Łączna liczba wyświetleń

piątek, 16 października 2026

REALIZM BIZNESOWY

 
Donald Trump musiał zrobić coś żeby ocalić lecące na łeb na szyję notowania Republikanów przed wyborami połówkowymi do Kongresu. Ten zaś jest prezydentowi potrzebny żeby mógł sprawnie rządzić. Poza tym Trump będzie pewnie chciał w następnych wyborach prezydenckich przeforsować "swojego człowieka", żeby kontynuował jego absurdalne dziedzictwo.

Sam teoretycznie nie może już kandydować, chociaż coś o tym kiedyś przebąkiwał. Widzieliśmy już historii wielokrotnie jak  demokracja zmieniała się w dyktaturę, choć wydaje się że Stany Zjednoczone jeszcze nie są tym zagrożone. Ale pozostaje znana z Polski możliwość kierowania krajem z "tylnego siedzenia", choć jak wiadomo stary jebaka powoli tetryczeje.

Ale ten cały trumpizm to swego rodzaju religia - a jego mesjasz przebierał się już za papieża i Jezusa - więc pewnie będzie chciał namaścić J. D. Vance'a , bo uroił sobie, że to jakaś misja dziejowa. Uczynić Amerykę znowu wielką i tak dalej... Przy okazji wspierać lokalne mutacje alternatywnej prawicy na całym świecie, rozwalić Unię Europejską, pieprzyć o tradycyjnych wartościach i ruchać wszystko co popadnie.

Aby ocalić ten wspaniały projekt potrzebna jest władza i oczywiście pieniądze. A żeby mieć władzę trzeba zapewnić wyborcom tańsze paliwo, a sami wiecie że amerykańskie samochody palą więcej niż europejskie - w Ameryce wszystko musi być wielkie. Poza tym Jankesi nie lubią oszczędzać, a już zwłaszcza ropy której mają pod dostatkiem. Paliwo i tak jest tam tańsze niż w Europie, ale sporo podrożało.


Nawet najgłupszy dureń - z wyjątkiem sfanatyzowanych wyznawców i ludzi tak bogatych że mają ceny w dupie - musiał powiązać drożyznę z awanturą w Iranie. Trump zwalił jednak winę na Zełenskiego i jego ataki na rosyjskie rafinerie. Zawarł z Putinem umowę na zakup diesla, co ma przed wyborami obniżyć ceny. W zamian Putin wytargował zniesienie sankcji i odblokowanie tankowców.

W tle zaś jest lukratywna transakcja sprzedaży aktywów giganta naftowego Łukoil czyli interes za 20 miliardów dolarów na którym obłowić ma się rodzinka Trumpa. Ktoś nazwać mógłby to zwykłą korupcją, ale po co używać takich brzydkich słów? Chodzi przecież o to, żeby Ameryka rosła w siłę, a ukochanym wyborcom żyło się dostatnio. Przypomina się casus Gerharda Schrodera i jego kluczowej roli w powstaniu infrastruktury North Stream 1 i North Stream 2.

W zamian za to ta niemiecka świnia dostała po zakończeniu kariery politycznej wysoko płatne posady u rosyjskich gigantów - rzekomo w roli "eksperta". Ponieważ wskutek sankcji zablokowano mu wypłaty Gerhard został teraz ekspertem od supermarketów - "doradcą" pewnej rosyjskiej sieci i nadal inkasuje gotówkę zgodnie z prawem. Zresztą temat tych nieszczęsnych gazociągów znowu powraca w kontekście kolejnego genialnego planu pokojowego Donalda Trumpa.

W biznesplanie tym postuluje się wznowienie dostaw rosyjskiego gazu do Europy, a do tego biznesu wejść mieliby amerykańscy inwestorzy. Zamrożone w Europie rosyjskie aktywa (260 miliardów euro) miałyby zaś przepłynąć do specjalnego funduszu, który kontrolować ma oczywiście Ameryka. Jeśli zaś chodzi o Ukrainę to ma oddać okupowane terytoria. W zamian dostanie kolejne "gwarancje bezpieczeństwa" i zostanie odbudowana niczym Strefa Gazy.


Żeby wierzyć w dobre intencje Moskwy trzeba być debilem, ale po raz kolejny Trump zaczął roztaczać jakieś utopijne wizje. Zmusił więc Ukrainę do rozejmu energetycznego. Oczywiście Rosja zignorowała ten postulat i dalej napierdalała w ukraińskie elektrownie. W międzyczasie dane wywiadowcze przestały docierać, a system Starlink zaczął szwankować... Po trzech dniach Ukraina wznowiła więc ataki, olewając "pokojowe" apele Trumpa.

Całe to napięcie grozi oczywiście zerwaniem współpracy z USA, choć bezpiecznikiem jest tu właśnie Kongres. Większość kongresmenów - także w Partii Republikańskiej - jest za utrzymaniem wsparcia, więc pewnie nie dojdzie do zupełnej wolty, choć oczywiście Trump może tu sporo nabruździć. Ukrainie skończyły się już pociski Patriot, więc zima może być niewesoła... Putin - przegrywając na froncie - zamierza wywołać katastrofę humanitarną, żeby złamać morale narodu ukraińskiego.

W Donbasie trwa dosyć udana operacja ukraińskiej armii o kryptonimie Vivaldi. Mówiąc wprost Ukraińcy zaczynają teraz wydzierać okupowany teren. Pozostaje więc terroryzowanie miast z powietrza. Ukraina zniszczyła też trzy z pięciu baz danych Yandexu (nazywanego "rosyjskim Google"), co sparaliżowało rosyjski internet. Jest to dla niej wojna o wszystko, więc nawet bez Trumpa będzie kombinować dalej... My zaś powinniśmy się bać, a nie toczyć wojny kulturowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz