Afryka – dziki ląd podobno bez historii. Kolebka ludzkości.
Ziemia Egipcjan, lecz też czarnych faraonów z Nubii. To stąd Hannibal prowadził
na Rzym swoje słonie bojowe. To tu przetrwała do dzisiaj jedna z najstarszych
na świecie struktur państwowych czyli Etiopia. Tu pławił się w luksusie
najbogatszy człowiek wszechczasów – czternastowieczny władca Mali, Mansa Musa.
Dzięki portom suahilijskim kwitła wymiana handlowa z Arabami i Persami, a nawet
z Indiami i Chinami. Średniowieczne Wielkie Zimbabwe było swego czasu jednym z
najludniejszych miast świata. Mimo że z Afryki wywędrował homo sapiens dziś
zdaje się ona peryferią współczesnej geografii. Zacofana, uboga i chaotyczna
staje się jednak źródłem coraz to nowych problemów, przede wszystkim dla Europy
– piractwa, masowej imigracji czy terroryzmu.
Nasi pierwsi przodkowie – ludzie w dzisiejszym rozumieniu
tego słowa – pojawili się w Afryce Południowej około 250 tysięcy lat temu.
Ponieważ był to obszar bogaty we florę i faunę początkowo nic nie skłaniało ich
do migracji – te zaczęły się dopiero około 130-110 tysięcy lat temu. Być może
wędrówki w nieznane wynikały w jakiejś mierze ze zmian klimatycznych, choć
swoją rolę odegrać też musiała niespokojna natura ludzka. Zasadniczo człowiek
wyszedł z Afryki dopiero 60 tysięcy lat temu, przy tej okazji krzyżując się
nieco z lokalnymi przedstawicielami rodzaju Homo – neandertalczykami w
Europie czy denisowianami w Malezji, co umożliwiło wchłonięcie korzystnych
lokalnych adaptacji. Nie dość, że pochodzimy od Buszmenów, to jeszcze jesteśmy
genetycznymi kundlami – to smutna wiadomość dla wszystkich Aryjczyków,
teksańskich ranczerów i prawdziwych Polaków, ale rodziny się nie wybiera.

Zbyt poprawnym politycznie byłoby wszakże twierdzenie, że
nie ma żadnych różnic antropologicznych, bo te widać nawet gołym okiem. Lecz to
właśnie genetyczne zróżnicowanie gatunku umożliwia badania, które pozwalają
rozjaśnić tajemniczą przeszłość homo sapiens. Weźmy choćby pigmentację skóry –
jej natężenie słabnie im dalej od równoleżnika, co jest skorelowane z
natężeniem promieniowania ultrafioletowego. Nadmierna ekspozycja na takie
promieniowanie jest szkodliwa, lecz bez niej nie jest możliwa biosynteza
witaminy D. Wraz z przybyciem do Europy presja ewolucyjna wyłączyła stopniowo
znajdujące się w naszej skórze filtry tego promieniowania, co zapobiegając
skutkom niedoboru witaminowego uczyniło nas białymi ludźmi.
Patrząc wstecz własnej historii widzimy drogę rozwoju, co
sprawia, że ciężko nam dostrzec inne możliwe jej scenariusze. Jeśli nie dostrzegamy
ukierunkowanego progresu, rozgrywające się w czasie zmiany nie mają dla nas
żadnego znaczenia i sensu. Mianowaliśmy się misjonarzami cywilizacji, bo
uważamy, że tylko życie w jej obrębie jest „ludzkie”. W imię postępu
gospodarczego, technologicznego i naukowego, dotarliśmy już wszędzie z
kagankiem oświaty i konsumpcji. Czy jednak nasz pęd ku nowym cywilizacyjnym
zdobyczom wynika tylko z odmienności kulturowej, czy też biały człowiek jest w
jakimś stopniu zaprogramowany do podbojów, eksploracji i innowacji? Teza dosyć
kontrowersyjna... Szukając odpowiedzi w naszym genomie znajdujemy jednak
przesłanki wskazujące na geograficzne zróżnicowanie naszych życiowych motywacji
już na poziomie biologicznym.

Otóż dłuższy allel (wariacja) genu kontrolującego przekaźnictwo
dopaminy (czyli regulatora tak zwanego układu nagrody), DRD4, wydaje się
zwiększać u swoich nosicieli głód doznań, poszukiwań i zmian. Porównując
genetykę populacji z trasami dawnych migracji badacze doszli do wniosku, że
wydłużenie tych szlaków skutkowało też wydłużeniem alleli. Najprawdopobniej to
właśnie osobnicy z długimi alllelami byli skłonniejsi do wypraw w nieznane i to
oni docierali najdalej od macierzy. Obliczono, że proporcja długich alleli DRD4 zwiększa się średnio 4,35% na każdy tysiąc mil (1610 km) migracji. Osobowości
bardziej „dopaminowe” (wrażliwsze na nagrody) wykazują się potrzebą większej
aktywności fizycznej, intelektualnej i społecznej, więc po zadomowieniu się w
nowej niszy wyznaczały sobie więcej celów i były bardziej zmotywowane.
Nadmierne ilości dopaminy mogą jednak skutkować brawurą, manią, uzależnieniami,
zaburzeniami koncentracji i percepcji, czy nawet schizofrenią. Cała nasza
cywilizacja kręci się siłą naszego nienasycenia.