciąż nie wiemy jak to się dzieje, że z pracy naszych neuronów wyłania się subiektywna symulacja rzeczywistości. Zbudowani z bezmyślnej materii bylibyśmy przecież bezmyślnymi robotami, nawet jeśli presja ewolucyjna wymusiłaby na nich coraz sprawniejszy automatyzm. Tymczasem skutkiem neurosomatycznej emergencji jest „teatr kartezjański” – ciąg obrazów, doznań i narracji, zazębiających się w jaźń. Wyjaśnieniem mogłoby być „komplikowanie” świadomości z jej prymitywnych prekursorów, wraz z komplikowaniem się materii w coraz bardziej złożone struktury – jak wiemy ludzki mózg należy do najbardziej skomplikowanych struktur w naturze.

Intrygująco brzmią też rozważania o kwantowej formie umysłu, choć nie wiadomo co dokładnie w kwantowym świecie oznaczać może „obserwacja”, a to ona wyzwala obraz rzeczywistości z wszystkich możliwych supozycji. Ilekroć we wszechświecie dokonywany jest pomiar określa on stan obiektu kwantowego.  Czy na tym właśnie polega wybór? Niekoniecznie, aczkolwiek teza, że to świadomość redukuje kwantową falę prawdopodobieństwa, choć kontrowersyjna, propagowana jest przez takich tuzów fizyki jak Roger Panrose. Tropów jest wiele, ale żaden z nich i tak nie wyjaśnia czym jest świadomość, w najlepszym  wypadku widząc w niej jakąś tajemniczą siłę.

Ostatnie badania nad językiem zdają się wiązać jego rozumienie bardziej z ucieleśnioną świadomością niż zapisaną jako dane wejściowe symboliką, przetwarzaną przez mózgową maszynę Turinga. Znając różne neurologiczne współzależności nie wiemy jak to znaczenie nam się „wyświetla”. Po prostu mózg konstruuje znaczenie z wzorców percepcyjnych dostępnych świadomości - ucieleśnionych w nim symulacji. Nie wiadomo jednak jak symulacje się uwidaczniają - co sprawia, że je postrzegamy. 

sobota, 17 sierpnia 2019

SZUKAJĄC SIEBIE


Będąc najbardziej uspołecznionym gatunkiem tej planety i żyjąc w wykreowanej dla siebie niszy ekologicznej zdecydowanie więcej czasu poświęcamy zdobywaniu uznania niż pożywienia, choć podświadomie walkę o swoje miejsce w ludzkim świecie postrzegamy w kategoriach własnego przetrwania. Kiedyś przeżycie zależało od aprobaty grupy, a zdobycie wysokiej w niej pozycji tym lepiej zabezpieczało nasze geny, wskutek czego dążenie do sukcesu społecznego zapisało się w naszym DNA. Przy okazji najpewniej to uspołecznienie zwiększało przy okazji naszą inteligencję, gdyż wymagało prowadzenia odpowiedniej „polityki” – zawierania i zrywania sojuszy w zależności od kontekstów grupowej dynamiki, w czym pomagało manipulowanie innymi i własnym wizerunkiem. Społeczeństwo stało się w konsekwencji gabinetem luster w których się przeglądamy, pragnąc ujrzeć swój ideał. Stąd uparte dążenie do zdobywania majątku, sławy, prestiżu czy autorytetu.

 
„Ja” idealne, które usiłujemy zaprezentować, tyleż wynika z naszych aspiracji, co naśladuje kulturowe archetypy. Nawet w naszej kapitalistycznej rzeczywistości są one dosyć zróżnicowane – dlatego podziwiamy artystów, sportowców czy naukowców. Zatracając się w szalonym wyścigu czy grzęznąc w etatowej nudzie często tęsknimy za czymś wyższym, bardziej romantycznym i natchnionym. Próbujemy uparcie uwznioślić swój trud etosem zawodowym, coachingowymi zaklęciami czy jakąś społeczną misją, żeby nie widzieć w nim tylko żmudnego obowiązku którym z dnia na dzień się staje. Lecz przeliczając wszystko na złotówki co rusz porównujemy los górnika, rolnika, pielęgniarki, policjanta czy nauczyciela, którzy czują się niedoceniani, bo robią coś ważnego i trudnego. Nasza motywacja zależy więc też od znaczenia tego co robimy.

Neuroprzekaźnikiem regulującym poziom naszej motywacji jest przede wszystkim dopamina, wywalająca się pod wpływem bodźców oznaczonych w percepcji jako istotne.Dopamina ma to do siebie, że w odpowiedzi na powtarzające się bodźce wydziela się oszczędniej, więc wszystko z biegiem czasu się nudzi, a każda podwyżka i tak przestaje być odczuwalna – no chyba, że ktoś chciałby nam ją zabrać. To motywuje nas z kolei do wytrwałego poszukiwania nowych gratyfikacji. Nic tak nie motywuje jak nuda i niespełnienie. Właściwie cała ludzka cywilizacja – od piramid do drapaczy chmur – powstała z nudy i niespełnienia. Gdybyśmy byli ciągle z siebie zadowoleni pewnie nadal tkwilibyśmy w jaskiniach.

Neuroprzekaźniki relaksujące (serotonina, endorfiny czy endokannabinoidy) mają po części hamować naszą motywację. Ponieważ jednak spokój był dla naszych przodków rzadkim luksusem, także i my obdarzeni jesteśmy raczej niespokojnym duchem, z tym że różnimy się zapotrzebowaniem na stymulację, co także ma podłoże biochemiczne. Osoby o ekstremalnych potrzebach mają mniej reaktywne układy nagrody więc żeby je pobudzić szukają mocnych wrażeń, podczas gdy innym wystarczają subtelniejsze środki. Jednych podniecają tylko sporty walki czy wyścigi samochodowe podczas gdy innym wystarcza łowienie ryb i podlewanie kwiatków. Receptory dopaminowe, jako zaangażowane w poszukiwanie przyjemności i nowości determinują nasz temperament integrujący różne regulujące zachowanie systemy biologiczne. Niemniej nasze szczęście wynika raczej z równowagi pomiędzy pobudzeniem i hamowaniem, niż z kompulsywnego poszukiwania. Niezbędna w motywacji uwaga musi się przecież jakoś regenerować.

Nie da się być ciągle silnie zmotywowanym, ani ciągle zrelaksowanym. To pierwsze staje się w końcu męczące, a to drugie nudne. Wszystko co w życiu robimy to odpowiedź na obrazy oglądane w społecznych lustrach... To one więc motywują nas (lub nie), w zależności od sensów które w nich widzimy. Możemy dopatrywać się w nich odbicia muzyka, astronoma czy wolnego człowieka, choć częściej widzimy płatnika rachunków. Marzenia wyznaczają cele, lecz często zmieniają się w fantazje, bo nie umiemy ich realizować. Ostatecznie i tak zobaczymy w lustrze swoją własną twarz. 

niedziela, 30 czerwca 2019

PERCEPCJA FANTOMOWA


Człowiek jest maszyną która myśli, że ma własne pragnienia. Ale te pragnienia to najczęściej iluzje. Wyobrażamy sobie jak będziemy szczęśliwi gdy „tylko” weźmiemy ślub, kupimy dom czy zdobędziemy władzę, a potem i tak marzymy o czymś nowym. Tak działa nasz mózgowy mechanizm – co rusz karmi nas złudzeniami spełnienia, żebyśmy tylko za nimi gonili. Być może to ciągłe niezadowolenie jest motorem rozwoju, lecz trudniej już powiedzieć co jest jego celem. Nie umiemy być szczęśliwsi niż jesteśmy, a mimo to wmawiamy sobie, że kolejny krok doprowadzi do pełnego szczęścia – tymczasem już po chwili chcemy więcej niż sobie wymarzyliśmy. Rolą chemicznej zupy w której wrzeniu rodzą się wszystkie nasze decyzje jest ciągłe napędzanie tego mechanizmu czyli motywowanie, gdyż od zarania dziejów to jednostki najbardziej zmotywowane najskuteczniej roznosiły informacje genetyczne i kulturowe. Doświadczanie przyjemności służy motywowaniu nas do podejmowania aktywności, i właśnie dlatego jest tak krótkotrwałe – aby ich doznawać musimy być ciągle aktywni.

Rodzące się w nas pragnienia zmieniają naszą percepcję przykuwając naszą uwagę do bodźców nagradzających. Najczęściej wiążą się one z podstawowymi popędami („prokreacja”, gromadzenie zasobów, walka o status) lub celami kulturowymi integrującymi wielkie zbiorowości ludzkie. Istotna w kontekście motywacji jest także nowość bodźca, bo tylko gromadzenie nowych danych pozwala mózgowi się uczyć, co intensywna analiza wtórnych informacji może wręcz utrudniać. Pod wpływem pragnienia mózg zawęża pole percepcji do obiektów pożądania – żeby wyłowić z rzeki danych tylko te poszukiwane „zaznaczamy” je dopaminą. Różnimy się stopniem „znaczności” jaki przypisujemy rożnym rzeczom, ale istota działania mechanizmu jest taka sama – to co najbardziej dla niego wyraziste mózg postrzega też jako najbardziej wartościowe. W pewnym więc sensie nie tylko widzimy to co chcemy widzieć, ale też chcemy tego co widzimy – percepcja jest sprzężona zwrotnie z naszym „ja”. Nie wybieramy swobodnie własnych pragnień, bo to one tworzą nas.
 

To jak postrzegamy rzeczywistość zależy właśnie od tego czego chcemy, choć z drugiej strony to doświadczenie (czyli rzeczywistość) kształtuje nasze aspiracje i oczekiwania. Prawda nie jest nigdy naga, a jej interpretacja zależy od osobistych i kulturowych kontekstów. Choć nie wszystko da się zrelatywizować już znaczenie jakie nadajemy poszczególnym faktom jest mocno dyskusyjne. Skoro nie ma obiektywnej percepcji sens zdarzeń wyłania się z zależności biochemicznych i kulturowych, a te mają własną dynamikę. Zaburzenia przetwarzania informacji w mózgu mogą wieść do chorób umysłowych, a środowisko kulturowe pozostaje punktem odniesienia niezależnie od szerokości geograficznych. Osłabienie mechanizmu utajonego hamowania zwiększające spektrum docierających do świadomości bodźców utrudnia łączenie informacji w schematyczne pakiety co może zarówno pobudzać kreatywność jak i zaburzać równowagę psychiczną.

Zwierzęca skłonność do ignorowania informacji niezwiązanych z przetrwaniem i przedłużeniem gatunku w „cywilizowanym” świecie często prowadzi do zgubnych fiksacji, obsesji i uzależnień, gdyż mamy teraz do dyspozycji cały arsenał materialnych, wirtualnych i farmakologicznych środków, mających nas rzekomo „uszczęśliwiać”, a tak naprawdę przywiązać do siebie. Pomimo różnych związanych z tym patologii zasadniczo mechanizm utajonego hamowania służy wyselekcjonowaniu informacji przydatnych do praktycznego zastosowania. Paradoksalnie jednak przetwarzanie większej ilości informacji pozwala myśleć szerzej, bardziej otwarcie i twórczo. Jeśli więc zwiększony dopływ danych równoważy wysoka inteligencja, dobra pamięć i determinacja w ich porządkowaniu stajemy się bardziej kreatywni. Prawdziwy geniusz wynika po części z „nieprawidłowej” pracy mózgu, dlatego tak często graniczy z szaleństwem.

Oryginalność myśli wymaga patrzenia na świat z innej perspektywy, a uzyskanie jej wymaga zadawania ciągle nowych pytań, nawet jeśli wydają się one trywialne – wiąże się więc ze stałym kwestionowaniem rzeczywistości i poszukiwaniem w niej dialektycznej sprzeczności. Taka spontaniczność myślenia może być niestety zgubna, co widać choćby u osób chorych na schizofrenię i postrzegających świat w sposób całkowicie nieuporządkowany. Zarówno geniusz jak i szaleniec przekraczają ramy schematów, tyle że jeden znajduje tam wolność, a drugi anarchię... Wydaje się oczywistym, że korzystne dla jednostki jest oddzielanie informacji dla niej ważnych od nieważnych i przekazywanie do dalszej obróbki tylko tych pierwszych. Nigdy jednak do końca nie wiadomo co jest ważne, a co nie...  I nie jest to kwestia tylko filozoficzna. Zasadniczo decyzja o tym czy informacja podlegnie dalszemu przetwarzaniu następuje podświadomie czyli mechanicznie, a to może prowadzić do pomijania pozornie nieistotnych wiadomości.


Porzekadło mówi, że kto zna się na wszystkim, ten nie zna się na niczym, więc mózg specjalizuje się w najczęściej przetwarzanych wzorcach, co może ograniczać kontekst informacyjny wyłączając z niego co bardziej „egzotyczne” powiązania... W celach analitycznych rozbieramy rzeczywistość na części, ale dopiero ich ponowna zgrabna synteza daje nam pełniejszy obraz tego kim i gdzie jesteśmy.           

niedziela, 23 czerwca 2019

MOC PIENIĄDZA


Badania wykazały, że im gorsze auto stoi przed sygnalizatorem tym szybciej inne auta zaczynają na nie trąbić gdy światło zmienia się na zielone, tak by jak najprędzej ruszyło. Tymczasem kierowcy lepszych marek mają większą skłonność do łamania przepisów czyli drogowej arogancji. Nawet jeśli psychologia mówi, że bogatsi ludzie nie są szczęśliwsi od mniej zamożnych, to wokół statusu majątkowego budują oni poczucie własnej wartości. Czyli że uważają tych uboższych za mniej zdolnych, inteligentnych, wytrwałych i tak dalej. Widzą w nich bowiem tych którym „nie wyszło”. Z kolei ich duma z własnych osiągnięć bywa odbierana jako przejaw pychy. Tyle że złudzenie ponadprzeciętności jest w społeczeństwie powszechne. Choć to statystycznie niemożliwe większość z nas uważa się za lepszych od ogółu.

Bogaci uważają się za lepszych od biednych, piękni za lepszych od brzydkich, a umięśnieni za lepszych do cherlaków i grubasów... Ludzie oczytani uważają się za najmądrzejszych, a ci religijni za najbardziej moralnych... Jesteśmy mistrzami w uzasadnianiu własnej wartości. Nawet jeśli normy kulturowe zmuszają nas do zachowania pewnej skromności skrycie pielęgnujemy poczucie wyższości. A te najlepiej potwierdzamy porównując się z „gorszymi” od siebie. Ktoś nie odnoszący żadnych sukcesów też znajdzie kogoś takiego – jakiegoś czarnucha, pedała czy dziwoląga. Potrzebujemy różnych atrybutów przede wszystkim po to żeby przykrywać własną niepewność. Analiza losów dziewczynek które w okresie dojrzewania cierpiały na trądzik ujawniła, że w późniejszym życiu odnosiły więcej sukcesów zawodowych, gdyż więcej czasu poświęcały na samotne rozwijanie umiejętności i zainteresowań.

Nie ma większej radości niż radość z bycia w czymś dobrym, dlatego zdobywanie podnieca nas mocniej niż posiadanie. Potrzebujemy jednak dowodów własnego mistrzostwa – zdobyczy, dyplomów, medali i trofeów – po to żeby się nimi legitymować. Od samej użyteczności gromadzonych dóbr ważniejszy jest wizerunek zdobywcy – przez większość część czasu używamy przecież tylko nikłej części posiadanych zasobów(zasada Pareta). Reszta zaś służy głównie prestiżowej ostentacji. W przyszłości skazani będziemy na nadmiar wszystkiego, choćby tylko po to żeby nie stawać się dużo „gorszymi” od lepiej wyposażonych. Czy oznacza to więcej możliwości? No cóż, czasami to mniej znaczy więcej... Racjonalnie na to patrząc rzeczy których używamy są warte więcej od tych leżących na półkach (czyli od większości z nich).


Tyle że z trudem rezygnujemy z czegokolwiek. Nasz mózg jest tak zaprogramowany, że najbardziej ceni to co już ma, nawet jeśli nie jest mu to do niczego potrzebne... Postrzegana użyteczność zależy więc od relatywnej zmiany względem punktu odniesienia. Psychologiczny ból straty jest intensywniejszy niż przyjemność z zysku o takiej samej wartości. Psychologia człowieka kształtowała się kiedy był jeszcze łowcą balansującym na granicy śmierci głodowej, a wtedy każda strata mogła go drogo kosztować – instynktownie i kurczowo trzymamy się więc tego co już posiadamy. Przywiązanie do własnego majątku wydaje się zatem cechą uniwersalną, chociaż eksperymenty Paula Piffa wskazują, że ludzie bogaci są do niego przywiązani bardziej. Jak to zwykle bywa apetyt i potrzeby rosną w miarę jedzenia.

Gdyby jednak obdarować ludzi równą ilością pieniędzy po pewnym czasie i tak jedni by się wzbogacili a drudzy zbiednieli. Ludzie biedni wykazują się najczęściej słabiej rozwiniętą korą czołową, a zatem mniejszą inteligencją, samokontrolą i kreatywnością. Wynika to nie tylko z przyczyn genetycznych – w świetle dzisiejszej wiedzy to sama bieda upośledza nasze zdolności kognitywne, wbrew mitowi o trudnościach zmuszających do myślenia. Owszem, mózg najlepiej gimnastykuje się wychodząc ze swojej „strefy komfortu”, lecz to właśnie w zasobnym środowisku ma największe możliwości odbierania stymulujących informacji – ma czas na edukację, kulturę czy pasję, a nie tylko „walkę o przetrwanie”. 

Mój mózg jako organ niezdolny dotychczas do zarabiania większych kwot jawić się więc może jako niezbyt bystry, choć złudzenie ponadprzeciętności nie pozwala mi wciąż w to uwierzyć. Zrzucam więc winę za swój zawodowy życiorys na umiłowanie rzeczy niepraktycznych, bo przecież tak jak wszyscy jestem najlepszy – tylko nikt mi nie chce za płacić. Choć forsa może być w życiu przydatna pozostaje jedynie narzędziem. 

czwartek, 20 czerwca 2019

BOŻE CIAŁO


Kiedy jesteś w obcym kraju czujesz się bombardowany egzotycznymi bodźcami. Ponieważ sytuacje, zwyczaje i konteksty są dla Ciebie czymś nowym pilnie je rejestrujesz. Gdybyś jednak pozostał w tym kraju na dłużej i trochę w nim pomieszkał twoja uwaga traciłaby natężenie. Innymi słowy spowszedniałaby Ci egzotyka. Człowiek najbardziej lubi poznawać to co nieznane, a kiedy już to pozna nagle informacja zdaje się tracić dla niego na znaczeniu. To skutek mechanizmu selekcji informacji. Nasz mózg nie jest bowiem w stanie przetrawić całej potencjalnie rejestrowanej „rzeczywistości” - odfiltrowuje więc wyróżnione sygnały, a pozostałe postrzega jako tło. Wszystko co niczym się nie wyróżnia i pasuje do poznanych wzorców staje się tłem – tylko w ten sposób można poradzić sobie z zalewem informacji. Niestety prowadzi to nudy... Egzotyka jest dla nas tak pociągająca bo ciągle poszukujemy nowych informacji. Kiedy je znajdujemy jesteśmy nagradzani wyrzutem dopaminy. Nasz mózg lubi być zaskakiwany – to raczej poszukiwacz przygód niż miłośnik rutyny.

Owszem – neuroprzekaźniki takie jak serotonina, endorfiny i endokannabinoidy – pozwalają czasem nam błogo rozkoszować się spokojem, ale związane z nimi układy nie są ewolucyjnie przystosowane do tak częstego pobudzania jak układ dopaminowy. Regulująca nasz układ nagrody dopamina to motor motywacji, ale nie wiedzie raczej do spełnienia. Okazaliśmy się wszak na tyle pomysłowym gatunkiem, iż umiemy „zhakować” własne systemy operacyjne. Narkotyki pobudzające układ nagrody (amfetamina, kokaina, stymulanty) omijają całą procedurę i dają nam „nagrodę” – i w tej sytuacji powinniśmy być hipotetycznie szczęśliwi. Sęk w tym, że tak nie jest. I nie chodzi nawet o całą tą wychowawczą gadkę, że narkotyki to iluzja w przeciwieństwie do „prawdziwych wartości”. Po prostu ćpun zawsze chce o jedną kreskę więcej. Ale wszyscy jesteśmy ćpunami dopaminy i poszukujemy więcej przyjemności – pieniędzy, seksu czy wyzwań. Przyczyną naszego niespełnienia są pragnienia które nieustannie się napędzają.

W czasach zamierzchłych miało to głębokie uzasadnienie – nasze przetrwanie zależało od ciągłej motywacji. Chwil w których można było cieszyć się zwycięstwem było niewiele. Spokój jaki odczuwamy gdy uda nam się coś zrobić – na przykład wspiąć się na wymarzony szczyt – jest ulotny. W prehistorycznej dżungli nie było zbyt wiele czasu na rozkoszowanie się chwilą. Stąd neuroprzekaźniki ukierunkowane na rozkoszne bycie tu i teraz (mózgowe odpowiedniki psychodelików, empatogenów czy THC), rzadziej przejmują kontrolę nad naszym mózgiem. Nie zostały jednak zaprojektowane przez naturę tylko po to żebyśmy czuli się błogo. To właśnie wtedy kiedy nasz system nerwowy jest zrelaksowany percepcja rozszerza swoje filtry przepuszczając więcej danych zmysłowych, a te pozwalają potem konstruować dokładniejszy obraz rzeczywistości w jakiej żyjemy. Szczęście jest bardzo ulotnym stanem ale wiedzie do najgłębszych refleksji.

W pogoni za fantomami wciąż chcemy więcej, często nie rozumiejąc zależności w które się wikłamy. Lecz już sam fakt, że kosmos z tych absurdalnych skłonności ukształtował nas jest mistycznym cudem, niezależnie od tego czy po drugiej stronie kwantowego teatru obserwuje go jakieś wielkie oko. Bo nawet jeśli Boga nie ma to my jesteśmy nim tutaj - tak czy owak wszystko jest umysłem.