Łączna liczba wyświetleń

piątek, 5 czerwca 2015

ABSOLUT

Dzisiaj przeżyłem niebo i piekło. Czasami tak bywa. Żeby poznać niebo, trzeba przecież znać też piekło. Bo kiedy piekło się kończy, czujesz że jesteś w niebie – zwłaszcza kiedy widzisz przed sobą przyjazną otchłań. „Jest horyzont prawdziwy tam za horyzontem” jak pisał Rafał Wojaczek. Nie zawsze go widzimy. Czasem zasłaniają nam go jakieś marne i nic nie warte bzdury. Jest chyba w życiu tylko kilka chwil kiedy wiemy co jest naprawdę ważne. Dzisiaj to zrozumiałem. Dotknąłem absolutu.



Nie mogę pisać o konkretach – to zbyt intymne. Ale mogę pisać o sobie, bo jestem błaznem. Tylko błazenada chroni mnie przed braniem życia na poważnie. Gdybym nie drwił z życia, musiałbym ciągle przegrywać. Jak Syzyf codziennie staczać walkę z demonami, gnać na oślep, przepychać się przez mur łokci, ryć, knuć, mieszać kijem szambo. A tak mogę obserwować to wszystko z dystansu. To gorzka i jakże słodka dola. Błazen jest pośmiewiskiem i szydercą.


A zatem śmiejcie się – w głębi duszy nie mogę brać tego na poważnie, bo śmiejecie się z samych siebie. Sarkazm jest komiczny. Śmiech jest absolutny. 

wtorek, 2 czerwca 2015

BUNT MASZYN

Mówią że myślenie nie boli, ale to nieprawda. Żaden ludzki organ nie pobiera tyle energii ile mózg. Z tego powodu człowiek ogranicza myślenie do minimum. Najczęściej kierują nim odruchy, także te wyuczone. Mówimy wtedy, że robimy coś na pamięć. To tak jakbyśmy wygaszali myślenie w stan czuwania, a działali na autopilocie. Intuicja, odruchy, nawyki – to tak naprawdę my przez większość czasu. W życiu codziennym podejmujemy decyzje posługując się rozmaitymi heurystykami, czyli uproszczonymi regułami wnioskowania, co prowadzić może do różnych błędów poznawczych. Lecz wymaga tego ekonomia myślenia – nie możemy sobie pozwalać na to, żeby mózg przez cały czas pracował na najwyższych obrotach. Świadomego i analitycznego potencjału używamy tylko wtedy gdy jest to niezbędne. Kiedy nie napotykamy na swojej drodze żadnych zauważalnych przeszkód, postępujemy zgodnie z rutyną czyli mechanicznie i automatycznie.

Sam na pewno to zauważyłeś – gdy uczysz się jakiejś nowej umiejętności, musisz być skupiony i skoncentrowany, a gdy już ją opanujesz nie musisz myśleć o tym co robisz w trakcie jej wykonywania. Dlatego ludzie tak bardzo boją się zmian. Przyzwyczajenia i nabyta praktyka umożliwiają płynne i bezstresowe funkcjonowanie. A coś o czym nie masz zielonego pojęcia wydaje się czymś trudnym, chociaż wcale nie musi tak być. Po prostu pewne dane nie zostały jeszcze zapisane w twoim mózgu połączeniami neuronalnymi, będącymi organicznym zapisem przebytych przez Ciebie doświadczeń. Oczywiście nie jesteś jakimś „tabula rasa” i już na starcie otrzymujesz wgrany pakiet nie tylko biologicznych popędów, ale i indywidualnych predyspozycji. Twój mózg jest mimo tego bardzo plastyczny, choć zauważyć można, że z biegiem czasu się krystalizuje. Już Pawłow zauważył, że psa łatwiej nauczyć czegoś niż oduczyć. Poza tym mózg najbardziej chłonny jest we wczesnych fazach rozwoju.

Pomimo całej naszej złożoności unikamy wysiłku intelektualnego, bo tylko to umożliwia nam „normalne” funkcjonowanie. Zwracamy uwagę tylko na rzeczy które wydają się nam przydatne z adaptacyjnego punktu widzenia, Pozostałe informacje umykają nam jakby mimochodem. Nasz umysł ich nie wychwytuje, nie analizuje, nie stara się w nie zagłębiać. Z tego choćby powodu większość z nas ignoruje wiedzę z zakresu uznawanego za abstrakcyjny, bo wykraczającego poza ramy materialne, prestiżowe czy praktyczne. Gdyby jaskiniowiec zastanawiał się zbyt wnikliwie nad sprawami filozoficznymi, nie upolowałby nic do jedzenia, a przy okazji zagłodziłby swoją rodzinę. Tak więc naturalną i dziedziczną skłonnością ludzką jest stawianie na pierwszym miejscu kwestii ważnych dla biologicznego bytu, takich jak pełny żołądek, wytwarzanie narzędzi czy strategia myśliwska. Oczywiście w „nowym wspaniałym świecie” nie grozi nam już śmierć głodowa, ale zwierzęca natura stawia na pierwszym miejscu konkret zamiast abstrakcji, miłość cielesną nad platoniczną, a zyski finansowe ponad wzniosłe słowa.

Nie znaczy to, że wzniosłe słowa nie potrafią nas porwać, ani że nie jesteśmy w stanie przeżywać „pokrewieństwa dusz”. Po prostu pewne sprawy są dla nas ważniejsze, a inne mniej. To właśnie kultura, z całym bagażem znaczeń, idei czy norm, czyni z nas zwierzęta na tyle wyjątkowe, że w darwinowskiej „walce o byt” nie posługujemy się już maczugami. Argument fizycznej siły stosujemy tylko w stosunku do jednostek niedostosowanych społecznie. Przywiązujemy uwagę do walorów estetycznych i systemów wartości, wyjaśniających nam kwestie egzystencjalne, bo „nie samym chlebem człowiek żyje”. Eksplorujemy otoczenie, przy okazji budując coraz większy zasób wiedzy, co nie tylko przekłada się na rozwój materialnej cywilizacji, ale także naszego postrzegania świata. Uświadamiamy sobie tym samym rozmiary własnej ignorancji.


Nic dziwnego, że w społecznej świadomości nadal najłatwiej sprzedają się proste odpowiedzi na trudne pytania. Przecież tego właśnie chcemy, a nie brnąć w labirynt bez wyjścia. To wielki paradoks, że znajdując się w szczytowej jak dotąd fazie swojego rozwoju, cywilizowane społeczeństwa zalewa fala wtórnego analfabetyzmu, przejawiającego się brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem, co w konsekwencji ogranicza zasób używanego słownictwa i trywializuje złożoność rzeczywistości, jak i złożoność człowieczeństwa. Wszystko czego potrzebujemy się dowiedzieć możemy przecież sprawdzić w Google. Powszechna dostępność wiedzy, będąca kiedyś elitarnym przywilejem, jest dla pokolenia cyfrowego czymś tak spowszedniałym, że wiążące się z tym możliwości pogłębiają dezorientację części społeczeństwa niezdolnej do świadomego rozwoju. W efekcie rewolucja informatyczna, obok globalizacji przekazu i stworzenia najwspanialszej biblioteki w dziejach, służy również do przekazywania banalnych treści, o charakterze wręcz ekshibicjonistycznym. Internet staje się dla niektórych bardziej narzędziem ekspresji i wyrażania siebie, niż źródłem inspiracji, polem dyskusji czy wymiany poglądów. Na monitorze jak w soczewce widzimy całe spektrum naszego człowieczeństwa – od pochłaniającej pasji po prymitywny marazm. Wybór należy do Ciebie. Poza tym zawsze możesz go wyłączyć.             

poniedziałek, 1 czerwca 2015

THE BEST

W starciu z człowiekiem złym zawsze jesteś słabszy. Z jednego prostego powodu – Ciebie ogranicza moralność, a jego nie. On może oszukiwać, bić poniżej pasa, nie przestrzegać zasad. Ty walczysz jak rycerz, a on o tym wie i wykorzystuje to przeciwko Tobie. Jego bronią jest podstęp, zdrada i manipulacja. Zwycięstwo imponuje, a Ty tracisz w ludzkich oczach. Sam siebie zaczynasz też postrzegać jako przegranego. Wątpisz w sens swoich wartości. Zetknięcie się z mocą zła powoduje krach twojego systemu moralnego – na świecie pełno jest rozczarowanych idealistów. Stąd już prosta droga do wkroczenia na ścieżkę bezwzględności i wyrachowania. Stwierdzasz że byłeś „za dobry” i musisz walczyć o swoje.

Brzmi to trochę melodramatycznie, no i trochę wyidealizowałem naszego bohatera (ma pewnie różne grzeszki na sumieniu), ale to tylko taki model. Faktem jest natomiast, że prawie każdy z nas ma za sobą trudne doświadczenia. Naszym losem jest mierzenie się z podłością, łajdactwem i perfidią. Zmienia to nas, naszą zbroją staje się gruba skóra, a niekiedy rzeczywiście przechodzimy na ciemną stronę mocy. Zło dotyka nas w różnym stopniu – niektórych z nas na przykład niszczy już w dzieciństwie – więc ciężko tu przyjmować jedną miarę. Ale niekiedy rzeczywiście oparcie się jego okrucieństwu wymaga sporej siły wewnętrznej.

 

Mimo tego jest tak, że dobry znaczy słaby. Język jest przecież odzwierciedleniem naszej kultury, a
często występujący w nim związek frazeologiczny mówi o tym, że ktoś jest „za dobry”. Wszyscy wiemy co to oznacza. Kiedy mówimy o kimś, że jest „za dobry” nie wyrażamy w ten sposób wcale uznania dla takiej osoby. Raczej myślimy wtedy, że jest ofermą. Nie myślimy wtedy, że jest za dobry, tylko że jest za głupi. No i faktycznie niektórzy z nas są głupi. Ktoś kto ugania się za damskim bokserem albo złośliwą blacharą z całą pewnością jest głupi. A ktoś kto nie ma odwagi przeciwstawić się złu jest tchórzem, a nawet współsprawcą zła. Ale często zwykły dobry gest też postrzegamy jako przejaw głupoty, a to jest niesprawiedliwe.

Być dobrym nie znaczy dawać kiedy ktoś czegoś chce, ale pomagać komuś kto czegoś potrzebuje. Niektórzy niestety lubią pomoc taką wymuszać manipulacją, nadużywać jej czy nie okazywać za nią wdzięczności. Ale może lepiej pomagać ludziom i czasem coś stracić, niż nie pomagać w ogóle. Ryzyko jest wpisane w każdą dziedzinę naszego życia, a lęk przed stratami nie powinien zamykać naszych serc. Bez wiary w ludzi naprawdę ciężko żyć. Osobowości agresywne, pogardzające innymi i zmierzające do prymitywnych celów tak naprawdę nigdy nie doznają tego co jest w życiu najlepsze. 

niedziela, 31 maja 2015

CZAS ZABIJANIA

Stres jest gorszy od wszystkiego, bardziej rakotwórczy od papierosów, podnosi ciśnienie i szkodzi na serce. Powinni tego zabronić. Komando śmierci powinno eliminować tych dupków którzy działają mi na nerwy. Dzisiaj na przykład spotkałem takiego idiotę. Wyjątkowo poszedłem z kolegą na piwo (tak naprawdę raczej piję mleko w domu) i już się jakaś gnida napatoczyła. Osobnik ów zapytał się mnie czy chcę dostać w ryj. Odpowiedziałem że tak. Wyzwanie okazało się blefem. Ale niepotrzebny stres skróci mi życie. Powinienem go zastrzelić jak psa, niestety nie miałem spluwy.

Co ludzie tego pokroju mają w głowach tego nie wiem. Powiedziałbym że jedno wielkie gówno, lecz to by była przesada. Przecież gówno może być pożyteczne. Może się nim na przykład wyżywić kilka much. Nie czas jednak by zastanawiać się, na co komu takie plugawe łajzy mogłyby się przydać. Pozwalamy przecież żyć nawet takim psychopatom jak Mariusz Trynkiewicz. Jest to jednostka całkowicie nikomu niepotrzebna, ale nie można jej wykończyć, bo nie mamy w Polsce kary śmierci.

Swego czasu eliminacji Trynkiewicza domagało się Prawo i Sprawiedliwość. Ugrupowanie to wielokrotnie apelowało zresztą o przywrócenie ostatecznego rozwiązania w szczególnie drastycznych przypadkach. Jednocześnie sprzeciwia się zapłodnieniu in vitro bo Jan Paweł II tego zabronił. A więc zwyrodnialec nie jest człowiekiem, a jednokomórkowy zarodek już tak. A nauczanie kościoła nie musi być wiążące, można sobie zabijać Trynkiewiczów i innych pedofilów, byleby tylko nie zdeptać mikroskopijnej zygoty.

Sęk w tym, że w przypadku zapłodnienia in vitro o żadnym morderstwie nie może być mowy. Metoda ta daje życie, a nie je odbiera. Całkowicie niemerytoryczny argument o istnieniu duszy ludzkiej zapisanej chyba w DNA (tak by z tego wynikało), ma „ratować życie” przez blokowanie powołania życia! Przecież to zupełny nonsens. Może nie jestem tak inteligentny jak mohery, ale wydawało mi się, że w świetle teologicznym Trynkiewicz jak najbardziej wyposażony jest w duszę, która dodatkowo będzie się jeszcze smażyć w piekle.

Oczywiście ani nie bronię Trynkiewicza, ani nie potrzebuję specjalisty od in vitro. Być może błędnie, ale zakładam iż zdołałbym spłodzić potomstwo własnymi siłami, gdybym znalazł się w skłaniającej mnie do tego sytuacji romantyczno-estetycznej. Co zaś do pana Mariusza, to choć jestem tolerancyjny, uważam go za jednostkę tak zdegenerowaną, że w zasadzie nie powinien nigdy powrócić do społeczeństwa z jakiego sam się swoimi czynami wykluczył. Jednocześnie myślę, że cała pozorna „racjonalność” Prawa i Sprawiedliwości, pokazywana nam ostatnimi czasy, w ogóle kupy się nie trzyma, co widać na powyższych przykładach. Ale nie zamierzam się tym stresować.      

sobota, 30 maja 2015

SZTUKA ŻYCIA

Pasja jest ważniejsza od pracy, a przyjaźń od miłości. Wnioski psychologów niekiedy są zaskakujące. Ale pokazuje to tylko, że sami często nie wiemy co jest dla nas dobre. Gdyby było inaczej nie uganialibyśmy się za pieniędzmi i wrednymi sukami. Trzymalibyśmy się z dala od aroganckich ważniaków i takich pułapek jak narkotyki, alkohol czy hazard. Nie palilibyśmy papierosów, jeździli z dozwoloną prędkością, nie wchodzili w niepotrzebne konflikty. Gdyby wszyscy wiedzieli co ich uszczęśliwi, szczęście byłoby powszechne. Świat wypełnialiby życzliwi sobie optymistyczni idealiści. Nie byłoby anorektyczek, przestępczości i samobójców. Niestety jest zupełnie inaczej.

Życie człowieka to ciągła walka – nie tylko z innymi, ale przede wszystkim z własną naturą emocjonalną. Emocje są bowiem mechanizmem adaptacyjnym – nie zostały stworzone po to żebyśmy mogli przez cały czas odczuwać szczęście. Raczej wręcz przeciwnie, niezadowolenie konieczne jest żeby nas stymulować. Zanim cokolwiek zrobisz musisz przecież tego chcieć. A zatem musisz odczuwać pragnienie, nienasycenie, potrzebę... Gdybyś niczego nie potrzebował byłbyś cały czas szczęśliwy. Niestety byłbyś wtedy trupem. Nie odczuwałbyś przyjemności z zaspokajania potrzeb, ponieważ nie miałbyś ich wcale! A zatem nawet byś się do nikogo nie odzywał, bo nie odczuwałbyś takiej potrzeby.

Chociaż zabrzmi to paradoksalnie, szczęśliwe życie polega raczej na poszukiwaniu szczęścia, niż na jego przeżywaniu. Ponieważ szczęście jest raczej procesem niż stanem, szczęśliwość wymaga osobistego zaangażowania – wiecznie nie działa nawet zastrzyk z heroiny. Wymaga to od nas stawiania sobie coraz nowych wyzwań. Ludzie którzy myślą, że osiągnęli już wszystko, kończą marnie – niejeden raz czytaliśmy o tym w gazetach. Można znudzić się dziwkami, sławą i luksusem. Ktoś kto może spełnić każdą swoją zachciankę, często nie wie co ma dalej ze sobą robić. Ale nie musi tak być. Spójrzmy na Billa Gatesa. Cokolwiek by o nim nie mówić, nie pogrążył się w jakimś hedonistycznym szaleństwie, czy innej czarnej dziurze.

Kluczem do szczęścia jest to, żeby przekształcić swoje nienasycenie w pasję. Wtedy będziemy czerpać wewnętrzną energię z naszych wysiłków. To co robimy bez entuzjazmu, na przykład tylko dla pieniędzy, zawsze będzie nas raczej męczyć niż spełniać. Wielu z nas niestety robi głównie rzeczy jakich nie lubi. A to czyni z nich niewolników. Według ankiety przeprowadzanej przez kilka lat wśród umierających ludzi, większość z nich żałowała, że pracowała w życiu tak ciężko! Podobno mówił tak prawie każdy mężczyzna. Ludzie na łożu śmieci żałują też innych rzeczy. Wyznawali, że nie mieli odwagi żyć tak jak chcieli, dlatego podporządkowywali się innym. Bolało ich również to, że nie pozostawali w kontakcie ze swoimi przyjaciółmi. Niech to będzie dla nas przestrogą, żebyśmy nie żałowali przeszłości kiedy będzie już za późno. Szczęście jest nam najbardziej potrzebne.

piątek, 29 maja 2015

ŻYDOWSKI FRAJER

Może jest coś ze mną nie tak, ale zwykle przypisuję ludziom szlachetne intencje. Gdybym nie był skromny powiedziałbym pewnie, że każdy sądzi po sobie. A ponieważ jestem skromny to powiem inaczej – jestem łatwowierny. Nigdy mi to specjalnie nie służyło. Kolega z ławki pewnie tylko dzięki mnie ukończył podstawówkę, ale zawodził mnie regularnie. Nauczył się bowiem dobrej sztuczki – jak wzbudzać ludzkie współczucie. Z tym trikiem mierzyć się musiałem w ciągu życia wiele razy. Do dzisiaj nie udało mi się na niego całkowicie uodpornić. Pomimo tych wszystkich bieda-naciągaczy, skomlącej patologii i szantażystów emocjonalnych, których to wspomóc miałem wątpliwą przyjemność, myślę że moja wiara w ludzi nadal jest na przerażająco wysokim poziomie. A to prędzej czy później zwykle kończy się dla mnie niezbyt miłą nauczką.

Zachowuję przy tym na tyle świadomości, żeby wiedzieć, iż wykorzystywanie tego co w człowieku
najbardziej ludzkie, jest ze strony takich manipulantów wyjątkowym cynizmem. Ale jak to mówią: kto ma miękkie serce ten musi mieć twardą dupę. Bo niejeden raz w tyłek dostanie tęgiego kopa. Tak to już jest z tą litością – najmniej dostaje jej ten, kto jej najwięcej okazuje. A dlaczego? Bo się człowieka takiego nie szanuje. Bo to mięczak, frajer, jeleń, leszcz. Bo ustępstwo traktowane jest jako słabość. Kontrast między tym, jak postawa taka jest odbierana, a jak przedstawiana w naukach Jezusa Chrystusa, jest porażający. Gdyby Jezus pałętał się po tym świecie dzisiaj, dostałby porządnie wpierdol.

Ale co kogo kurwa taki ktoś by obchodził? Nie oszukujmy się. Może by go nie ukrzyżowali, ale na pewno okradli, wyśmiali i wydymali bez mydła. Taki jest los kogoś kto siebie stawia na ostatnim miejscu. Nie zamierzam kwestionować realiów – może i sam by się o to prosił. Tylko że to wcale nie „rozgrzeszałoby” tych pijawek które by go obsiadły, tak jak krótka spódniczka nie usprawiedliwia sprawcy gwałtu. A to już druga strona medalu, o jakiej nie myślimy prawie wcale. Jeśli ktoś jest ofiarą, to ktoś jest też ciemnym charakterem. I niech Was nie zwiedzie pokusa triumfu za wszelką cenę – lepiej być frajerem niż zgorzkniałym cynikiem! 

środa, 27 maja 2015

DOWÓD OSOBISTY

Kiedyś jak się chciało coś pisać, to trzeba było pisać do szuflady. Teraz można pisać do internetu. Różnica jest taka, że to co się wrzuci do sieci zawsze ktoś przeczyta. A skoro tak, to pisać się chce bardziej. Może jest to ekstrawaganckie hobby, ale na pewno pożyteczne. Przede wszystkim dla samego piszącego – pozwala krystalizować myśli, układać chaos w swojej głowie, spajać wewnętrzne sprzeczności i wyrażać siebie. Już dawno dostrzeżono terapeutyczne walory pisania – na przykład alkoholikom walczącym z pragnieniem zaleca się pisanie dzienniczka uczuć. To naprawdę pomaga. Pisanie stabilizuje, a poza tym jeśli coś napiszesz poczujesz satysfakcję z jeszcze jednego powodu – stworzysz coś. Może się komuś wyda to śmieszne i nieistotne, ale w zasadzie wszystko co tworzymy niewiele innych obchodzi – czy jest to ogrodnictwo, modelarstwo czy majsterkowanie. Najważniejsze żebyś sam poczuł, że zrobiłeś coś co Ci się podoba.

W życiu rzadko można liczyć na uznanie, jeśli nie wiąże się ono z bezpośrednimi korzyściami. Najczęściej uznawani są przez nas ci, którzy już zostali przez innych w pewien sposób uznani, to znaczy są na fali. Jeśli jesteś podziwiany, to stosunek ludzi do ciebie zmienia się – taka spirala może się niestety nakręcać w obie strony. Jeśli przebywanie w twoim towarzystwie uchodzić będzie za obciach, możliwe że stracisz nawet bliskich sympatyków. Dlatego szczególnie ważne jest żeby podobać się samemu sobie. A skoro tak, robię wszystko żeby samemu sobie wydawać się wyrafinowaną, subtelną i niebanalną kreaturą. To jedyny sposób chroniący mnie przed totalnym konformizmem i zostaniem dupkiem. W przeciwnym wypadku robiłbym wszystko co tylko możliwe, żeby się ludziom przypodobać. A tak staram się choć trochę przypodobać samemu sobie. Bo jak ktoś ma dużo do powiedzenia to mi imponuje. A ktoś kto nigdy nie zastanawia się nad niczym zaimponować mi może tylko wielkimi cyckami.

Nie wiem czy możliwe jest żeby człowiek mógł w pełni zrozumieć drugiego człowieka. Ale myślę, że choć trochę można się do takiego zrozumienia zbliżyć. Ale tylko trochę – człowiek przecież często nie jest w stanie zrozumieć sam siebie. Dlatego wybaczcie mi ten monolog. Kiedy piszę widzę że myślę, a jeśli myślę to znaczy że jestem. Ja.