Łączna liczba wyświetleń

sobota, 26 czerwca 2021

ENERGIA INFORMACYJNA


Wszystkie zjawiska w przyrodzie przebiegają w jednym kierunku - nazywanym termodynamiczną strzałką czasu, dlatego uważamy je za nieodwracalne. Wynika to z drugiej zasady termodynamiki, określającej kierunek zmian termodynamicznych w przyrodzie - entropia (miara nieuporządkowania układu fizycznego i rozproszenia energii) w odizolowanym układzie ciągle wzrasta. Jest to jednak prawo statystyczne, a tak naprawdę nawet teoretycznie entropia może zmaleć, choć byłby to kuriozalny zbieg okoliczności. Energia Wszechświata jest talią kart podlegającą ciągłemu termodynamicznemu tasowaniu, ale w nieskończonym czasie - zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa - prędzej czy później zostanie przypadkowo uporządkowana. Pytanie tylko czy czas jest nieskończony... 

Jeśli entropia ciągle rośnie w momencie Wielkiego Wybuchu jej poziom powinien mieć niską czy wręcz zerową wartość. Wielki Wybuch prawdopodobnie nie był jednak początkiem, tylko pierwszym zdarzeniem o którym wiemy. Część fizyków przypuszcza, że "pierwotna" zupa fotonów, kwarków i elektronów, jaka rozlała się po Wielkim Wybuchu, musiała mieć wręcz wysoką entropię w porównaniu do "zorganizowanego" Wszechświata który znamy (w którym jednak entropia ciągle rośnie). Zdaniem innych kosmos był wtedy jednolity, a oddziaływania fizyczne w znanym nam kształcie jeszcze nie istniały.  Swoją drogą to i tak zaskakujące, że z ciągle chaotyzującej się rzeczywistości wyłoniły się atomy, obiekty kosmiczne, a wreszcie biologiczne życie... 

Zasadnicza różnica pomiędzy żywymi organizmami a martwymi skupiskami atomów polega na tym, że te pierwsze dużo lepiej radzą sobie z przetwarzaniem energii. Materia żywa wymyka się dążeniu do termodynamicznego przeznaczenia. W zasadzie życie wydaje się sprzeczne z drugą zasadą termodynamiki. Oczywiście organizm nie jest układem fizycznym odizolowanym od środowiska - wymienia z nim przecież materię i energię. Entropia w układach żywych rośnie jednak wolniej niż można by się tego spodziewać.  Aby utrzymać swój uporządkowany stan żywe organizmy potrzebują nie tylko bezustannego transferu energii, ale też informacji. Nie tylko odtwarzają zakodowany w DNA (i poza nim) scenariusz oraz reagują na środowisko, ale też w swych procesach życiowych posiłkują się paliwem... informacyjnym.


O urządzeniach które mogą przekształcać informację w pracę spekulował już dziewiętnastowieczny szkocki fizyk i matematyk James Clerk Maxwell (ten od równań Maxwella czyli podstawowych praw elektrodynamiki klasycznej). Póki co tak zwany "demon Maxwella" był jednak tylko eksperymentem myślowym demaskującym paradoks drugiej zasady termodynamiki. W naczyniu pełnym powietrza cząstki poruszają się z różnymi prędkościami, ale średnia prędkość dużej losowej ich liczby pozostaje taka sama gdyż są przemieszane. Gdyby jednak podzielić naczynie na dwie komory przegrodą wyposażoną w zamykany i otwierany otwór, można by (przy "demonicznej" zdolności widzenia pojedyńczych cząstek) przepuszczać tylko wolniejsze cząstki do komory A i tylko szybsze do komory B.  Tym sposobem bez wydatkowania pracy można  doprowadzić do różnicy temperatur między komorami, co z kolei służyć by mogło do uruchomienia silnika mechanicznego. 

Takie przekształcenie niekontrolowanego ruchu cząstek w kontrolowany ruch mechaniczny stanowiłoby swego rodzaju perpetuum mobile, więc teoretycy szybko zaczęli szukać jakiejś furtki umożliwiającej wyjaśnienie konceptu. "Demon Maxwella" zaprzeczałby wszak nie tylko drugiej, lecz także pierwszej zasadzie termodynamiki, mówiącej o równoważności ciepła i pracy oraz stałości energii izolowanego układu termodynamicznego. W latach dwudziestych dwudziestego wieku do sprawy powrócił węgierski Żyd mieszkający w Berlinie Leo Szilard. Według Szilarda nie było tu sprzeczności, gdyż "demon" musiałby wydatkować energię na dokonywanie pomiarów i obserwacji, a będąc częścią układu zwiększałby jego entropię równoważąc skutki segregowania molekuł. Szilard rozwinął jednak pomysł Maxwella projektując (na potrzeby teoretyczne) tak zwany silnik Szilarda, również wykorzystujący informację jako osobliwe paliwo.


Całkiem niedawno fizykom w końcu udało się stworzyć urządzenie które możemy nazwać silnikiem informacyjnym. Zespół naukowców pod kierownictwem Hyuka Kyu Paka z Instytutu Nauk Podstawowych w Ulsan w Korei Południowej zweryfikował doświadczalnie drugą zasadę termodynamiki uwzględniając przetwarzanie informacji w formie "demonów". Koreańscy uczeni  skonstruowali nanosilnik w ktorym konwersja informacji na energię wynosi około 98,5% - tylko niewielka część zostaje utracona. To wspaniałe osiągnięcie, ale tak się dziwnie składa, że wzajemne oddziaływanie informacji i energii jest wykorzystywane przez organizmy żywe od miliardów lat. Żywe komórki wyposażone są w cały arsenał "silników informacyjnych" - wydajnych i perfekcyjnych nanomaszyn zbudowanych głównie z białek, których celem jest zarządzanie informacjami w najbardziej efektywny sposób. Gdyby nie ten system "silników życia", entropia ugotowałaby nas we własnym sosie. Być może czyni to kwestię siły witalnej ożywiającej materię nieco mniej ezoteryczną, ale w napędzanym informacją biologicznym świecie nawet bakteria musi być genialnym matematykiem, co wydaje się równie konsternujące. 

niedziela, 6 czerwca 2021

KONSUMENCI ŚWIATA


Pod koniec neolitu (ostatniej epoki kamienia) dokonała się tak zwana rewolucja neolityczna, czyli przejście ludów dotąd zbieracko-łowieckich na rolnictwo i pasterstwo, czemu towarzyszyło też zakładanie stałych osad i podział pracy. Rzemieślnicy zaczęli zaś tworzyć pierwsze "produkty". Powstanie cywilizacji pozwoliło następnie na wymianę handlową o szerszym zasięgu. Z czasem starożytne cywilizacje zmuszone były do wymiany towarowej pomiędzy sobą, ponieważ każda z nich borykała się z różnymi deficytami - brak drewna, surowców czy żywności zmuszał do ich importu. 

Na potrzeby uprzywilejowanej  klasy próżniaczej powstawały zaś produkty luksusowe takie jak jedwab. Na podstawie znalezisk archeologicznych możemy przypuszczać, że był znany w Egipcie już jakieś 1000 lat przed Chrystusem, choć wytworzony przez inną cywilizację musiał tu docierać przez wyspecjalizowanych pośredników. To właśnie w łączącym Wschód z Zachodem tak zwanym Jedwabnym Szlaku widzimy pierwsze zalążki globalnej sieci handlowej.

Nie był to oczywiście szlak ściśle sprecyzowany. W zasadzie możemy tu mówić o wielu różnych szlakach (także morskich) odgałęziających się na północ i południe, organizujących się etapowo, co sprawiało że przeciętny uczestnik tego międzynarodowego biznesu miał mgliste pojęcie o pochodzeniu i przeznaczeniu towaru (czyli prawie tak jak dziś). W połowie pierwszego tysiąclecia przed naszą erą pod panowaniem Scytów ukształtowała się Droga Stepowa od równin czarnomorskich po Mandżurię - swymi odnogami sięgała geograficznych Niemiec i Półwyspu Koreańskiego.

Z różnych niemożliwych już do ustalenia (a pewnie też i klimatycznych) przyczyn, euroazjatycki szlak handlowy przeniósł się bardziej na południe, a wojująca ze Scytami Persja objęła go na zachodnim odcinku instytucjonalną kuratelą. Po wtargnięciu Zachodu na Wschód i podbojach Aleksandra Wielkiego nastąpiło skokowe rozszerzenie systemu szlaków handlowych na zhellenizowane obszary Azji Środkowej, do której z drugiej strony napierali spragnieni koni Chińczycy - siłą zmuszali  koczowniczych sąsiadów do wymiany wierzchowców na własne produkty, co ubogich i mobilnych nomadów zmuszało do handlu.


Oczywiście do Europy importowano nie tylko jedwab, ale też przyprawy, pachnidła i tak dalej.  Elity europejskiego Imperium Rzymskiego tak bardzo rozlubowały się w orientalnych luksusach, że problemem stał się ogromny deficyt w handlu ze Wschodem. Swej pozycji pośrednika w relacjach Rzymu z Chinami strzegło jednak zazdrośnie u bram Azji irańskie (choć nieco zhellenizowane) Imperium Partów. Tym samym głodny luksusów Rzym skazany był na płacenie azjatyckim kupcom wygórowanych ilości złota i srebra. Chroniczny odpływ tych kruszców i nierównowaga w relacjach handlowych będą trapić Europę tak długo, aż zacznie poszukiwać alternatywnych szlaków do Azji, co ostatecznie doprowadzi do wielkich odkryć geograficznych i kolonizacji. 

Póki co jednak to Chińczycy i środkowoazjatyccy koczownicy przeżywali swój złoty wiek. Szlakami władali Turkuci i Mongołowie, a potem też Arabowie i Osmanowie. Bajeczne bogactwa umożliwiały z kolei hojny mecenat nauki i kultury, co zaowocowało swoistym "azjatyckim renesansem". Dzięki średniowiecznym tłumaczeniom starożytnych greckich tekstów filozoficznych na arabski udało się ocalić dla potomnych zapomnianą wówczas w Europie antyczną spuściznę. Rozpowszechniła się indyjska matematyka - systemem dziesiętny, pierwiastki, ułamki, liczby ujemne, arytmetyka. algebra, pi, obliczenia algorytmiczne... Obserwacjami i wyliczeniami arabskich astronomów podpierał się między innymi Kopernik. Rozwijała się medycyna. 

Niestety dzięki kontaktom handlowym rozpowszechniały się nie tylko idee i wynalazki takie jak papier i druk, ale też pasożyty i groźne drobnoustroje. Pandemie trądu czy dżumy przemieszczały się właśnie razem z kupcami, co doprowadziło do śmierci milionów ludzi. Ale nie to zatrzymało podążające przez pustynie, stepy i góry karawany. Nawet opanowanie przez Europejczyków produkcji mitycznego jedwabiu nie zmniejszyło ujemnego bilansu handlowego Europy, spragnionej teraz choćby porcelany zwanej "białym złotem". Rozpad imperium mongolskiego zaowocował erą zwalczających się chanatów, co doprowadziło nie tylko do wielkich strat demograficznych, ale też zniszczeń struktury irygacyjnej, których zredukowana populacja nie była już w stanie usunąć. Deficyt wody i zasobów napędzał z kolei zacieklejszą rywalizację skłóconych plemion.

Drenowana ze złota Europa w poszukiwaniu drogi do Indii natknęła się na Amerykę, co zalało ją nagle tym kruszcem i sfinansowało rozwój kapitalizmu. Hiszpańskie złoto trafiało do europejskich wytwórców, co zwiększało ich możliwości produkcyjne. W tym kapitalistycznym duchu organizowano już kolejne (angielskie, francuskie czy holenderskie) morskie wyprawy, finansowane i zabezpieczane przez mechanizmy giełdowe, co zapewniało im niespotykany wcześniej rozmach, z którym poganiacze wielbłądów nie mogli już konkurować. Nawet wyeliminowanie pośredników nie zapewniło jednak uprawnionej równowagi handlowej - Wielka Brytania kupowała w Chinach tyle herbaty, że handlu nie dawało się nijak zbilansować. Dlatego postanowiono uzależnić Chińczyków od opium, a zakazy obrotu narkotykiem zwalczać militarnie w imię "wolnego handlu". 


Wtedy zaczęła się na dobre epoka zachodniej (europejskiej i amerykańskiej) dominacji handlowej, gospodarczej i kulturowej. Dziś kiedy trendy w światowym handlu zaczynają się znowu odwracać, warto przypomnieć sobie jego historię. Czy nasz nienasycony apetyt na zbytki nie zepchnie nas z powrotem do roli światowych klientów?  

niedziela, 30 maja 2021

SZALEŃSTWO LANCETNIKA


 Pierwszym zwierzęciem na Ziemi u której doszukiwać się możemy zalążków mózgu był lancetnik. A dokładniej wspólny przodek lancetnika i człowieka, który przypuszczalnie bardzo przypominał dzisiejszego lancetnika. Przez 550 milionów lat ten morski bezczaszkowiec nie zmienił się zbytnio ponieważ w jego niszy ekologicznej nie było to konieczne.

Układ nerwowy lancetnika zbudowany z biegnącej wzdłuż ciała cewki nerwowej i odchodzących od niej nerwów, uwieńczony jest niewielkim jej rozszerzeniem nazywanym pęcherzykiem mózgowym. Niemniej w tym skromnym skupisku komórek odnaleźć można już szkic genetyczny mózgu kręgowców - widzimy tam wzorce molekularne służące do wyodrębniania najważniejszych segmentów organizacyjnych mózgu. To na takim prymitywnym genetycznym rusztowaniu rozwinęły się emocje, pamięć, a ostatecznie kreatywność i język.

Zanim wyszliśmy z wody wznieść betonowe miasta, byliśmy tylko prekambryjskimi umięśnionymi żołądkami filtrującymi morską wodę z rojącego się w niej planktonu i bakterii. Przetwarzaliśmy niewiele danych zmysłowych bo niewiele musieliśmy robić. Dzięki przypadkowym duplikacjom które stworzyły nowe kombinacje genów i fenotypy przekształciliśmy się w istoty zdolniejsze do bardziej złożonych działań, co wymagało też wyostrzonego postrzegania i większej kontroli motorycznej.

Pojawienie się"inteligentnych" i aktywnych drapieżników wymusiło na kolejnych organizmach podążanie ścieżką rozwiniętej percepcji i koordynacji ruchowej. Kto więcej "wiedział" i działał ten więcej jadł  - a kto mniej ten sam mógł być zjedzony. W coraz bardziej skomplikowanym środowisku mózgi zarządzały coraz bardziej skomplikowanymi ciałami, przez co musiały przetwarzać i integrować coraz większe ilości informacji.

Aby utrzymywać stan wewnętrznej równowagi trzeba przewidywać zachodzące w środowisku zmiany i ich wpływ na organizm, oraz dokonywać przygotowawczych działań w oparciu o zgromadzone doświadczenie. W tej sytuacji najskuteczniejszym sposobem programowania zachowania jest ustalanie go z wyprzedzeniem czyli planowanie. To właśnie planowaniu służą wszelkie wyższe funkcje naszego mózgu takie jak pamięć czy kreatywność. 


W gruncie rzeczy chodzi o to, żeby wydatkować i pobierać energię w sposób zbilansowany, co w przypadku homo sapiensów często bywa mrzonką, ponieważ kombinują jak oszukać swój mózg i dostarczyć mu przyjemności lub zmusić go do motywacji, fałszując lub ignorując odczyty "liczników" energetycznych własnego organizmu. W skonstruowanej przez samego siebie niszy ekologicznej człowiek jest jednak przyrodniczym fenomenem - wynalazcą, artystą i filozofem. Dane z całej sieci mózgowej kompresują się w najgęściej skomunikowanej korze przedczołowej w skondensowane abstrakcje - idee, symbole i wizje.

Wytwory własnej rzeczywistości społecznej postrzegamy jako niepodważalne fakty, ponieważ wszystkim naszym przodkom zapewniało to przetrwanie. Intuicyjnie zmierzamy do realizacji wzorców kulturowych, które określają nasze potrzeby i marzenia, lecz gdyby nie przeszłe doświadczenia społeczne nie znalibyśmy ich sensu i znaczenia. Elektryczna burza w chemicznej zupie pozwala nam wzruszać się, zachwycać i oburzać tymi abstrakcyjnymi obrazami, które sami stworzyliśmy z kompresji wcześniejszych - i planować nową utopię. 

wtorek, 18 maja 2021

KAIZEN KAROSHI


 Japonia była pierwszym krajem Dalekiego Wschodu który zmodernizował się w duchu zachodnim. Pozwoliło to jej nie tylko rozwinąć nowoczesny przemysł, prawo i instytucje, ale także uniknąć losu europejskiej kolonii. Odtąd Japonia sama zaczęła prowadzić w Azji imperialistyczną politykę, a nawet konkurować w tym z europejskimi mocarstwami. Przejawem tych cywilizacyjnych zmian było zwycięstwo w w wojnie z carską Rosją w 1905 roku, co uczyniło z Kraju Kwitnącej Wiśni równorzędnego partnera Zachodu. Po pierwszej wojnie światowej, w której Japonia wsparła zwycięzców, stała się już światową potęgą. Niestety to właśnie wtedy rozpoczął się najmroczniejszy okres w jej historii. Nowo uzyskana pozycja rozbudziła wielkie ambicje, ale światowy kryzys finansowy ograniczał dostęp do surowców niezbędnych dla przemysłu i eksport japońskich towarów.

W przeludnionym kraju wzrastał poziom ubóstwa i bezrobocia, a przez to niezadowolenia społecznego. To zaś podsycało nacjonalistyczne i fundamentalistyczne tendencje polityczne, zmierzające do agresywnej ekspansji pod hasłami "wyzwolenia" (jak to zwykle bywa) Azji spod europejskiej i amerykańskiej dominacji. Błyskawiczna i zbrodnicza wojna na Pacyfiku nie mogła jednak rzucić na kolana amerykańskiego kolosa - fanatyzm był niczym wobec tak ogromnej i elastycznej infrastruktury przemysłowej, a absurdalne "bohaterstwo" sprowadziło na wojowniczych wyspiarzy szereg apokaliptycznych nieszczęść. Zmasowane naloty bombowe, zastosowanie napalmu, a wreszcie broni atomowej, zmieniły życie japońskich cywilów w istne piekło. Dopiero w obliczu narodowej katastrofy humanitarnej decydenci zdecydowali się na kapitulację.


Podobnie jak Niemcy marionetkowa w tamtym czasie Japonia, miała stać się krajem rolniczym (no i rybackim), ale zimnowojenna dynamika szybko zrewidowała jej rolę na arenie międzynarodowej. Angażujące się w koreański, a potem wietnamski konflikt Stany Zjednoczone, potrzebowały w Azji przemysłowego i logistycznego zaplecza, co było dla zrujnowanej Japonii istnym darem niebios. Wzrost produkcji i eksportu oraz napływ technologii napędzał koniunkturę, a poprawa sytuacji materialnej obywateli stymulowała z kolei popyt wewnętrzny, co zaowocowało niespodziewanym w swej skali boomem gospodarczym. Już w 1968 roku Japonia stała się drugą po Stanach Zjednoczonych światową gospodarką. W latach 80-tych znalazła się w szczytowej fazie tego dynamicznego rozwoju, nie tylko wykazując ogromne nadwyżki eksportowe, ale stając się też największym wierzycielem świata. 

Rozpędzona gospodarka w końcu się jednak "przegrzała", a pękniecie bańki spekulacyjnej na rynku aktywów doprowadziło do spadku cen ziemi i nieruchomości, co wpłynęło na możliwości refinansowania kredytów i doprowadziło do recesji bilansowej. Na to wszystko nałożyły się problemy demograficzne, związane ze starzeniem się społeczeństwa - odtąd Japonia wkroczyła na drogę tak zwanego "post-wzrostu", a w 2010 utraciła pozycję drugiej największej światowej gospodarki na rzecz prężnie się rozwijającego (lecz kilkunastokrotnie ludniejszego) chińskiego sąsiada. Ogromny i ciągle powiększany deficyt budżetowy wydaje się zbliżać Japonię do granic swoich możliwości w zakresie dalszego stymulowania wzrostu gospodarczego. Widać w tym złowieszczą przestrogę dla nas wszystkich - żaden potencjał nie jest niewyczerpany, a ostatecznym skutkiem niekontrolowanego postępu jest wyczerpanie witalnej energii. 

środa, 5 maja 2021

CYKL BUNTU


 Dzieciństwo to okres niezwykłej emocjonalnej intensywności. Pojawiamy się w nieznanym nowym świecie i fascynujemy się jego egzotyką. Początkowo całkowicie uzależnieni od rodziców czy opiekunów widzimy w nich wyrocznie nieomylnie objaśniające nam prawidła bytu. Próbując zrozumieć świat dorosłych oddajemy się zabawom symulującym ich pracę (a nawet wojnę), choć na to wszystko patrzymy z pewnym abstrakcyjnym dystansem. Odkąd tylko samodzielnie zaczynamy stawiać kroki grupą odniesienia w której rozgrywają się nasze małe dramaty i sukcesy staje się raczej społeczność rówieśników - to im chcemy imponować i z nimi się przyjaźnić. I to dynamika tych rówieśniczych relacji zaczyna określać naszą pozycję.

Dowiadujemy się coraz więcej o rzeczywistości, ale wiedza ta wcale nie zapewnia nam spokoju. Kiedy nasze mózgi zalewa nagle potop hormonów, objawiają nam się nowe zwierzęce pragnienia, a ich siła pozbawia nas niewinności, lecz bynajmniej nie naiwności. Opinia grupy rówieśniczej staje się już najwyższym autorytetem, a wpływy domów rodzinnych i instytucji pedagogicznych ograniczają się do nudnych pogadanek. Zaczynamy szukać własnej drogi podążając za modnymi trendami czy przystępując do subkulturowych plemion. Ostentacyjnie lansujemy jakąś nowo przyjętą tożsamość, panicznie lękając się obciachu i towarzyskiej kompromitacji.

W końcu wyzwalamy się spod rodzicielskiej i instytucjonalnej kurateli, nieskrępowanie już oddając się rozrywkom, przygodom i miłostkom. Niespokojny duch młodości z biegiem czasu staje się jednak coraz bardziej zachowawczy, a emocje coraz mniej intensywne. Stopniowo utwierdzamy się w przekonaniu, że pewne rzeczy już poznaliśmy i nie ma sensu doszukiwać się w nich nowych znaczeń. Schemat naszego życia ustalony w toku tych odkryć (a często też i rozczarowań) staje się receptą na wszelkie nasze bolączki, a zarazem samospełniającą się przepowiednią. Odtąd nie tylko wiemy czego chcemy, ale też "wiemy lepiej", to znaczy uodparniamy się na nowe trendy i nieszablonowe sugestie.


Kpiąc z nieokrzepłych jeszcze młodzieńców formowanych przez sztuczne (w naszym odczuciu) wyrazy buntu kulturowego, zazdrościmy im jednak entuzjastycznej żądzy. Mimo bezradności i pewnej kapryśności małych dzieci podziwiamy ich nieposkromioną energię, ciekawość i niezachwianą wiarę w przyszłą sławę i chwałę. Mimo coraz większej stabilności emocjonalnej, chroniącej nas przed przesadnymi reakcjami na towarzyskie porażki, straty i przeciwności losu, tęsknimy właśnie za tym brakiem dystansu do życia, który pozwalał nam je tak entuzjastycznie celebrować. Idealizując swoją pełną egocentrycznych lęków i pokazowych manifestacji młodość oraz dzieciństwo naznaczone ciągłą zależnością, ujawniamy właśnie tęsknotę za emocjonalną intensywnością, niemożliwą już do odtworzenia drogą żadnej stymulacji.

W odstępie mniej więcej dwudziestu lat wykluwają się coraz nowe kulturowe pokolenia, które jednoczy właśnie rozumienie wspólnych danemu czasowi dzieciństwa, dojrzewania i szaleństwa, kodów kulturowych. Warunki estetyczne, socjologiczne i technologiczne, które kształtowały naszą tożsamość wtedy gdy była jeszcze względnie elastyczna, sprawiają że możemy rozumieć się i komunikować w przestrzeni pewnych odniesień i symboli, wspólnych tej minionej rzeczywistości. Ponieważ tylko dla nas symbole te są tak naznaczone emocjonalnie, tylko my znamy ich "prawdziwe" znaczenie. Dla ludzi dorastających w zmienionym już świecie wydawać się mogą przebrzmiałym echem przeszłości, a przywiązanie do nich czymś karykaturalnym. Jedynym wyjściem jest znowu bunt.

piątek, 30 kwietnia 2021

MASKARADA SPOŁECZNA


 Jesteśmy gatunkiem społecznym, więc potrzebę integracji z grupą i tworzenia hierarchii mamy zapisaną w naturze - odczuwają ją nawet introwertycy, tyle że w mniej intensywny sposób. Ostatecznie najdotkliwszą karą jaką możemy zastosować wobec bliźnich jest ich izolacja od innych. Człowiek pozbawiony kontaktów społecznych, a w skrajnych wypadkach (w tak zwanej izolatce) nawet samego widoku ludzi, szybko zaczyna odchodzić od zmysłów. W czasach prehistorycznych przynależność do grupy miała kluczowe znaczenie dla biologicznego przetrwania jednostki, zatem przemożna chęć przypodobania się innym osobnikom stała się motorem naszych złożonych zachowań społecznych. Lubimy się rozwodzić nad tym jacy to jesteśmy niezależni w swoich poglądach i wartościach, ale już od dziecka jesteśmy kształtowani przez szereg zależności na obraz społeczeństwa i grup do których przynależymy.

To kim zostaniemy ściśle wiąże się z szerokością geograficzną, kulturą i grupą społeczną, w jakiej przyjdziemy na świat, a następnie od ścieżek naszego rozwoju biegnących poprzez określone grupy. Możemy śmiać się z podlaskiego wieśniaka, widząc w nim zacofanego dzikusa, lecz gdybyśmy wciąż przebywali wśród podlaskich rolników z dala do wielkomiejskiej bufonady, nasiąknęlibyśmy określonym zachowaniem i spojrzeniem na świat. Analogicznie gdybyśmy wywodzili się z  tak zwanych wyższych sfer wykształcilibyśmy wyrafinowane adaptacje społeczne określane przez plebs mianem fanaberii. Aspirując do tych odgórnych trendów możemy je mniej lub bardziej udolnie imitować stając się snobistycznymi "januszami". Z kolei zdegradowani do niższego poziomu społecznego na przykład przez bankructwo, zachowując swoje dotychczasowe zwyczaje, szybko staniemy się obiektem kpin jako wyniośli i groteskowi.


Ludzie cenią wolność wyboru, ale gdy dać im ją, to najchętniej naśladują siebie nawzajem. Bezwiednie naśladujemy opinie, gusta, język i styl życia naszego najbliższego otoczenia, bo gdy za bardzo zaczynamy odbiegać od przyjętej normy, stajemy się autsajderami i chłopcami do bicia, a nawet kozłami ofiarnymi. Dla siebie zostawiamy jedynie detale, dzięki którym możemy czuć się oryginalnymi. Pilnujemy jednak żeby zbytnio się nie wyróżniać. W nieznanym środowisku zwykle czujemy się zdezorientowani, lecz automatycznie przyswajamy sobie grupowe zasady i kody, tak aby jak najszybciej się do nich dostroić i zintegrować się z grupą. Początkowo może to być tylko aktorstwo, ale z czasem konformistyczne przystosowania do określonych wzorców grupowych stają się nawykiem, aż ostatecznie maska przyrasta nam do twarzy. A nawet jeśli mamy własne zdanie, to zwykle na własny użytek. Potrzeba integracji jest większa niż potrzeba szczerości. 

Choć może się to wydawać wyrachowane i cyniczne życie społeczne jest w gruncie rzeczy teatrem w którym skrupulatnie odgrywamy swoje role. Nie mówimy ludziom tego co o nich myślimy, żeby ich nie urazić. Sami natomiast nie znieślibyśmy tego co myślą o nas inni, więc ich kurtuazyjne uprzejmości przyjmujemy za dobrą monetę, nawet jeśli podskórnie wyczuwamy jakiś dysonans. Szczególnie staramy przypodobać się jednostkom przewodzącym grupie, nawet jeśli nie czerpiemy z tego wymiernych profitów. Wszak już u naczelnych najwięcej czasu na iskanie samców alfa poświęcają te o najniższej pozycji, traktując pokazywanie się w towarzystwie lidera jako sposób na jej podniesienie przez autoreklamę. Polityka, marketing czy wreszcie sztuka uwodzenia polega przede wszystkim na budowaniu iluzji, aż urok roztaczanych wizji zacznie przysłaniać rzeczywistość. Potrzebujemy innych ludzi nie tylko żeby spełniać marzenia, ale żeby w ogóle móc marzyć. 

sobota, 17 kwietnia 2021

PĘTLA BEHAWIORALNA


Ludzki mózg dojrzewa zaskakująco długo. Dopiero około 25 roku życia życia hamująca impulsywne zachowania kora przedczołowa staje się w pełni rozwinięta. Ledwie jednak zyskujemy zdolność racjonalnej kontroli nad emocjami, nasze zdolności poznawcze zaczynają tracić impet. Starzenie się organizmu dotyczy wszystkich jego organów - w tym mózgu. Już po dekadzie w dojrzałym mózgu szybkość przewodzenia impulsów nerwowych spada, a kompensująca zwykle takie ubytki plastyczność zmniejsza się.

W końcu mózg staje się coraz bardziej niewydajny i schematyczny, odwołując się w kółko do zgromadzonej już wiedzy i doświadczenia, nawet gdy przestają być one aktualne. Zachowanie  starzejących się ludzi staje się coraz bardziej kompulsywne - coraz więcej w nim nawyków, rytuałów i obsesji. Ale gdybyśmy spojrzeli wstecz dostrzeglibyśmy, że dojrzałymi ludźmi przez całe praktycznie życie kierują określone wzorce, zapisane w mózgach tak dobitnie, że stale je odtwarzają.

W skrajnej postaci takie kompulsywne wzorce przybierają postać destrukcyjnych nałogów, których nawet świadomie nie umiemy wykorzenić. Tym co jest charakterystyczne dla każdej osoby jest ciągłe powtarzanie pewnych zachowań i prowokowanie podobnych sytuacji. Niektórzy ciągle mają pecha, inni wciąż wchodzą w toksyczne relacje, a jeszcze inni zatracają się w pracy odkładając na przyszłość życie osobiste.

Zasadniczo nasz charakter pozostaje poza naszą kontrolą i świadomością - sterują nami genetyczne i wyuczone skłonności, więc nieuchronnie będziemy się im oddawać, a potem to uzasadniać. Ludzie nie robią nigdy niczego przypadkowo - ich działania są wynikiem przeszłych decyzji, ale determinują te przyszłe. Zapewne w tej chwili kontynuujemy to co  już robiliśmy i będziemy nadal to robić, choćby w jakimś momencie stało się to karykaturalne.

Z biegiem czasu kompulsywne zachowania eskalują, a nasze cechy stają się tak wydatne, że wręcz przerysowane. W gruncie rzeczy zmieniamy się stając się coraz bardziej esencjonalnym "sobą", w czym bezkształtni jeszcze młodzieńcy widzą przejawy starczego dziwactwa. No cóż... Im mniej wytwarzamy nowych połączeń neuronalnych tym bardziej opieramy się na tych starych, a to je utrwala i usztywnia naszą osobowość.