Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 12 stycznia 2020

OKO PATRZĄCEGO

Jeśli wierzysz w duchy być może ujrzysz ducha. Jeśli nie uwierzysz to go nie zobaczysz. O ile nie uznasz tego za możliwe nie spotkasz szatana, aniołów i wszystkich świętych. Mikołaja widywałeś tylko w dzieciństwie, a teraz jedynie świątecznych przebierańców. Nasze urojenia są uwarunkowane kulturowo – widzimy to w co wierzymy, choć myślimy, że jest odwrotnie. Rzeczywistość musi być nazwana, albo staje się przeraźliwym chaosem, a to otwiera nas na kulturowe sugestie. Pojęcia zmieniają się w percepcyjne obrazy w zależności od naszej świadomości. Ignorancja sprzyja błędom poznawczym, przez które objawiają nam się – w zależności od mody – jednorożce, krasnoludki czy starożytni kosmici.

Kwestia zjawisk paranormalnych wydaje się jednak „jasna” (choć nie dla każdego). Otóż jak do tej pory nie udało się ich naukowo zweryfikować. Wszystkiego jednak nie możemy w ten sposób rozstrzygać. Możemy wierzyć w miłość lub nie. I możemy nawet określić czym jest w świetle wiedzy naukowej – biologicznym i chemicznym programem, uruchamianym w określonych warunkach. Ale nie zmieni to faktu, że programowi temu towarzyszy cały bagaż kulturowych wyobrażeń, kształtujących nasze oczekiwania. Całe życie jest religią którą kultywujemy – poszukiwaniem pewnych archetypowych ideałów na które skazuje nas rzeczywistość. Człowiek jest zwierzęciem na wskroś kulturowym.

Nasza potrzeba rozwoju w określonym kierunku najczęściej wynika z pozycjonowania się względem innych. A gusta estetyczne czerpią zazwyczaj z jakichś kanonów. Jest w tym pewien paradoks, gdyż człowiek chce się tyleż upodabniać do innych co spośród nich wyróżniać. Dzięki temu nie żyjemy w nudnym świecie jednakowych ludzi. Co sprawia, że z różną wrażliwością reagujemy na kulturowe obrazy? Prawdopodobnie to stan naszej jaźni określa zmysł estetyczny przez tak zwaną mózgową sieć wzbudzeń podstawowych. Otóż zachwytowi nad pięknem (filmem, muzyką, literaturą) towarzyszy właśnie aktywność mózgu łącząca „ja” z osobistymi wspomnieniami i refleksjami. Tym właśnie jest piękno.

sobota, 9 listopada 2019

PASJA POSZUKIWANIA


Wszelkie ludzkie osiągnięcia od techniki po sztukę zawdzięczamy pewnemu niezwykłemu organowi zajmującemu się myśleniem. Dzięki niemu możemy nie tylko gromadzić dane, ale też zestawiać je ze sobą żeby dostrzegać między nimi połączenia. A co więcej możemy kreatywnie spekulować o tym jak fakty łączą się ze sobą, dzięki czemu bywamy twórczy i innowacyjni. Wydawać by się mogło, że właśnie po to wykształciła się nasza zdolność myślenia. Ale to tak przy okazji bo ludzka inteligencja jest przede wszystkim makiaweliczna - odpowiada na komplikujące się wciąż relacje społeczne. Nie do końca wiadomo czy żyje nam się coraz lepiej, ale musimy nadążać za rzeczywistością społeczną, którą zresztą sami kreujemy.

W przyrodzie wyróżniamy dwie zasadnicze korelacje pomiędzy wielkością mózgu a stylem życia - po pierwsze inteligentniejsze bywają z reguły zwierzęta społeczne, a po drugie monogamiczne. Zarówno w jednym jak i drugim wypadku trzeba przecież nieustannie symulować teorię umysłu członków stada czy partnera, a to wymaga bycia na tyle bystrym żeby nie dać się wykiwać. Inteligencja jest zatem nie tylko konsekwencją złożonych relacji społecznych, ale też doboru płciowego. Dla naszych przodków ważne były nie tylko zdrowe ciała, ale też bystre umysły, i takie właśnie wybory seksualne ukształtowały naszą naturę. 

Być może tak nieużyteczne dla biologicznego przetrwania zajęcia jak poezja, malarstwo czy muzykowanie, są w istocie czymś w rodzaju intelektualnego "ogonu pawia", czyli wyrafinowanym popisem. W każdym bądź razie biograficzne analizy twórczości poetów, malarzy, a nawet gitarzystów, wskazują że najbardziej płodni bywali w okresach gdy byli samotni - tak jakby ich seksualne pragnienia sublimowały się w pokazy intelektualnej siły. O ile  ze szczególnym upodobaniem wszyscy zajmujemy się pospolitym plotkowaniem (bądź co bądź pozwalającym gromadzić przydatne w stadnej "polityce" informacje), o tyle w obecności samic mężczyźni wydają się zmieniać tematy mówiąc więcej o tym na czym najlepiej się znają - hej, patrzcie jaki jestem mądry.

Także oni jednak cenią inteligencję swoich partnerek, która w ludzkich oczach jest po prostu seksowna. Ponieważ gatunek kształtowały wybory coraz inteligentniejszych partnerów seksualnych genetycznie stawaliśmy się coraz inteligentniejsi. Osobną kwestią jest to, że sprawny umysł  podnosił naszą atrakcyjność na różne sposoby - podnosząc nasz status w stadzie przez zarządzanie relacjami czy jego stricte praktyczne zastosowania. Na przykład ktoś kto posługiwał się bronią zyskiwał z pewnością przewagę nad półgłówkami którzy nie potrafili jej wytwarzać i obsługiwać. Co więcej to atrakcyjni fizycznie partnerzy i partnerki są statystycznie nieco inteligentniejsi, tym bardziej więc trudno im się oprzeć. 


Oczywiście inteligencję - rozumianą jako elastyczność wobec zmieniającego się środowiska i zdolność twórczego reagowania na te zmiany - odziedziczyliśmy po długim łańcuchu naszych przodków. Jej rozwój bez odpowiedniej stymulacji jest jednak niemożliwy. To co mamy w głowach tyleż wynika z tego dziedzictwa co z dostarczanych do niej informacji i doświadczeń czyli naszej intelektualnej aktywności. Inteligencja to przede wszystkim ciekawości i pasja - to poszukiwanie. 

poniedziałek, 14 października 2019

FABRYKA SZCZĘŚCIA


Człowiek myśli że służy sam sobie, a jest tylko nośnikiem informacji genetycznej - podobnie zresztą jak wszystkie inne gatunki. Przewrotność ewolucji polega na tym, że tylko ubocznie wspiera organizmy, będące w istocie narzędziami walki genetycznej. Prawdziwym - aczkolwiek nieintencjonalnym - celem ewolucji jest reprodukcja genów. Bo tylko jeśli modyfikacje służą reprodukcji zostają utrwalone. To co nie zostaje przekazane zanika. 

Być może w nowych, wspaniałych czasach bardziej koncentrujemy się na karierze, wizerunku czy rozrywce niż reprodukcji, ale to tylko pozorna sprzeczność. Ewolucja wyposażyła nas w zdolność przeżywania przyjemności właśnie po to, żebyśmy mogli dążyć do satysfakcji realizując biologiczne cele. Całe nasze złożone życie społeczne jest wpisane w tę logikę, choć zachowanie nie wynika w prosty sposób z pierwotnych instynktów. Nie służymy tylko swojemu DNA, lecz także powielającej się przez nas kulturze. 


W zasadzie jedynym możliwym sensem posiadania tak dużych mózgów jest zapewnienie nam maksymalnej elastyczności zachowania wobec różnorodnych okoliczności, a to pośrednio wskazuje na ogromną rolę doświadczeń i czynników sytuacyjnych. To kim jest człowiek ujawnia się dopiero w zetknięciu ze środowiskiem, które dostarcza mu określonych bodźców. Mózg dostosowuje się do oglądanej rzeczywistości i w jej ramach odnajduje drogi do pierwotnych przyjemności. 

Sęk w tym, że nasze potrzeby kształtowały się w czasach niedostatku, a nie przemysłowej obfitości, będziemy więc wiecznie nienasyceni. Jakkolwiek zmodyfikowane zostanie pragnienie nigdy nie powstaną produkty i usługi trwale nas zadowalające. A odległe echo naszej pradawnej dzikości - przyjemność - wciąż będzie wzywać nas do walki o fetysze i to nawet kiedy zapomnimy po co. 

niedziela, 15 września 2019

PRAWDZIWE KŁAMSTWA


Ponoć w czasach postprawdy nie liczy się prawda, tylko emocje i wiara. Tyle że dla człowieka w ogóle bardziej liczy się to co czuje i co wyznaje, niż brutalna prawda. Z tego powodu nigdy nie żył w prawdzie, która podobno została zastąpiona swoją wirtualną karykaturą. Zawsze wierzył w różne prawdy wymyślane przez przywódców, guru i artystów, a także przez siebie samego. Nawet na poziomie jednostkowym tworzymy iluzje i zaprzeczenia pozwalające nam postrzegać się w jak najlepszym świetle. A co dopiero w grupie której spoiwem jest narracja – tam wygrywa ten kto lepiej przekonuje, co często wiąże się z manipulacją.

Ewolucjoniści wskazują, że społeczny mózg bardziej niż do poznawania prawdy służył do przekonywania i dlatego rozwinął się w to coś co wypełnia ludzką czaszkę. Poznanie było więc niejako skutkiem ubocznym wojny informacyjnej, na której froncie fakty traktowano dosyć instrumentalnie. I tak w zasadzie już zostało – tyle że dzięki nowym technologiom generujemy coraz więcej informacji.

Ludzie zawsze preferują najprostsze rozwiązania, bo są z natury leniwi. Zwłaszcza jeśli chodzi o myślenie, bo to mózg pożera najwięcej naszej energii. Automatycznie więc szukamy dróg na skróty – heurystyk, intuicji i emocji. System analityczny jest tylko ich nadbudową, uruchamianą w stanach wyższej konieczności. Dlatego reklamy nie odwołują się do racjonalnych argumentów tylko pierwotnych emocji. Dlatego politycy mówią ludziom to co chcą usłyszeć, a kaznodzieje głoszą nadzieję i miłość.

Na poziomie emocjonalnym forma przeważa nad treścią, a skojarzenia nad meritum. Kluczem do umysłu jest serce człowieka, co najlepiej widać gdy jest zakochany. Pod wpływem silnych emocji człowiek „ślepnie” i można łatwiej nim manipulować, więc w interesie tych wszystkich którzy chcą nami sterować jest maksymalne podgrzewanie atmosfery. Nie tylko obiecywanie szczęścia, ale też budzenie lęków. A czasami jedno i drugie, żeby podkreślić kontrast pomiędzy TAK a NIE.

Ważniejsze od tego co człowiek wie, jest to w co wierzy. A wierzy w to w co chce wierzyć. A chce tego żeby rzeczywistość była prosta. Woli wierzyć w jakiekolwiek recepty niż być bezsilnym. I potem chce się tego trzymać, bo wiara wyznacza tożsamość – szuka już tylko potwierdzenia, a nie prawdy. Nie da się zaprzeczyć, że nigdy w historii nie byliśmy tak dobrze poinformowani jak dziś. Lecz nigdy nie będziemy znali całej prawdy i tylko prawdy, zwłaszcza gdy w interesie różnych sił leży jej ukrywanie i dezinformacja.  

poniedziałek, 9 września 2019

BLADE RUNNER

Po stuleciach poszukiwań ducha (w którym widzieliśmy jakiś twór kierujący naszym ciałem), doszliśmy do wniosku, że to nasze ciało za pomocą mózgu kreuje umysł. Na to przynajmniej wskazują wszystkie racjonalne przesłanki. Kiedy w dwudziestym wieku zaczęliśmy konstruować maszyny do przetwarzania informacji zwane komputerami jasnym wydawało się, że nasz mózg jest czymś w rodzaju komputera. Gdyby więc w maszynie udało się odwzorować procesy zachodzące w naszych głowach stworzylibyśmy sztuczną inteligencję. Tyle w teorii bo póki co żadnej myślącej maszyny nie udało się stworzyć. Maszyna może bez końca analizować dane nie znając ich znaczenia. Okazuje się, że może grać w szachy lepiej od mistrza, ale niewiele poza tym. Może prowadzić samochód, diagnozować na podstawie zdjęć rentgenowskich trafniej niż lekarz czy podobno nawet komponować w stylu klasyków. Jako broń autonomiczna może decydować o życiu i śmierci, lecz pozostaje wciąż tylko narzędziem które trzeba programować i nadzorować. A więc tak naprawdę żadnej sztucznej inteligencji wciąż nie ma.

Gdyby nasz mózg był tak prosty, żebyśmy mogli go zrozumieć, bylibyśmy zbyt głupi, żeby to zrobić. Pewnie dlatego nie potrafimy go skonstruować. Czy to nie zdumiewające, że z mikroskopijnej informacji genetycznej powstaje człowiek? Może i nawet potrafimy go sklonować, ale stworzyć coś na jego wzór już nie. Lecz zastanówmy się czym w zasadzie jest umysł... Oczywiście ten ludzki postrzegamy jako unikalny, choć zwierzęta też jakimiś dysponują. W naczelnych najłatwiej dopatrujemy się inteligencji, jednak obserwując choćby morskie ssaki dochodzimy do zaskakujących wniosków jakoby posługiwały się językiem i dokonywały kulturowego transferu wiedzy. Stwierdzono na przykład, że osobniki tego samego gatunku mogą mieć różne zwyczaje przekazywane w sposób „plemienny”, to znaczy z pokolenia na pokolenie. Badając życie społeczne delfinów, wielorybów czy morświnów domyślać się możemy złożoności ich wzajemnych relacji, ale nie potrafimy odczytywać wymienianych między nimi komunikatów. Nie wiemy o czym te istoty „rozmawiają”, a więc o czym „myślą”, ponieważ nie wiemy jak to jest być delfinem czy waleniem.

Nie wiemy też jak to jest być nietoperzem, rekinem czy grzechotnikiem korzystającym ze zmysłów nam niedostępnych. Możemy „wiedzieć” na czym polega echolokacja, wykrywanie potencjałów elektrycznych, wewnętrzne magnetyczne kompasy czy oczy postrzegające widma fal elektromagnetycznych. Lecz percepcja tych tajemniczych wrażeń pozostaje poza naszym zasięgiem. Wiele wskazuje na to jakoby szczególny rozwój układu nerwowego wynikał z „uspołecznienia” gatunków, bo te żyjące w większych grupach mają większe mózgi, ale samotne ośmiornice są w zasadzie wielkimi pływającymi mózgami, których neurony zlokalizowane są praktycznie wszędzie – aż dwie trzecie z nich znajduje się w autonomicznych mackach. Czy istnieje więc jeden przepis na „umysł” czy też może on być różnie skonstruowany? Czy gdybyśmy spotkali kosmitę potrafilibyśmy się z nim komunikować, jeśli nie potrafimy przeniknąć umysłów postrzeganych przez nas jako bardziej  prymitywne? 


Ważne antropologiczne pytanie kim jest człowiek póki co przyrównuje go raczej do fauny niż myślących androidów i jak na razie nie zanosi się na to, żeby wyrastała nam jakaś zrobotyzowana konkurencja. Póki co nie wiadomo czym w zasadzie jest umysł i jak można by go skonstruować. Moglibyśmy powiedzieć, że to ogół aktywności mózgu, tylko co z tego właściwie wynika? Do umysłu nie da się zajrzeć, można jedynie tworzyć jego teorię na podstawie reakcji i komunikatów. Domniemywać możemy, że nie jest on wytworem niematerialnych sił tylko procesów elektrycznych i chemicznych, które przetwarzają zebrane informacje w swego rodzaju „hologramy”. Domniemywać tak możemy, ponieważ to od sprawnego funkcjonowania mózgu (w jego interakcjach z ciałem i otoczeniem) zależy funkcjonowanie umysłu. Umysł jest więc zapewne tylko przejawem homeostazy – adaptacyjnej samoregulacji powielającego się życia organicznego, która wciąż się komplikuje wytwarzając kulturę, cywilizację techniczną i marzenia. Pierwsze organizmy jednokomórkowe pojawiły się na Ziemi około 3,6 miliarda lat temu – tyle czasu potrzebowaliśmy, żeby dojść do tego punktu, w którym usiłujemy wyręczać się „sztucznymi inteligencjami”, będącymi tylko przedłużeniem naszej własnej.  

niedziela, 8 września 2019

SŁOWNIK SUBIEKTYWNY


Nie istnieje obiektywna rzeczywistość niepodatna na interpretacje. Tym bardziej gdy mówimy nie przekazujemy czystego komunikatu, ale coś bardziej abstrakcyjnego. Wierzymy, że nasze intencje zostaną zrozumiane, ale nie zawsze tak bywa. Rzeczywistość językowa tylko po części jest intersubiektywna, dzięki czemu możemy się komunikować. Lecz to co artykułujemy w dużej mierze wyraża nasze własne rozumienie rzeczywistości i kultury. Język nigdy nie jest odizolowany od osobistej percepcji, więc rozumienie go wykracza poza ramy posługiwania się zbiorem rządzących nim reguł. Znaczenie rodzi się w umyśle, a nie w samym języku – żeby je odszyfrować potrzeba tak skomplikowanej struktury jak ludzki mózg wraz z zapisanym w nim doświadczeniem. Słowa tylko aktywują procesy potencjalnych symulacji w których pojęcia przekształcają się w swoje relatywne odzwierciedlenia – świat pojęć jest więc związany z naszymi zdolnościami poznawczymi.

Rzeczywistość nie jest nią samą w sobie lecz skutkiem procesów poznawczych przetwarzających informacje zmysłowe w świadomą percepcję, a tym bardziej gdy jest opisywana staje się wytworem naszej wyobraźni. Rozumienie jest symulowaniem znaczenia, angażującym szereg naszych kognitywnych zmysłów i intuicji. A zatem języka nie da się wypreparować z naszej wiedzy o świecie, z którą zawsze pozostaje ściśle powiązany. Przekaz może być różnie rozumiany w zależności od kontekstu w którym został umieszczony lub prowokować określone reakcje. Na tym właśnie polega zjawisko framingu wpisujące informacje w określone ramy skojarzeniowe, czy też primingu uruchamiającego pożądany łańcuch skojarzeń. Oba te mechanizmy wykorzystują ludzkie emocje do modelowania znaczenia, lecz żeby z nich korzystać trzeba dysponować w miarę trafną teorią umysłu naszych adwersarzy, a tę w sensie najbardziej ogólnym umożliwia nam znajomość ich kulturowego środowiska.

Socjolodzy badając rozkład opinii politycznych czy konsumenckich preferencji mogą taką wiedzę dodatkowo uściślać, lecz tak czy siak komunikacja wynika z umiejętności przyjmowania cudzej perspektywy – zarówno po stronie odbiorcy jak i nadawcy komunikatu. Posługując się wybranymi pojęciami automatycznie odwołujemy się do ich percepcyjnych reprezentacji, lecz te bywają niekiedy rozbieżne i wtedy mówimy „innymi” językami. Spece od różnej maści marketingu wiedzą, że komunikat musi być odpowiednio sprofilowany. Sęk w tym, że mówiąc ludziom to co rzekomo chcieliby usłyszeć posługujemy się różnymi schematami, stereotypami i wyobrażeniami, które nie muszą być adekwatne do rzeczywistości. To co jest prawdziwe statystycznie jest tylko prawdopodobne. Niestety świat najbardziej usiłuje Cię zrozumieć kiedy może to jakoś wykorzystać, a najmniej kiedy sam masz coś do powiedzenia.


Jeśli na początku było słowo to Bóg musiał mówić sam do siebie, a że nic się wcześniej nie działo to najpewniej mówił o niczym. Pewnie to bez sensu, ale ten rodzi się dopiero w naszych słowach. Uwierzyliśmy we własne opowieści dopiero gdy zaczęliśmy je snuć. I odtąd już musimy wierzyć w to co mówimy, nawet jeśli nie zawsze to robimy. W opowieściach najważniejsze jest zakończenie, a te w życiu na ogół jest kiepskie. Lecz gdy już wygasa w nas iskra coraz bardziej ją mitologizujemy przydając znaczenia temu co minęło – choć często nikt już nie chce tego słuchać. I odchodzimy z tą pieśnią na ustach, swoją opowieścią. Jeśli język jest najdoskonalszym sposobem porozumiewania się między sobą, to i tak nigdy nie zdołamy wyrazić nim wszystkich swoich uczuć, pragnień i prawd, choć możemy, a nawet musimy próbować. I nasłuchiwać.   

sobota, 31 sierpnia 2019

HOMO SAPIENS


Karol Darwin mówił, że we wszechświecie nie przetrwają ci którzy będą najsilniejsi, najmądrzejsi i najpiękniejsi, ale najbardziej plastyczni. Tak się przypadkowo złożyło, że stworzeniem takim okazał się człowiek – dlatego lubi o sobie myśleć że jest najbystrzejszą małpą, albo nawet dziełem bożym. Tyle że w zasadzie porównuje się ciągle sam ze sobą, bo jest słabszy od zwykłego goryla, mniej pstrokaty od pawia, a jaki głupi potrafi być to sami wiecie. Ale nie bądźmy złośliwi. Przynajmniej człowiek ma najbardziej plastyczny mózg, a to pozwoliło mu przetrwać w każdych warunkach.

Przy okazji mózg ten lubił posługiwać się jakimś zbiorowym algorytmem zwanym kulturą, czemu zawdzięczamy wszystkie te boskie wizje, konieczności dziejowe, walki klas i ras, a ostatnio konsumpcyjny kapitalizm. Bez względu na to jak mocno dziś wierzymy w różne kulturowe matryce, zasadniczo w DNA mamy zapisaną otwartość na każdą możliwą edukację, indoktrynację czy reklamę. W gruncie rzeczy to wszystko jedno i to samo, czyli pranie mózgu.

Każde społeczeństwo kształtuje mózg na swoją modłę, na co oczywiście znajduje jakieś wytłumaczenie – i tak przez całą historię znajdujemy te wytłumaczenia, ale tak naprawdę chyba sami w to nie wierzymy, bo gdybyśmy poznali „prawdę” to byśmy jej ciągle na nowo nie odkrywali. Ostatnio chyba wszyscy wspólnie doszliśmy do wniosku, że możemy kupić wszystko, więc musimy produkować tego jak najwięcej. A jak się znudzimy posiadaniem to pojedziemy sobie na wczasy. I na chuj jakieś inne wyjaśnienia, niech każdy robi sobie co „chce”, bo świat ukształtował w nim takie motywacje.


Człowiek najczęściej chce tego co inni, a nad sensem tego owczego pędu zastanawia się w chwilach słabości – gdy czuje się odtrącony i marginalizowany, albo gdy robi już bilans swojego życia. Bo cóż to ja takiego głębokiego, prawdziwego i moralnego miałem w tej egzystencji do przekazania ludziom? Że jestem lepszy od nich!!! Że moja prawda jest najmojsza, tyle że nie wszyscy się z tym zgadzali bo ludzie to stado baranów... Miałem co prawda kwalifikacje żeby zostać gwiazdą rocka, prezydentem czy dyktatorem mody, ale niestety świat ich nie zauważył. Pocieszeniem pozostaje szeroko rozumiana miłość czy inne wartości, ale to już raczej kwestia emocji. Albo czujesz, że życie ma sens, albo tego nie czujesz, a wyjaśnić się tego nie da.

Gdybym więc miał przekazać swojemu potomkowi receptę na życie, powiedziałbym kochaj ludzi chociaż to banda głupków. Ale przede wszystkim kochaj siebie, bo jeśli tego nie zrobisz to zawsze będziesz się z nimi ścigał. Rób to co musisz, ale myśl to  co chcesz, bądź wolny... Eksperymentuj, poszukuj, błaznuj – nigdy nie wierz nikomu kto mówi Ci, że posiadł prawdę o życiu, obojętnie w jakim przyszedłby do Ciebie przebraniu. Twój mózg jest tak wściekle plastyczny właśnie po to, żebyś zapisał w nim bogactwo doświadczeń, i dopiero z tego doświadczenia wyłonisz się Ty, bo tak naprawdę to nie wiadomo kim jesteś.