Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 lipca 2016

OJCIEC POLAK

Hitler mówił, że uwodzenie tłumu jest jak uwodzenie kobiety. Najważniejsze jest bowiem wywarcie wrażenia władczości. Jeśli to prawda Polskę uwiódł Jarosław Kaczyński, a to bardzo wymowne. Pokaż mi swojego mężczyznę, a powiem Ci kim jesteś. Jeśli jesteś z idiotą, to najprawdopodobniej jesteś głupsza od niego. Jeśli z draniem, to najwidoczniej nie lubisz grzecznych chłopców. A jeśli z alkoholikiem to jesteś współuzależniona (albo sama chlejesz).


Do takich prawidłowości odwołuje się szereg psychologicznych terminów, takich jak ukształtowane „style przywiązania” czy bezwiednie odtwarzane „skrypty życiowe”. Mamy bowiem tendencję do powtórek z rozrywki. Natomiast jeśli bawisz się solo nie jesteś dość dobra lub nikt nie jest dość dobry dla Ciebie – a pewnie częściowo dotyczy Cię jedno i drugie. Ale przynajmniej nie jesteś z idiotą, draniem czy pijakiem. Jeśli jesteś seksowna i napalona zadzwoń do mnie. Albo po prostu wpadnij i od razu przejdźmy do rzeczy.

Tylko mi nie mów, że wolisz Jarosława Kaczyńskiego. No dobrze, może chłop ma układy i poparcie
społeczne, ale spróbuj go sobie wyobrazić w filmie pornograficznym. Przecież to byłby jakiś horror. Kotku, musiałabyś się bzykać w moherowym berecie. A żeby Cię zadowolić od tyłu on musiałby stawać na taboret. W dodatku przez cały czas śpiewałby hymn narodowy i dziwił się, że z cycków nie płynie mleko.
Wiem, że część Polek gotowa jest na takie perwersje. Ale czego się nie robi dla pięciuset złotych... Poza tym kobiety lubią twardzieli, a Polska przecież wreszcie wstaje z kolan. Jak pijany dresiarz w składzie porcelany pyta wszystkich czy mają jakiś problem i nie przyjmuje żadnych sugestii. A jeśli naprawdę wyjdzie z tego więcej dzieci, to może jeszcze starczy na nasze wcześniejsze emerytury. Jeśli plemnik polski nie potrafi zwyciężyć to powinien zginąć!!!  

piątek, 29 lipca 2016

MARZENIE LUDZKOŚCI

Ludzie interpretują rzeczywistość tak jak chcą. Tym bardziej słowa które rzeczywistość jedynie opisują. Religia Mahometa może być religią pokoju lub religią wojny. Religia Jezusa także. Słowa papieża nie będą więc dla nikogo wskazówkami. Wszystkie strony sporu politycznego w Polsce zinterpretują je po swojemu. Dla liberałów jego słowa będą wezwaniem do mentalnego postępu, a dla konserwatystów do trwania na straży niezmiennych wartości. Dla krytyków zaś będzie zbyt liberalny lub zbyt konserwatywny. Z tego powodu młodzieżowy piknik z Franciszkiem przypomina raczej imprezę rozrywkową. Nie przyczyni się do zaprowadzenia pokoju na świecie. Bóg jak LSD katolickich hipisów może jedynie roztaczać przed nimi wizje, tak naprawdę zaczerpnięte z ich umysłów. Wiem, że we wspólnocie można poczuć się lepiej. Może więc dobrze, że ludzie poczują się lepiej. Mój rozum nie pozwala mi jednak dać się ponieść temu uniesieniu.

Prawda niekiedy może być bolesna. Dlatego niechętnie pozbywamy się złudzeń. Wielkie złudzenie ludzkości musi więc trwać, tak jak trwają nasze indywidualne złudzenia. Nie chcemy się czuć źle, więc nie chcemy wiedzieć prawdy. Nieudacznicy nie chcą wiedzieć, że są nieudacznikami. Przygłupy nie chcą wiedzieć, że są przygłupami. Brzydale nie chcą wiedzieć, że są brzydalami. Egoiści że są egoistami, a hipokryci, że są hipokrytami. Żyjemy więc tak jakby nasze złudzenia były prawdą. A raczej udajemy, że tak żyjemy. Jest bowiem coś ponad nami – nasze wyobrażenie o tym jak to wszystko powinno wyglądać. Kapłani powinni być święci, kobiety kobiece, mężczyźni męscy, a dzieci niewinne. Gdzieś w naszej wyobraźni istnieje obszar gdzie wszystko już będzie w porządku i na odpowiednim miejscu. Pomimo usytuowania gdzieś poza terytorium kosmicznym zwyczajowo ten mityczny azyl nadal nazywa się niebem.


Niebo ma być czymś najlepszym co nam się może przydarzyć. Czymś najgorszym zaś piekło. Ale zło nie jest tak jednoznaczne, jakby się tego można spodziewać. Z pewnością nie można bagatelizować tu roli czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych, nie ma więc jednej miary zła. Co nie znaczy, że każde zło można usprawiedliwić. Sędzia Ostateczny posługiwać by się musiał jakimś niezmiernie skomplikowanym algorytmem, żeby uwzględnić wszystkie okoliczności. Ale co to dla Boga. Jako wolnym duchom nie chciałoby się nam co prawda jeść, pić, spółkować czy trzepać kapucyna, walczyć o dobra materialne, ani o niczym dyskutować (nie byłoby o czym), dlatego nasze ciała zostaną wskrzeszone i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Tyle że we Wielkiej Komunie.    

wtorek, 26 lipca 2016

DZIECI ABRAHAMA

Podobno mamy się szykować na wojnę kultur. Rzekomo nie da się bowiem pogodzić krzyża z półksiężycem. Ale nie byłoby islamu bez chrześcijaństwa, tak jak nie byłoby chrześcijaństwa bez judaizmu. Koran powiela szereg judeochrześcijańskich mitów, a żydów i chrześcijan nazywa „ludźmi księgi” czyli dzielącymi z islamem pewne mistyczne tajemnice. Sprawy teologiczne niewiele jednak znaczą wobec obyczajów i obrzędów, które czynią innych „obcymi”. Ponadto nakładała się na to konkurencja duchowieństwa i gry polityczne. Mentalność żyda, chrześcijanina i muzułmanina różni się więc bardziej niż wynikałoby to z „objawionej” literatury religijnej. Jest to sprawa złożona, wynikająca już z asymilacji przez religie monoteistyczne lokalnych kultów pogańskich, a potem pogłębiana perypetiami historycznymi. W efekcie z tych samych źródeł wypływają dziś sprzeczne tożsamości.
 
Oczywiście do różnych krwawych porachunków, takich jak nieszczęsne krucjaty, dochodziło  już w średniowieczu. Niemniej nie wykluczało to też pewnej wymiany kulturalnej. Dzięki pośrednictwu arabskiemu znamy choćby stworzony w Indiach system dziesiętny bez którego nie byłoby współczesnej matematyki. Sam Kopernik formułując teorię heliocentryczną bazował na  systemie planetarnym perskiego astronoma Nasir ad-Din Tusiego. Do kultury europejskiej przeniknął też zaczerpnięty z poezji orientalnej motyw miłości romantycznej, w której rycerz ślubuje służyć damie swojego serca, z przyczyn „honorowych” nie mogąc jednak zaznać z nią rozkoszy cielesnych. Co więcej to dzięki muzułmanom dziedzictwo starożytnej greckiej filozofii przetrwało mroki średniowiecza, a bez niego nie byłoby później europejskiego racjonalizmu.

Dziś to światopoglądowy racjonalizm, wraz z wynikającym z niego obyczajowym liberalizmem, jest podstawowym elementem odróżniającym oba systemy wartości. Długa obecność Turków na południu Europy nie pociągnęła za sobą islamizacji tych terenów, co pokazuje, że obecne napięcie kulturowe rozgrywa się raczej na światopoglądowym niż religijnym podłożu. Z różnych względów, o których można by się w nieskończoność rozpisywać, cywilizacja euroatlantycka na dzień dzisiejszy wygrała światową konkurencję gospodarczą i technologiczną. Mierzyć się z nią może co najwyżej Daleki Wschód. Przegranym zaś pozostało „zwycięstwo moralne” czyli zwrot do wewnątrz, ku dumnej tożsamości aż do karykaturalnej ortodoksji. Przemoc zaś to objaw frustracji, dlatego tradycyjnie najłatwiej znaleźć guza w tak zwanych slumsach.

Demokracja liberalna już ze swojej natury jest formą elastyczną, dającą wszystkim jednostkom (przynajmniej w założeniu) możliwość wolnej ekspresji. Kultura indywidualistyczna pozwala więc na więcej, co przy wszystkich swoich plusach powodować musi jednak brak kulturalnej spójności i subkulturalne rozdrobnienie. Wolność wieść może nie tylko do kultywowania wartości poznawczych, ale też do kompulsywnego hedonizmu i konsumpcjonizmu – zwłaszcza w dobie kapitalistycznej obfitości. Nawet bez czynnika muzułmańskiego doszło już więc do poszatkowania europejskiej tożsamości na swoiste „multi-kulti” i jest to proces nieodwracalny. Przy czym paradoksalnie drugi wektor wskazuje na popkulturową globalizację. Dzięki standaryzowanym mechanizmom profiluje się nas indywidualnie, żeby za pieniądze jak najlepiej nam dogodzić, i tak to się wszystko kręci. Desperatom pozostaje tylko uniwersalny towar nie z tego świata.         

poniedziałek, 25 lipca 2016

CZASOPRZESTRZEŃ

Jak mawiał klasyk w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem. A tym bardziej w tej krzyżackiej wiosce. Owszem jest, ale nie w wyuczonym zawodzie. Tylko po co mi w takim razie wykształcenie? Można by to nazwać błędem młodości, gdyby nie fakt że nie musiałem w tym czasie pracować. A to wyrobiło we mnie przekonanie, że praca jest wartością względną. Tym bardziej, że uczniem nie byłem zbyt pilnym.

Ludzie są gotowi się pozabijać, żeby mieć coś czego inni będą im zazdrościć. Mieć więcej od innych to wręcz punkt honoru. Mieć mniej to powód do wstydu. Ujmując to cynicznie wolimy stać się obiektem zawiści niż pogardy. Zawiść wynika bowiem z poczucia niższości, a pogarda odwrotnie. Żeby zaś zaimponować tym którzy nie podzielają naszych pasji poznawczych musimy wykazywać się na polu kultury materialnej.

Rywalizacyjna ambicja jest zaś kołem zamachowym cywilizacji. Wciąż wymyślamy nowe rzeczy, żeby jedni mogli mieć więcej rzeczy od drugich. Kiedy jednak nie musiałem mieć tylu rzeczy ile muszę mieć dzisiaj, bo miałem inne wyjaśnienie swojego istnienia, życie wydawało mi się dużo prostsze. Nie stawiało bowiem przede mną praktycznych wyzwań. Ja zaś jako człowiek gromadzący teoretyczny kapitał nie musiałem się jeszcze przejmować swoją przyszłością. 

Przyszłość była sferą marzeń. Kolorową imaginacją spełniającą nasze tęsknoty tak jak dziś wyrażają je sentymentalne wspominki. Tak czy siak czas miał dzielić nas od tego co najważniejsze. Ale to czas nas ukształtował, choć towarzyszyły temu jeszcze jakieś formalności. Wśród małolatów człowiek zawsze okazuje się najpierw za głupi, a potem za stary. Mieć tamte lata i ten rozum jest już za późno. Poza tym bez tamtych błędów nie byłoby tego rozumu. Byłoby więc mniej do myślenia. A przecież myślę więc jestem. 

niedziela, 24 lipca 2016

ŚWIATOWE DNI

Nie potrzebuję Boga żeby kochać, bo miłość jest moją religią. Jeśli wierzysz w człowieka musisz przecież wierzyć, że jest on zdolny do miłości. A jeśli tak, to nie możesz kwestionować jego prawdy. Nie mówcie więc, że nie ma miłości bez Jezusa. Że między człowiekiem a człowiekiem musi się znajdować jakiś święty obrazek. Nie potrzebuję aniołów tylko drugiego człowieka. Nie potrzebuję hostii tylko ciała żywego. Nie chcę życia wiecznego tylko jego pełni. Nie mówcie mi, że mam być pokorny, bo nie jestem psem. Nie uczcie mnie niczego. Dajcie mi co możecie dać. Pokażcie na ile Was stać.

Nie potrzebuję honoru, bo bywa niekiedy maską chama. Bo honor każe się bić gdy idiota spotka się z idiotą. Bo honorowe może być samobójstwo, ale nie ucieczka. Bo honor nie daje możliwości wyboru. Nie przynosi korzyści, tylko symboliczne wizje. Honor musi triumfować. Żeby zwyciężać zadaje się ciosy poniżej pasa, a potem gardzi się przegranym. Nie potrzebuję honoru tylko godności. Nie respektu prymitywów tylko prawa do słabości i wrażliwości. Nie pokazujcie mi tego co macie tylko dla siebie, a nie dla mnie. Pokażcie mi co macie dla bliźniego swego.

Nie potrzebuję ojczyzny, bo jestem Polakiem. Bo wiem jak smakuje Polska. Bo jestem Polską. Małą kroplą w morzu krwi, rozkołysaną wiatrem historii. Krzyżacy mówili że to pogański kraj i pogańskie są tu obyczaje. A dziś podobno Polak to katolik, pijak i złodziej. Ale Polak to także bezbożnik, abstynent i policjant. Narkoman, alfons i konfident. Biznesmen, naukowiec i komunista. Naprawdę dużo mamy tych Polaków. Chyba więcej niż potrzebujemy. Za dużo starych baranów, a za mało światowej młodzieży. Witajcie w Polsce.

sobota, 23 lipca 2016

GNIEW BOGA

Ostatnio w modzie są różne zamachy. Na przykład bierzesz spluwę i idziesz do centrum handlowego, albo wjeżdżasz ciężarówką w tłum na promenadzie. Może powinienem też zrobić coś takiego, żeby zwrócić na siebie uwagę. Tyle że uderzałbym bardziej punktowo, żeby uniknąć niewinnych ofiar. Nafaszerowałbym parę wrednych kreatur ołowiem. Dzięki temu świat stałby się lepszy, a o mnie mówiono by przez tydzień w telewizji. Niestety w takich przypadkach trudno uniknąć odsiadki, więc raczej sobie daruję. Nie myślcie tylko, że jestem świrem – podobno większość ludzi myślała o zgładzeniu swoich wrogów. Badania wskazują, że fantazjowała o tym większość kobiet i mężczyzn. A to oznacza, że w każdym z nas istnieje potencjalny zabójca.
 
Demon ten może się wyzwolić w określonych warunkach, na przykład podczas wojny. Wtedy często poczciwi ludzie zamieniają się w bestie. Niemniej jest to kwestia nie tylko socjologiczna, ale też osobniczo-psychologiczna. W zbiorowej świadomości szerzyć się mogą różne niebezpieczne idee (takie jak dżihad), jednak aktu terroru dokonuje obecnie najczęściej nie zorganizowana komórka lecz „samotny wilk”. Jest to z reguły ktoś nieprzystosowany społecznie lub nie radzący sobie z osobistymi problemami, pragnący wyrównać rachunki z niesprawiedliwym światem. Mści się więc za własne braki, a także doznane poniżenia (każdy kto zna trochę życie wie, że nietrudno jest dzisiaj być poniżonym nawet w Polsce przez Polaków), przy pomocy chorej ideologii nadając mistyczny sens morderczej przemocy.

W Stanach Zjednoczonych cyklicznie dochodzi do szkolnych egzekucji dokonywanych przez odrzucanych i wyśmiewanych nastolatków. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to dobry sposób rozwiązywania problemów. Chcę tylko pokazać, że ktoś kto zabija na ogół działa pod wpływem silnych emocji. Żeby zabić trzeba nienawidzić. No chyba, że mamy do czynienia z zabójstwem instrumentalnym w celu osiągnięcia zamierzonych korzyści. Korzyści o wymiarze religijnym są natomiast w zasadzie czysto psychologiczne. W tym wypadku dochodzi do tego jeszcze chęć ukarania niewiernych za ten konsumpcyjny raj na ziemi. Historycznie patrząc zapóźnienia cywilizacyjne zawsze nadrabiano dumą z „wartości duchowych”. Kiedy pocieszać się już możesz tylko przez fakty subiektywne, wyrosnąć muszą z tego jakieś puste fantasmagorie.

piątek, 22 lipca 2016

POWSTANIE SMOLEŃSKIE

To że Macierewicz został ministrem obrony narodowej już samo w sobie stanowi kuriozum. Ale to że będzie rozpowszechniał własną wersję historii, a przede wszystkim wydarzeń smoleńskich, było jak najbardziej do przewidzenia. Niespecjalnie dziwi mnie zatem fakt, iż osobnik ów zamierzał zmusić powstańczą tłuszczę do wysłuchania apelu smoleńskiego.

Można oczywiście się na to oburzać, ale jak przystało na przedstawiciela partyjnego betonu Antek jest niezłomny w głoszeniu patriotycznego posłania. Przy każdej okazji szerzyć będzie więc polityczną religię w której ofiarom brzozy przyznano już status „poległych”, czyli męczenników. Bądź co bądź zarówno powstanie warszawskie jak i lot we mgle były głupotami, lecz wściekłość powstańców była bardziej zrozumiała niż wyścig do Smoleńska. No chyba, że wykażemy się jakąś polityczną empatią. Rozumując w ten sposób zrozumieć musielibyśmy jednak zawsze każdego – na przykład to zrozumiałe, że naród chce pieniędzy i tak dalej.

Macierewicz może uczyć powstańców patriotyzmu ponieważ nasz mądry naród zdecydował, że państwem rządzić będą mohery z Kaczodupem na czele. A to wszystko za 500 zł na dziecię, wcześniejsze emerytury i takie tam duperele. Nieważne do czego nas to doprowadzi, podobnie jak nieważne ile się straci zaciągając chwilówkę. Zyski ptasiego gangu są natomiast jak najbardziej wymierne. I nie chodzi tylko o to, ile jeden z drugim zdążą się nachapać.

W rękach kaczej bandy znalazły się bowiem dobre narzędzia do prania mózgów i rozsiewania myślowych wirusów. Możliwe będzie więc choćby wmówienie mniej sprawnym intelektualnie ludziom, że to Kaczyński kierował Solidarnością. Naród wybrał sobie takich polityków na jakich zasługuje, najwidoczniej więc nie zasługuje na więcej. Osobiście nie mam co do polityki większych złudzeń – żaden z graczy nie będzie pewnie zbytnio przejmował się moim interesem. Lecz Prawo i Sprawiedliwość jest mi szczególnie obce ideologicznie, bo szczególnie obraża moją inteligencję.