Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 18 listopada 2021

BYT INTEGRALNY


 Kiedyś myśleliśmy, że ciałem steruje dusza, dziś - pomijając sferę religijną - rolę tę przypisujemy mózgowi. Jest to oczywiście cenne uproszczenie, gdyż podstawowym zadaniem mózgu jest przetwarzanie informacji, nie tylko żeby zarządzać zachowaniem, ale również homeostazą. Przez cały czas mózg dokonuje skomplikowanych obliczeń i wydaje instrukcje wszystkim naszym organom. Jest on jednak integralną częścią zarządzanego przez siebie ciała i w równym stopniu jest przez nie kształtowany. Ciało jest wielkim filtrem sygnałów wchodzących i wychodzących, zasadniczo wpływającym na mózgowe doświadczenia i aktywność.

Dajmy na to uszy. Małżowina uszna, odpowiedzialna za pobieranie bodźców akustycznych ze środowiska, ma - podobnie jak linie papilarne - swój niepowtarzalny kształt, czyniący ją unikalnym osobniczym identyfikatorem. Możecie sądzić, że nie ma to żadnego znaczenia, bo przecież słyszymy te same dźwięki. Ale kształt ucha wpływa na pracę mózgu. Wypukłości i zagłębienia ucha zewnętrznego filtrują dźwięki, zanim te dotrą do błony bębenkowej i zostaną przełożone na serie impulsów elektrycznych interpretowanych przez mózg jako dźwięki właśnie. W trakcie naszego życia - od dzieciństwa do starości - kształt naszych uszu się jednak zmienia, więc mózg musi się do niego odpowiednio dostrajać.

Dostarczając mózgowi odpowiednich bodźców uczymy go wychwytywania specyficznych wzorców i dopiero z takich "wzorów percepcyjnych" składa on reprezentacje rzeczywistości. Doskonale obrazuje to zjawisko tak zwanej substytucji sensorycznej. Już w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia Paul Bach-y-Rita założył, iż za brakiem zdolności widzenia stoi na ogół brak transmisji sygnałów z siatkówki do oka, więc możliwe byłoby nauczenie mózgu przetwarzania innych sygnałów (na przykład dotykowych czy słuchowych) do konstruowania percepcji wzrokowej. Pobrane przez kamerę informacje wizualne można przetwarzać na impulsy elektromagnetyczne kilkusetpikselowej matrycy umieszczonej na języku pacjenta, który z czasem nauczy się przekładać je na reprezentacje wzrokowe!!! Podobnie można tłumaczyć obraz na zbiór dźwięków odtwarzanych w słuchawkach... 

Wracając jednak do sedna sprawy: właściwości naszego ciała wpływają na kształt połączeń neuronalnych, a więc mózg jest odpowiednio do nich przystosowany. "Proste" kontrolowanie ruchów tak naprawdę jest wynikiem złożonych procesów, które polegają na programowaniu odpowiednich skurczów mięśni w oparciu nie tylko o informacje zmysłowe, ale też zdobyte doświadczenie motoryczne pozwalające przewidywać ich konsekwencje. Mózg nieustannie monitoruje tak zwane błędy predykcji sensorycznej, kiedy to wykonane przez nas ruchy nie odwzorowują zaplanowanej trajektorii. Dlaczego jest to konieczne? Rozmiary naszych kończyn i siła mięśni zmieniają się w miarę rozwoju, a w zależności od środowiska (np. pod wodą) zmieniać się mogą też wzorce ich aktywacji.


Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele uczymy się przez cały czas pomimo słabnącej z wiekiem neuroplastyczności. Z drugiej strony w zasadzie wszystko co robimy jest nawykiem - ciągle opieramy się na zgromadzonych wzorcach, usiłując tylko je korygować, upraszczać i łączyć. Ogromny strumień danych ze świata zewnętrznego i wnętrza organizmu nieustannie zalewa mózg, lecz - co w tym kontekście jest zdumiewające - neurony zajmują się głównie komunikacją ze samymi sobą, żeby przekładać te dane na odpowiednią aktywność elektryczną i zmieniać układ dotychczasowych połączeń neuronalnych. Jak mawiał Einstein: "Człowiek może robić to co chce, ale nie od jego woli zależy czego chce". Jedyna możliwa wolność polega na postepowaniu zgodnie z własną motywacją, która jednak jest kształtowana przez biologię i kulturę - cielesne i społeczne doświadczenie.   

sobota, 13 listopada 2021

PERCEPCJA KRYZYSU MEDIALNEGO


 Jeśli zamkniesz ludzi pozbawionych telefonu, tabletu, książki czy czegokolwiek czym mogliby się zająć w pomieszczeniu z urządzeniem rażącym ich prądem to już po kilku minutach będą go używać. Tak wykazał eksperyment psychologów z University of Virginia. Paradoksalnie nawet nieprzyjemny bodziec jest dla mózgu ciekawszy od braku stymulacji. To właśnie z nudów ludzie robią najgorsze głupstwa - nadużywają, ryzykują, mieszają się w cudze sprawy. Najtrudniej znieść im to, że nie dzieje się nic.

W prawdziwym życiu raczej nie grozi nam całkowite odcięcie od wszelkich bodźców, ale równie nudne stają się bodźce powtarzalne i przewidywalne. Odpowiedzialny jest za to proces habituacji, czyli wygaszania reakcji na niezmienny bodziec - w miarę jego powtarzania mózgowy układ siatkowaty hamuje przewodnictwo impulsów w związanych z nim drogach czuciowych. Przyzwyczajamy się do dźwięków czy zapachów stale nam towarzyszących, nie odczuwamy dotyku noszonych ubrań, stabilizacja obrazu na siatkówce sprawia że on znika (nasze oczy potrzebują tak zwanych ruchów sakkadowych żeby porównywać światło odbite od jasnych i ciemnych elementów otoczenia). 

Każda przyjemność podlega inflacji jeśli oddajemy się jej zbyt intensywnie, więc musimy przeplatać ją zmianami. To jeden z powodów przez które społeczeństwa konsumpcyjne stają się coraz bardziej dekadenckie - nie wystarczy dać ludziom chleba i rozrywki, bo gdy się już się nasycą i zabawią ponownie stają się głodni i znudzeni. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do relatywnego dobrobytu, że staje się dla nas czymś bezbarwnym - szukamy wciąż czegoś nowego, a sprzedawcy usiłują nas tym zaskakiwać. Takie życie jawi się z kolei wyrzutkom tego świata jako spełnienie marzeń o bezpieczeństwie, wygodzie i sytości.

Niestety zaspokajanie cudzych potrzeb skłania do nowych roszczeń, bo przecież każdemu coś się jeszcze "należy" - to swoista spirala socjalna. Znamy to z rodzimego podwórka, a naganiani przez ruskich migranci przybywają z przysłowiową gołą dupą - prędzej niż naszych wartości kulturowych i gospodarczych nauczą się bezmyślnej konsumpcji i socjalnego dziadowania. Nie dlatego, że są "gorszymi" ludźmi, tylko dlatego że są ludźmi, a ci uczą się przez doświadczenie, jakie w tym wypadku jest dosyć patologiczne.

U podłoża naszego dobrobytu leży zasadniczo ciężka i systematyczna praca, a przede wszystkim wiedza, co dla "zdziczałych" wskutek wojny i nędzy egzotycznych braci może się okazać nieprzekraczalną barierą. Łatwo będzie przyzwyczaić ich do korzystania z pomocy, trudniej zaś - zważając na brak nawet podstawowych kwalifikacji - zapewnić im płatne zajęcie. Napięcia społeczne z jakimi boryka się dużo przecież zasobniejsza od nas Zachodnia Europa, pokazują że ewentualne przygarnięcie "obcych" odbędzie się przede wszystkim kosztem polskich ludzi pracy, a nie celebrytów.


Zresztą nie ulega wątpliwości, że taki humanitarny gest szybko przyciągnąłby tu kolejne rzesze śniadych desperatów i rozzuchwalił sąsiednich dyktatorów... Tak czy siak cel wschodnich satrapów został osiągnięty. Wszyscy gramy w grę Łukaszenki i Putina - prawica ze swoją groteskową ksenofobią i lewica z naiwnym zbawianiem świata. Jesteśmy całkowicie przewidywalni w przeciwieństwie do nieobliczalnych postsowietów. Putin dyskretnie grozi nam palcem i jednocześnie propaguje obraz niehumanitarnej Polski. Ten wykreowany na naszej granicy kryzys jest zarówno szantażem moralnym skłaniającym do nieracjonalnych odruchów, jak i drażnieniem nacjonalistycznych demonów, które niszczą europejską harmonię.

Zdarzenia ostatnich dni wyrwały nas przynajmniej z iluzji jaką był odwieczny polski rozwój - jeden z najpoważniejszych problemów współczesnego świata jakim jest i będzie masowa migracja dotknął także nas, zastanawiających się obsesyjnie kiedy w końcu dogonimy Europę w gospodarczych i konsumpcyjnych statystykach. Jeśli nasz mózg dokonuje ocen poprzez porównania i kontrasty, to może cieszmy się z tego gdzie jesteśmy, bo inni mają jeszcze gorzej. Lecz pewnie raczej będziemy psioczyć, że to nam się pogarsza... Obrazy cierpienia powszednieją bardzo szybko.      

sobota, 23 października 2021

DZIECI EUROPY

  Neandertalczyk jest w kulturze masowej symbolem człowieka "dzikiego" - nieokrzesanego i prymitywnego jaskiniowca z maczugą, a nawet małpoluda. Lecz czy taki stereotyp jest uprawniony? W końcu był to nasz najbliższy krewny, z jakim dzielimy tego samego przodka - tyle że wyewoluował w populacji która pierwsza dotarła do Europy. Gatunek homo sapiens tymczasem wyodrębniał się w Afryce i to dopiero stamtąd kolonizował cały świat. Zasadniczo jesteśmy więc potomkami migrantów którzy wyparli z kontynentu rodzimą ludność - niektórzy twierdzą wręcz, że dokonaliśmy ich eksterminacji, choć istnieje sporo dowodów, że dochodziło też do bardziej pokojowych kontaktów. 

Ponieważ to my przetrwaliśmy, a nawet zdominowaliśmy świat, uważamy neandertalczyków za ślepą uliczkę ewolucji, a mówiąc inaczej za naszą gorszą wersję. Istnieli jednak oni równie długo, a być może nawet dłużej niż my, więc choć nie rozwinęli cywilizacji byli ewolucyjnie skuteczni. A ich dokonania technologiczne i kulturowe można śmiało porównywać z wytworami wczesnych homo sapiens.

Neandertalczycy umieli rozpalać i kontrolować ogień, a więc gotować, co zresztą było konieczne żeby wyżywić tak duże mózgi, zużywające sporo kalorycznego paliwa. Ludzki mózg w stanie spoczynku zużywa około 20% całej potrzebnej organizmowi energii, podczas gdy mózg szympansa zaledwie 3% . Mózgi człowieka współczesnego i neandertalczyka były w zasadzie tej samej objętości, neandertalczycy mieli nawet nieznaczenie większą pojemność puszki mózgowej...

Chociaż pachnie to frenologią, po kształcie czaszki domniemywać możemy różnic w schematach rozwoju mózgu, a więc innego postrzegania świata.  W mózgach neandertalczyków większe obszary zajmowały się przetwarzaniem wzrokowym i ruchowym, co w prehistorycznym świecie z pewnością miało niebagatelne znaczenie, ale przez to mniej miejsca pozostawało na tak charakterystyczne dla nas wyższe funkcje poznawcze, umożliwiające tworzenie wielkich grup społecznych i nowatorskich rozwiązań.  Ponieważ wszystko wskazuje na to, że mieli podobnie wykształcony do naszego mózgowy ośrodek Broki, pełniący u nas kluczową funkcję w generowaniu mowy, domniemywać możemy, że podobnie jak my posługiwali się czymś w rodzaju języka.

Władanie ogniem nie tylko pozwalało lepiej zasilać mózg i usprawnić metabolizm, oraz urozmaicić dietę o niejadalne dotychczas zasoby (takie jak rośliny bulwiaste czy ziemniaki), ale też konserwować żywność przez wędzenie. Miało też spory wpływa na prehistoryczną "technologię". Neandertalczycy opanowali w pewnym stopniu obróbkę kamienia i drewna, a nawet tworzyli z nich narzędzia złożone, co wymagać musiało eksperymentów i planowania, a także jakichś nieformalnych metod nauczania. 


Jako spoiwa mocującego groty, ostrza czy młotki na trzonkach używali na przykład smoły brzozowej, a zatem musieli umieć ją wytapiać, co z kolei świadczy o znajomości przemian substancjonalnych zachodzących w przyrodzie - dowodzi zdolności myślenia abstrakcyjnego i przekazu wiedzy. Stosowano też bitumin (naturalny asfalt) czy wosk pszczeli, które wszakże należało w kontrolowany sposób podgrzewać. Ślady dwutlenku manganu obok neandertalskich palenisk świadczyć mogą o stosowaniu swoistych "rozpałek", a ogień zasilano być może węglem brunatnym czy drzewnym, jakich pozostałości również tam znajdowano.

Wykorzystując sezonowe migracje zwierzyny polowano niekiedy na ogromną skalę, a rozbiór mięsa miał wtedy charakter zorganizowany - tworzono coś w rodzaju rzeźniczej "linii produkcyjnej". Pozyskiwano w ten sposób nie tylko mięso i podroby, ale też surowce - kości i skóry, które garbowano przy użyciu taniny wytwarzanej z gotowanej kory dębu. Wydaje się również, że neandertalczycy znali właściwości lecznicze niektórych roślin. Na szczątkach neandertalczyka cierpiącego na ropień zębowy znaleziony ślady kory topoli (zawierającej aspirynę) i pleśni (z której dziś wytwarza się penicylinę). 

To wszystko praktyczne umiejętności wskazujące na spory stopień kompetencji umysłowych. Rodzi się tu pytanie, czy przy tej okazji neandertalczyk wykształcił jakąś formę "duchowości", którą uważamy za kwintesencję naszego człowieczeństwa. O jego potrzebach estetycznych świadczyć może wytwarzanie barwników czy ozdób z muszli, kości, ptasich szponów czy piór.

W Bruniquel we Francji odkryto podziemne (położone 336 metrów w głąb jaskini) kręgi zbudowane ze stalagmitów jakieś 175 tysięcy lat temu, a takie datowanie wyklucza udział w tym przedsięwzięciu homo sapiens. Przedsięwzięcie takie wymagało pokonania licznych niedogodności, zagadkowe jest zatem czemu miały służyć te kamienne kręgi. Spekuluje się, że mogły mieć znaczenie magiczne lub religijne.

Natomiast malowidła naskalne z trzech oddalonych od siebie o setki kilometrów hiszpańskich jaskiń liczą zdaniem badaczy więcej niż 64 tysiące lat - powstały grubo przed przybyciem człowieka współczesnego do Europy...  Co rusz pojawiają się teorie, jakoby neandertalczycy urządzali rytuały pogrzebowe, choć jest to teza wciąż kontrowersyjna - w miejscu wiecznego spoczynku naszych krewniaków znajdowano wszak pyłki kwiatowe, muszle czy kości zwierząt.

Niemniej z pewnością nawzajem widzieliśmy w sobie ludzi, co potwierdzają badania genetyczne - Europejczycy posiadają około dwuprocentową domieszkę neandertalskich genów, a zatem dochodziło między nami do kontaktów seksualnych. Przyciągaliśmy się nie tylko cieleśnie i emocjonalnie, lecz również kulturowo. "Hybrydowe" dzieci przekazywały swoje geny, były więc wychowywane w określonej kulturze i darzone miłością, dzięki czemu niektórzy z nas mają dziś niebieskie oczy i blond włosy. 

wtorek, 12 października 2021

HONOR POLACZKA


 Podczas ostatniej prounijnej manifestacji w Warszawie samozwańczy narodowcy usiłowali zagłuszać takie lewackie występy jak zbiorowe odśpiewywanie "Mazurka Dąbrowskiego" czy przemowę pewnej starej baby, która hańbiła mundur powstańca warszawskiego kolaborując z kosmopolitycznym, dekadenckim motłochem. Skandowali z tej okazji: Bóg, honor, ojczyzna... 

Zakrawa to na groteskę - niektórzy Polacy czują się bardziej polscy od reszty, a nawet bardziej bohaterscy od swoich bohaterów. Bo dla zaściankowej prawicy godni szacunku są tylko ci powstańcy którzy jej przyklaskują, a pozostali to zdrajcy. Podobnie rzecz ma się z PRL-owskimi opozycjonistami - jeśli wykazują liberalne odchylenia to z pewnością od początku współpracowali z komunistami. 


Oczywiście polityczna polaryzacja przekracza takie podziały historyczne: prawica i lewica mają nie tylko swoich bohaterów, ale też swoich ekspertów, dziennikarzy, artystów, a nawet kapłanów i organizacje charytatywne. A co gorsza też swoich "niezawisłych" sędziów. Są to dwie alternatywne rzeczywistości - tak zwane bańki informacyjne. Niby w pluralistycznej demokracji to sprawa normalna - jedni próbują zagłuszyć innych swoim przekazem. Tyle że dla pompowania swojej bańki PiS gotowy jest skłócić nas z całym światem.

No bo czemu ma niby służyć instalowanie swoich protegowanych wszędzie gdzie popadnie, nawet kosztem ogromnych strat finansowych? Podobno obronie suwerenności, tylko co to za suwerenność na marginesie Europy? Kiedy Unia przykręci kurek z forsą napięcie jeszcze wzrośnie, mówienie o pełzającym polexicie nie wydaje się więc podsycaniem lęku. Nawet jeśli nie jest to jawnym zamiarem rządzących to prowadzą bardzo niebezpieczną grę i mogą w końcu przelicytować. 

Wybrana przez naszych dalekowzrocznych wizjonerów na strategicznego sojusznika Wielka Brytania, już jakiś czas temu pożegnała się z Wspólną Europą, na czym straciła krocie. Także za Atlantykiem nie mamy już z kim gadać - dobre relacje z USA, jakie udawało się utrzymywać wszystkim rządom III RP do tej pory, to już przeszłość po tym jak entuzjastycznie oklaskiwaliśmy trumpowski szturm na Kapitol. Jeśli kogoś dziwi, że Putin (przy pomocy Łukaszenki) właśnie teraz zaczyna atak hybrydowy, to niech się zastanowi czemu... 

niedziela, 3 października 2021

MECHANIKA UMYSŁU


 O kimś niezbyt rozgarniętym zwykliśmy mówić, że jest bezmózgiem. Ale nie potrzeba mózgu do podejmowania decyzji, przynajmniej jeśli jest się śluzowcem wielogłowym - jednokomórkową lecz wielojądrową formą życia wykazującą szczątkową inteligencję.

Ten gatunek zyskał światową sławę po eksperymencie w którym udało mu się znaleźć optymalną drogę wyjścia z labiryntu. Natomiast kiedy rozsypano płatki owsiane w sposób odwzorowujący położenie dużych metropolii i okolicznych miejscowości w Japonii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii, Portugalii czy Kanadzie, śluzowiec ten wybierał najkrótsze drogi do pokarmu, a wybierane przez niego trasy z grubsza pokrywały się z siecią istniejących tam połączeń kolejowych i drogowych. Do projektowania sieci transportowych zwykliśmy wykorzystywać inżynierów i planistów, ale być może wystarczyłoby skorzystać z usług bezmózgich protistów... 

Już wykorzystuje się niezwykłe zdolności tego galaretowatego szlamu do badań - choćby nad siecią komunikacyjną starożytnego Rzymu czy najefektywniejszymi trasami ewakuacji pracowników z biurowców, budową czujników, a nawet rozkładem ciemnej materii we Wszechświecie . Spekuluje się tez o stworzeniu wykorzystującego śluzowce biokomputera, gdyż intuicyjnie potrafią one tworzyć sieci bardziej efektywne niż jakakolwiek komputerowa technologia. Ponieważ nie mają mózgu ani nawet neuronów oczywistym wydaje się, że nie "myślą" w kategoriach matematycznych. A jednak występuje tu jakiś proces podejmowania decyzji.

Zdaniem badaczy śluzowce mogą wykorzystywać w nim informacje o masie i wzorce naprężeń mechanicznych w środowisku. Poruszając się ruchem pełzakowatym, polegającym na rytmicznym "przelewaniu" cytoplazmy wewnątrz organizmu zbierają dane o fizycznych właściwościach środowiska - siły mechaniczne odgrywają w tym wypadku równie ważną rolę co substancje chemiczne i geny. Podobny proces mechanosensacji wykorzystują komórki wszystkich bardziej złożonych zwierząt, w tym także ludzi. Już na poziomie komórek (nie tylko nerwowych) biologia wykorzystuje prawa fizyki do wdrażania mechanicznych form poznawczych.

Polski uczony prof. Bartosz Grzybowski, badając efektywność dostarczania leków do komórek nowotworowych, napełnił wodą labirynt o dwóch wyjściach - przy jednym z nich umieścił kroplę tłuszczu zawierającą kwas 2-heksylodekanowy (np. olej palmowy), a przy drugim żel nasączony kwasem. Wskutek tego kropla po niemal najkrótszej drodze pokonywała labirynt poruszając się w kierunku wyjścia z żelem, ponieważ statystycznie największe stężenie kwasu uwalnianego przez żel - zmieniającego pH  wody i tak tworzącego na jej powierzchni pewne napięcia - znajduje się na najkrótszej trasie.

Na najgłębszym poziomie nasza kreatywna obróbka informacji może mieć zatem charakter nawet nie tyle obliczeniowy co czysto mechaniczny - to biomechaniczne układy wykorzystujące stymulację chemiczną, optyczną, dotykową i grawitacyjną składają się na odpowiednie bramki logiczne przetwarzające sygnały wchodzące w wychodzące. 

niedziela, 19 września 2021

POKARM BOGÓW


Aby poznawać środowisko w którym przyszło im bytować organizmy wykształciły odpowiednie zmysły. Niektóre z nich są bardzo specyficzne, inne wspólne wszystkim gatunkom. Odbieranie sygnałów o chemicznym stanie otoczenia należy do uniwersalnych cech życia już na poziomie pierwotnych jednokomórkowców, u których białka receptorowe reagują zmianami konformacji (układu atomów w cząsteczce) na obecność określonych związków chemicznych, co wpływa na procesy wewnątrzkomórkowe.

U bardziej złożonych organizmów do rozpoznawania bodźców chemicznych oddelegowano wyspecjalizowane komórki receptorowe, umożliwiające nam rozpoznawanie zapachów i smaków - zmysły zajmujące się tym należą do naszych najstarszych ewolucyjnie cech kognitywnych, do jakich dopiero z czasem dołączały kolejne mechanizmy. Cała nasza percepcja wykształciła się z chemicznej analizy środowiska i pożywienia, choć ta - wraz z pojawianiem się kolejnych zmysłów - zaczęła odgrywać w naszych postrzeganiu nieco mniejszą rolę.

Badaniem chemicznego składu pożywienia zajmuje się zmysł smaku, z czego zresztą czerpiemy niemałą przyjemność dostarczając podniebieniu pyszności skomponowanych tak żeby uaktywniać prastare ewolucyjnie rozkosze. Niestety w realiach konsumpcyjnej obfitości oznacza to zazwyczaj niezdrowe odżywianie. Niegdyś smak słony pozwalał wykrywać niezbędne dla życia elektrolity, a słodki potrzebne węglowodany, dziś zachęcają nas do objadania się przetworzoną (przesoloną i przesłodzoną) żywnością.

Z kolei smak kwaśny informował o obecności w pożywieniu kwasów, a gorzki alkaloidów i wielu soli nieorganicznych - natężenie ich intensywności ostrzegało natomiast przed zepsutym lub trującym pokarmem. Do tej tradycyjnej listy smaków naukowcy dodali stosunkowo niedawno smak umami, opierając się na istnieniu osobnych receptorów kwasu glutaminowego, balansującego smak i zapach potraw. Dzięki temu odkryciu możemy cieszyć się wzmocnionym smakiem śmieciowego jedzenia faszerowanego syntetycznym glutaminianem sodu czy potasu.

Intuicyjnie rozróżniamy także smak pikantny (ostry), który w sensie fizjologicznym smakiem jednak nie jest. Choć lubimy stosować w kuchni pieprz czy ostrą paprykę, zasadniczo nie jest to kwestia smaku a  kulturowo uwarunkowanego kulinarnego masochizmu. Otóż wrażenia pikantności - w przeciwieństwie do pozostałych smaków - nie odbierają kubki smakowe. Wiadomość o niej przekazują neuronom podrażnione zakończenia nerwowe języka - rzekomy smak jest w rzeczywistości "pieczeniem" czyli bólem o małym natężeniu. Odpowiedzialna za to kapsaicyna nie powoduje jednak trwałych uszkodzeń tkanek, a jedynie odpowiadające im pobudzenie komórek nerwowych. 

Z tego powodu ssaki (z wyjątkiem homo sapiensów) nie lubią pikantnego jedzenia - ich mózgi w zetknięciu z kapsaicyną "głupieją" i odczuwają dyskomfort. Ma to głęboki ewolucyjny sens ponieważ ssaki rozgniotłyby nasiona (np. ostrej papryki) w zębach lub je strawiły. Tymczasem ptaki (nie reagujące w ten sposób na kapsaicynę) bardziej nadają się na roznosicieli ukrytego w nasionach materiału genetycznego.

Fakt iż tylko człowiek lubi torturować się pikantnym jedzeniem wiele mówi o przewrotności naszego gatunku, u którego związek między przyjemnością i bólem jest niezmiernie złożony i tajemniczy - od religijnego samobiczowania aż po sporty ekstremalne.  Przy całej tej złożoności pozostajemy mimo wszystko istotami dosyć prymitywnymi, skoro można nas tak łatwo stymulować naciskając w mózgu odpowiednie "guziki". 

niedziela, 5 września 2021

CENA CZŁOWIEKA

 Tradycyjna historiografia mówi o rozwoju cywilizacyjnym, który wydaje się nieuniknioną konsekwencją historii, tak jakby był odwiecznym przeznaczeniem ludzkości. Ale przez prawie cały czas nasz gatunek zajmował się myślistwem i zbieractwem, a rolnictwo i państwowość, a w końcu przemysł z którego jesteśmy tak dumni, stały się naszym udziałem dopiero niedawno. Według najświeższych ustaleń po zbadaniu szczątek odkrytych w Maroku na stanowisku Dżabal Ighud homo sapiens zaczął swoją epopeję już nawet 350 tysięcy lat temu. Przyjmuje się natomiast, że rolnictwo pojawiło się dopiero 10 tysięcy lat przed naszą erą, a przecież początkowo był to tylko żywnościowy eksperyment, który jeszcze potrzebował czasu żeby się upowszechnić.  W dodatku z punktu widzenia naszego nieokrzesanego przodka rolnictwo było zajęciem wielce ryzykownym - uzależniając się od urodzaju roślin zbożowych narażał się na głód, a w dodatku skazywał na ciężką pracę. W ten jednak sposób człowiek pomnażał swoje zasoby żywnościowe, co zwiększało przyrost naturalny rolników - mieli oni przez to mniej wolnego czasu i składników diety co odbijało się na ich zdrowiu. Jednym słowem - choć wiodło do zwiększania populacji rolnictwo obniżało standard życia. Zastanawiające jest zatem czemu się tak rozpowszechniło. Jedną z odpowiedzi może być jakiś system pracy przymusowej.

Początkowo uprawa stanowiła zapewne jakieś dodatkowe źródło pokarmu pod postacią skromnego "ogródka". W pobliżu wielkich rzek (Eufratu, Tygrysu, Nilu, Indusu czy Żółtej Rzeki) możliwe było z kolei tak zwane rolnictwo zalewowe, oparte na wylewach użyźniających glebę i napełniających rowy irygacyjne, więc to tam powstawały pierwsze wielkie cywilizacje rolnicze, a z biegiem czasu pierwsze państwa. Ponieważ pozostawiły po sobie pisemne świadectwa i monumentalne budownictwo, wydają nam się zalążkiem publicznej redystrybucji dobrobytu, ale zasadniczo były organizacjami przestępczymi opierającymi się na pobieraniu haraczu od ludzi zmuszanych do pracy na roli w zamian za "ochronę" przed konkurencyjnymi gangami. A był to i tak łagodny los w porównaniu do tego co spotykało nieszczęśników harujących w kamieniołomach, kopalniach czy przy wyrębie drzew. Pierwsze twory państwowe były zasadniczo zcentralizowanymi "gułagami" dążącymi do maksymalizacji zysków i akumulacji kapitału, więc były dość efemeryczne. Po okresach "rozkwitu" szybko następował czas "upadku", ponieważ ludność uciekała od ucisku, w zatłoczonych miastach cyklicznie wybuchały epidemie, a nieumiejętne gospodarowanie zasobami prowadziło do katastrof ekologicznych.

Umacnianie państwowości wymagało inwestycji w infrastrukturę, a to z kolei nieprzerwanego dopływu siły roboczej - jeńców wojennych lub żywego towaru kupowanego od specjalnych dostawców (czytaj bandytów). Jeszcze nasza wspaniała rewolucja przemysłowa była w sumie sfinansowana przez zyski z niewolnictwa, lecz to już inna historia... Człowiek hodował nie tylko trzodę i bydło, ale też hodował ludzi. Tak jak większość roślin i zwierząt udomowionych przez człowieka stała się z powodu selekcji genów bezradnymi w środowisku naturalnym kalekami, tak sam człowiek uzależnił się od własnej cywilizacji i powrót do wcześniejszych form życia wydaje mu się niemożliwy. Jeszcze w szesnastym wieku państwowość nie była jednak wcale dominującą na globie formą organizacji - dopiero mieliśmy "oświecić" nią naszych zacofanych bliźnich w Afryce, Amerykach czy Australii, często zresztą z opłakanym skutkiem. Już od czasów antycznych imperia z pogardą patrzyły na barbarzyńców widząc w nich zagrożenie dla własnej stabilności, lecz też rezerwuar siły roboczej. Twierdziły wręcz że dążą do "ucywilizowania" koczowników i dzikusów choć przypadkowo wiązało się to zwykle z  ich eksploatacją. Oczywiście barbarzyńcy nie pozostawali dłużni, grabiąc imperia, a nawet doprowadzając do ich upadków. Ostatecznie jednak zniknęli z kart historii.


Jak wiadomo historię piszą zwycięzcy, a ludy o mniej sformalizowanej strukturze zazwyczaj nie znały pisma. Siłą rzeczy historycy często opierają się na państwowej propagandzie, która przedstawia kultury barbarzyńców bardzo tendencyjnie, w kontraście do cywilizacyjnych zdobyczy państwa, opartych jednak na podziałach społecznych, niewolnictwie, pańszczyźnie i przemocy. Już samo pismo wydaje się nam wyrazem kulturowego wysublimowania, ale powstało na potrzeby rozrastającej się administracji gromadzącej coraz większe ilości danych. Pierwotne społeczności myśliwych i zbieraczy były prawie egalitarne, ponieważ nie posiadały kapitału. Rozwój państwa spowodował natomiast rozwarstwienie społeczne, zmuszający jednych ludzi do utrzymywania innych, a nawet zapewniania im zbytków. Nie możemy jednak zbytnio idealizować barbarzyńcy nieskażonego cywilizacją, ponieważ równie chętnie sięgał po broń, a w dodatku sam często sprzedawał swoich pobratymców w ręce państwowego ciemiężyciela, spragnionego coraz większych zasobów ludzkich. Z tego samego powodu rozwinięte państwa Zachodu jeszcze do niedawna chętnie widziały u siebie imigrantów, choć dziś wydają się zamykać przed nimi granice, bo zamiast tanimi pracownikami nierzadko okazują się społecznym kosztem.