Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 18 maja 2021

KAIZEN KAROSHI


 Japonia była pierwszym krajem Dalekiego Wschodu który zmodernizował się w duchu zachodnim. Pozwoliło to jej nie tylko rozwinąć nowoczesny przemysł, prawo i instytucje, ale także uniknąć losu europejskiej kolonii. Odtąd Japonia sama zaczęła prowadzić w Azji imperialistyczną politykę, a nawet konkurować w tym z europejskimi mocarstwami. Przejawem tych cywilizacyjnych zmian było zwycięstwo w w wojnie z carską Rosją w 1905 roku, co uczyniło z Kraju Kwitnącej Wiśni równorzędnego partnera Zachodu. Po pierwszej wojnie światowej, w której Japonia wsparła zwycięzców, stała się już światową potęgą. Niestety to właśnie wtedy rozpoczął się najmroczniejszy okres w jej historii. Nowo uzyskana pozycja rozbudziła wielkie ambicje, ale światowy kryzys finansowy ograniczał dostęp do surowców niezbędnych dla przemysłu i eksport japońskich towarów.

W przeludnionym kraju wzrastał poziom ubóstwa i bezrobocia, a przez to niezadowolenia społecznego. To zaś podsycało nacjonalistyczne i fundamentalistyczne tendencje polityczne, zmierzające do agresywnej ekspansji pod hasłami "wyzwolenia" (jak to zwykle bywa) Azji spod europejskiej i amerykańskiej dominacji. Błyskawiczna i zbrodnicza wojna na Pacyfiku nie mogła jednak rzucić na kolana amerykańskiego kolosa - fanatyzm był niczym wobec tak ogromnej i elastycznej infrastruktury przemysłowej, a absurdalne "bohaterstwo" sprowadziło na wojowniczych wyspiarzy szereg apokaliptycznych nieszczęść. Zmasowane naloty bombowe, zastosowanie napalmu, a wreszcie broni atomowej, zmieniły życie japońskich cywilów w istne piekło. Dopiero w obliczu narodowej katastrofy humanitarnej decydenci zdecydowali się na kapitulację.


Podobnie jak Niemcy marionetkowa w tamtym czasie Japonia, miała stać się krajem rolniczym (no i rybackim), ale zimnowojenna dynamika szybko zrewidowała jej rolę na arenie międzynarodowej. Angażujące się w koreański, a potem wietnamski konflikt Stany Zjednoczone, potrzebowały w Azji przemysłowego i logistycznego zaplecza, co było dla zrujnowanej Japonii istnym darem niebios. Wzrost produkcji i eksportu oraz napływ technologii napędzał koniunkturę, a poprawa sytuacji materialnej obywateli stymulowała z kolei popyt wewnętrzny, co zaowocowało niespodziewanym w swej skali boomem gospodarczym. Już w 1968 roku Japonia stała się drugą po Stanach Zjednoczonych światową gospodarką. W latach 80-tych znalazła się w szczytowej fazie tego dynamicznego rozwoju, nie tylko wykazując ogromne nadwyżki eksportowe, ale stając się też największym wierzycielem świata. 

Rozpędzona gospodarka w końcu się jednak "przegrzała", a pękniecie bańki spekulacyjnej na rynku aktywów doprowadziło do spadku cen ziemi i nieruchomości, co wpłynęło na możliwości refinansowania kredytów i doprowadziło do recesji bilansowej. Na to wszystko nałożyły się problemy demograficzne, związane ze starzeniem się społeczeństwa - odtąd Japonia wkroczyła na drogę tak zwanego "post-wzrostu", a w 2010 utraciła pozycję drugiej największej światowej gospodarki na rzecz prężnie się rozwijającego (lecz kilkunastokrotnie ludniejszego) chińskiego sąsiada. Ogromny i ciągle powiększany deficyt budżetowy wydaje się zbliżać Japonię do granic swoich możliwości w zakresie dalszego stymulowania wzrostu gospodarczego. Widać w tym złowieszczą przestrogę dla nas wszystkich - żaden potencjał nie jest niewyczerpany, a ostatecznym skutkiem niekontrolowanego postępu jest wyczerpanie witalnej energii. 

środa, 5 maja 2021

CYKL BUNTU


 Dzieciństwo to okres niezwykłej emocjonalnej intensywności. Pojawiamy się w nieznanym nowym świecie i fascynujemy się jego egzotyką. Początkowo całkowicie uzależnieni od rodziców czy opiekunów widzimy w nich wyrocznie nieomylnie objaśniające nam prawidła bytu. Próbując zrozumieć świat dorosłych oddajemy się zabawom symulującym ich pracę (a nawet wojnę), choć na to wszystko patrzymy z pewnym abstrakcyjnym dystansem. Odkąd tylko samodzielnie zaczynamy stawiać kroki grupą odniesienia w której rozgrywają się nasze małe dramaty i sukcesy staje się raczej społeczność rówieśników - to im chcemy imponować i z nimi się przyjaźnić. I to dynamika tych rówieśniczych relacji zaczyna określać naszą pozycję.

Dowiadujemy się coraz więcej o rzeczywistości, ale wiedza ta wcale nie zapewnia nam spokoju. Kiedy nasze mózgi zalewa nagle potop hormonów, objawiają nam się nowe zwierzęce pragnienia, a ich siła pozbawia nas niewinności, lecz bynajmniej nie naiwności. Opinia grupy rówieśniczej staje się już najwyższym autorytetem, a wpływy domów rodzinnych i instytucji pedagogicznych ograniczają się do nudnych pogadanek. Zaczynamy szukać własnej drogi podążając za modnymi trendami czy przystępując do subkulturowych plemion. Ostentacyjnie lansujemy jakąś nowo przyjętą tożsamość, panicznie lękając się obciachu i towarzyskiej kompromitacji.

W końcu wyzwalamy się spod rodzicielskiej i instytucjonalnej kurateli, nieskrępowanie już oddając się rozrywkom, przygodom i miłostkom. Niespokojny duch młodości z biegiem czasu staje się jednak coraz bardziej zachowawczy, a emocje coraz mniej intensywne. Stopniowo utwierdzamy się w przekonaniu, że pewne rzeczy już poznaliśmy i nie ma sensu doszukiwać się w nich nowych znaczeń. Schemat naszego życia ustalony w toku tych odkryć (a często też i rozczarowań) staje się receptą na wszelkie nasze bolączki, a zarazem samospełniającą się przepowiednią. Odtąd nie tylko wiemy czego chcemy, ale też "wiemy lepiej", to znaczy uodparniamy się na nowe trendy i nieszablonowe sugestie.


Kpiąc z nieokrzepłych jeszcze młodzieńców formowanych przez sztuczne (w naszym odczuciu) wyrazy buntu kulturowego, zazdrościmy im jednak entuzjastycznej żądzy. Mimo bezradności i pewnej kapryśności małych dzieci podziwiamy ich nieposkromioną energię, ciekawość i niezachwianą wiarę w przyszłą sławę i chwałę. Mimo coraz większej stabilności emocjonalnej, chroniącej nas przed przesadnymi reakcjami na towarzyskie porażki, straty i przeciwności losu, tęsknimy właśnie za tym brakiem dystansu do życia, który pozwalał nam je tak entuzjastycznie celebrować. Idealizując swoją pełną egocentrycznych lęków i pokazowych manifestacji młodość oraz dzieciństwo naznaczone ciągłą zależnością, ujawniamy właśnie tęsknotę za emocjonalną intensywnością, niemożliwą już do odtworzenia drogą żadnej stymulacji.

W odstępie mniej więcej dwudziestu lat wykluwają się coraz nowe kulturowe pokolenia, które jednoczy właśnie rozumienie wspólnych danemu czasowi dzieciństwa, dojrzewania i szaleństwa, kodów kulturowych. Warunki estetyczne, socjologiczne i technologiczne, które kształtowały naszą tożsamość wtedy gdy była jeszcze względnie elastyczna, sprawiają że możemy rozumieć się i komunikować w przestrzeni pewnych odniesień i symboli, wspólnych tej minionej rzeczywistości. Ponieważ tylko dla nas symbole te są tak naznaczone emocjonalnie, tylko my znamy ich "prawdziwe" znaczenie. Dla ludzi dorastających w zmienionym już świecie wydawać się mogą przebrzmiałym echem przeszłości, a przywiązanie do nich czymś karykaturalnym. Jedynym wyjściem jest znowu bunt.

piątek, 30 kwietnia 2021

MASKARADA SPOŁECZNA


 Jesteśmy gatunkiem społecznym, więc potrzebę integracji z grupą i tworzenia hierarchii mamy zapisaną w naturze - odczuwają ją nawet introwertycy, tyle że w mniej intensywny sposób. Ostatecznie najdotkliwszą karą jaką możemy zastosować wobec bliźnich jest ich izolacja od innych. Człowiek pozbawiony kontaktów społecznych, a w skrajnych wypadkach (w tak zwanej izolatce) nawet samego widoku ludzi, szybko zaczyna odchodzić od zmysłów. W czasach prehistorycznych przynależność do grupy miała kluczowe znaczenie dla biologicznego przetrwania jednostki, zatem przemożna chęć przypodobania się innym osobnikom stała się motorem naszych złożonych zachowań społecznych. Lubimy się rozwodzić nad tym jacy to jesteśmy niezależni w swoich poglądach i wartościach, ale już od dziecka jesteśmy kształtowani przez szereg zależności na obraz społeczeństwa i grup do których przynależymy.

To kim zostaniemy ściśle wiąże się z szerokością geograficzną, kulturą i grupą społeczną, w jakiej przyjdziemy na świat, a następnie od ścieżek naszego rozwoju biegnących poprzez określone grupy. Możemy śmiać się z podlaskiego wieśniaka, widząc w nim zacofanego dzikusa, lecz gdybyśmy wciąż przebywali wśród podlaskich rolników z dala do wielkomiejskiej bufonady, nasiąknęlibyśmy określonym zachowaniem i spojrzeniem na świat. Analogicznie gdybyśmy wywodzili się z  tak zwanych wyższych sfer wykształcilibyśmy wyrafinowane adaptacje społeczne określane przez plebs mianem fanaberii. Aspirując do tych odgórnych trendów możemy je mniej lub bardziej udolnie imitować stając się snobistycznymi "januszami". Z kolei zdegradowani do niższego poziomu społecznego na przykład przez bankructwo, zachowując swoje dotychczasowe zwyczaje, szybko staniemy się obiektem kpin jako wyniośli i groteskowi.


Ludzie cenią wolność wyboru, ale gdy dać im ją, to najchętniej naśladują siebie nawzajem. Bezwiednie naśladujemy opinie, gusta, język i styl życia naszego najbliższego otoczenia, bo gdy za bardzo zaczynamy odbiegać od przyjętej normy, stajemy się autsajderami i chłopcami do bicia, a nawet kozłami ofiarnymi. Dla siebie zostawiamy jedynie detale, dzięki którym możemy czuć się oryginalnymi. Pilnujemy jednak żeby zbytnio się nie wyróżniać. W nieznanym środowisku zwykle czujemy się zdezorientowani, lecz automatycznie przyswajamy sobie grupowe zasady i kody, tak aby jak najszybciej się do nich dostroić i zintegrować się z grupą. Początkowo może to być tylko aktorstwo, ale z czasem konformistyczne przystosowania do określonych wzorców grupowych stają się nawykiem, aż ostatecznie maska przyrasta nam do twarzy. A nawet jeśli mamy własne zdanie, to zwykle na własny użytek. Potrzeba integracji jest większa niż potrzeba szczerości. 

Choć może się to wydawać wyrachowane i cyniczne życie społeczne jest w gruncie rzeczy teatrem w którym skrupulatnie odgrywamy swoje role. Nie mówimy ludziom tego co o nich myślimy, żeby ich nie urazić. Sami natomiast nie znieślibyśmy tego co myślą o nas inni, więc ich kurtuazyjne uprzejmości przyjmujemy za dobrą monetę, nawet jeśli podskórnie wyczuwamy jakiś dysonans. Szczególnie staramy przypodobać się jednostkom przewodzącym grupie, nawet jeśli nie czerpiemy z tego wymiernych profitów. Wszak już u naczelnych najwięcej czasu na iskanie samców alfa poświęcają te o najniższej pozycji, traktując pokazywanie się w towarzystwie lidera jako sposób na jej podniesienie przez autoreklamę. Polityka, marketing czy wreszcie sztuka uwodzenia polega przede wszystkim na budowaniu iluzji, aż urok roztaczanych wizji zacznie przysłaniać rzeczywistość. Potrzebujemy innych ludzi nie tylko żeby spełniać marzenia, ale żeby w ogóle móc marzyć. 

sobota, 17 kwietnia 2021

PĘTLA BEHAWIORALNA


Ludzki mózg dojrzewa zaskakująco długo. Dopiero około 25 roku życia życia hamująca impulsywne zachowania kora przedczołowa staje się w pełni rozwinięta. Ledwie jednak zyskujemy zdolność racjonalnej kontroli nad emocjami, nasze zdolności poznawcze zaczynają tracić impet. Starzenie się organizmu dotyczy wszystkich jego organów - w tym mózgu. Już po dekadzie w dojrzałym mózgu szybkość przewodzenia impulsów nerwowych spada, a kompensująca zwykle takie ubytki plastyczność zmniejsza się.

W końcu mózg staje się coraz bardziej niewydajny i schematyczny, odwołując się w kółko do zgromadzonej już wiedzy i doświadczenia, nawet gdy przestają być one aktualne. Zachowanie  starzejących się ludzi staje się coraz bardziej kompulsywne - coraz więcej w nim nawyków, rytuałów i obsesji. Ale gdybyśmy spojrzeli wstecz dostrzeglibyśmy, że dojrzałymi ludźmi przez całe praktycznie życie kierują określone wzorce, zapisane w mózgach tak dobitnie, że stale je odtwarzają.

W skrajnej postaci takie kompulsywne wzorce przybierają postać destrukcyjnych nałogów, których nawet świadomie nie umiemy wykorzenić. Tym co jest charakterystyczne dla każdej osoby jest ciągłe powtarzanie pewnych zachowań i prowokowanie podobnych sytuacji. Niektórzy ciągle mają pecha, inni wciąż wchodzą w toksyczne relacje, a jeszcze inni zatracają się w pracy odkładając na przyszłość życie osobiste.

Zasadniczo nasz charakter pozostaje poza naszą kontrolą i świadomością - sterują nami genetyczne i wyuczone skłonności, więc nieuchronnie będziemy się im oddawać, a potem to uzasadniać. Ludzie nie robią nigdy niczego przypadkowo - ich działania są wynikiem przeszłych decyzji, ale determinują te przyszłe. Zapewne w tej chwili kontynuujemy to co  już robiliśmy i będziemy nadal to robić, choćby w jakimś momencie stało się to karykaturalne.

Z biegiem czasu kompulsywne zachowania eskalują, a nasze cechy stają się tak wydatne, że wręcz przerysowane. W gruncie rzeczy zmieniamy się stając się coraz bardziej esencjonalnym "sobą", w czym bezkształtni jeszcze młodzieńcy widzą przejawy starczego dziwactwa. No cóż... Im mniej wytwarzamy nowych połączeń neuronalnych tym bardziej opieramy się na tych starych, a to je utrwala i usztywnia naszą osobowość. 


środa, 7 kwietnia 2021

ODBIORNIK ŚWIADOMOŚCI

U prymitywnych organizmów wielokomórkowych funkcję "umysłu" pełniły sygnały chemiczne koordynujące pracę komórek. Z czasem jednak zadania te przejęły wyspecjalizowane grupy komórek zajmujące się przetwarzaniem informacji czyli sieci nerwowe. W miarę jak ich praca stawała się coraz bardziej scentralizowana, konsolidowały się w emergentny układ nerwowy z coraz bardziej złożonym mózgiem. Kulminacją tego procesu (przynajmniej z naszego punktu widzenia) jest tak zwany mózg społeczny. 

Skomplikowane relacje społeczne wymagają wyrafinowanej komunikacji i inteligentnych decyzji, a do tego potrzebny jest duży mózg. Utrzymywanie tak energochłonnej aparatury myślącej byłoby ewolucyjnym zbytkiem, gdyby nie wynikało z uwarunkowań środowiskowych - a w tym wypadku społecznych. Tym co czyni nas ludźmi tyleż jest więc nasz wspaniały mózg, co wymiana informacji pomiędzy tymi mózgami. Dopiero z tej burzy mózgów powstaje kultura, nauka i technika. 

Zasadniczo jednak znane nam mechanizmy komunikacji neuronalnej są tylko adaptacją mechanizmów wykształconych już przez jednokomórkowe eukarionty, którym polaryzacja błony komórkowej umożliwia reagowanie na czynniki zewnętrzne. Nagromadzenie takich prostych reakcji prowadzi do stosunkowo złożonych zachowań komórki. Komórki złożonych układów nerwowych też wykorzystują potencjał czynnościowy wynikający z elektrycznej nierównowagi do rozprzestrzeniania sygnałów chemicznych między synapsami. 

Świadomości nie sposób więc wyjaśnić tylko w kategoriach obliczeniowych, choć mogą nam one przybliżać pewne aspekty jej funkcjonowania. Niezaprzeczalnie przeżywane emocje generuje chemia mózgu, co może być barierą uniemożliwiającą stworzenie jakiejkolwiek maszyny prawdziwie myślącej. Neuroprzekaźniki (związki chemiczne kodujące informację w synapsach) to klucze do różnych przypisanych im receptorów mózgowych, które przetwarzają informację w sygnał elektryczny. Każdy z około 100 różnych neurotransmiterów aktywuje specyficzne ścieżki neuronowe, co prowadzi do zróżnicowanych zachowań i nastrojów.

Kształt tych połączeń neuronalnych zależny jest z kolei od naszych doświadczeń. Mózg nie jest statyczny, lecz plastycznie adaptuje swoją architekturę do zmieniających się warunków środowiskowych. Przekształcenia w układach neuronów kanalizują następnie automatyczne przepływy informacji przez wykształcone połączenia neuronalne w zależności od siły tych połączeń. Dane połączenie może natomiast wykształcać się, wzmacniać lub słabnąć (a nawet zanikać) w zależności od częstotliwości przepływów informacyjnych, co skutkuje określonymi umiejętnościami i nawykami. Dopiero taka konstrukcja konstytuuje niepowtarzalną dynamikę osobowości. 

sobota, 27 marca 2021

MIKROKOSMOS


Pytanie czy pierwsze było jajko czy kura nie ma z dzisiejszego punktu widzenia żadnego sensu. Oczywistym jest, że pierwsze było jajko, bo już gady (od których pochodzą wszystkie ptaki) rozmnażały się w ten sposób. Pytanie o istotę życia dotyczy raczej tego jak zaczęła się ewolucja. Zasadniczymi cechami życia są rozmnażanie i metabolizm - nie można przetrwać bez jednego ani drugiego. Rozmnażać bez metabolizmu potrafią się tylko wirusy, lecz aby się zreplikować potrzebują innych żywych komórek. Z tego względu wydaje się, że pojawiły się dopiero kiedy na Ziemi już istniało życie. Aby utrzymywać stabilność parametrów wewnętrznych, wzrastać i się rozmnażać, trzeba pozyskiwać i przetwarzać energię, czemu właśnie służą wszystkie procesy życiowe - odżywianie się, wydalanie i oddychanie. Lecz zarządzanie metabolizmem wymaga zestawu pewnych instrukcji chemicznych - jak zatem pierwotna komórka weszła w ich posiadanie?

Kwestia wyłonienia się życia z materii nieożywionej wydaje się tak zagadkowa, że skłonni jesteśmy widzieć w tym rękę Boga, co jednak niczego nie wyjaśnia. Bez względu na to, czy z chaotycznych procesów chemicznych (których jak dotąd nie jesteśmy zdolni odtworzyć w laboratoriach), najpierw wyłoniła się informacja genetyczna, czy też było ona skutkiem jakiegoś pierwotnego metabolizmu, wokół pierwotnych molekuł życia wytworzyła się membrana - zalążek błony komórkowej i odtąd mówimy o organizmach prokariotycznych. Prokarionty tym różnią się od późniejszych eukariontów, że nie mają jeszcze wykształconych organelli ("organów" komórki), a ich DNA pływa swobodnie w całej cytoplazmie zamiast koncentrować się w jądrze komórkowym. Najstarsze znane skamieniałości prokariontów datowane są na wiek 3,5 miliarda lat, a więc to prawdopodobnie zbliżony termin samej biogenezy.

Choć z prokariotycznej struktury komórkowej wynikały ograniczenia dla jej ewolucyjnego rozwoju, daje nam ona wgląd w organizację pierwotnego życia, a zatem w jego istotę. Organizacja życia zamykała się wtedy w obrębie przestrzeni wyznaczanej przez membranę. Siłą rzeczy, brak innych "narzędzi" powoduje, że u prokariontów to błona komórkowa nie tylko izoluje integralność organizmu, ale też komunikuje jego wnętrze ze środowiskiem. Błona odpowiada za wymianę materii i informacji, a więc swoistą "percepcję" komórki. Odbiorem sygnałów środowiskowych zajmują się tak zwane białka receptorowe, zdolne do rejestracji nie tylko parametrów chemicznych, ale też energetycznych: świetlnych, akustycznych czy nawet radiowych. Same odbieranie informacji nie byłoby jednak przydatne, gdyby nie można odpowiednio na nie reagować czym z kolei zajmują się białka efektorowe. Powstały w wyniku współpracy białek receptorowych i efektorowych mechanizm bodziec-reakcja (odruch bezwarunkowy) to chyba pierwszy zalążek prymitywnej świadomości.

Dalsza ewolucja była możliwa dzięki przekształceniu się prokariontów w eukarionty, czyli komórki z wykształconymi organellami, w tym z kluczowym jądrem komórkowym i mitochondriami. Dzięki jądrom komórkowym można było zwiększyć objętość informacji genetycznej (nawet tysiąckrotnie) i wytwarzać znacznie więcej białek kierujących ich ekspresją, co umożliwiło szybsze przystosowanie do środowiska i ewolucję. Z kolei mitochondria stały się komórkowymi "elektrowniami" zwiększającymi produkcję energii w komórce, umożliwiając tym samym zwiększenie jej złożoności. Ale następną barierą w rozwoju była wytrzymałość błony komórkowej - specjalizację i związany z nią wzrost hamował rozmiar komórki. Organizm jednokomórkowy musi dokonywać wszystkich funkcji życiowych w ramach jednej komórki, nie może więc zbytnio się komplikować. Na poziomie wielokomórkowym różne zadania można rozdzielać między różne komórki, co jednak wymaga sprawniejszej komunikacji międzykomórkowej - a to już początki systemu nerwowego, mózgu i ludzkiej odysei...  


Niegdyś błona komórkowa odpowiadała za równowagę miedzy wnętrzem organizmu, a środowiskiem. Dziś czyni to mózg, który nota bene jest rodzajem... skóry!!! Tak, tak, ludzki układ nerwowy wykształca się właśnie z tkanki skórnej zarodka, stanowiącej odpowiednik błony komórkowej na wyższym poziomie organizacji. Z kolei skóra razem z narządami zmysłów jest w zasadzie przedłużeniem naszego mózgu, który zbiera informacje przez zewnętrzne receptory, tak by dostrajać do nich odpowiednie reakcje. W tym miejscu zagadka życia splata się z zagadką naszej świadomości, bo do zaistnienia życia już na poziomie komórkowym konieczny wydaje się system percepcji i reakcji. Wysuwanie z tego wniosku, że życie od początku równa się świadomości, która z czasem tylko ewoluowała w bardziej złożone formy, wydawać się może niektórym nadużyciem, a nawet naukowym bluźnierstwem. Tyle że biorąc pod uwagę całą wiedzę o ludzkim mózgu i tak nie wiadomo jak materia staje się świadoma...

Być może zdolność przetwarzania informacji przez materię trzeba oddzielić od świadomości, co zresztą dotyczy także człowieka przetwarzającego większość informacji poza świadomością. Tym niemniej homeostaza organizmu jest owocem dostosowywania reakcji do zebranych danych, a więc przekład bodźców na wewnętrzny "język" jest warunkiem życia. Dlatego też wierzymy w różne brednie, adekwatne do rzeczywistości społecznej i kulturowej w której żyjemy. Pomimo całej swojej autodestrukcyjnej zachłanności wciąż nieudolnie poszukujemy harmonii.   

wtorek, 23 marca 2021

DZIEDZICTWO KOMÓRKOWE


Ściśle mechanistyczna wizja życia czyni z organizmu coś w rodzaju maszyny, której funkcje określa konstrukcja odtwarzająca plan budowy - DNA. Jedynym celem tej maszyny jest w zasadzie ochrona tego planu i jego powielenie. Genetyczne informacje rozprzestrzeniają się w zależności od skuteczności maszyny, więc muszą wydawać jej skuteczne instrukcje. Źle skonstruowana maszyna wykształca złe mechanizmy, a te nie mogą powielić instrukcji i giną bezpowrotnie. Dobre geny determinują przetrwanie w najlepiej przystosowanej do środowiska formie. Tyle że właśnie tutaj ta sprawa się komplikuje. Środowisko może się zmienić i dobre geny mogą nagle okazać się złymi. Zdaniem darwinistów o formach życia przesądza więc ślepy traf, który selekcjonuje błędy kopiowania genetycznego (mutacje) przez zmienne filtry środowiskowe. Osobniki i gatunki gorzej przystosowane do środowiska wymierają.

Choć to Charles Darwin uchodzi za człowieka, który objawił ludzkości tajemnicę jej pochodzenia od małp, robaków i drobnoustrojów, materialistyczną teorię ewolucji stworzył już wcześniej Jean Baptiste de Lamarck. To on jako pierwszy w swojej "Filozofii zoologii" zakwestionował stałość cech gatunkowych i usiłował wyjaśnić przyczyny ich zmian, tyle że inaczej niż zrobił to później Darwin. Według Lamarcka przekształcanie się prostych organizmów w bardziej złożone wynikało z celowych, a nie losowych dostosowań. Cechą materii ożywionej miało być odpowiadanie na zmienne wyzwania środowiskowe przez przekształcanie własnej struktury i następnie przekazywanie takich adaptacyjnych mutacji. Innymi słowy lamarkizm zakładał dziedziczenie cech nabytych, a nie tylko wrodzonych. Choć ani Lamarck, ani Darwin nie mieli jeszcze pojęcia o istnieniu DNA, odkrycie tej biologicznej matrycy wpisało się w teorię ewolucji, a nawet zdawało się ją wyjaśniać. 

Z tego powodu lamarkizm został z czasem odrzucony przez środowisko naukowe, jako że zmiany zachodzące w trakcie życia organizmu zdawały się nie zmieniać przekazywanej informacji genetycznej. Rozwój cywilizacji wyjaśniano na drodze procesów kulturowych, wzmacniających tylko przypadkowe adaptacje. Po raz kolejny wszystko jednak okazało się nie tak oczywiste jak się wydawało, a pod wpływem nowych badań biolodzy musieli zrewidować swoje dotychczasowe paradygmaty. Otóż okazało się, że dziedziczenie cech nie zapisanych sekwencją nukleotydów w genomie jest możliwe. Ekspresja genów nie tylko może być kształtowana przez czynniki zewnętrzne, ale także przekazywana na drodze tak zwanego dziedziczenia epigenetycznego. Dokładne mechanizmy takiego przekazu nie są jeszcze poznane i wymagają dalszych poszukiwań, niemniej czynniki pozagenetyczne kształtują nas już w zarodku. 


Przecież wszystkie komórki naszego ciała mają dokładnie takie same DNA, a różnicują się pod wpływem sygnałów chemicznych, dzięki czemu jesteśmy czymś bardziej złożonym od kolonii komórek. To przeniesienie instrukcji z poziomu komórki na poziom organizmu biologia ewolucyjna określa mianem eksportu dostosowania. W jakimś punkcie tajemniczy przeskok ewolucyjny zintegrował luźno powiązane drobnoustroje w złożony i wyspecjalizowany organizm, które replikuje nie tyle architekturę komórki co organizację systemu. Czynniki środowiskowe mogą indukować zmiany rozwojowe włączając i wyłączając geny, a komórkowa pamieć o tej aktywności może być transmitowana między pokoleniami. Sekwencja genomu nie jest naszym przeznaczeniem, choć może określać szereg kluczowych cech, od koloru oczu po temperament. Jednak identyczne pod względem genetycznym pszczoły mogą różnicować się na robotnice, żołnierzy i królowe, w zależności od tego czy są karmione pyłkiem kwiatowym czy mleczkiem pszczelim. 

Dieta, aktywność fizyczna, używki, stres - wszystkie te czynniki wpływają nie tylko na nasze zdrowie, ale też pakiet informacji biologicznych które przekażemy (lub nie) potomnym organizmom. Co jeszcze bardziej zaskakujące piętno na przyszłych pokoleniach wywierać mogą nawet przebyte przez nas traumy i nie chodzi tu bynajmniej o ich skutki wychowawcze. Na przykład obniżona przed zapłodnieniem samic myszy metylacja genu Olfr151 kojarząca bodziec neutralny (zapach kwiatu wiśni) z bólem, została odziedziczona przez kolejne pokolenia myszy, które reagowały lękiem już na sam ten zapach. W korach mózgowych następnych pokoleń myszy zaszły zmiany anatomiczne w postaci większej liczby receptorów reagujących na zapach kwiatu wiśni!!! Doświadczenia przodków mogą więc zmieniać anatomię i pracę układu nerwowego potomnych. Rozmaite obsesje, lęki i fobie, mogą zatem być skutkami niefortunnych doświadczeń zgromadzonych przez naszych rodziców, dziadów i pradziadów. A to jak żyjemy odciska piętno nie tylko na nas samych.